czwartek, 08 lipca 2010
Krajobraz po wyborach

Prezydenckie wybory w Wałbrzychu wygrał B. Komorowski z prawie dwukrotną przewagą nad konkurentem J. Kaczyńskim, zwłaszcza w drugiej turze. To dziwić nie może, przynajmniej w Wałbrzychu, gdzie od lat rządzi koalicja POPiS: prezydent jest z PO, dwaj z trzech zastępców z PiS. Rządy koalicji się sypią, bo też ich skutki są dla miasta i jego mieszkańców - fatalne. Koalicją tą PiS się skompromitował, stracił swą wiarygodność.

Ludzie więc woleli głosować na pana niż na sługę kojarząc PO jako pana a PiS jako sługę. Rzecz jasna, to tylko jeden z powodów, a ktoś mógłby powiedzieć, że to wybory prezydenckoe a nie partyjne, jak to ma miejsce w przypadku wyborów parlamentarnych i samorządowych, ale piszę o skojarzeniach tzw. elektoratu, często nieświadomych, a poza tym - Jarosław Kaczyński takich lokalnych koalicji nie sprzeciwiał się. Piszę to w liczbie mnogiej, bo w skali kraju takich lokalnych koalicji było sporo.

Nawiasem pisząc, to ciekawe, że nikt nie wie, skąd w komisjach wyborczych pojawili się pracownicy urzędu miejskiego, jednocześnie człnkowie lub co najmniej sympatycy PO, reprezentując...  Komitet Wyborczy Bogusława Ziętka. No cóż, w takim razie wynik nie może dziwić, bo jak mawiał Stalin: nie ważne jak kto głosuje, ważne, kto liczy głosy.

O autorze
Tagi