niedziela, 23 czerwca 2013
Prezydenckie dziwy

 

 

Po wielu latach różnych zakrętów i przesuwania wałbrzyski „Aqua-Zdrój” został otwarty, przynajmniej częściowo. Na obiekt składa się: aquapark, hala sportowa i hotel. Otwarcie odbyło się z wielkim przytupem, który kosztował ca 300 tys. zł. Nie obeszło się bez wizyty przedstawicieli władz wojewódzkich, tych platformerskich, dla których zorganizowano nawet koncert A.M. Jopek za – jak wieść niesie – 60 tys. zł, bo przecież nie dla wszystkich (lud musi znać swoje miejsce) z publicznej, tj. miejskiej kasy.

Można to uznać za skandal, gdyż VIP-y zaproszone do biedoty nie należą i stać na zapłacenie za wstęp. Sam prezydent miasta Roman Szełemej nadal pracuje w szpitalu gdzie zarabia na 1/4 etatu ponad 150 tys. zł rocznie, więcej niż wynosi prezydencka pensja. Gdyby chodziło o szpital prywatny i osiągane tam zyski, niech tam zarabia tyleż i miesięcznie, ale dochody państwowego, podobnie jak główne dochody doktora/prezydenta/ordynatora/dyrektora, etc. pochodzą z budżetu państwa, a ściślej – z NFZ, czyli z pieniędzy zrabowanych obywatelom pod pretekstem „darmowej służby zdrowia”, których permanentnie brakuje na leczenie ale jakoś nigdy nie zabrakło na pensje dla różnych biurokratycznych wydrwigroszy.

Żeby było zabawniej: przed otwarciem „Aqua-Zdrój” sprzątały salowe i inni pracownicy szpitala, a jak przyznała dyrektorka szpitala w rozmowie z reporterką TV Dami – jest to praktyka częsta i jak trzeba brygady szpitalne wysyłane są do sprzątania po różnych innych imprezach miejskich.

Można się zastanawiać, skąd w szpitalu nie ma nadwyżki zatrudnienia, skoro bez szkody dla pacjentów można wysyłać pracowników w ramach szełemejowskiej agencji zatrudnienia tymczasowego? I kto na tym zarabia?

Ot, taka to osobliwość.

O autorze
Tagi