piątek, 25 lipca 2014
Nierowność wobec bezprawia

Nierówność ofiar bezprawia

 

Trybunał strasburski orzekł winę państwa polskiego (pokrótce) polegającej na tym, że dopuściło

na swoim terytorium do bezprawia, tj. do powstania i funkcjonowania „tajnych więzień CIA”, w których bezprawnie przetrzymywano i torturowano osoby, co do których domniemywano działalność terrorystyczną. Dwóm z nich Trybunału przyznał odszkodowanie w jednorazowej wysokości 230 tys. dolarów, co daje ok. 1 miliona złotych (w zależności od kursu)

Nie znam, jak zresztą mało kto zna, ponad 400-stronicowe uzasadnienie, ale istota sprowadza się do tego, że Polska złamała kilka punktów Konwencji Podstawowych Wolności poprzez dopuszczenie w/w placówek. To bardzo ważne! Polska bowiem, jako suwerenne państwo (przynajmniej teoretycznie) odpowiada za to, co się na jej terytorium dzieje. Także finansowo.

Pomińmy to, że wiele lat temu mówił o tym ś. p. Andrzej Lepper myląc co prawda Klewki z Szymanami, ale odległość między nimi wynosi rzut beretem. Pomińmy bełkot przeciwników orzeczenia Trybunał, np. coraz bardziej żał0osnego Leszka Millera, co to kiedyś przewoził milion dolarów moskiewskiej pożyczki, a na którym teraz ciąży kwestia, co stało się z 15 milionami dolarów dostarczonych w kartonach przez CIA. To wszystko ważne ale jest coś ważniejszego.

Kilka tygodni temu sejm przegłosował ustawę, przyznającą tzw. ofiarom holocaustu, lub tym, którzy w inny sposób ucierpieli (cokolwiek by to znaczyło) 100 euro miesięcznego odszkodowania do śmierci. Chętnych do tej kasy na razie jest 50 tysięcy, co daje łącznie 5 mln euro miesięcznie, czyli 60 mln euro rocznie, a w przeliczeniu na złotówki daje to odpowiednio: 20 i 240 milionów złotych.

Polska więc płaci za to, co zrobiło inne państwo. Polski przecież jako państwa nie było, a obozy tworzyli Niemcy.

Argument przeciwników orzeczenia Trybunału, że za to zapłacą wszyscy obywatele też jest chybiony, bo zapłacimy, owszem, my wszyscy, ale przecież to właśnie MY w swojej większości wybraliśmy władzę, która robi to co robi. Skoro odpowiadamy za własne dzieci, psy, itd. to dlaczego nie mamy odpowiadać za wybraną władzę? Taki, niestety, jest urok demokracji.

Co innego w tym drugim przypadku. Tu polskie państwo za nic nie jest odpowiedzialne, ale jakoś Miller i jemu podobni milczą. To pokazuje jacy zasraceni nami rządzą.

 Ale może być jeszcze inny skutek. Przyznanie odszkodowań ofiarom holocaustu jest implicite przyznaniem się do winy. W jaimś stopniu, przynajmniej. Nie będzie już można zwalczać określenie "polskie obozy zagłady", bo nie dość, że leżały na terenie Polski to jeszcze rząd polski uznał swoją winę.



czwartek, 24 lipca 2014
Cui bono?

Lot MH17 zakończył się nad Ukrainą

 

Tony Cartalucci

 

Dla NATO i jego marionetkowego kijowskiego reżimu nie mogło być lepszego momentu ukraińskiego kryzysu niż ten, zakończony katastrofą malejskiego Boeingu 777. Na wschodzie Ukrainy siły kijowa były rozbite, a kilka jednostek okrążonych i rozbitych. Na zachodzie narastał marazm, gdyż Ukraińcy nie palą się do wojaczki na wschodzie. Próby NATO wciągnięcia Rosji na terytorium Ukrainy, mające skierować światową opinię przeciwko Moskwie także spaliły na panewce.

 

Ostatnią kartą, jaką USA zagrały, były dalsze sankcje, które niezwłocznie zostały ośmieszone jako nieskuteczne i jałowe. Nawet amerykańskie interesy korporacyjno-finansowe wystąpiły przeciwko sankcjom twierdząc, że są „jednostronne” i uniemożliwiają wzajemne kontakty z Rosją, podczas gdy europejska konkurencja może wolne miejsce zająć. Energiczna amerykańska polityka konfrontacji, okrążania i podkopywania Rosji do nałożenia wielostronnych sankcji nie dawała rezultatów – do teraz.

FAA (Federal Aviation Administration – amerykański organ nadzoru lotniczego – przyp. MM) ogłosiła ukraińską przestrzeń powietrzną strefą zakazaną już 3 miesiące temu. Wszystkie samoloty będące pod jej jurysdykcją miały tam zakaz lotów:

 

Czy urzędy lotnicze wiedziały, że idzie o niebezpieczny obszar? Oczywiście.

 

Niemal 3 miesiące temu na swojej stronie FAA umieściła polecenie zakazujące amerykańskim pilotom, liniom lotniczym, przewoźnikom czarterowym i wszystkim innym podlegającym jurysdykcji, przeloty nad częściami Ukrainy.

 

Bojownicy używali przenośnych przeciwlotniczych systemów, mogących osiągnąć wysokość 33000 stóp (tj. ok. 10 tys. metrów – przyp. MM).

 

Już od miesiąca bojownicy na wschodzie Ukrainy zestrzeliwali reżimowe śmigłowce, samoloty wojskowe używając różnych przenośnych ręcznych przeciwlotniczych rakiet, niezdolnych jednak do zestrzelenia malajskiego 777 lecącego wyżej niż 33 tys. stóp. Systemem odpowiednim do tego mógłby być kosztowny BUK.

 

Nie jest jasne, czy wschodnioukraińscy bojownicy otrzymali system BUK – a jeśli tak - nie jest jasne, czy są zdolni nim się posługiwać. Jeśliby takie systemy mieli, byłoby ich kilka. Kijów twierdzi, że otrzymali je z Rosji, a jednocześnie zaprzecza, aby sam takie miał. Niestety, nawet gdyby Rosja bojowników wschodnioukraińskich uzbrajała, nie byłyby to systemy BUK, które by powiązano bezpośrednio z Moskwą już po pierwszym użyciu, niezależnie od tego, do czego by wystrzeliły.

Cui bono?

Najsilniejszą kartą Rosji była dotąd jej powściągliwość i niezdolność NATO doprowadzenia jej do chaosu, co zaczął Pakt tym, że popierało uzbrojenie neonazistów w trakcie „euromajdanu” na przełomie 2013-24. Rosja by się tej karty wcale nie wyzbyła przekazując sprzęt wojskowy bojownikom, którzy już wcześniej zestrzelili ukraiński wojskowy samolot przenośnymi rakietami.

Ani Rosja, ani bojownicy operujący we wschodniej Ukrainie na zestrzeleniu cywilnego samolotu nic by nie zyskali., za to mogliby wszystko stracić. Dlatego trzeba wskazać inny kierunek – NATO i reżim w Kijowie. To, że zestrzelony samolot jest kolejnym, drugim już w tym roku malajskim Boeingiem 777 straconym w niejasnych okolicznościach nie zwrócił uwagi propagandzistów zachodnich w najmniejszym stopniu. Oni mają prosty i niczym nie zmącony obraz świata, w którym cała wina spada na Rosję i anty-kijowskich bojowników na wschodzie Ukrainy.

Niezbędny impuls do zjednoczenia Europy i pozyskania dalszych sojuszników NATO i USA oraz do prawdopodobnej bezpośredniej interwencji na Ukrainie, gdzie teraz Zachód ugrzązł, jest treścią wszystkich tytułów na całym świecie. Jeżeli zestrzelenie MH17 nie było tragiczną pomyłką w identyfikacji, to odpowiedź na początkowe pytanie cui bono – czyli kto na tym zyskał brzmi: „NATO“.

 

Flight MH17 Down Over Ukraine ukazał się 17 lipca 2014 na: www.informationclearinghouse.info



poniedziałek, 21 lipca 2014
Coraz więcej znaków

 

Katastrofa lotnicza nad Ukrainą przypomniała mi inną, tą z 8 marca, kiedy to Boeing 777 Malaysia Airlines, a więc taki sam jak ten, tej samej linii, tak samo zboczył z kursu i zniknął. Co się z nim stało – nie zostało ustalone, co jest kolejnym powodem do zdziwienia, bo przecież dostępne możnym tego świata urządzenia pozwalają odczytać przez satelitę markę papierosów na paczce, a co dopiero „zgubić” samolot.

Przy okazji przypominam fragment publikacja z Le Nouvel Observateur na temat „zaginionego” Boeinga zamieszczonej na: michalkiewicz.pl wraz z francuskim oryginałem.

Na pokładzie 20 inżynierów związanych z obronnością USA , ściślej pracowników grupy Freescale, lecących na zebranie do Pekinu. Byli oni związani z kontraktami z Ministerstwa Obrony USA w dziedzinie broni elektronicznej wysokich technologii.

Wg gazety lot MH370 został celowo zawrócony w kierunku wysp Andaman, a po raz ostatni radary wojskowe wykryły go na wysokości północno-zachodniego wybrzeża Malezji

Cztery dni po zniknięciu samolotu w Biurze Patentów zarejestrowano patent, którego 4 z 5 osób właścicieli patentu jest pracownikami Freescale Semiconductor w Austin w Texasie. Patent został podzielony na 5 części po 20% dla każdego uprawnionego, przy czym podział

jest następujący: Peidong Wang, Suzhou, Chine (20%); Zhijun Chen, Suzhou, Chine (20%) ; Zhihong Chen, Suzhou, Chine (20%); Li Ying, Suzhou, Chine (20%); Freescale Semiconductor, Etats-Unis (20%). Czterej chińscy współwłaściciele patentu byli na pokładzie.

Jeżeli 4 z 5 właścicieli umrze, wówczas właściciel pozostały przy życiu staje się właścicielem

100% zysków jakie przyniesie patent. A ostatnim, pozostałym przy życiu właścicielem patentu jest Freescale Semiconductor. A kto jest właścicielem Freescale Semiconductor ? Jacob Rothschild via Blackstone (co za interesująca nazwa dla firmy :”czarny kamień”), który posiada Freescale.

 

Obydwa samoloty były tego samego typu, należały do tej samej linii, obydwa z niewyjaśnionych przyczyn zmieniły trasę lotu i obydwa się rozbiły, choć co tego pierwszego pewności nie ma.

To pierwsze z serii zbiegów okoliczności, na pozór nie mających ze sobą nic wspólnego. Dla chronologii przypomnę tylko, że wypadek(?) tego ostatniego Boeinga poprzedziło kilka drobniejszych wypadków lotniczych w naszym kraju.

Ale to nie koniec. Oto na niemieckiej autostradzie, miała miejsce katastrofa polskiego autokaru który najechał na autokar ukraiński (!), w wyniku czego zjechał na drugą, przeciwnego ruchu nitkę autostrady i zderzył się czołowo z polskim busem. W wyniku śmierć poniosło kilkanaście osób. Jakie jest prawdopodobieństwo takiego zdarzenia? Nie wiem, ale niewielkie. Polskie autokary i polskie busy na niemieckich autostradach nie stanowią większości pojazdów. A co stało się z autokarem ukraińskim? Nic nie wiadomo.

 

Mamy wreszcie szambo w Karczówce. Ginie 7 osób. Pierwsza wpada do szamba w trakcie czyszczenia, reszta wskakuje próbując ratować poprzedników. Dziwne to, w końcu szamba w Polsce nie są nowinką techniczną. Jak odczytać to zdarzenie?

 

W cieniu powyższych powstaje BRICS – unia/strefa ekonomiczna zrzeszająca 3 mld ludzi, tj. połowę ludzkości 5 krajach: Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA. W kolejce czekają Meksyk i Argentyna. BRICS ma powołać własny bank z kapitałem 200 mld $, własną walutę, zaprzestać gromadzenia rezerw w dolarach i rozliczanie się w tej walucie. Oznacza to rzucenie 200 mld $ na rynek, co doprowadzić może do krachu USA, co oznaczać może wojnę.

 

Zbiór m. in. tych wszystkich znaków coś oznacza. Nie wiem co. Być może znaczenie zostanie wkrótce odsłonięte.



sobota, 19 lipca 2014
Waszyngton swą arogancją zniszczy własne imperium

Paul Craig Roberts

 

Waszyngton zieje piekielnym fetorem

 

Spośród wszystkich rządów jedynie Waszyngton żąda, aby suwerenne państwa respektowały prawa Waszyngtonu, nawet wtedy, gdy stoją w sprzeczności z prawami tych państw.

 

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Np. Zmuszenie Szwajcarii do pogwałcenia historycznych praw o tajemnicy bankowej. Waszyngton karze obywateli innych państw tak jakby byli ichnimi i to bez procesu. Narusza suwerenność innych państw i morduje ich obywateli za pomocą bezzałogowych samolotów, bomb i jednostek specjalnych. Porywa obywateli obcych państw aby ich sądzić w USA według amerykańskiego prawa lub wysyła ich do jeszcze innych państw aby tam byli torturowani w tajnych więzieniach. Waszyngton mówi bankom innych krajów z kim mogą robić interesy, a gdy okażą się nieposłuszni, są szantażowane, aż się nie podporządkują lub ukarze tak, że zagrozi ich istnieniu. W ubiegłym tygodniu zmusił Waszyngton francuski bank do zapłacenia 9 mld $ kary, w przeciwnym razie jego operacje byłyby zablokowane w Ameryce, a to dlatego, że bank ów finansował handel z krajami, których Waszyngton nie akceptuje.

 

Waszyngton daje ultimata krajom, aby zachowywały się jako pieski lub „zostaną zbombardowane tak, że powrócą do epoki kamiennej”.

 

Waszyngton narusza immunitet dyplomatyczny i siłą zmusza lądować samolotom prezydentów suwerennych państw, aby były nielegalnie przeszukiwane.

 

Waszyngton nakazał swym brytyjskim wasalom pogwałcić międzynarodowe prawo i konwencje dotyczące azylu politycznego i odmówić wyjazdu Juliana Assange do Ekwadoru

 

Waszyngton nakazał Rosji naruszyć własne prawo i wydać Edwarda Snowdena.

Rosja jest na tyle silna, aby odmówić poleceniu Waszyngtonu

 

A co jeszcze Waszyngton zdziałał?

 

Owo miasto na wzgórzu, światło świata, „niezbędna wyjątkowa władza” porwała Romana Selezniowa, syna rosyjskiego deputowanego, w obcym kraju - Republice Malediwy na wyspach oceanu Indyjskiego. Selezniowa zwinięto, kiedy wsiadał do samolotu lecącego do Moskwy i przewieziony prywatnym samolotem do USA, gdzie został zatrzymany na podstawie fałszywych oskarżeń.

 

Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych oskarżyło Waszyngton o porwanie obywatela rosyjskiego interpretując to jako „kolejny nieprzyjacielski krok Waszyngtonu” wobec Rosji.

 

Niewątpliwie porwanie Selezniowa jest nielegalne tak samo jak wszystko co Waszyngton robił od czasów rządów Clintona. Ojciec porwanego, członek rosyjskiego organu prawodawczego jest przekonany, że celem porwania była wymiana jego syna na Edwarda Snowdena.

 

Oczywiście Selezniow został oskarżony bez jakichkolwiek dowodów o wyimaginowane przestępstwo gwarantujące 30 lat więzienia. Faszystowski szef ministerstwa bezpieczeństwa wewnętrznego ogłosił, że cała ta bezprawna akcja waszyngtońskiego Gestapo jest „ważnym zatrzymaniem”, które wysyła jasny sygnał, że „długa ręka sprawiedliwości – i tego ministerstwa – będzie odtąd ścigać i likwidować zorganizowane grupy przestępcze”.

 

Amerykańska tajna służba ogłosiła, że syn rosyjskiego parlamentarzysty jest „jednym z najaktywniejszych światowych szmuglerów kradzionych informacji finansowych”.

 

Toż to absolutna bzdura!

 

Cały świat teraz wie, że największym złodziejem informacji finansowych jest Narodowa Agencja Stasi. To Stasi kradła w interesie amerykańskich korporacji, dajączch szczodre polityczne datki, gospodarcze i finansowe informacje spółek brazylijskich, niemieckich, francuskich, chińskich, japońskich, a właściwie wszystkich. Waszyngtońskie Stasi ukradła nawet prywatne rozmowy telefoniczne niemieckiej kanclerz.

 

Świat był głupi zawierzając amerykańskim systemom informatycznym - urządzeń służących do szpiegowania. Ktokolwiek kupi komputer amerykańskiej firmy lub zda się na amerykańskie służby internetowe, może być pewnym, że Narodowa Agencja Stasi Waszyngtonu ma o nim komplet informacji.

 

Amerykańska Narodowa Agencja Stasi może szantażować całą światową populację.

 

Według neokonserwatystów można „bajerować” świat własną „wyjątkowością”, „niezbędnością” co daje wyjątkowe prawa i wyjątkową władzę.

 

Świat jest głupi pod wieloma innymi względami bezpodstawnie ufając Waszyngtonowi. Organizacje pozarządowe finansowana przez Waszyngton działają w wielu krajach jako piąta kolumna. Waszyngton może powoływać swoje NGO aby wychodziły na ulice obalać niewspółpracujące rządy, lub żeby tworzyły proamerykańską propagandę wymierzoną w rządy, jak to były w przypadku gdy te organizacje protestowały na rosyjskich ulicach, że Putin ukradł wybory.

Te NGO są dumne z tego, że mają krew na rękach lub wkrótce mieć będą. Pokazuje to, że są ważnymi agentami Imperium.

 

Z ujarzmionymi zachodnimi mediami i europejskimi rządami oraz Japonią, Australią, Kanadą, Nową Zelandią, Koreą Południową i Filipinami, może Waszyngton bezczelnie wykrzykiwać swoje kłamstwa i fałszywe oskarżenia. „Saddam Hussein ma broń masowego rażenia”. Nikt za to kłamstwo nie został ukarany. „Assad w Syrii użył broni chemicznej przeciwko własnemu narodowi”. I w tym wypadku też nikt za to kosztowne kłamstwo nie został ukarany. Podobnie jak: „Edward Snowden jest chińskim/rosyjskim/czyimś szpiegiem, zdrajcą , który nielegalnie ujawnił nielegalne akcje amerykańskiego rządu. Nikt za to nie został ukarany. „ Julian Assange to szpieg ponieważ miał czelność ujawnić w internecie dokumenty o przestępstwach Waszyngtonu.” I za to też nikt nie został ukarany.

 

Każdy Amerykanin przeciwstawiający się super-władzy Wall Street i Waszyngtonu został ogłoszony osobą non grata. Tacy są „rodzimymi terrorystami”, którzy w pojęciu Gestapa Ministerstwa Bezpieczeństwa są dobrze uzbrojonymi jednostkami wojskowymi, naruszającymi prawo Posse Comitatus (prawo federalne z 1879 r. ograniczające uprawnienie rządu do użycia wojska wewnątrz kraju – przyp. MM) . Ministerstwo bezpieczeństwa wewnętrznego jest nielegalną i antykonstytucyjną siłą, wymierzoną przeciw Amerykanom. Amerykańscy obywatele zmuszeniu są na nie płacić, gdy ich domy są konfiskowane, a przeciwko tym, którym nie są konfiskowane, prowadzone są najazdy tępych morderców z grupy SWAT.

 

Zieloni stoją na drodze kapitalistycznych zysków i kapitalistycznej władzy, a nie że się starają o dobro środowiska naturalnego. Zieloni są „rodzimymi ekstremistami”.

 

Protestujący przeciwko wojnie są śledzeni jako „agenci obcych sił”.

 

Ludzie zainteresowani losem zwierząt i znikaniem gatunków w wyniku zniszczenia habitatu chciwymi i na krótką metę korzystnymi interesami korporacji są oznakowane jako „rodzimi ekstremiści”

 

Sąd Najwyższy jest własnością prywatnych grup interesów, które kupiły nasz rząd. Amerykański Sąd Najwyższy jest wielkim wrogiem konstytucji.

 

Prawo jest nadużywane do posyłania do więzień milionów niewinnych, zwłaszcza młodych, Amerykanów, których występki są błahe, ale chodzi o to, by wesprzeć dochody, jakich potrzebuje sprywatyzowany system więziennictwa.

 

Trudno jest wyobrazić sobie kraj tak szpetny jak USA, gdzie rząd bynajmniej nie służy ludziom, ale małej grupce jednego procenta; ta władza nie jest zdolna zaoferować jakikolwiek rodzaj sprawiedliwości, władza, która gdyby powiedziała prawdę, sama by się zniszczyła.

 

Z Waszyngton zieje piekielny zaduch. I świat to zaczyna rozumieć.

 

 

Waszyngton’s Arrogance Will Destroy Its Empire ukazał się 9 lipca 2014 na Strategic Culture Foundation.



czwartek, 17 lipca 2014
Kasa Misiu, kasa!

 

To znane powiedzenie Janusza Wójcika, trenera, jakby ktoś nie wiedział, i swego czasu selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski.

Kasa w świecie piłkarskim to rzecz normalna, od zawsze, ale od pewnego czasu najważniejsza. Wszystko się wokół tego kręci, a sam sport, rozgrywki, to już tylko kwiatek do kożucha. Kibicom wydaje się, że ważne jest kto wygra, podczas gdy tak naprawdę – kto zarobi. FIFA to organizacja pod można dowiedzieć się z książek dwóch reporterów: D. Yallop „Kto wykiwał kibiców” i A. Jennings „Faul”.

To pasjonująca lektura ale nie dla tych, którzy mają złudzenia lub chcą je mieć. Bismarck powiedział ponoć, że lud nie powinien wiedzieć jak robi się kiełbasę i politykę. Teraz do tego można dodać sport, a futbol, ze względu na zasię, popularność, pieniądze jakie napędza – w szczególności. Widocznie w czasach tego kanclerza sport nie był aż tak zdegenerowany jak dziś, choć co do uczciwości nie ma się co łudzić. Wystarczy poczytać autorów rzymskich co się działo przy okazji wyścigów rydwanów.

Dziś piłka to coś więcej niż sport, to quasi religia.

Brak zainteresowania materialną stroną danej dziedziny, w oczach postronnych, uchodzić może za amatorszczyznę. To prawda życiowa. Ale były zawody popłatne, ale z pewnym etosem. Nazywały się zawodami zaufania publicznego. Do nich należały m. in. zawód lekarza, czy adwokata. Też zeszły na psy. Kto śledzi bieżące wydarzenia wie jaki poziom reprezentuje taki Giertych, czy inni w mniejszej skali. Ale ja nie o prawnikach, a o lekarzach tym razem. To dziedzina najważniejsza, bo decydująca o naszym życiu. Bez sportu można żyć całkiem dobrze, a z prawem też można sobie jakoś poradzić jeśli ma się szczęście.

 

Kasa z in vitro

Wakacje powinny być okresem spokoju a nie są. Najpierw sprawa prof. Chazana, dęta, ale chwytliwa. Każdy wie o co chodzi, zwolennicy aborcji, czy prawa do niej, co przekłada się na zabijanie nienarodzonych dzieci, doprowadzili do usunięcia Chazana z pracy a szpital obciążono karą. Ale jakoś nikt nie nawołuje do ukarania tych, którzy bezpośrednio zawinili, czyli stworzyli to dziecko takim jakim jest, czy właściwie było. A chodzi o tak propagowane zapłodnienie in vitro. Z tego co się można w tej sprawie dowiedzieć był to efekt tegoż i to nie po raz pierwszy. Tą kobietę, nieszczęśliwą przecież, gdyż to ponoć kolejna nieudana próba, ktoś przekonał, że in vitro to sposób pewny i bezpieczny, a dzieci z próbówki niczym nie różnią od poczętych naturalnie. Głosy przeciwne ignorowano lub zakrzykiwano. Prawda okazała się inna.

Jeżeli prawdą jest, że kobieta ta przechodziła in vitro nie pierwszy raz to musiała wiedzieć gdzie robi się skrobanki. Więc kto i dlaczego skierował ją do tego właśnie szpitala? Była to gra z góry zaplanowana w celu nie tylko usunięcia Chazana, ale likwidacji tej formy szpitala p/w Św. Rodziny. Ktoś to zaplanował, można powiedzieć,że był to plan szatański. Czy ta poszkodowana kobieta odegrała w nim rolę świadomie czy nie jest ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze to kto zrobił tę fuszerkę, a więc powinien za to zapłacić. Bo póki co, in vitro nie jest refundowane zatem trzeba za to zapłacić i to, podejrzewam, całkiem sporo. Biznes in vitro to duże pieniądze i wpływowe lobby, jak widać.

 

Kasa z narządów

Trzy dni trwała walka o życie 17 letniego Kamila, chłopaka, który popadł w śpiączkę w wyniku wypadku samochodowego. To było w piątek. Lekarze wrocławskiego szpitala im. Marciniaka stwierdzili śmierć pnia mózgu, czyli – według nowej definicji – śmierć w ogóle i nagabywali matkę chłopaka, aby zgodziła się na pobranie organów do przeszczepu. Nie zgodziła się, mało tego, grupa kolegów Kamila protestowała pod szpitalem przeciwko zakusom odłączenia go od aparatury podtrzymującej życie. W nocy z poniedziałku na wtorek serce przestało bić. Tym samym narządy nie nadaj si do pobrania, bo gdy serce bić przestanie człowiek umiera naprawdę, a nie tylko zgodnie z definicją śmierci wymyśloną przez grupę cwaniaków, robiących kokosy na handlu organami.

Cała sprawa śmierdzi na odległość. Lekarze niby żałują chłopca, ale ich fałsz bije po oczach. Żałują, ale kasy, która uciekła im sprzed nosa. Prawdopodobnie liczyli, że wystarczy wykorzystać niestabilny stan umysłu zrozpaczonych rodziców, podsunąć im do podpisania świstek wyrażający zgodę na pobranie organów i szlus. Można robić kasiorę, bo organy (patrzcie, jak nawet ja sam ulegam tej nowomowie i zamiast napisać: serce, nerki, wątroba i cała reszta podrobów łącznie z krwią i szpikiem kostnym) nie przeszczepia się tym, którzy naprawdę tego potrzebują (dla ostrożności procesowej dodam: nie zawsze) ale tym, którzy mają pieniądze.

Zdaniem matki lekarze popełnili błąd bo orzekli o śmierci mózgu, a jej syn był pod wpływem leków. Mówiła nawet, że poczuła, jak jej syn ścisnął jej dłoń. Lekarz Marek Nikiel twierdzi, że to odruchy rdzeniowe i o niczym to nie świadczy. Z kolei przeciwnik transplantologii, prof. Talar podkreśla, że tak naprawdę aby pobrać organ, pacjent musi żyć, tzn. musi bić mu serce. Krótko mówiąc, organy pobiera się na żywca, a więc uśmierca jednego aby ktoś inny mógł żyć.

Okazuje się śmierć mózgu i śmierć pnia mózgu to dwie różne rzeczy, różnie definiowane w poszczególnych krajach, różne są też metody stwierdzenia tego rodzaju śmierci. Tak jak to powiedział w dyskusji telewizyjnej dominikanin-lekarz (niestety, nie zapisałem nazwiska) z Markiem Balickim, znanym skądinąd ministrem. Co więcej, zakonnik ów dodał, ku nieukrywanej wściekłości Balickiego, że w Polsce, aby zbadać pień mózgu i stwierdzić jego śmierć odłącza się pacjenta od respiratora, czyli po prostu się go dusi. No i wtedy śmierć mózgu czy jego pnia jest już rzeczywista. No i wisienka na torcie: Dominikanin wspomniał tak jakby od niechcenia słynnego „Doktora G.”, łapówkarza skazanego bodajże już prawomocnie, choć tego w naszym systemie sądowym nigdy nie można być pewnym. Czyż to nie jasne, że chodzi o kasę?

Jeżeli spojrzeć na to z dystansu, to kojarzy mi się to z rytuałami Majów, Inków czy Azteków, składających na szczycie piramid ofiary z ludzi wyrzynając im na żywca serca aby zapewnić pomyślność swojemu ludowi. Ponoć nie bardzo wierzyli, że bez tych ofiar na drugi dzień wzejdzie słońce.

Dla mnie przeszczepy to taka forma krypto-kanibalizmu. Przyjmowanie organów nie poprzez przewód pokarmowy a w wyniku zabiegu chirurgicznego. Różnica czysto techniczna.

 

Kasa z apeli o wsparcie

Nasila się może nie nowe zjawisko ale z nowym i większym natężeniem. Prośby/apele o pomoc dla chorych dzieci. Pomoc finansową, rzecz jasna. Apele te pojawiają się w mediach, ale coraz ich więcej dostaję na skrzynkę mailową.

Scenariusz jest typowy.

Najpierw opis dziecka mający u widza/słuchacza/czytelnika wywołać emocje, a konkretnie odruch współczucia. Dziecko w całej historii jest niczym aniołek i pewnie dokonałoby rzeczy wiekopomnych, gdyby dożył, a to jest wątpliwe. Na przeszkodzie stoi ciężka i rzadka choroba, wymagająca specjalistycznego leczenia, często operacji. I to za granicą, w jakichś znakomitych ośrodkach, w których pracują wybitni specjaliści (tu podawane są ich osiągnięcia) zainteresowani pomocą w tym konkretnym przypadku ale nie za darmo. Koszty to kwota rzędu kilkuset tysięcy złotych, dla zwykłego śmiertelnika nieosiągalna. A czas nagli.

Dalej zakończenie i prośba o pieniądze, nazwa fundacji i numer konta.

Mam w związku z tym kilka wątpliwości. Nie twierdzę, że dzieci nie chorują i nie wymagają specjalnego traktowania. Ekstremalne przypadki się zdarzają i wymagają specjalnego potraktowania. Obiektywnie to tragedia dla rodziców. Tyle, że jest ich coraz więcej, jakaś mini-epidemia. A co z NFZ? Nie refunduje? Dlaczego? Czy podjęto w związku z tym jakieś kroki prawne (Osoby prywatne mogą mieć z tym trudności ale wyspecjalizowane fundacje raczej nie).

Inna sprawa to dotarcie do mediów i adresów mailowych. To nie takie proste, o czym wie każdy kto popadł w tarapaty. Przeważnie nie interesuje to psa z kulawą nogą, nie mówiąc już o rzecznikach praw wszelakich, których u nas pełno, ale żaden nie pomógł nikomu, jeśli nie liczyć zaplanowanych i koordynowanych z góry akcji. Podejrzewam, że o ile nie są to zaplanowane „ustawki” to przynajmniej ludzie o jakichś dojściach. Przecież nie wszyscy są tak traktowani, a jeżeli nie wszyscy to jakie kryteria wyboru tego a nie innego dziecka.

No i dlaczego zawsze chodzi o dzieci? Przecież chorują ludzie starsi i to znacznie częściej. Ale czy ktoś zbierał pieniądze na seniorów? Jakoś nie pamiętam nie licząc ostatniej akcji Owsiaka. Bo kogo oni obchodzą. Nie pracują, nie można z nich zdzierać, nie wytwarzają zysku, nie są potrzebni. Co gorsza zawadzają. Stąd ukryta eutanazja a to poprzez podniesienie wieku emerytalnego, a to poprzez utrudniony dostęp do leczenia, wyznaczanie terminów operacji ad Kalendas Graecas czy coraz droższe leki.

Wygląda to na ciąg dalszy procederu zapoczątkowanego przez Owsiaka przerzucania na obywateli zadań własnych państwa. Zbiórki publiczne (a do takich zalicza się prośba o pomoc, wymagają zezwolenia ministerstwa administracji, co nie jest łatwe, o czym przekonała się np. fundacja Lux Veritatis) mają z czasem zastąpić państwo w jego obowiązkach, z czasem z dobrowolności przejść do przymusu. I to tylko kwestia czasu.

 

 



czwartek, 03 lipca 2014
Kto pracę daje, a kto ją bierze

Pierwszy, który to powiedział był Piotr Ikonowicz. W każdym razie to od niego usłyszałem to po raz pierwszy, co piszę na wypadek, gdyby i on to skądś wziął. Chodzi o określenie: pracodawca.

Zdaniem Ikonowicza, termin ten wypacza, wręcz fałszuje rzeczywistość. Pracodawca bowiem, w potocznym rozumieniu tego słowa oznacza tego (bez znaczenia czy to firma, konsorcjum, osoba prywatna, itp.), kto zatrudnia; po drugie stronie jest pracobiorca, czyli pracownik. Tymczasem to pracownik pracuje, a więc daje pracę, a właściwie sprzedaje ją; w każdym razie powinien mieć za nią zapłacone, co zapisane jest nawet w Ewangelii: godzien jest robotnik zapłaty swojej.

Trudno odmówić racji Ikonowiczowi tylko dlatego, że jest lewicowcem. Lewicowcem z przekonania, a nie dla koniunktury, co jest zjawiskiem w polityce rzadkim. Drugim takim jest Ryszard Bugaj na lewicy a Korwin-Mikke, Stanisław Michalkiewicz na prawicy. Może jeszcze ktoś, choć akurat inne nazwiska nie przychodzą mi w tej chwili na myśl.

Nie personalia są jednak jest istotą rzeczy, a to, czy konkretne twierdzenia jest prawdziwe, czy nie, zgodnie z logiką.

Wyraz: pracodawca oznacza kogoś, kto daje pracę. Ale co to takiego jest praca? Praca w znaczeniu fizycznym to siła razy przesunięcie, co wyraża się wzorem: W=FxS. Słownik języka polskiego z kolei określa ją jako działalność człowieka zmierzającą do zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr co pozwala otrzymywać stosowne wynagrodzenie pozwalające na spełnianie potrzeb życiowych. Oznacza to, że pracę wykonuje pracownik, a więc w pewnym sensie ją daje, ale to dotyczyłoby raczej wolontariatu. Pracownik podejmując taką działalność wykonuje pracę, czyli jest tu stroną aktywną. Nie jest więc pracobiorcą, czyli tym, który bierze pracę, gdyż określenie „branie” ma znaczenie pasywne, aktywnym bowiem jest ten, który daje, a nie ten, który bierze. Krótko mówiąc pracownik jest bardziej pracodawcą niż pracobiorcą.

Idąc dalej tym tokiem rozumowania należałoby przyjąć, że pracodawca (w potocznym znaczeniu) daje zatrudnionemu pracownikowi pracę, a tak przecież nie jest. Stwarza stanowisko pracy, ale wykonuje ją ktoś inny.

Co więcej, w określeniu: pracodawca, zawiera się element „daru”, czyli prezentu, czegoś, co jest aktem dobrowolnym, co można dać albo i nie, a więc jest wynikiem łaski bądź kaprysu. Z drugiej strony pracobiorca, co poruszyłem wyżej, jest tym, który ten dar przyjmuje. Taki to obraz obydwa omawiane określenia tworzą, zarówno na płaszczyźnie świadomości (o ile ktoś się nad tym zastanowi), ale i podświadomości. To stwarza od razu postawę podległą, niejako gorszą pozycję pracownika już w punkcie wyjścia.

A przecież, zgodnie z literą prawa, i zatrudniający i zatrudniany (przecież takie określenia lepiej pasują i są bliższe prawdy niż praco-biorca/dawca) to dwie równorzędne strony umowy o pracę. Nikt nie jest gorszy, nikt lepszy, nikt też nikomu nie czyni łaski.

Skoro komuś przyszło do głowy zmienić znaczenie słów, co przypomina założenie włoskiego komunisty Nicoli Gramsci (lata 30.te XX w.), że wystarczy zmienić kod kulturowy zmieniając znaczenie słów aby uzyskać kontrolę nad ludźmi, to w tym szaleństwie jest metoda, a zatem nie jest to dzieło przypadku lecz zamierzonego działania.

Nie wiem w ilu obcych językach funkcjonuje taki dziwoląg słowny, bo w angielskim nie. Pracownik tam to po prostu worker, a zatrudniający to employer i tyle. Dlatego tam pozycja pracowników jest lepsza a zarobki wyższe, a Polacy zatrudniani są na gorszych warunkach, bo się na to zgadzają. A zgadzają się, bo już w podświadomości mają zakodowaną własną „gorszość”. To taka „murzyńskość” Polaków, o której mówił minister Sikorski. „Murzyńskość” polegająca m.in. na tym, że do plemion przybywali jacyś biali bwana-kubwa dając im w prezencie różne świecidełka, a w zamian dostając np. złoża minerałów.



O autorze
Tagi