środa, 22 kwietnia 2015
Monsanto: dyskredytacja

Spróbujcie upublicznić wyniki badań naukowych przeciw biotechnologicznym firmom a Monsanto was oskarży i zdyskredytuje – pisze Christina Sarich (Monsanto Employee Admits an Entire Department Exists to 'Discredit' Scientists” na PrisonPlanet).

 

Po raz pierwszy pracownik Monsanto potwierdza, że w tej korporacji jest osobny wydział, którego jedynym celem jest „dyskredytowanie” i „demaskowanie” badaczy przeciwnych GMO.

Niedawno WHO uznała glifosat, nowy herbicyd, zawarty w najlepiej sprzedawanym pestycydzie Roundup, jako kancerogenny. Monsanto zażądała od WHO i IARC (Międzynarodowa Agencja do Badań nad Rakiem) aby odwołały swoje twierdzenia o jego toksyczności i szkodliwości dla zdrowia ludzkiego. Żąda tego, pomimo, że analiza badań opublikowana w marcu 2015 r. w czasopiśmie The Lancet Oncology.

Vice-prezes Monsanto Philip Miller powiedział agencji Reuters: Podważymy wartość ocen. WHO musi to udowodnić. Ale dowody są. W badaniu czytamy: Glifosat jest herbicydem o szerokim spektrum działania. Znajduje się w więcej niż 570 produktach dla rolnictwa, leśnictwa, miast i gospodarstw domowych. Jego zużycie wzrosło wraz z rozwojem upraw modyfikowanych genetycznie. Glifosat został wykryty w powietrzu podczas rozpylania, w wodzie i żywności. Istnieją dowody na rakotwórcze działanie glifosatu u ludzi. Wykryto go w moczu i krwi robotników rolnych, co oznacza absorpcję. Glebowe mikroby przetwarzają glifosat na kwas aminometylfosforowy (AMPA). Wykrycie AMPA we krwi po zatruciu wskazuje na jelitowy mikrobiotyczny metabolizm u ludzi. Glifosat i jego preparaty powodują uszkodzenie DNA i chromosomów u ssaków oraz w ludzkich i zwierzęcych komórkach in vitro.

Podczas spotkania ze studentami liczącymi na dobrze płatną praktykę w swojej dziedzinie, jeden z nich zapytał, co spółka robi wobec zarzutów o szkodliwości jej produkcji. Przedstawiciel Monsanto, William „Bill“ Moar powiedział, że Monsanto ma cały wydział przeznaczony do „demaskowania” badań sprzecznych z ichnimi.

Tym samym, chyba po raz pierwszy oficjalnie przedstawiciel Monsanto przyznał, że spółka posiada polityczne i finansowe środki aby zdyskredytować wszystkich, którzy się jej przeciwstawią i trudno się dziwić. Stawka jest wysoka, bo cała produkcja ziarna siewnego GMO oparta jest na założeniu, że Roundup jest gotowy. Glifosat – ich flagowy produkt warty miliardy dolarów jest sprzedawany łącznie z nim.

W jednej z wypowiedzi Moar przyznał, że Monsanto uprawia czystą propagandę, na usługach której pracują dziesiątki jeśli nie setki pracowników gwarantujących, że żadna wiedza o rakotwórczym działaniu ich preparatów, nigdy nie uzyska wiarygodności. O sile korporacji świadczy fakt, że udało się jej zablokować upublicznienie ustaleń kontrolnych instytucji państwowych, zwłaszcza w USA, gdzie kontakty między rządem a agrochemicznymi korporacjami są tyleż stałe co niejasne.

 

 



poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Szkolny terror

Szkoły indoktrynują już 4 latków określając je jako „rasistów” za to tylko, że stawiają pytania – pisze naturalnews.com (Schools now indoctrinating 4-year-olds with guilt, labeling them 'racist' for asking questions). To czysty faszyzm ale tego określenie portal nie używa. O co chodzi?

Poziom umiejętności czytania i pisania oraz inne językowe normy bardzo bardzo się obniżyły, zwłaszcza w angielszczyźnie. Szkoły przestały uczyć a stały się dziennymi miejscami tresury, dla niepoznaki zwanej wychowywaniem, aby dzieci mogły zostać przystosowane do korporacyjnych wymogów pracy i konieczności podporządkowywania się.

 Niegdysiejszy poziom średniej szkoły, teraz jest na poziomie wyższej, a obecnie średniej - w podstawowej. Zamiast starań o poprawę nauczania, zmierza się do wychowania w politycznej poprawności.

 Szkoły w Anglii wydały wskazówki określające co jest obraźliwą retoryką wśród dzieci, nawet pięcioletnich. Zamiast dążyć do tego, aby dzieci zrozumiały niedelikatne wypowiedzi, poglądy i zachowania uznawane za niepoprawne politycznie a dotyczące się karnacji skóry, klasy społecznej, lub płci, żąda się od nauczycieli wypełniania rubryk formularzy rejestru rasistów.

 Brytyjskie media na pierwszych stronach opisywały incydent, gdy 7-letni chłopiec zapytał młodszego kolegę - Murzynka, czy jest z Afryki. Matka broniła syna wskazując, że on tylko się zapytał, bo był ciekawy. Odmówiła podpisania oficjalnego szkolnego oświadczenia, że jej syn dopuścił się rasistowskiej uwagi.

 Inna matka napisała, jak jej córka trafiła do rejestru rasistów tylko dlatego, że swoją najlepszą koleżankę określiła jako ciemną i na nic zdały się tłumaczenia, że ma inne kolorowe koleżanki a nawet krewnych.

 Inspektorzy z angielskiego Ofstedu (urzędu dla norm kształcenia) mają sprawdzać, czy szkoły dotrzymują norm politycznej poprawności. Mimo braku wymogów prawnych, szkoły trzymają się niewolniczo tych norm. Z byle powodu można trafić do szkolnych rejestrów.

Są 4 stopnie określające „rasistowskie” zachowania: zawsze (A - always), często (O - often), czasami (S sometimes) i rzadko (R - rarely). Kto decyduje o tych kwalifikacjach? A co jeżeli żadna z nich nie występuje u dziecka lub nie jest zauważalna?

W medialnej dyskusji udział wzięło kilku ekspertów od wychowania, m. in. Chris McGovern, były dyrektor szkoły, a obecnie pracujący dla Kampanii ds. Efektywnego Wykształcenia, który powiedział, że obecnie w szkołach, zamiast nauczycieli zatrudnia się biurokratów odpowiadających za wychowanie w duchu polit-poprawności, a którym wyprano mózgi podczas szkoleń na nauczycieli. A ponieważ zostali tam umieszczeni przez urzędy miejskie, gros ich pracy polega na wyszukiwaniu przypadków rasistowskich i homofobicznych wypowiedzi, a to polowanie na czarownice ma usprawiedliwić posadę.

Ale problem nie dotyczy wyłącznie Anglii, a jest globalny. Poziom nauczania obniża się wszędzie i trudno to uznać za przypadek. W tym szaleństwie jest metoda i konkretne cele. Ludzie wykształceni i samodzielnie myślący są niepotrzebni, ba, wręcz szkodliwi. Niezależne myślenie zagraża instytucjom stanowiącym fundament współczesnych państw. Stąd normy politycznej poprawności, zgodnie z którymi, normalne zachowanie uznawane jest za egoistyczne, a aprobata stała się metodą manipulacji.

Wielki Brat objawia się na naszych oczach. Inwigilacja i pranie mózgów odbywa się poprzez media, oświatę i przemysł rozrywkowy. Przeciwstawić się temu można tworząc analogiczne struktury równoległe, coś na kształt państwa podziemnego. Rolę mediów pełnią niezależne portale, jak choćby Neon24, z rozrywką, a szerzej – kulturą – jest gorzej, ale najgorzej jest z oświatą. Jeszcze niedawno można było wykorzystać do tego salki katechetyczne, ale po tym, jak Kościół „wpuścił się w kanał” przenosząc lekcje religii do szkół, trudno ocenić taką możliwość. Drugą jest nauczanie domowe, ale mimo wieloletnich bojów grupy zapaleńców, efekty są co najwyżej skromne. Ale poddać się nie można, bo innej drogi nie ma. Szatan, System, Wielki Brat itp. - jak zwał, tak zwał – na celu ma dzieci i młodzież. Nie patrzmy tylko jak „źle się dzieje w państwie duńskim” bo w naszym jeszcze tylko jest trochę lepiej, ale już wkrótce może być tak samo, a kto wie, czy nie gorzej.



środa, 15 kwietnia 2015
Pyrrusowe zwycięstwo

 

„BBC wcześniej wiedziała o zawaleniu budowli WTC 7 z 11.09. Brytyjczyk wygrał sprawę przeciwko BBC o ukrywanie prawdy o 11 września” głosi tytuł tekstu, który w oryginale można przeczytać na: Global Research (BBC Foreknowledge of 9/11 Collapse of WTC Building Seven: British Man Won Law Suit against BBC for 9/11 Cover Up 22.03.2015). Oto streszczenie:

 

Niejaki Tony Rooke, w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa, odmówił zapłacenia obowiązkowego podatku, coś jak nasz abonament telewizyjny, w wysokości 130 funtów twierdząc, że narusza on 15 rozdział prawa terrorystycznego. Oskarżenie Rooke'a dotyczyło BBC, która informowała o upadku WTC 7 o 20 minut wcześniej, niż to miało miejsce, a sędzia jego argument zaakceptował.

Wg paragrafu 363 prawa telekomunikacyjnego, obywatele Wielkiej Brytanii muszą płacić abonament (w formie licencji) aby móc odbiera program telewizyjny. Rooke odmówił zapłaty z powodu w-w prawa, mówiącego, że przestępstwem jest namawianie kogoś do dostarczanie pieniędzy z zamysłem, że będą użyte do celów terrorystycznych.

Fakt, że BBC poinformowała o upadku WTC 7 20 minut przedtem, niż to się stało, oznacza, że Wielka Brytania wiedziała o planowanym ataku wcześniej. Oczywistym wnioskiem jest, że współpracowano z „terrorystami”, pomijając to, kim byli.

Rooke odwołał się do sądu miejskiego w Horsham w Zachodnim Sussex występował sam. Żądał, aby BBC uznana została za organizację terrorystyczną i że jeżeli będzie jej płacić – popełni przestępstwo. Jednak sędzia Stephen Nicholls uchylił się od uznania BBC za organizację terrorystyczną, uznając jednak, że Rooke działał w dobrej wierze w związku z czym zwolnił go od zapłacenia zaległych opłat pod warunkiem, że przez pół roku nie stanie przed sądem ponownie. . Jednocześnie, skaza go na 200 funtów kosztów sądowych.

 Jak z tego widać, tytuł mówiący o wygranej Brytyjczyka, jest co najmniej mylący. Rooke niczego nie wygrał. Pod względem finansowym zapłacił koszty sądowe w wysokości odpowiadającej zaległej opłacie (z odsetkami) a i to warunkowo. BBC ani rząd WB nie zostały uznane za organizacje przestępcze, a sąd nawet tym się nie zajmował. Można by co najwyżej mówić o zwycięstwie moralnym gdyby nie fakt, że sprawy wcześniejszej informacji zawaleniu się jednej z wież WTC już nie wyjaśniano i chyba nie będzie to wyjaśnione, poza sferą domysłów, rzecz jasna.

Co więcej, mam przekonanie, że to taka ustawka, której celu na razie nie rozpoznaję, ponieważ nie wierzę, że jakiś Rooke z Zachodniego Sussex mógłby coś takiego zrobić, bezkarnie, rzecz jasna, o ile wcześniej nie wpadłby pod samochód, lub nie dostał urazu czaszki po tym, jak w drewnianym kościele spadłaby mu na głowę cegła. Cokolwiek bowiem nie myślelibyśmy o tym kraju na wyspach, to jest to państwo poważne, skuteczne i planujące. Jeżeli więc pozwoli dokazywać komuś takiemu jak Rooke i to przez kilka miesięcy, to musi w tym być cel.



O autorze
Tagi