piątek, 25 czerwca 2010
Zwolnienie polityczne

Zwolnienie polityczne
Żądanie główne: przywrócenie do pracy. Taki pozew złożyła Liliana Dawidziak w Sądzie Rejonowym w Wałbrzychu. Pozwanym jest Gmina Wałbrzych. Zdaniem powódki, jej zwolnienie z pracy, tak co do formy jak i merytorycznych treści zarzutów jest bezzasadne i nosi znamiona zemsty politycznej.
Pani Liliana ma za sobą 35 lat pracy w tym ostatnie siedem i pół roku przepracowała jako goniec w Urzędzie Miejskim w Wałbrzychu. Kilka tygodni temu, a był to piątek, udzieliła krótkiej wypowiedzi redaktorowi TV Regionalnej nt. co sądzi o przyjętej przez radę miasta uchwałę umożliwiającej zwolnienie dłużników czynszowych z odsetek. Poparła uchwałę widząc w tym szansę dla wielu osób na spłatę zadłużenia. Kilka dni potem otrzymała wypowiedzenie umowy o pracę w trybie 3-miesięcznym.
Urząd zaprzecza jakoby między tymi zdarzeniami istniał jakikolwiek związek, lub miał na to wpływ, że syn zwolnionej – Patryk, jest członkiem Rady Wspólnoty Samorządowej Biały Kamień, opozycyjnej jeśli chodzi o skład osobowy, wobec rządzącej miastem Platformy Obywatelskiej a prezydenta Piotra Kruczkowskiego w szczególności.
Główny zarzut dotyczy braku powściągliwości w wypowiedziach dotyczących pracodawcy. Szczególnie, jakoby miała w sposób wulgarny wypowiadać się na temat płac, nieobecność na zebraniu pracowników z kierowniczką wydziału, absencja chorobowa w 2009 r.
Pierwszy i drugi z zarzutów jest niekonkretny, trzeci podważa orzeczenie lekarskie. Jednak z ich oceną zmierzy się sąd.  Zastanawia co innego. Dlaczego Liliana Dawidziak nie otrzymała wcześniej żadnej kary regulaminowej czy to upomnienie, czy nagany. Ale jest jeszcze coś. Zwolniona 7 sierpnia br. kończy 56 lat i zostałaby objęta okresem ochronnym. Wypowiedzenie nabiera mocy 31 sierpnia. Oprócz kary zwolnienia, zastosowano wobec zwolnionej karę finansową: nie wypłacono jej, jako jedynej z gońców, gratyfikacji za pracę w zastępstwach urlopowych.
Nie jest to pierwsza sankcja zastosowana wobec pracowników urzędu przez prezydenta Kruczkowskiego za swobodne wypowiedzi publiczne. Wcześniej karę nagany otrzymał Longin Rosiak. Nie mógł zostać zwolniony ponieważ jako radny powiatowy objęty jest ochroną. Zresztą, prezydent Kruczkowski już raz przegrał z nim proces, gdy mimo immunitetu radnego bezprawnie zwolnił go z pracy. Podobnie zakończała się próba zwolnienia innego radnego powiatowego również opozycyjnego wobec PO – Krzysztofa Paciepnika.
W powyższych sprawach ucierpiał nie tylko wizerunek naszego miasta ale i miejska kasa, z której wypłacono odszkodowanie.

Spór o zamek

Spór o zamek
Okazuje się, że argument o żydowskim pochodzeniu w sporze o zwrot majątku nie na wszystkich robi wrażenie. Nie robił na sędziach Sądu Okręgowego w Rychnovie nad Knežnou, odrzucający wniosek o wznowienie postępowania Kristiny Colloredo Mansfeld w sporze z państwem o zamek w Opočnie. Dziedziczka przedłożyła  dowody, wedle których jej ojciec miał żydowską matkę, ukrywał brytyjskich lotników, a hitlerowcy uważali go za wroga państwa.     
W uzasadnieniu sąd zważył, iż opoczeńską dziedzinę naziści nie skonfiskowali  rodowi  dlatego, że książę Josef Colloredo-Mansfeld miał żydowskie pochodzenie.
Najpierw, bo w 1940 r. zamek skonfiskowali Niemcy, a potem,  komuniści na mocy dekretu Beneša. Od 1948 r.  Colloredo-Mansfeldowie próbowali go odzyskać będąc na emigracji w Austrii. W sporze tym nie chodzi wyłacznie o zamek, skądinąd ciekawy objekt leżący w zachodnich Czechach blisko granicy z Polską, lecz o dziedzictwo, na które składają się cenne powozy, kolekcja obrazów oraz wiele innych przedmiotów.
Jednak formalnie Hrabina mogła rozpocząć spór po aksamitnej rewolucji, w 1992 r., trwający 11 lat. W 2003 r. wprowadziła się wreszcie do zamku.  Musiała go jednak opuścić po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł niezgodność orzeczenia sądu z konstytucją i innymi ustawami, zwłaszcza z tzw. Ustawą restytucyjną, na mocy której zwracane są jedynie majątki odebrane przez komunistów po 1948 r. A Colloredo-Mansfeldom majątek skonfiskowali Niemcy, a nie komuniści. Ustawa przewiduje jednak pewien wyjątek: gdy do przestępstwa doszło na tle rasowym. I ten wątek podnosi obecnie dziedziczka, która w kwietniu 2007 zdała zamek pardubickiemu oddziałowi Zakładu Pamięci Narodowej, w sporze zastępującym państwo. Ten  wykazywał, że  Kristina Colloredo-Mansfeld nie ma podstaw do zwrotu w ramach restytucji. Wznowienie procesu było więc  ostatnią szansą zmiany tego werdyktu, nagruncieprawa czeskiego, bo istnieją jeszcze ścieżki prawa międzynarodowego jak choćby skarga do ETS w Strsburgu.
Pełnomocnicy Hrabiny przedstawili dokumenty wskazujące, iż książę aktywnie preciwstawiał się nazistom i miał po matce żydowskie pochodzenie. Tym samym wnioskowali, aby sąd zastosował ustawę restytucyjną.
Między nowymi dokumetami jest także list dowódcy wojsk alianckich, wktórym dziękował księciu za ukrywaie przed nazistami zestrzelonych pilotów. Tym wtedy ryzykował powiszeniem. W urzędowych dokumetach SS o  Józefie  Colloredo-Mansfeld mówi się jako o kimś „silnie zorientowanym pro czesku i wrogim wobec narodowego socjalizmu”. Obrona chciała więc wykazać, że Niemcy dobrze znali negatywny stosunek  Colloredo-Mansfeld do Rzeszy, a żydowskie pochodzenie jego matki było powodem zabrania zmku, ale sąd zważył jak zważył.
W każdym bądź razie zdanie przez Hrabinę zamku w 2007 r.  było pierwszym w Czechach przypadkiem, zwrotu majątku uzyskanego drogą restytucji. Wtedy 67 letnia hrabina nie poddała się. „Oddanie zamku niczego nie zakończyło. Wierzę, że tracę go na chwilę” - powiedziała rok temu opuszczając Opočno. W co wierzy teraz – niepowiedziała. Niezależnie jdnak od stanu prawnego, faktem bezspornym jest, że opoczeński zamek należał do rodu  Colloredo-Mansfeld i został mu bezprawnie zabrany. Bez względu na to, kto się tego dopuścił.

10:34, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi