poniedziałek, 23 lutego 2015
Oskarowa marchewka, więzienny kij

 

Każdy treser wie, podobnie jak pedagog, o ile nie doznał zaćmienia mózgu nowoczesnymi teoriami, że najlepiej udaje się zamienne, ale i umiejętne, posługiwanie kijem i marchewką. Marchewkę właśnie zobaczyliśmy. Tym razem pod postacią statuetki Oscara. Dzięki temu świat cały w blasku jupiterów zobaczył, co i tak było wiadomym dla sprytnych i cwanych, czyli jaki schemat obowiązuje we współczesnej, mainstream-owej, narracji.

 

Ramowo wygląda on następująco: „jądrem ciemności” jest Polak, a zwłaszcza katolik lub przedstawiciel szeroko rozumianego kleru. Jego przeciwieństwem, czyli jasnym punktem jest Żyd (nie mylić z „niosącym światło”, czyli Lucyferem). Mamy więc gnostyczną oś, dualizm, odnowioną mitologię manichejską, zgodnie z którą ciemność zwycięża, ale nie do końca, bo w końcu i światło dochodzi do głosu. I tak jest w tym schemacie. Polacy napadają na Żydów i zamykają ich w polskich obozach śmierci. No, może nie wszyscy Polacy ale naziści, którzy w tej społeczności dominują. Nie mogą tego ścierpieć Niemcy i wchodzą do Polski aby ratować Żydów, co im się z niewyjaśnionych powodów nie udaje. To pewna luka, taka biała plama, ale jest tylko kwestią czasu, kiedy zostanie zapisana. Na szczęście w sukurs Niemcom przychodzą Ukraińcy, którzy wyzwalają obozy śmierci.

Ale to nie koniec, bo trzeba wykończyć nazistów, czyli Polaków. Dlatego Żydzi, mimo traumy, ale z sercem na dłoni wchodzą w skład organów bezpieczeństwa aby nieść światło, rzecz jasna. Z drugiej strony dzielni Ukraińcy przy pomocy oddziałów spod znaku Tryzuba bronią się przed polską agresją. A jest ona nie byle jaka, bo Polacy, w szale nienawiści, szowinizmu i klerykalizmu, napadają na niewinnych Niemców i ich mordują. W najlepszym razie wysiedlają.

I tak dochodzimy do współczesności, kiedy to światło wolności i demokracji zwycięża. Pojawia się kwestia zadośćuczynienia za polskie zbrodnie, przybierające różne formy. Niemcom i Ukraińcom oddać należy tereny zachodnie i wschodnie, a Żydom lasy zajmujące środek państwa, lub odpowiedni ekwiwalent finansowy.

To oczywiście nie koniec, bo wątek współczesny też zostanie odpowiednio rozwinięty w duchu manichejskim.

To oczywiście ramówka, która nie musi być wypełniona w całości przez dzieła literackie, filmowe i każde inne, o ile ich autorzy zechcą uzyskać jakieś nagrody lub choćby granty na bieżącą produkcję umożliwiającą godne życie na właściwym poziomie.

 

A co jest kijem, zapytacie? Kijem jest art. 55 ustawy o IPN, na przykład. Można go zastosować na grzbiecie tego, kto poważyłby się złamać przestawiony wyżej schemat. Ktoś, kto np. zażądałby odszkodowań od Niemców, Ukraińców za rzeź wołyńską, i Żydów za zbrodnie UB.



niedziela, 22 lutego 2015
Orthorexia - nowe gusło psychiatrii częścią NWO

Już sama chęć odżywiania się nieszkodliwą żywnością to choroba umysłowa - twierdzą psychiatrzy

System, w którym przyszło nam żyć coraz bardziej zaciska pętlę na naszej szyi. Odbywa się to po trochu, metodą salami, czy jak kto woli użyć innej metafory – powolnego podgotowywania żaby, która wrzucona do wrzątku od razu by zeń wyskoczyła, ale umieszczona w zimnej ale stopniowo podgrzewanej wodzie, nawet nie zauważy, że jest już gotowa. Przyznam, że ten przykład bardziej mi odpowiada, gdyż moim zdaniem, jest bardziej adekwatny do sytuacji, ale to już szczegół.

Na obecnym etapie do akcji wkroczyła psychiatria. To dość kontrowersyjna specjalizacja medyczna, nie przez wszystkich uznawana za naukową, zaledwie od półwiecza mogąca posługiwać się lekami, a przez niektórych uznawana za rodzaj szamaństwa. Poza tym, psychiatria ma swoją czarną legendę uformowaną z jednej strony przez takie kultowe dzieła jak film „Lot nad kukułczym gniazdem” lub w formie real -–w postaci „psychuszek” dla opornych wobec socjalizmu w Związku Radzieckim. Na naszym gruncie psychuszki wprowadził nie tak dawno ówczesny poseł PO i z jej ramienia minister sprawiedliwości – Jarosław Gowin, dla „osób stwarzających zagrożenie”ale to na marginesie.

Teraz nowym gusłem staje się nowa choroba - orthorexia (z gr. ortho - słuszny, poprawny, prawidłowy oraz orexis – apetyt, pragnienie) nervosa, którą definiuje się jako „patologiczną obsesję na punkcie biologicznie czystej i zdrowej żywności”. Innymi słowy: zapotrzebowanie na pożywne i zdrowe jedzenie jest chorobą psychiczną, która musi być leczona, a symptomy choroby wykazują nawet ci, którzy przesadnie interesują się składem tego, co jedzą. Krótko mówiąc, ci, którzy odwrócą się od słabej jakościowo, za to obfitującej w toksyczne dodatki powodujące raka, żywności, cierpią na chorobę psychiczną. Bo czyż można nie uznawać produktów dużych korporacji preferujących zysk przed ludźmi? Pseudo-naukowcy idą dalej, bo przecież diagnoza choroby to jedno, a kuracja toksycznymi farmaceutykami produkowanymi przez takie same korporacje - to drugie.

I choć póki co orthorexia nie znalazła się w ostatnim wydaniach spisów chorób psychicznych, a mimo to zaczyna żyć własnym życiem, za sprawą kampanii, jaką rozpoczęły CNN, Fast Company, Popular Science i inne czołowe publikatory.

Ale jeśli przyjrzymy się motywom tych, którzy to lansują, zobaczymy rzecz w innym świetle.

Psychiatria jako taka jest niemal całkowicie zależna od firm farmaceutycznych, produkujących „leki” do „leczenia” tych „chorób”. Często są to spółki działające w cieniu w celu wymyślania kolejnych kategorii chorób psychicznych (i nie tylko), na które nowe leki są odpowiedzią.

Opisywany właśnie nacisk na popularyzowanie orthorexji, ma na celu w najlepszym razie zdusić w zarodku a w najgorszym zmarginalizować, żywieniową rewolucję.

Gdy ludzie uciekają od sztucznego jadła (a w ostatnich 5 latach produkty no-GMO zwiększyły swój udział w rynku spożywczym), producenci „toksycznej” żywności znaleźli się w zagrożeniu. Nie tylko zresztą oni, także cały przemysł farmaceutyczny, dla którego ważni są chorzy a nie zdrowi. Naturalną więc rzeczą, korporacje, teraz już jawnie, muszą wykorzystać państwo jako narzędzie, do obrony swoich interesów. Ale element finansowy jest „oczywistą oczywistością”, dla nas ważniejszy jest inny wniosek jaki z tego wypływa. Korporacje są ponad państwem i żadne państwo nie jest w stanie z nimi wygrać. Z wielu różnych przyczyn, do których wrócę przy innej okazji.

I nie jest to zjawisko nowe. Korporacje istniały niemal od zawsze, ale do czasu reformacji, która podkopała pozycję Kościoła Rzymskokatolickiego, który też był swego rodzaju korporacją, utrzymującą tamte jeżeli nie w ryzach, to przynajmniej w równowadze w stosunku do państwa. Po reformacji, której głównym i rzeczywistym celem, a nie deklarowanym, było przejęcie majątku kościelnego, oraz przejęcie „rządu dusz” w wyniku działań rewolucyjnych, a dalej–- ustanowienia rządu światowego w ramach NWO. Korporacje nie są celem, one są tylko narzędziem do wysysania pieniędzy i tresury społeczeństw. Orthorexia jest tu drobnym, choć ważnym elementem wskazującym niczym wskazówka kompasu, w którą stronę to wszystko zmierza.

 

 

 

 

 

 

 



środa, 18 lutego 2015
Wojak i dziennikarka

 

Ponieważ odwaga mówienia prawdy w naszych czasach, staje się towarem deficytowym, trzeba pokazywać tych, którzy jeszcze jej nie stracili

 

Sean Adl-Tabatabai w tekście „Dziennikarka CNN: 'Rządy płacą nam za fałszowanie wiadomości'” opisuje opisuje doświadczenia i postawę Amber Lyon, trzykrotnej laureatki dziennikarskiej nagrody Emmy, dziennikarki CNN. Twierdzi ona, że amerykański i inne rządy, opłacają stację za selektywne podawanie informacji o konkretnych wydarzeniach. Ponadto rząd Obamy płaci CNN za redakcyjną kontrolę zawartości tekstów.

 

Redflagnews.com:

W marcu 2011 CNN wysłała do Bahrajnu czteroosobową grupę w celu relacji wydarzeń arabskiej wiosny. Na miejscu byli narażeniu na różne niebezpieczeństwa i zastraszani ale udało im się zrobić kilka fantastycznych ujęć. Jak pisze Glenn Greenwald z brytyjskiego Guardiana 4 września 2012:

W tym odcinku Lyon przeprowadzała wywiad z aktywistami, gdy ci opisywali tortury zadawane im przez ludzi władzy. Rozmawiała z przedstawicielami rządu usprawiedliwiającymi się z więzienia aktywistów. W tym odcinku były też ujęcia, jak siły reżymu strzelały do bezbronnych demonstrantów i grupowych aresztowań.

 Na przekór temu oraz niebezpieczeństwa na jakie narażeni byli jej właśni dziennikarza oraz ich informatorzy, CNN International (CNNi) nigdy go nie wyemitowała. Nie zadano sobie nawet trudu aby tę decyzję jakoś uzasadnić.

 Zaraz po powrocie z Bahrajnu Lyon powiedziała, że „widziała na własne oczy, że twierdzenia władzy to kłamstwa i nie mogła uwierzyć, że CNN włożyła do jej informacji nieprawdziwe rzeczy”.

Na jej protesty kazano jej siedzieć cicho, co uznała za groźbę. Wiedziała, że odkryła za dużo. Teraz Amber pokazuje co dzieje się za zamkniętymi drzwiami amerykańskich mediów. Utworzyła własną stronę internetową, dzieląc się prawdą o tych oszustwach.

 Warto aby posłuchać o czym mówi Amber Lyon w związku nie tylko z Bahrajnem ale o specyfice działania obamowego rządu. Całość wraz oryginalnym nagraniem na: yournewswire.com - CNN Journalist ‘Governments Pay Us To Fake Stories’, z 9 lutego 2015 .

 

O ile Amber Lyon jest znana i jej przekaz dotrze do szerokich kręgów odbiorców, o tyle gwoli prawdy trzeba ukazać podobne postawy innych, mniej znanych ludzi. Do takich należy słowacki weteran wojenny - Robert Bačinský, który zwrócił swoje odznaczenia jakie dostał za operacje przeprowadzone w Kosowie pod egidą NATO. Inspiracją dlań był podobny krok podpułkownika czeskiej armii - Marka Obrtela, które swoje odznaczenia zwrócił przed miesiącem. Bačinský do wniosku załączył list otwarty do ministra obrony Słowacji. Oto jego fragmenty:

 

 

 

„Zwracam swoje odznaczenia, ponieważ są dla mnie hańbiące za swoją służbę w tej najbardziej przestępczej i nieludzkiej organizacji, jaka kiedykolwiek powstała, a także, ponieważ brzydzę się dyktatorską polityką USA, które na całym świecie swoje własne interesy, coraz częściej przeforsowują przy pomocy NATO.

 Ma Pan rację, zainspirował mnie kolega ppłk Marek Obrtel z Czeskiej Armii./.../ Wierzę, że nas, którzy się od Pana odwrócimy plecami, będzie coraz więcej.

Nie ma Pan u mnie żadnego autorytetu, pogardzam Wami , politycy SR, ponieważ jesteście klinicznym przykładem obłudy, niekompetencji... Jesteście partią kolesiów i błaznów, którzy przez każdorazowe cztery lata rzucają kośćmi, aby ustalić, kto będzie zasiadać na którym ministerstwie. Upojeni siłą i poczuciem bezkarności, będziecie radzić jak jeszcze zniewolić innych i ilu wojaków aby wysłać ich, gdzieś, gdzie razem z NATO i USA będą się bronić przed wymyślonym terrorystycznym zagrożeniem.

Gardzę Wami, siedzącymi w garniturach i krawatach w ciepłych i bezpiecznych biurach, tysiące kilometrów od pola walki, skąd rozdajecie wskazówki co trzeba robić, a nie mając pojęcia jak to wygląda tam. Robi Pan to, co się Panu podoba, kłamiąc, wydając fałszywe oświadczenia, ustanawiając embargo i zatajając informacje, bo tak zarządził wasz Wieli Brat - USA. Ci, którzy tego nie widzą mają dwa powody: nie chcą tego widzieć lub mają żałośnie mało informacji. A jaki jest wasz powód panowie politycy? Jeśli zdecydowaliście się być marionetką i lokajem USA, to wasz wybór. W rzeczywistości, jesteście dla nich tylko bezwartościowym towarem, stadem baranów, które na zlecenie Białego Domu idą w ciemno do walki o piękne, a zwłaszcza bogate jutro chciwych korporacji amerykańskich … Ale przy najbliższej, oczywiście pokojowej, operacji NATO, wzywam Was panowie politycy, abyście jako pierwsi założyli mundury, a następnie przyoblekli w nie swoje żony, dzieci, krewnych i wszystkich swoich bliskich. Dotyczy to również Pana, Panie prezydencie jeśli chcesz mieć bazę USA na Słowacji! W ten sposób dacie nam dobry przykład pokazując nam, jak z dumą i zdecydowanie walczycie .... przeciwko komu i faktycznie za co ??? ...

To sprzeciw wobec polityki USA i zabijania milionów bezbronnych ludzi przez NATO, którego dumnym członkiem jest Słowacja.

I choć piszę to na końcu, to jest to przede wszystkim usprawiedliwienie, że służyłem w tej przestępczej organizacji, za co będę się wstydzić do końca życia.”

 

(Na podst: Tentokrát slovenský vojak vrátil vyznamenania. Hanbím sa, že som slúžil pre zločineckú organizáciu (NATO) v Hlavné správy)

 

Powyższy tekst jest nieporadny, ale w tej nieporadności autentyczny i szczery. Wymaga uczciwości i odwagi, a niewielu na nią stać w warunkach pokoju, gdy wraca się z wojny i na nowo próbuje odnaleźć się w życiu. Dla wielu jest to trudne, dla niektórych niemożliwe. Każdy kończy inaczej. Ale czy owa, tak często przypisywana powracającym z „misji” trauma, nie ma takiego właśnie podłoża, świadomości, że co innego miało być a co innego było, i że wszystko to razem stanowi część jeszcze większego oszustwa? Tego nie wiemy.

 

wtorek, 17 lutego 2015
Waszyngton nie próżnuje przy sabotowaniu Mińska

Finian Cunnigham prognozuje fiasko uzgodnionego w Mińsku rozejmu

 

Z rozbitym nosem i nadszarpniętym ego Stany Zjednoczone ruszyły podkopać rozejm zawarły w Mińsku przekręcając jego warunki tak, aby krachem obarczyć Rosję. Tytuł Washington Post nadał ton już kilka godzin po zawarciu rozejmu: „Putin ogłosił rozejm z Ukrainą” uznając fałszywie Rosję za protagonistę tego konfliktu. Amerykański minister SZ John Kerry i jego wierni brytyjscy i polscy sojusznicy, ostrzegał Rosję przed dalszymi sankcjami jeżeli porozumienie z Mińska nie zostanie w „pełni zrealizowane”. Innymi słowy, Waszyngton z uporem powtarza jak mantrę, że to Moskwa jest agresorem a więc jest też winna konfliktowi. Z tryb warunkowz oznacza, że USA na każdym kroku będą skrycie sabotować rozejm aby mieć pretekst dla sankcji i dostaw broni kijowskiemu reżymowi.

 Wydaje się, że Amerykanie jeszcze nie doszli do siebie po dyplomatycznym puczu jaki rosyjski prezydent wraz z francuskim i niemiecką kanclerką, przeprowadzili w ubiegłym tygodniu. Stało się to po groźbach USA o dostawach broni i 17-godzinnym maratonie uzgodnień, a także pomimo - jak twierdzi Cunnigham -–prób podkopania szansy na pokój przez Davida Camerona i Donalda Tuska.

Cameron, z typowo brytyjską wyższością, mówił o konieczności zmiany postawy Putina zaś Tusk demonizował rosyjskiego przywódcę określając go jako niewiarygodnego.

 Skoro kijowski rząd nie dotrzymał postanowień poprzedniego rozejmu, co doprowadziło do obecnej eskalacji konfliktu, tylko naiwni mogą oczekiwać, że tym razem będzie inaczej. Ukraińcy podżegani są do wojny przeciwko populacji Donbasu poprzez stała politykę oraz finansową i wojskową pomoc USA. Zbrodnie wojenne Kijowa były zakłamywane przez Waszyngton i wybaczane na podstawie fałszywego twierdzenia o „rosyjskiej agresji”. To efekt odgórnego założenia o destabilizacji Rosji przyjętego jeszcze rok temu po zmianie rządu w Kijowie. Pokojowe rozwiązanie na Ukrainie jest sprzeczne z politycznymi celami Waszyngtonu wobec Rosji.

Zbrodniczy rząd w Kijowie stał się specjalistą w popełnianiu terrorystycznych czynów pod fałszywą flagą, przypisując je wraz z zachodnimi chlebodawcami „powstańcom wspomaganym przez Rosję”. Masakra w Doniecku 21 stycznia, w Mariupolu 24 stycznia i w Kramatorsku, gdzie rakietami Szmierszt' zabito 17 osób, mają wszelkie znaki operacji pod fałszywą flagą dokonanej przez USA oraz specjalne jednostki ukraińskie.

W incydencie kramatorskim, w przeddzień spotkania w Mińsku, rząd kijowski twierdził, że rakiety Szmierszt' zostały odpalone przez separatystów z opanowanej przez nich Gorłowki, oddalonej o 80 km, na granicy maksymalnego ich zasięgu. Separatyści zaprzeczyli powiadając, że nie celują do cywilnych rejonów. Kilka godzin po masakrze Petro Poroszenko w Kramatorsku fotografował się z ofiarami leżącymi na szpitalnych łóżkach. Jest czymś nieprawdopodobnym, aby Poroszenko przyjechał do miasta będącego pod ostrzałem jeśli zagrożenie ze strony powstańców byłoby rzeczywiste. Także mówił jakby według scenariusza: „To potwory używają kasetonowych bomb przeciwko cywilom. To zbrodnia przeciwko ludzkości, gdy cywile zabijani są rosyjską bronią w swych domach.” Na drugi dzień „oburzony” Poroszenko w Mińsku serdecznie potrząsał ręką z Putinem. To tyle jeżeli chodzi o rosyjskie zbrodnie.

Powiedzenie, że ostatni rozejm będzie cicho sabotowany, jest zbyt oględne, biorąc pod uwagę poprzednie zachowanie kijowskiego reżymu. Wystarczy, że będą walki trwać nadal, co będzie „dowodem”, że Rosja nie realizuje uzgodnień z Mińska. To zaś umożliwi Waszyngtonowi i jego posłusznym brytyjskim i polskim sojusznikom, wraz z usłużnymi zachodnimi medialnymi propagandzistami, obwiniać Rosję o złamanie „warunków” przymierza. Potem Ukrainę napełni się amerykańską bronią i wprowadzi więcej sankcji.

Prezydent Władimir Putin zasłużył na duże uznanie za postawę wobec kryzysu ukraińskiego. Problem w tym, że Amerykanie grają w inną, nieczystą grę, w której nie obowiązują żadne zasady.

 Od publikacji tekstu Cunnighama minęły 3 dni i wszystko zdaje się potwierdzać zawarte w nim prognozy. Z naszego punktu widzenia ważna jest pozycja Polski i Wielkiej Brytanii w ukraińskim konflikcie ukazana w tekście: bardziej wasalna wobec Waszyngtonu niż innych państw europejskich. Oznacza to dla nas większe niebezpieczeństwo na przyszłość. Jesteśmy po raz kolejny w dziejach traktowani jako rozgrywane przeciwko Rosji w cudzym interesie, z tragicznym finałem. Jeżeli ma się to zmienić, trzeba wykorzystać okazję jaką dają majowe i jesienne wybory. Może to nic nie dać, ale próbować trzeba.

 

Całość: Washington Wastes No Time to Sabotage Minsk 14.02. 2015 na Strategic Culture Foundation



piątek, 13 lutego 2015
Ukraina: Władimir Putin preferuje „lichy mir“

Izrael Shamir

 W lutym do wiosny daleko - biadolił Joseph Brodsky. Rzeczywiście, śnieg w Moskwie i w Kijowie stale mocno pada, tak samo jak na szerokich stepach tworzących rosyjsko-ukraiński pogranicze, ale tam ma kolor czerwony. Wojsko zimą wojuje niechętnie, chociaż żywot na tych terenach jest i tak ciężki, a tu do tego jeszcze walki w zbuntowanym Donbasie. USA przygotowują się do eskalacji poprzez dostawy nowych rodzajów broni do Kijowa.

 Zmęczona oblężeniem i periodyczny ostrzałem powstańcza obrona nie zwracała uwagi na śnieg i obsadziła strategiczne donieckie lotnisko. To lotnisko z tunelami, które za Stalina było symbolem solidnej, sowieckiej, wojskowej pracy, dla niedostatecznie uzbrojonych powstańców było dużym wyzwaniem. Jego podziemia były wyposażone tak, aby przetrwały atak jądrowy; dlatego po miesiącach walk powstańcy wroga wygnali a lotnisko obsadzili.

 Liczyli, że wygnają wroga ze swojej ziemi ostatecznie; na razie zajmują trzecią część Donbasu, a rosyjski prezydent ciągle naciska hamulec. Przedkłada szpetny pokój nad walkę. Ukraina dla niego jest ważna ale nie całkowicie, nie jest najwaniejszym problemem na świecie. W tym zgadza się z amerykańskim przywódcą. Ale jest wielka różnica: Rosja chce Ukrainę spokojną, Amerykanie wolą walczącą.

Rosja widziałby Ukrainę zjednoczoną, sfederalizowaną, spokojną i prosperującą. Odłączenie Donbasu do tego nie pasuje: Donbas jest silnie związany z resztą Ukrainy i nie łatwo tak nagle przeciąć te związki. Wojna już wygnała miliony ludzi ze wschodniej Ukrainy do Rosji obciążając jej systemy. Putin nie może od Donbasu odwrócić się i zapomnieć. Tego by mu nie wybaczono i ludzie mu na to nie pozwolą. Jako człowiek ostrożny, nie dąży do wojny z niepewnym końcem. Musi więc lawirować do jakiegoś pokoju.

 Mam kontakt z dobrze poinformowanym i wysoko postawionym źródłem rosyjskim, który podzielił się ze mną i z wami swoimi przemyśleniami, pod warunkiem zachowania anonimowości. Jakkolwiek pewny jest Zachód, że Putin chce odnowić Związek Sowiecki, w rzeczywistości rosyjski prezydent zrobił wszystko aby uchronić Ukrainę przed rozpadem - powiedział. Aby na Ukrainie zapanował pokój, Rosja zrobiła to: poparła wyjednaną przez Zachód umowę z 21 lutego 2014, ale USA mimo to naciskały na pucz na następny dzień (22 lutego), czym „doprowadziły do zmiany układu sił na Ukrainie” - słowa Obamy.

 Po puczu południowo-wschodnia Ukraina nie podporządkowała się nowemu reżimowi kijowskiemu i odcięła się. Dlatego Moskwa prosiła powstańców z Donbasu aby powstrzymali się przed przeprowadzeniem referendum w maju, ale ci nie posłuchali.

Moskwa uznała wyniki sfałszowanych wyborów w maju przeprowadzonych przez reżym po puczu w Kijowie, tym samym uznając Poroszenkę za prezydenta całej Ukrainy, choć na południowym wschodzie żadnych wyborów nie było a opozycyjne partie miały zakaz w nich uczestniczyć.

Moskwa oficjalnych wyników listopadowych wyborów w Donbasie nie uznała, co zmartwiło wielu rosyjskich narodowców.

Działania te nie były popularne ale Putin zrobił tak aby doszło do rozmów pokojowych dla Ukrainy. Niektórzy przywódcy Donbasu byli namawiani do odejścia na emeryturę. Na darmo. Zabiegi Putina były przez USA i UE ignorowane. To pobudzało stronnictwo wojny w Kijowie. „Nigdy w Kijowie nie widział nic złego, cokolwiek by zrobił” = rzekło źródło.

 Pokój na Ukrainie należy osiągnąć poprzez federalizację - powiedziało źródło. To powód, dlaczego o dwóch najważniejszych elementach porozumienia z Mińska (między Kijowem a Donieckiem) nigdy nie słyszeliśmy: konstytucyjne i socjalno-ekonomiczne reformy. Zachód i wschód mówią różnymi językami, czczą różnych bohaterów, mają inne aspiracje. Można by to wspólnie przezwyciężyć ale tylko wtedy, gdy Ukraina zostanie państwem federalnym jak USA , Indie czy Szwajcaria.

 W Mińsku strony uzgodniły powołanie wspólnej komisji do konstytucyjnych reform ale Kijów to odrzucił. Zamiast tego utworzył małą i tajemniczą komisję Rady (parlamentu). To zostało potępione przez Komisję Wenecką, doradczą instytucję do spraw konstytucyjnych. W Doniecku by tego nie zaakceptowano i nie jest to tym, co uzgodniono w Mińsku.

 W kwestii integracji, w Mińsku uzgodniono reintegrację Donbasu do Ukrainy. W Donbasie, mimo rozczarowania, to zaakceptowano, ale Kijów nadal oblegał Donbas, odciął jego banki, przestał kupować tamtejszy węgiel, i wypłacać pieniądze. Za to jego wojska codziennie, w czasie pokoju, ostrzeliwują milionowy Donieck. Zamiast amnestii dla powstańców, co było elementem umowy mińskiej, na wschód wysłano wojska rządowe.

 Ugoda z Mińska mogłaby przynieść pokój, ale musi być wypełniona. Może prezydent Poroszenko tego chciał, ale kijowska partia wojny z pomocą Zachodu, Poroszenkę strąci gdy pójdzie za daleko.

Paradoksalnie - jedyną drogą zmusić go do pokoju jest wojna. Powstańcy i ich rosyjscy stronnicy użyli walk aby go zmusić do podpisania umowy z Mińska: ich atak na Mariupol był bardzo skuteczny a Poroszenkę zmusił do wyjazdu do Mińska. Od tej chwili Kijów i Donieck zawarły kilka rozejmów, wymienili jeńców, ale Kijów odmawia wprowadzenia w życie konstytucyjnych i socjalno-gospodarczych umów z Mińska.

Nie ma sensu dotrzymywać rozejmu gdy Kijów używa go do przygotowań do kolejnego ataku. Rozejm musi prowadzić do konstytucyjnych zmian - powiedziało moje źródło - reform uzgodnionych w otwartym i transparentnym dialogu z Kijowem. Bez reform Donbas (Noworosja) pójdzie na wojnę. Także operacja w Debalcewie można traktować jako sposób zmuszenia Poroszenkę do prośby o pokój. Rosja nie zamierza angażować się w walki ani negocjacje pokojowe. Rosjanie stoją z boku podczas gdy Amerykanie uparcie przedstawiają Rosję jako jedną ze stron konfliktu.

USA starają się zwrócić inne państwa przeciwko Rosji z pewnym sukcesem, Jednym gestem niemiecka kanclerka a Angela wyeliminowała wszystkie organizacje, struktury i związki budowane przez lata pomiędzy Niemcami a Rosją. Każda wizyta Joe Bidena prowadzi do starcia.

 Rosjan złości sprawa malajskiego Boeinga. Na każdym spotkaniu na wysokim szczeblu z Amerykanami przypominają histeryczne oskarżenia, że samolot został zestrzelony rosyjskimi rakietami przez powstańców. Od tego czasu minęło ponad pół roku a Amerykanie nie przedstawili żadnego dowodu, że do tego przyczynili się Rosjanie i powstańcy. Nie przedstawili zdjęć satelitarnych ani zapisów z samolotów AWACS patrolujących wschodnią Europę. Moje źródło powiedziało, że wysoko postawieni Amerykaie nie upierają się już przy tej wersji ale twardogłowi ani myślą przeprosić za te pomówienia.

 Jednocześnie Amerykanie odgrywają uczciwych. Twierdzą, że nie chodzi im o „kapitulację” Rosji, że uważają konfrontację za kosztowną i niepotrzebną, przy czym potrzebują Rosji w negocjacjach o irańskim programie jądrowym, przy likwidacji syryjskiej broni chemicznej, w rozwiązaniu problemu Palestyny. Rosjanie ostro protestują, że to wszystko słyszeli już podczas afery libijsk.

 Różnice w poglądach między Rosją a USA są wielkie praktycznie we wszystkich płaszczyznach. Charakterystyczne: od Syrii po Donbas Rosjanie popierają pokój, Amerykanie naciskają na wojnę. Teraz Rosjanie zaprosili na rozmowy do Moskwy przedstawicieli opozycji i rządu z Syrii. Przyjechali, porozmawiali, odjechali i przyjadą ponownie. Mogliby się prawdopodobnie dogadać ale przedstawiciele USA mówią, że się nigdy nie pojednają z prezydentem Basharem Assadem i będą walczyć do ostatniego Syryjczyka aby go obalić. Daje to do myślenia: każdą wojnę na świecie dotuje amerykański dolar i podtrzymuje Dow Jones, jak kapitał szuka bezpiecznego schronienia i znajduje je w USA.

 Nie myśli się o losie coraz większej ilości Syryjczyków, uciekających do Jordanii, czy Ukraińcach uciekających do Rosji. Jakie to nieszczęście dla tych dwóch godnych podziwu krajów! Syria była spokojna i prosperująca, diament Środkowego Wschodu, dopóki nie została zrujnowana przez USA popierające islamistów; Ukraina była najbogatszą częścią ZSRR dopóki nie zrujnowały jej USA przez popieranych prawicowców i oligarchów. Josef Brodsky w 1994 r., gdy Ukraina ogłosiła secesją od Rosji, z goryczą przewidywał, że oszukani Ukraińcy będą cytować rosyjską poezję w swojej ostatniej godzinie. To proroctwo właśnie się spełnia.

 

Ukraine: Vladimir Putin Prefers a “Bad Peace” 6.02. 2015 na Global Research.



środa, 11 lutego 2015
Turcja a Gazprom. Geopolityka gazociągu

 

Rosyjski Gazprom, OJSC i turecka spółka Botas Petroleum Pipeline Corporation potwierdziły zamiar przesyłu gazu do Turcji przez nowy gazociąg w grudniu 2016 r., a do 2019 r. Rosja będzie już mogła dostarczać do Europy gaz obchodząc Ukrainę pisze Peter Iskenderov.

 Po rokowaniach prezesa Gazpromu - Aleksego Millera z tureckim ministrem energetyki - Tanerem Yildizem w Ankarze, ten pierwszy oświadczył, że podpisana umowa zakłada, że pierwsza nitka będzie mieć potencjał 15,75 miliard metrów sześciennych gazu przeznaczonego na rynek turecki. Ta wspólna inwestycja czyni z Gazpromu i Botasu strategicznych partnerów w zakresie infrastruktury.

 Całkowita pojemność gazociągu nieoficjalnie zwanego Turkish Stream wyniesie 63 mld m3 gazu rocznie dostarczanego czterema rurami. Gazociąg przebiegnie 660 km trasą planowanego wcześniej South Streamu a dalsze 250 km korytarzem do europejskiej części Turcji.

 

 

 

 Komentatorzy zauważają, że umowa między Moskwą a Ankarą to cios w Transatlantycki Gazociąg (TANAP), z którym lobbują USA i UE. Stolice zachodnie także reagują ostro. Po sukcesie „odstrzelenia” projektu South Stream, amerykańskie MSZ określiło rosyjskie projekty energetyczne jako polityczne a nie ekonomiczne, a kompletnym brakiem logiki popisał się unijny komisarz Maroš Šefčovič określając „dostawy całości gazu przez Turcję a nie przez Ukrainę” za utratę imagu Gazpromu, jakby już w Europie zapomniano o problemach jakie stwarzała Ukraina przy tranzycie przez swój kraj.

 Zachód obawia się, że przez prze-kierunkowanie rosyjskiego gazu poza Ukrainę straci „ukraińską kartę przetargową”, którą Zachód tak chętnie teraz gra. Zarówno South Stream jak Turkish Stream uznają za niepożądany, ponieważ obydwa odstawią Ukrainę na boczny tor geopolitycznych gier rozgrywanych według zachodniego scenariusza.

Niewyjaśnione komplikacje gazociągu Opal - odnogi Nord Stream, mogą wyjaśnić, kto kieruje się politycznymi zamiast ekonomicznymi motywami. „Po trzech latach miał ten gazociąg, dostarczając gaz tranzytem do Niemiec przez Czechy, Słowację, a częściowo i Austrię, funkcjonować na 50% pojemności i to tylko dlatego, że przepływa nim rosyjski gaz, a prawdziwe cele są inne...”, stwierdził przedstawiciel Gazpromu Wiktor Zubkow.

UE nie chce narażać się na dalsze koszty kupując gaz od Turcji, ale można było tego uniknąć nie rezygnując z projektu South Stream. Teraz Rosjanie mają chęć finansować budowę, ale UE będzie musiała wyłożyć własne środki na budowę rur od tureckiej granicy.

 Rok 2019, kiedy rosyjski gaz popłynie poza Ukrainą przez Turcję będzie niespodzianką. Ktoś to rozumie całkiem dobrze, a konkretnie - na Węgrzech. Premier Viktor Orban oświadczył, że antyrosyjskie sankcje „stoją w sprzeczności z węgierskim interesem” i że ma zamiar, „zawrzeć z Rosją umowę gazową” podczas spotkania z prezydentem Władimirem Putinem w Budapeszcie, który do węgierskiej stolicy przybędzie 17 lutego.

 Na marginesie tekstu Iskenderova nie można nie zauważyć, że turecki gazociąg ominie także Polskę. Być może będziemy zmuszeni kupować droższy gaz z Niemiec. Kto wie? Nasza polityka, póki co, dokładnie odpowiada powiedzeniu: Na złość babci odmrożę sobie uszy.

 Turkey and Gazprom. The geopolitics of pipelines na Strategic Culture Foundation 4.02.2015



wtorek, 10 lutego 2015
Standardy strachem okrojone

 

 Po wzmiankach i próbach obśmiania przez nasze media satyrycznego reportażu o Grzegorzu Schetynie, nagranego i wyemitowanego przez Kanał 5 rosyjskiej telewizji, zasiadłam do komputera żeby już po chwili bez trudu znaleźć go na kilku portalach. Po niewielu więcej niż 10 minutach tego dość dobrze zrobionego i momentami zabawnego felietonu raczej niż reportażu, lub też, jak kto woli – mixu tych dwóch gatunków, naszło mnie kilka refleksji.

Pierwsza, to sama robota dziennikarska. Po Anatoliju Majorowie, autorze filmu, nie znać było strachu czy kompleksów. Inaczej niż u nas. Nie wyobrażam sobie, aby któryś z naszych dziennikarskich luminarzy pojechał do Rosji aby zrobić coś podobnego o Ławrowie i to nie tylko ze względów językowych. Lis, jego zawsze sinawa żona, Olejnik, lub ta druga z Polsatu, czy ktokolwiek zresztą z trzech głównych telewizji, byliby do tego zdolni? Wolne żarty. Oni brylują na wizji, gdy im się nie przeszkadza, lub gdy mają nad kimś przewagę. Potrafią powielać plotki na temat Rosji, Putina, czy innych, ale sami niczego nie wymyślą, a to co mówią jest im podane na tacy.

Weźmy takiego Kulczyckiego, który w niedzielny wieczór, wzorem resortowej Stokrotki, próbował przesłuchiwać Warzechę, żądając by ten mówił jak trzeba, czyli zgodnie ze „standardami”. Warzecha opuścił studio a szkoda, bo powinien Kulczyckiego zdzielić między oczy gdy ten zarzucił mu brak standardów, nie czekając aż zarzuci mu branie pieniędzy od sztabu Dudy.

Tę koszmarną jakość dziennikarstwa, które jest niczym innym niż tubą propagandową tylko i wyłącznie, widać szczególnie w momentach takich jak wybory, te i każde inne. Ciągle tylko słychać jaką to przewagę ma ten Komorowski nad swoimi rywalami i dlatego nie będzie uczestniczył w debacie z kimkolwiek. Tak mówi jego rzeczniczka i żaden z reporterów nawet się nie zająknie nad prawdziwą przyczyną takiego zachowania, a jest nią zwyczajny strach. Bo Komorowski jest tak słaby, że przegrałby debatę z każdym, nawet z Magdaleną Ogórek i to na każdy temat.

Ale to co mnie uderzyło, to był strach. Strach w oczach Schetyny, gdy wypowiadał się o materiale Majorowa, czego nie mógł ukryć cwaniacki uśmieszek i ten bełkotliwo-ironiczny ton. Schetyna się bał, że następnym razem może być coś więcej niż ten dziwny wyjazd do Kanady, niż jego dochody nie do końca przejrzyste, że koszykarski Śląsk, itd. Nie, to nie to. Miałem wrażenie, że Schetyna wie, że Majorow wie o czymś, co może wykorzystać następnym razem, a co mógł dostać od FSB, czy SWR. Być może to któryś z wątków poruszanych przez Grzegorza Brauna w „Układzie Wrocławskim”? (Kto ciekaw, może sobie „wygóglać”.)

Ale to, co mnie zażenowało w tym materiale to inny strach. Strach profesora Pazia, który był jednym z rozmówców Majorowa, a który potem prosił go aby go nagrań wyciąć, bo będzie miał kłopoty. I to jest najważniejsze w tym wszystkim, nie Schetyna, nie dziennikarze, ale strach. Strach profesora uniwersytetu, że spotkał się z zagranicznym dziennikarzem, ale z kraju u nas niezbyt lubianego, i coś tam powiedział niezbyt pochlebnego dla ministra. Ten strach miał Polskę odróżniać od Rosji, bo tam miano się bać złowrogiego Putina, a boją się tu. I to jest jakaś część prawdy, prawdy o nas i o Polsce w ogóle.

Bo oni tak chcą, chcą, żeby wszyscy się bali, każdy czegoś innego z utratą pracy na czele. Strach ma być jak mgła – rozpościerać się wszędzie, wszystkich i wszystko otulać i zarażać jak zaraża się ospą. Dotyczy on większości, zwłaszcza tych, którzy osiągnęli jakąś pozycję i nie wyobrażają sobie innego życia.

Znałem kiedyś faceta, który wskutek różnych zakrętów losu został posłem w tzw. sejmie kontraktowym. Na krótko, ale to wystarczyło, bo gdy w następnych wyborach mandatu nie zyskał, to umarł. Już nie widział dla siebie miejsca na ziemi. Oto jak złudzenia zastępują rzeczywistość.

Ale to złudzenie stworzone przez system, który w ten sposób panuje nad ludźmi. Bez tego by się mu nie udało.





poniedziałek, 09 lutego 2015
USA „walczy” z terrorystami dowodzonymi przez fikcyjnych przywódców

 

USA twierdzą, że prowadzą wojnę przeciwko „Państwu Islamskiemu”, którego przywódcy „al-Baghdadi“ nie istnieją twierdzi Tony Cartalucci

 

W 2007 r. New York Times ogłosił, że przywódca „Państwa Islamskiego” - Abdullah Rashid al-Baghdadi nie istnieje, a stworzenie tej fikcyjnej postaci było trikiem do ukrycia roli cudzoziemców w utworzeniu i działalności „Al-Kajdy w Iraku“. W artykule pt. „Przywódca Al-Kaidy w Iraku jest fikcją – mówi amerykańska armia” NYT powołuje się na jej rzecznika, generała brygady Kevina Bergnera, który potwierdził fikcyjność Baghdadiego, któremu w nagraniach głosu użyczył stary aktor Abu Adullah al-Naima.

Wg Bergnera trik wymyślił Abu Ayub al-Masri, rzeczywisty przywódca Al-Kajdy usiłując zamaskować dominującą rolę obcokrajowców w tej organizacji.

 Chodziło o wymyślenie takiej postaci, która by wskazywała na irackie pochodzenie i umieszczenie go na czele organizacji zwanej Państwem Islamskim by potem tak to urządzić, aby mu Masri wypowiedział wierność. Ayman al-Zawahiri, zastępca Osami bin Ladena, potwierdza oszustwo wspominając o Baghdadim w swoim wystąpieniu video w internecie.

Oznacza to, że tzw. „Państwo Islamskie” to nic innego jak dodatek do Al-Kajdy – a ona sama jest uzbrojona, finansowana i wspomagana przez oddanych sojuszników Ameryki: Arabię Saudyjską i Katar.

Obecność Al-Kajdy w Iraku i Syrii i jej główna rola w wojnie z Iranem i rządami w Bagdadzie i Damaszku, jest manifestacją przestępczej konspiracji ujawnionej w 2007 r. W artykule podwójnego laureata nagrody Pulitzera - Seymoura Hershe „Przekierunkowanie: Czy polityka naszego rządu jest korzystna dla naszych wrogów w walce przeciwko terroryzmowi?” zauważa, że: „aby podkopać Iran, w przeważającej mierze szyicki, bushowa władza zdecydowała się przeorientować swoje priorytety na Środkowym Wschodzie. W Libanie rząd współpracował z rządem saudyjskim, który jest sunnicki, w tajnych operacjach mających osłabić Hezbollah, szyicką organizację popieraną przez Iran. USA zainteresowane są tajnymi operacjami przeciwko Iranowi i jego sojuszniczce – Syrii...”

Hersh udokumentował, że Zachód i jego regionalni partnerzy celowo organizują sekciarskie rzezie.

W artykule „Sojusznicy Ameryki finansują ISIS Daily Beast napisał: „Państwo Islamskie w Syrii i Iraku (ISIS), zagrażające Bagdadowi, przez rok było finansowane przez bogatych darczyńców z Kuwejtu, Kataru, Arabii Saudyjskiej – trójkę amerykańskich sojuszników”.

Trik z Baghdadim miał nie tylko ukryć obcą rolę, lecz także ukryć intrygę USA-Arabii Saudyjskiej.

Dziś inni „al-Baghdadowie“ z powodzeniem prowadzą „Państwo Islamskie”. Jego istnienie i rola nie są potwierdzone, a prawdopodobieństwo powtórzenia triku z „Baghdadim” wydaje się być pewne. Nie tylko dlatego, że przywódcy „Państwa Islamskiego” są całkiem fikcyjni, ale fikcyjny jest sam ISIS. To nic innego jak przemetkowanie Al-Kajdy pracującej z zatwierdzonymi militarnymi organizacjami, którym pomaga Zachód i państwa Zatoki Perskiej, z Al Nusra na czele, ponieważ formalnym celem jest obalenie rządu Syrii oraz użycie spustoszonej ziemi jako bazy wypadowej do wojny z Iranem.

Stany Zjednoczone bombardujące fikcyjną organizację terrorystyczną dowodzoną przez fikcyjne osoby, oto istota triku opisanego przez NYT w 2007 r., triku, który trwa do dziś. Celem nie jest zniszczenie ISIS, ale użycie tego fikcyjnego frontu jako pretekstu do dalszych interwencji w interesie rzeczywistych militarnych ekstremistów utworzonych przez USA-NATO-Saudów o celu obalenia rządu w Damaszku.

Próby zaliczenia ISIS do „domorosłych” ruchów powstałych na irackich i syryjskich pustyniach mają ukryć fakt, że obecnie Al-Kajdzie NATO pomaga ukryć się w pobliskiej Turcji, a pomoc dla niej w postaci bojowników, broni i pieniędzy, płynie z państw NATO, a nie tylko z „okupowanych pół roponośnych” w Syrii, czy miejscowej ludności.

Rzeczywistość taką łatwiej zauważyć biorąc pod uwagę, że terytorium zajęte przez ISIS po amerykańskich nalotach podwoiło się zamiast zmniejszyć.

Wall Street Journal zauważa, że Państwo Islamskie opanowało duże części północno-wschodniej Syrii i zbliża się do kluczowych miast na zachodzie kraju, łącznie z Aleppą, centrum powstania przeciwko prezydentowi Basharu Assadowi.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że polityka amerykańska okazała się nieskuteczną, o ile celem jej było zneutralizowanie ISIS. Ale jeżeli ISIS jest tworem fikcyjnym, z nieistniejącymi przywódcami, a oficjalnym celem obalenie syryjskiego rządu, to podwojenie terenów opanowanych przez Al-Kajdę i jej zbliżenie się do miast takich jak Aleppo, które znajdują się w zasięgu syryjskich wojsk rządowych, jest wspomaganiem terrorystów.

 Uznanie działań Zachodu w Syrii jako bezprecedensowego, nikczemnego i ludobójczego terroryzmu państwowego, tak jak uznawanie terrorystycznych organizacji operujących w tym kraju i u jego granic, może Syrii i jej sojusznikom pomóc w ujawnieniu prawdy i umożliwić otwartą pomoc rządowi w Damaszku w odniesieniu sukcesu.

 

 Całość: US "FIGHTING"TERROR GROUP WITH FICTIONAL LEADERS 28.01.2015 na blacklistednews.com



niedziela, 01 lutego 2015
Czy demiokracja na Zachodzie jest martwa?

Paul Craig Roberts

 

Odpowiedź na to pytanie ujawni się jako wynik walki pomiędzy nowym rządem greckim, sformowanym przez partię Syriza, a Europejskim Bankiem Centralnym (ECB) i bankami prywatnymi, których interesy bronią UE i Waszyngton.

 Spartanie, których czerwone płaszcze i wojenne rzemiosło rozsiewały strach w sercach cudzoziemskich najeźdźców a radość w greckich miastach-państwach, dziś już nie istnieją.

 Same Ateny są historyczną ruiną. Ci Grecy, z którymi kiedyś trzeba się było liczyć, a którzy pomogli 300 Spartanom, dostarczając kilka tysięcy Koryntian, Tebańczyków i innych wojowników by przeciwstawić się stutysięcznej armii perskiej pod Termopilami, a wreszcie pokonać ich flotę pod Salaminą, a wojska lądowe pod Platejami, także nie istnieją.

 Ludzie w greckiej historii stali się postaciami z legend. W końcu nawet Rzymianie nie mogli pokonać Persów.

 Jakby podążając dalej swoją chlubną historią, Grecy przeciwstawili się UE i grupie niemieckich i holenderskich banków. Tak jakby Grecja z czasów minionych istniała i dziś, UE i prywatne banki trzęsą się ze strachu po tym jak niemiłosiernie złupiły grecki naród stając się dla Grecji takim samym zagrożeniem, jakim była Persja.

 Po tym jak Grecja wstąpiła do UE i przyjęła euro jako swoją walutę, straciła niepodległość. Bez kontroli nad własnym pieniądzem, kraj ten nie może się sam finansować. W XXI wieku jest przez europejskie banki prywatne doprowadzona do utraty pieniędzy z powodu własnej niekompetencji i nadmiernemu pożyczaniu krajom członkowskim EU. Banki nie uważają to za własny błąd, ale za błąd zadłużonych rządów i ich obywateli.

 Według doniesień, amerykańska firma banksterska Goldman Sachs, zwana kiedyś Gold Sacks, zataiła przed społeczeństwem grecki dług, aby banki mogli udzielać dalszych kredytów i w ten sposób wystawić na rabunek.

 UE fałszywie argumentowała, że ten banksterski trik jest w interesie Greków. Ludzie więc używali środków z tych kredytów. Jednak skutkiem tego jest to, że Grecy muszą spłacić je przez obniżenie dochodów i płac, zwiększenie bezrobocia i wyprzedaż narodowego majątku.

 Grecja jest na kolanach. Ludzie nawet popełniają samobójstwa, bo nie wiedzą jak mają się zabezpieczyć przed skutkami warunków wymaganych przez UE i prywatne banki, tylko dlatego, że te nie chcą spisać długów na straty.

 Samobójstwa są jednym ze skutków „demokracji”w Grecji. Z dostateczną ilością demokracyj, można by kontrolować ogólnoświatową populację, zostawiając destrukcję i ruinę. Potrzeba jedynie do tego pozwolić banksterom wyrabować cały świat.

 Co może zrobić Syriza? Bez pomocy Spartan – bardzo mało.

 Pomysły ludzi z tej partii zasługują na respekt. Syriza jest partią ludową, a przez to jest przeznaczona do zaniku. Głos ludu nie ma prawa wpływać na politykę świata zachodniego. Silne i bogate grupy interesów, władające na Zachodzie, za nic mają ludzi, którymi rządzą.

 Zanim jeszcze Syriza na dobre przejęła rządy, czasopismo Bloomberg zażądało od nowego greckiego premiera Alexisa Tsiprasa, aby Syriza grała według reguł ustanowionych przez wierzycieli.

Tsipras oznajmił, że nowy grecki rząd nie planuje „katastrofalnej konfrontacji” z wierzycielami, ale że chce wyjednać poprawę niewłaściwych warunków narzuconych Grecji, corocznie zaspokoić roszczenia wierzycieli ale nie doprowadzić do socjalnej, politycznej i gospodarczej destabilizacji w kraju.

 Na to stanowisko Bloomberg zareagował wystąpieniem, że grecki gabinet pełny jest komunistów, którzy dążą do zbliżenia z Rosją. I aby grecki rząd zrozumiał, kto tu rządzi, greckie akcje i obligacje zostały wystawione na atak i ich wartość spadła.

 Groźba ze strony UE i Wall Street jest jasna: postawicie się nam to was zniszczymy. I kara nastąpiła zaraz. Jak pisał Boomberg: „Greckie akcje i obligacje już trzeci dzień spadają, zaraz po tym, jak nowy minister ogłosił, że wstrzymuje wyprzedaż majątku państwowego i podwyższa płacę minimalną. Dochody z 3-letnich obligacji wzrosły o 2,66% do obecnego poziomu 16,69%. Wartość ateńskiego General Index spadła o 9,2 % i jest najniższa od roku 2012, kiedy podobna sytuacja zmierzała do zapaści banków.“

 Czy Tispras zrozumiał, że greckie instytucje finansowe będą karane, jeżeli poprą jego rząd? Bloomberg to wyjaśnił: „Niemcy ostrzegały narody śródziemnomorskie przed odstąpieniem od zawartych umów o pomoc, jak to wyjaśnili analitycy, że wprowadzenie Grecji na kurs kolizyjny z Europą doprowadzi do jej odejścia z euroregionu.”

 Oświadczenia nowo mianowanych ministrów „zapowiadają konfrontację i napięcia w jednaniu w bliskiej przyszłości” napisał do swoich klientów szef badaczy w Euroxx Securities z siedzibą w Atenach.

 Co właściwie oznacza ten „kolizyjny kurs” Syrizy? Nowy rząd chce zatrzymać spadek dochodów, którymi poprzednie greckie rządy obciążyły obywateli. Chce zatrzymać wyprzedaż greckiego majątku narodowego wierzycielom za ceny wyprzedażowe i chce też zwyższyć płacę minimalną , aby najbiedniejsi mieli dość chleba i wody do przeżycia.

 Jednak przez prywatne banki, przez Niemcy Merkelowej, które za bankami stoją, przez Waszyngton, który naród grecki okrada i przez greckie elity, uważające się za „część Europy”, Syriza jest czymś, czego trzeba się pozbyć.

 Atakuje się greckie akcje i obligacje, sieje się strach pomiędzy tę część greckiego społeczeństwa, które podatne jest na wpływ propagandy, jakoby Grecja musiałaby być częścią UE i posiadać euro, bo w przeciwnym razie historia ją osądzi.

 Grecy, podobnie jak Amerykanie, są okłamywani. Syrizę wybrało ponad 37% wyborców. To więcej niż dostały inne partie, ale może nie starczyć, aby Grecy wysłali do Waszyngtonu, UE i wierzycieli sygnał, że za swoim rządem stoją. Zamiast tego wysłali sygnał, że nowa partia musi utworzyć rząd z inną partią, która za to może coś dać. Wskazuje to na to, że Syriza może być przez zachodnie media demonizowana i prezentowana greckiemu społeczeństwo jako groźba.

 Nowy rząd świadom jest swoich słabości. Nowy premier twierdzi, że nic che konfrontacji, ale nie będzie się kłaniać tak, jak to robili poprzednicy. Należy osiągnąć rozsądny kompromis. Jednak takie porozumienie jest mało prawdopodobne, ponieważ nie leży w interesie Waszyngtonu, UE i wierzycieli.

 Celem tego „greckiego finansowego kryzysu” jest ukazanie, że członkowie UE nie są suwerennymi państwami i że banki, które im pożyczają, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności w przypadku strat związanych z pożyczkami. Obywatele zadłużonych krajów są za to odpowiedzialni. Muszą więc akceptować obniżenie swojego poziomu życia, aby banki mały pewność, że nie poniosą żadnych strat.

 Taka jest „Nowa Demokracja”. To powrót do starego, feudalnego porządku. Z jednej strony grupa super-bogatych arystokratów, a dużo więcej niewolników, zobowiązanych popierać narzucony porządek – z drugiej. Rabunek, rozpoczęty w Grecji, postępuje na Ukrainie i nikt nie wie, kto będzie następny.

 Czy Syriza z 37% wynikiem jest w stanie rzucić wyzwanie łupieżcom?

 Grecja może się znaleźć w sytuacji porównywalnej z europejskimi „wiekami ciemnymi” w latach 500-1100, kiedy to społeczeństwa były przedmiotem rabunków najeźdźców.

 Może być i tak, że się przeorientuje na Rosję i zyska finansowanie od BRICS.

 

 Całość: Is Democracy Dead In The West? Z 29.01.2015 na paulcraigroberts.org.



O autorze
Tagi