piątek, 10 grudnia 2010
Św. Mikołaj
Tradycje świętego Mikołaja są żywe do dziś, choć przejawiają się w coraz bardzie zeświecczonej, ograniczającej się do rozdawnictwa prezentów dzieciom, formie. Warto więc przypomnieć sylwetkę tego świętego, a zarazem nie-świętego Kościoła Katolickiego. Św. Mikołaj był biskupem Myry, miasta w zachodniej Anatolii, czyli dzisiejszej Turcji pod koniec III i w pierwszej połowie IV wieku. Dokładnie nie wiadomo co robił za życia, za to po śmierci i to aż od X w. datuje się jego kult, kiedy to stał się patronem m. in. uczonych, piekarzy, lombardzistów, żeglarzy, małych chłopców, kancelistów parafialnych, podróżnych, a także złodziei oraz dziewic pragnących wyjść za mąż. To ostatnie wyjaśnia legenda Jakóba de Voragine o pewnym biednym tatusiu, który swoje trzy córki wysłał na ulicę, aby same zarobiły sobie na posag. Biskup Mikołaj nie chcąc dopuścić do grzechu przez trzy kolejne noce cichaczem podrzucał im mieszek złota na posag.. Z czasem, w Ameryce, dokąd dotarł jego kult dzięki holenderskim kolonistom, zmieniono jego nazwę na Santa Claus, a czerwona czapeczka z pomponikiem zastąpiła mitrę i pastorał, stopniowo przekształcając się w przerośniętego krasnala. Obecna czerwień i biel w jego stroju nieprzypadkowo zbieżne są z barwami handlowymi Coca-coli. Koncern ten, mając kłopoty ze sprzedażą swojego produktu zimą, już w 1931 r. rozpoczął kampanię reklamową, a za twórcę sylwetki św. Mikołaja w obecnym kształcie uznaje się ilustratora z Chicago - Haddon'a Sundblom'a. W 1969 r. Kościół katolicki zdjął go Mikołaja z oficjalnego rejestru świętych, choć nadal figuruje w kalendarzu jako wspomnienie dowolne, ale nie obowiązkowe.
17:16, mrozmarek , religia
Link Dodaj komentarz »
Syndrom Mawrody'ego
No i jest staro-nowy prezydent. Dziwne? Po tym wszystkim co zostało ujawnione, po tym co zrobił przez ostatnie 8 lat dla miasta rzecz jasna, bo dla siebie do nawet sporo. Mało komu udaje się zarobić prawie milion złotych a tu proszę. Jego kontrkandydat powiadał: „złych prezydentów wybierają dobrzy ludzie, którzy w dniu wyborów pozostają w domach”. Miał rację. Rożnica była niewielka, ludziska, którzy pozostali w domach myśleli tak: po tej całej aferze Ludwiczuka i tak wygra Lubiński, po co tam będę chodził(a) na wybory i beze mnie wygra. Nie wygrał. Gdyby poszli, mogło być inaczej. Można było też lepiej zadbać o komisje. To kamyczek do ogródka wszystkich kandydatów. Już Stalin mówił, że nieważne jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy. Pytanie do wszystkich kandydatów: jak ustalony został skład komisji wyborczych, czy delegowano do nich właściwych ludzi, czy pilnowano losowania, o ile takie było, czy pozostawiono wszystko w rękach urzędu? Pytanie bynajmniej nie bezzasadne. W czasie letnich wyborów prezydenckich komitet Bogusława Ziętka, w kilku przynajmniej przypadkach, reprezentowali działacze PO i pracownicy urzędu miejskiego. Czy tak było i teraz? Ale to tylko jednak strona medalu. Jest i druga, zawierająca się w pytaniu, dlaczego w obydwu turach wyborów aż tyle głosów uzyskał Piotr Kruczkowski? Dlaczego facet, który doprowadził do tego, że kto tylko może ucieka z Wałbrzycha, bo tu nie ma pracy, a nie ma, bo praca jest łupem i elementem rozdawnictwa w niejasnych układach poza oficjalnymi strukturami państwa i nikt spoza sitwy uzyskać jej nie może, jak tego dowiodła rozmowa Ludwiczuk-Rosiak, a kto jest krytyczny wobec władzy jest wywalany z roboty jak to miało miejsce w przypadku Liliany Dawidziak. Że pozostali mieszkańcy miasta są truci przez Mobruk, że tysiące mieszkań stoi pustych bądź zostało wyłączonych z zasobu gminy. No i, coś o czym nie mówiło się w kampanii: w trakcie protestów kobiet, które samowolnie zajęły mieszkania a które miały miejsce kilka lat temu przed ratuszem, umiłowany prezydent, który tylnym wyjściem uciekł do MOPS-u na ul. Beethovena, sprowadził uzbrojone oddziały policji niczym dawne ZOMO. Na wypadek grzyby dialog społeczny poszedł nie tak. Listę rzekomych dokonań Piotra Kruczkowskiego można by ciągnąc jeszcze długo, ale po co skoro i tak wszyscy ją znają. Psychologowie znają ten syndrom. Jest on nawet stosunkowo dobrze opisany, a mechanizm jest następujący: pomiędzy oszukującym a oszukanym wytwarza się powiązanie. Ofiara nie chce się przyznać, zwłaszcza przed samym sobą, że dała się „wpuścić w kanał”. W Rosji działał Sergiej Mawrody, który wraz z bratem Wiaczesławem i jego ulubienicą Mariną Murawiewą na początku lat 90.tych założył firmę MMM (od pierwszych liter ich nazwisk). Początkowo handlowali elektroniką, ale gdy zażądano zwrotu podatku (coś jak z firmą Kluski u nas), firma padła. Ale wtedy Sergiej wpadł na pomysł ratunku poprzez zmianę profilu działalności na finansowy. MMM stała się typową piramidą finansową, która musiała upaść. Zrzeszała ok. 2 miliony udziałowców i obracała miliardami $. Była notowana nawet na giełdzie! Gdy upadła 5o osób popełniło samobójstwo ale nie Mawrody! On oświadczył, że uratuje pieniądze udziałowców o ile zostanie wybrany do Dumy. I co? Został, ale pieniędzy ludziom nie zwrócił. Dopiero wtedy zwiał. Został zlapany, odsiedział 4 lata i dalej ma zwolenników. Franciszek książę de la Rochefoucauld ujął to z właściwą sobie celnością: Nikt nie jest zadowolony ze swojego majątku ale każdy jest zadowolony ze swojego rozumu. Ludzie nie chcą przyznać się przed samymi sobą, że przez 8 lat kiwał ich taki filut, że byli tak naiwni więc chcą za wszelką cenę przedstawić go w lepszym świetle, a tym samym siebie. Ale nie ma ich zbyt wielu. Może 2-3 tysiące, bo policzmy. Na obu kandydatów głosowało ponad 13 tys. osób, na Kruczkowskiego o ok. 300 więcej niż na Lubińskiego. Na tego pierwszego głosowało ok. 3 tys. pracowników „budżetowych”: urzędów, szkół i półek miejskich z rodzinami, co można pomnożyć przez 3 a to da 9 tys. głosów. Na Lubińskiego, a wcześniej – Wilda, głosowali ci, którzy tego chcieli. To zasadnicza różnica! A więc normalni mieszkańcy głosowali przeciwko Kruczkowskiemu! Na marginesie: ok. 10 tys. osób wyjechało z Wałbrzycha za chlebem ale się nie wymeldowało. Można założyć, że i oni byliby przeciw Kruczkowskiemu. A wtedy nie dałoby się takiej różnicy sfałszować, no może by dało, ale trudniej. Bo o fałszerstwie mówią wszyscy. Rożnica między kandydatami wyniosła ok. 300 głosów, a nieważnych oddano dwa razy tyle. Co dziwne, nieważność polegała na tym, że na kartce postawiono dwa krzyżyki przy obu nazwiskach zamiast jednego. Dziwne, bo ludzie tak nie głosują. Gdy komuś nie podobają się kandydaci, to nie idą po prostu na wybory, zwłaszcza, że pogoda była pod psem. Maniacy też tak nie robią, oni raczej drą kartki, lub wypisują swoje enuncjacje. Oczywiście, bywają i tacy, którzy stawiają po dwa krzyżyki, ale aż tylu? Dla dobra prawnego i publicznego wybory, przynajmniej w drugiej turze, powinny zostać powtórzona, ale do zdecyduje sąd.
O autorze
Tagi