niedziela, 20 lutego 2011
Stadiony miarą postępu?
Jedno przysłowie mówi, że biednemu zawsze wiatr w oczy wieje, zaś inne, że bogatemu to i diabeł do snu dziecko kołysze. Coś w tym niewątpliwie jest, ale nie o tym teraz będzie, gdyż na temat biedy i bogactwa tyle już napisano, że trudno być oryginalnym. W ogóle trudno być oryginalnym gdyby zadać pytanie inaczej: a dlaczego to zawsze nam, Polakom wiatr w oczy wieje, a diabeł nie usługuje? Weźmy takich Amerykanów. Toż na nowy ląd płynęli z Europy biedacy, którzy w niej nie mogli sobie znaleźć miejsca, a tam jakoś wiatr im nie przeszkadzał. Skolonizowali kraj, znaleźli złoto i inne bogactwa i proszę, do niedawna byli pierwszą, a nawet i teraz są znaczącą potęgą gospodarczą świata. Gdy tylko kupili od cara Alaskę (dla cara utrzymywanie tego półwyspu było nieopłacalne), zaraz znaleźli tam złoto. U nas wydobycie złota było nieopłacalne, a jakże, i ostatnie kopalnią w Złotym Stoku nomen omen, zamknięto w latach 60.tych ubiegłego wieku. Albo taka Australia. Kraj postały z kryminalistów, a dziś? O Kanadzie, RPA czy Rodezji (dziś Zimbabwe) nie wspomnę. A u nas? Gdy Polska wraz Ukrainą wygrała organizację Mistrzostw Europy w piłce kopanej w 2012 r., studziłem nadzieje i zapały. Sukces sportowy? Mało prawdopodobne w kraju, gdzie każdy kto potrafi nogą trafić w piłkę zaraz okrzykiwany jest gwiazdorem. Zagraniczny zaciąg polono-stranierich też nic dobrego nie wróży, ponieważ są to piłkarze drugiego sortu, którzy nie mieli szans załapać się do reprezentacji państw, w których zamieszkują. Co gorsza w finałach Euro 2012 nie ma już reprezentacji złożonych z kelnerów, fryzjerów czy pracowników stacji benzynowych, bo ci odpadli już wcześniej. Ale co tam sukces sportowy. Co gorsza szykuje się porażka organizacyjna. Organizacja mistrzostw miała przynieść nam nowoczesną infrastrukturę z autostradami, drogami, nowoczesną koleją, itd., itp. Co z tego zostanie? Niewiele. Władze zapewniają, że przynajmniej stadiony. Cztery. W Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i we Wrocławiu. Na każdym odbędą się się trzy mecze a na jednym z nich jeszcze finał. Widać przydała się nauka z historii o ważności igrzysk. Ale i w tej resztce, która pozostała z beczki miodu znalazła się łyżka dziegdziu. Nie chodzi już o to, że Warszawa zafundowała sobie dwa stadiony, że nawet Kraków, a w Chorzowie stadion był i to spełniający normy. Rzecz w tym, że jak to pokazuje przykład Poznania, stadiony u nas są drogie, źle zbudowane i nie wiadomo ile kosztować będzie ich utrzymanie. Sprawa poznańskiego bubla wyszła na jaw na skutek sankcji UEFY, ograniczającej liczbę widzów na meczy Lecha z Bragą. Do mediów wyciekł nawet dotyczący tego raport, który gmina Poznań ukrywała nawet przed swoimi radnymi. Poznański stadion kosztować miał 500 mln zł. Do tej pory kosztował już 750 mln zł a końca wydatków nie widać. Dla porównania. Budowa nieco tylko mniejszego (30 tys. widzów) stadionu Rhein-Neckar-Arena w Sinsheim, mieście wielkości Kłodzka, kosztowała 60 mln euro, czyli 240 mln zł. Skąd aż trzykrotna różnica, skoro koszty pracy w Niemczech są wyższe, a inne – porównywalne, nie mówiąc już o socjalizmie? A ile będzie kosztowano ich utrzymanie? W Kuwejcie, który będzie organizatorem Mistrzostw Świata także zbuduje się stadiony. Tyle, że zaraz po turnieju zostaną zburzone, bo nie opłaca się ich utrzymywać. A tam tylko piasek i ropa, a u nas bywa, że nawet piasku brakuje, szczególnie zimą. Za to u nas i tylko u nas stadiony będą miarą postępu.
16:35, mrozmarek , sport
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lutego 2011
Assange a totalniactwo
Esej Juliana Assange, znanego z przecieków opublikowanych na stronach Wikileaks, pt. "Spiski państwowe i terrorystyczne" każe spojrzeć inaczej na problemy współczesnego świata, ale co najważniejsze, powinien zadowolić tak zwolenników jak przeciwników spiskowych teorii dziejów. Czy jest prawdziwy, tzn. czy takie cele rzeczywiście stawia przed sobą Wikileaks – to już inna sprawa. Prawdziwe z pewnością są zagrożenia, na które wskazuje. Esej Assange'a stawia tezę, że każdy reżim jako taki nie chce zmian i broni się przed nimi. W obawie przed oporem są starannie ukrywają swoje plany. To oznacza, że jest to działanie spiskowe. Z kolei interakcje o charakterze spiskowym są główną metodą działania elit politycznych w systemach autorytarnych. Organizacje takie z natury są amorficzne. Składają się z dwóch części: węzłów sieci (ludzi w organizacji) oraz mechanizmów komunikacji między nimi. Jedne są ważniejsze od innych -np. przez liczbę połączeń – a tym samym niektóre drogi komunikacyjne są ważniejsze. Struktura ta jest odporna na interwencje z zewnątrz, zwłaszcza konwencjonalne, jak np. likwidację poszczególnych spiskowców. Jedynym sposobem zaburzenia działalności takiej sieci jest uniemożliwienie komunikacji między węzłami, a nie ich zniszczenie, a więc uderzenie w łączność całego systemu. Dlatego w walce z nimi trzeba myśleć inaczej, szerzej niż to robiono przed nami, i odkrywać technologiczne możliwości działań niemożliwych wcześniej. „Spiski to maszyny kognitywne. (...) Zbierają informacje o świecie zewnętrznym, przetwarzają je, i działają na ich podstawie. Sieć przetwarzająca informacje (computational network) to członkowie konspiracji i połączenia między nimi. Jedną z metod na zniszczenie i spowolnienie konspiracji to degradacje tej sieci.” „Im bardziej tajemnicza lub niesprawiedliwa jest organizacja tym bardziej przecieki wprowadzają strach i paranoję wśród jej liderów i koterii planującej działania. To musi prowadzić do minimalizacji mechanizmów skutecznej komunikacji wewnętrznej (wzrost kognitywnego "podatku od tajności") co w konsekwencji oznacza spadek systemowej wydajności co z kolei prowadzi do zmniejszenia możliwości utrzymywania władzy (..)” W tym świetle inaczej widać przeciek dokumentów z sieci łączności USA. Nie ma on na celu wywołanie skandali ze względu na ich treść – jak się to sugeruje, lecz utrudnienie komunikacji jako takiej. Oczywistym więc jest, że Assange uznaje USA za państwo autorytarne lub organizację spiskową. Jak silny musi być strach przed Assangem i Wikileaks świadczą słowa asystenta premiera Kanady, że Assange powinien zostać zabity.
sobota, 12 lutego 2011
Kłopoty z Rosiakiem
Rada Powiatu Wałbrzyskiego większością głosów 17:11 przy 1 wstrzymującym się zgodziła się na zwolnienie z pracy w urzędzie miejskim radnego Longina Rosiaka. Tego samego, który kilka miesięcy temu nagrał i opublikował rozmowę z senatorem Romanem Ludwiczukiem. Zbrodnia to niesłychana, gdyż choć sama rozmowa obfitująca w różne wyrażenia ogólnie uznawane za nieparlamentarne, mogła co najwyżej dostarczyć sporo radości gawiedzi i ukazać senatora jako swojego chłopa, to pokazała coś więcej: mechanizm działania "naszej młodej demokracji". Co prawda zrozumienie tego mechanizmu wymaga pewnego wysiłku, a co za tym idzie - zdolności mentalnych, ale sam fakt, że został ujawniony już jest groźny. Po drugie sam senator stracił na znaczeniu a nawet stanowisko prezesa w PZKosz-u. I choć straciłby i tak, bo na tę funkcję się nie nadawał, ponieważ nie umiał wykorzystać sprzyjającej koniunktury finansowej, nawet nie potrafił wyłonić trenera reprezentacji a i sami zawodnicy z Gortatem na czele go krytykowali, ale nagrana rozmowa przelała czarę goryczy. W każdym razie tak wygląda sekwencja zdarzeń. Wprawdzie prezydent Wałbrzycha Piotr Kruczkowski podał inne argumenty, a to, że będąc na zwolnieniu lekarskim Rosiak po ulicach chadzał, a nawet działał w kampanii wyborczej po stronie konkurenta Kruczkowskiego, a to, że zarabiał za dużo, bo tyle ile wynosi gaża wiceprezydenta miasta choć tylko patrzył w ekrany monitoringu miejskiego, gdzie zarobki jego kolegów wynoszą ok. 1500 zł. Nie znającym realiów Wałbrzycha muszę wyjaśnić, że kiedyś L. Rosiak był wiceprezydentem ale został zwolniony. Podał sprawę do sądu i wygrał, P. Kruczkowski musiał przywrócić go do pracy tyle, że jego vickiem był już kto inny, a wyrok sądu określał, że płaca nie może być mniejsza niż była. Swoją drogą Kruczkowski kilkakrotnie bezskutecznie próbował zwolnić Rosiaka i nie tylko jego. Także innego radnego - Krzysztofa Paciepnika z SLD. W tym przypadku też się nie udało, a pomógł mu w tym m.in. Rosiak właśnie. Wspominam o tym dlatego, że teraz, kiedy w Wałbrzychu Sojusz wszedł w sojusz z Platformą, Paciepnik głosował za zwolnieniem Rosiaka, na ale to Marx powiedział coś o bycie i świadomości. Samo meritum sprawy stanie się przedmiotem deliberacji sądów, bo tam ona trafi. Będzie kupa śmiechu, gdy Rosiak wygra po raz kolejny. Na razie w ratuszu czekają aż Rosiak wróci ze zwolnienia aby mu wręczyć wypowiedzenie. Wtajemniczeni twierdzą, że za poparcie PO SLD żąda 40 etatów. Dostało 3. Resztę trzeba będzie utworzyć lub zwolnić trochę niewygodnych. A jak zabraknie niewygodny, dołoży się z wygodnych. Prezydent już zapowiedział wielkie zmiany organizacyjne. I w tym tkwi klucz. Pewne jest jedno: ciąg dalszy z pewnością nastąpi.
15:58, mrozmarek
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi