sobota, 28 listopada 2015
Dla kogo Polska?

 

Histeria wokół ataków terrorystów w Paryżu, a zwłaszcza rozpacz na ofiarami i akty solidarności z Francuzami, skłaniają do zadumą nad ślepą miłością Polaków do Francji i Francuzów a niechęcią do Rosji i Rosjan, bez względu na fakty. Widać to po reakcjach (i to nie tylko medialnych) po ostatnich wydarzeniach.

Ja nie trywializuję roli owych 130 zabitych, ale bądźmy szczerzy – nie da się tego porównać do ofiar rewolucjonistów francuskich i to pod żadnym względem. My zaś Francję postrewolucyjną, zwłaszcza tę za Napoleona, hołubimy i cenimy, czego przykładem jest twórczość Waldemara Łysiaka. Co więcej, my nie potrafimy realnie ocenić motywów gry politycznej Francji, która nas popierała a to w czasie zaborów i powstań, ale też podczas formowania się niepodległości polskiej, kiedy to ważnym czynnikiem była deklaracja władz polskich spłacenia długów carskiej Rosji. Niepodległość za cudze długi, czemu nie? Teraz z kolei musimy spłacać długi Francji wobec Rosji za niedoszły kontrakt wojskowy z powodu sankcji i co? I nic Można i tak skoro nie da się inaczej, ale po co tworzyć jakąś przedziwną patriotyczną mitologię, która lasuje mózgi młodych Polaków i nie pozwala widzieć rzeczy takimi jakimi są.

Jeżeli ma nastąpić zmiana w uprawianiu polityki historycznej zapowiadanej przez PiS, to tylko na taką, która pokazałaby nie tylko fasadę, ale mechanizmy podskórne, a więc tak rolę organizacji nie jawnych, jak i banków. Inaczej nie ma to sensu, bo jedna mitologia zastąpi drugą. A że tak będzie wskazują reakcje polskich polityków na zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turków, których, zupełnie bez sensu, zdają się popierać wbrew oczywistym dowodom. Panująca mitologia stawia Turcję na poziomie niemal przyjaciela Polski, bo rzekomo w Stambule było puste miejsce dla posła z Lechistanu. Nie wiem, czy tak było w istocie, ale jeżeli nawet, to nic to sułtana nie kosztowało. Za to prawie wcale nie mówi się o roli Turcji w likwidacji Świętego Królestwa Węgier (Mohacz), na zlecenie Habsburgów, Hohenzollernów i za pieniądze Fugerów przy biernej postawie, czy wręcz podejrzanej roli Jagiellonów. To samo potem spotkało Polskę i nawet aktorzy częściowo ci sami i aż się prosi aby pokazać mechanizmy, w tym te kierujące Brytyjczykami i Francuzami.

Ale zamiast tego na pierwsze miejsca w mediach awansował długowłosy hochsztapler z Wrocławia, od lat dojący państwową kasę pod pretekstem artyzmu, a który „przeczołgał” nowego ministra od chałtury, tj. od kultury. To, że minister ów jest też wicepremierem ukazuje bezbronność naszego państwa wobec organizacji niejawnych, emanacją których są różne organizacje pozarządowe (NGO) propagujące „wartości demokratyczne i wolnościowe”, w tym instytucje chałtury realizujące przeróżne dziwactwa.

My to, oczywiście, niby wiemy ale co z tego? Nie jesteśmy władni jako społeczeństwo na odruch obronny jak Węgrzy chociażby. Oto mija ponad 3 tygodnie od wygłoszenia ja podająca się za profesora, a wg ciotki Wiki – prawniczka i nauczyciel akademicki, feministka, Doktor habilitowana nauk prawnych, zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego - Monika Stanisława Płatek, publicznie wygłosiła tezę, że hasło „Polska dla Polaków” jest sprzeczne z art. 1 Konstytucji. Aż chciałoby się za Bismarckiem zawołać: „Hundert Profesoren, Vaterland du bist verloren” - setka profesorów i ojczyzna jest zgubiona, ale tu wystarczy kilku jak w/w Płatek, która łamie zasady logiki wykładane na I roku prawa i lasuje mózgi lemingów. Wzmiankowany artykuł mówi: „Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Co jednak, gdy owymi obywatelami są Polacy? Tego już nie wiemy ale możemy się domyślać, że wg profesorzyny, skoro hasło „Polska dla Polaków” jest fałszywe, to jedyny wniosek jest taki, iż Polska nie jest dla Polaków, nawet wtedy, gdyby ci stanowili 100% społeczeństwa, a co z kolei oznacza, że Polacy w swoim kraju byliby w najlepszym razie obywatelami drugiej kategorii. Dla kogo zatem jest Polska? Tego też profesorzyna nie powiedziała i na tę okoliczność powinna być indagowana, jeśli już nie zbojkotowana. Ale nic takiego się nie dzieje, to gdzieś ginie w otchłani medialnej, a to przecież istotne aby wiedzieć, czy profesorzyna to zwykła idiotka czy też pracuje ona dla sił obcych i dla nas wrogich. W każdym z tych przypadków, czy to występujących łącznie czy rozdzielnie, powinna zostać usunięta z życia i przestrzeni publicznej, bo to co robi to wynaradawianie po prostu i na to nie może być zgody. W dodatku robi się to za nasze pieniądze. To jak z tym sznurem, o którym mówił Lenin, za który zapłacić mieli kapitaliści aby na nim zawisnąć.

Wróćmy do polityki historycznej. Jest ona ważna dla Polaków przede wszystkim, a dopiero potem, najwyżej dla zagranicy. Robienie wysokobudżetowych filmów propagandowych w gwiazdorskiej obsadzie, co się marzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, po obejrzeniu których świat miałby paść przed nami na kolana, do droga na manowce. Polska świata nie obchodzi, zwłaszcza, jeżeli my sami nie będziemy mieć poczucia własnej godności z dokonań przodków jak Chodkiewicz czy Żółkiewski i misji cywilizacyjnej I rzeczpospolitej. Dopiero to da efekt, także na zewnątrz.

W przywróceniu właściwej wizji historii nie chodzi o pokrzepienie serc, choć i to jest ważna, ale o zobaczenie spraw we właściwej proporcji przez historię właśnie. Bo nasze życie jest zbyt krótkie żeby ujrzeć procesy wokół nas we właściwej proporcji. To tak jak z górą. Stojąc u jej podnóża nie można właściwie ocenić jej wysokości, do tego potrzebny jest dystans i porównanie z innymi.

 



poniedziałek, 23 listopada 2015
Atak we Francji=terroryzm państwowy, ale którego państwa?

Tony Cartalucci stawia hipotezę o sterowanym ataku w Paryżu.

 

Media donoszą, że we Francji doszło do bezprecedensowego ataku, w rezultacie którego zabitych zostało 128 osób i jeszcze więcej rannych oraz o dalszych planowanych aktach przemocy. BBC w wiadomości „Paris attacks: Bataclan and other assaults leave many dead“ podaje:

„Francja ogłosiła stan wyjątkowy w całym kraju ustanawiając kontrole na granicy po tym jak w nocy zabito ponad 120 osób podczas ataków w Paryżu. Oznajmiono, że zabito osiemdziesiąt osób po tym, gdy strzelcy wtargnęli do sali koncertowej Bataclan i wzięli dziesiątki zakładników. Atak zakończył się gdy jednostki specjalne wzięły budynek szturmem. Ludzi zastrzelono w barach, restauracjach i pięciu innych miejscach Paryża.”

 BBC opublikowała obrazek co najmniej 5 miejsc, w których doszło do ataku, podczas gdy inne media podały, że prócz broni krótkiej użyto granatów i bomb. Jak to mogło umknąć stale rozrastającemu się państwu policyjnemu?

Rozmiarem był to atak większy niż ten ze stycznia tego roku, zakończony śmiercią 12 osób, przypisany przez media tzw. „Państwu Islamskiemu” (ISIS/ISIL) czy też przez ISIS „inspirowanemu”. Po styczniowych atakach Francja rozszerzyła i tak już ogromną kontrolę państwa. Guardian w artykule pt. „France passes new surveillance law in wake of Charlie Hebdo attack“ zauważa:

„Nowe prawo umożliwia urzędom śledzenie digitalnej i mobilnej komunikacji każdego związanego ze śledztwem ws. „terroryzmu” bez zgody sądu. Zmusza operatorów telefonii i internetu do udostępniania danych na żądanie. Tajne służby będą mieć prawo umieszczać kamery i urządzenia rejestrujące w domach prywatnych i instalować tzw. keylogger rejestrujący każde kliknięcie klawiatury komputerów w czasie realnym. Urzędy mają zachowywać zapisy od miesiąca do pięciu lat. Jednym z najbardziej spornych punktów prawa jest umożliwienie służbom prześwietlać dane, a następnie analizowanie ich pod kątem potencjalnego zachowania podejrzanych. Będzie to anonimowe, ale agenci tajnych służb mogą zażądać od niezawisłego organu głębszego śledzenia, mogącego ujawnić identyfikację użytkownika.”

 Mimo to po ataku na Charlie Hebdo“ ujawniono, że francuskie służby bezpieczeństwa znały napastników bardzo dobrze już kilka lat wcześniej i pozwoliły podejrzanym „zniknąć z radarów” 6 miesięcy przed atakiem, co jest czasem koniecznym do jego zaplanowania i przeprowadzenia.

 Czasopismo Slate w artykule „The Details of Paris Suspect Cherif Kouachi’s 2008 Terrorism Conviction“ zauważa:

„Kouachi był aresztowany w styczniu 2005 r. i oskarżony o przyłączenie się do dżihadystó w Iraku. Miał być pod dowództwem Farida Benyettou, młodego „samozwańczego kaznodziei”, który forsował przemoc ale do Iraku nie pojechał i żadnego terrorystycznego czynu się nie dopuścił. Prawnicy orzekli wtedy, że nie był przeszkolony w obchodzeniu się bronią, „chciał drapnąć” i poszedł tak daleko, że odczuł „ulgę”, że został aresztowany.

 CNN w artykule „France tells U.S. Paris suspect trained with al Qaeda in Yemen“ napisał:

„Funkcjonariusze zachodnich tajnych służb starają się więcej dowiedzieć o możliwych podróżach dwóch podejrzanych o paryski atak – braci Saida a Cherifa Kouachi, gdy nowe informacje wskazały, że jeden z nich niedawno przebywał w Jemenie w związku z Al-Kaidą, jak informowali amerykańscy korespondenci CNN. Inne informacje ze źródła zbliżonego do francuskich tajnych służb mówią o pobycie drugiego z braci w Syrii.

 Wall Street Journal „Overburdened French Dropped Surveillance of Brothers“: „USA przekazały Francji informacje wskazujące, że strzelcy w Charlie Hebdo byli szkoleni w Jemenie w 2011 r., co skłoniło francuskie urzędy do ich śledzenia... Inwigilację jednak zakończono wiosną, podali amerykańscy przedstawiciele, po kilku latach, gdy nie natrafiono na nic podejrzanego.”

 Oczywiste jest, że podejrzani o „atak na Charlie Hebdo“ byli niebezpiecznymi terrorystami, śledzonymi z tego powodu, ale z niejasnych powodów umożliwiono im dalsze działanie dopóki nie dopuścili się terrorystycznego ataku we Francji, a co szybko zostało użyte do wprowadzenie niepopularnych zapisów prawa dotyczących bezpieczeństwa i uczestnictwa Francji w wojennych awanturach USA za granicą, zwłaszcza w wojnie w Syrii...

 Ludzie powiązani z ostatnim atakiem prawdopodobnie także okażą się śledzonymi przez francuskie służby bezpieczeństwa na długu przed nim, a to dlatego, że atak ten trzeba powiązać z konfliktem syryjskim, aby usprawiedliwić wysłanie największego francuskiego okrętu wojennego, jądrowego lotniskowca Charles de Gaulle do wybrzeży Syrii. Gdy kryzys uchodźczy rozlał się na Europę, tę ostrzegano, że będzie celowo manipulowana do wytworzenia maksymalnej histerii, aby usprawiedliwić wojskową interwencję Zachodu w interesie swoich sojuszników w Syrii.

 W poprzedniej informacji: „Can Pan-European Hysteria Save NATO’s Syrian War?“ ostrzegano:

„To co się ukazuje, jest strategią sterowanego napięcia, w którym prawicowe grupy szczute są na imigrantów i ich europejskich popleczników aby wytworzyć histerię a na koniec przemoc, sterowanego przez tych, co to zorganizowali.”

 Tolerancyjna polityka imigracyjna i wymuszenie kwot doprowadziły falę emigrantów do Europy, podczas gdy długo hołubione rasistowskie i ksenofobiczne grupy – pozostałości po niechlubnej operacji NATO „Gladio“ - spróbowały po raz kolejny wytworzyć histerię na ulicach w związku z „inwazją” imigrantów. ISIS jest popierana przez państwo, ale nie żadne z tych, które Zachód stara się obalić po atakach terrorystycznych. Terroryści, którzy przelali krew na paryskich ulicach w tamtym tygodniu, byli uzbrojeni, wyszkoleni i finansowani przez sam Zachód i jego sojuszników w czasie wojny swoich przedstawicieli w Syrii.

 Pozostało już tylko uzupełnić równanie o niewiarygodny akt przemocy, który by wytworzył dotąd brakujące poparcie społeczne, którego Zachód potrzebuje do uzasadnienia dalszej ingerencji w Syrii; poparcia społecznego, którego brakowało mimo kłamstw o „pomocy bojownikom o wolność”, o „broni masowego rażenia” i bajek o „beczkowych bombach”.

 Wśród celów ostatniego ataku był stadion piłkarski, na którym mecz toczyły Francja i Niemcy, z francuskim prezydentem Francoisem Hollandem na trybunach, co jest szczególnie ważne, ponieważ wiedza o tym, gdzie Hollande będzie, wymagała szczególnego planowania i przygotowań. Wybór stadionu jest także wymowny a to dlatego, że na tym meczu byli przede wszystkim ci, którzy najgłośniej protestują przeciwko rozszerzającemu się kryzysowi uchodźczemu.

 Dogodnie, francuski okręt flagowy Charles de Gaulle, w ubiegłym tygodniu wysłany został ku wybrzeży Syrii. Teraz musi nastąpić rozszerzenie działań wojennych z powodu paryskich ataków dokonanych przez napastników finansowanych, uzbrojonych i wyćwiczonych prawdopodobnie przez sam Zachód. Innymi słowy, był to atak mający na celu wywołanie wśród francuskiej opinii publicznej poparcia dla akcji zbrojnej.

 Rozmiar ataku świadczy, że chodziło o operację wojskową. Wymagała dużej grupy dobrze wyszkolonej, uzbrojonej i finansowanej, doświadczonej w planowaniu i przeprowadzaniu skoordynowanych operacji bojowych, tajnego przemieszczania wielkiej ilości broni, ekspertów od użycia jej i ładunków wybuchowych, a także mających do dyspozycji potencjał szpiegowski do obejścia stale rozrastającego się francuskiego aparatu śledzącego... Niewątpliwie Francja spróbuje użyć ataku do usprawiedliwienia dalszej interwencji w Syrii aby obalić rząd w Damaszku

 Pierwsze i najważniejsze pytaniem stawianym przez śledczych wielkich przestępstw jest „cui bono“, czyli kto odniósł korzyść. Na ataku na Paryż, a zwłaszcza na mecz futbolowy na stadionie pełnego nacjonalistów, stale silniejszych i bardziej histerycznych, korzysta jedynie rząd dążący do usprawiedliwienia rozszerzenia wojny za granicą, wojny, którą obecnie przegrywa i wojny, której brakuje poparcia społecznego aby mogła się rozwijać.

 Teraz, bardzo na tym korzystano, ma poparcie, o które tak długo się starano.

 

 Attack in France = State Sponsored Terror, But Which State? z 14. listopada 2015 na Global Research



środa, 18 listopada 2015
Faszyzm XXI wieku
Tekst Petera Phillipsa choć napisany przed miesiącem, teraz, po wydarzeniach w Paryżu, nabiera nowego znaczenia
O autorze
Tagi