sobota, 29 sierpnia 2015
Kto rozpalił I wojnę światową? (3)

Rano 1 sierpnia Mikołaj II przyjął niemieckiego ambasadora. Przekonywał, że mobilizacja nie stanowi dla Niemiec żadnego zagrożenia i nie ma żadnych wrogich planów. Nie można teraz mobilizacji powstrzymać z powodu rozległości kraju. Portalés zaraz przekazał treść rozmowy do Berlina. Niemcy już nie wierzyli ani słowu a rosyjska mobilizacja trwała już drugi dzień. Wedle rosyjskich planów wojennych, dobrze znanych w Berlinie, 15 dnia rosyjska armia była gotowa do ataku.

Tego wieczora cesarz podjął decyzję. Niemiecki ambasador - hrabia Portalés, przybył do rosyjskiego MSZ. „Zanim pozwolił Sazonowowi powiedzieć choćby słowo, (Portalés) powiedział szybkim trzęsącym się głosem: 'zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!'” Potem niemiecki ambasador spytał, czy rosyjski rząd zamierza dać przychylną odpowiedź na prośbę z dnia poprzedniego o zawieszeniu mobilizacji. Sazonow odpowiedział: nie. Wtedy przekazał wypowiedzenie wojny. Był tak zdenerwowany, że przekazał dwie wersje dokumentu.

W przypadku planów mobilizacji Niemcy mieli taki sam problem jak rosyjski sztab generalny: musieli mobilizować się przeciwko Rosji i Francji jednocześnie. Aby uspokoić Anglików ograniczając wojnę do Rosji, cesarz Wilhelm II wysłał telegram do króla Jerzego aby potwierdzić, że kierują się radą sir Grey'a:

„Z powodów technicznych mobilizacja ogłoszona dziś po południu, musi dotyczyć dwóch frontów – wschodniego i zachodniego – zgodnie z metodyką. Nie można jej odwołać i z tego powodu się usprawiedliwiam, że ten telegram doszedł późno. Ale jeżeli Francja ogłosi swoją neutralność, poręczoną przez brytyjską flotę i armię, to, oczywiście, wstrzymam atak na Francję i skieruję siły gdzie indziej. Moje oddziały na granicy będące w stałym kontakcie telegraficznym i telefonicznym, otrzymają polecenia powstrzymania się przed wejściem do Francji.”

Niemcy wypowiedziały wojnę tylko Rosji. Sir Grey mógł pójść spać. W ostatnich dniach odwalił kawał dobrej roboty i był nieprawdopodobnie zmęczony. Była to dodatkowa okazja dla głównego dyplomaty brytyjskiego jak nie ryzykując sprawić, aby Niemcy poszły w pożądanym kierunku: walczyć tylko z Rosją!

Londyn wysłał do Berlina dwie depesze w niewielkim odstępie czasu. Pierwsza informowała o poręczeniu bezpieczeństwa Belgii. Ambasador niemiecki Lichnowski wysłał później własny telegram informując, że sir Edward Grey obiecał, że uniemożliwi Francji przystąpienie do wojny pod warunkiem, że Niemcy jej nie zaatakują. Depesza ta wprowadziła w Berlinie radosne ożywienie! Wydawało się, że uda się uniknąć strasznej wojny na dwóch frontach, a może wojny w ogóle, ponieważ Rosja byłaby bardziej ugodowa wiedząc, że będzie walczyła sama.

Ale rzeczywistość szybko zepsuła humor cesarza. Planowane akcje niemieckich wojsk dobrze zilustrowały, dlaczego sir Grey tak się upierał, aby Niemcy walczyły tylko z Rosją. To proste. Jeden z głównych niemieckich dowódców wojskowych, gen. Erich Ludendorff, wyjaśnił problem jednoznacznie: „Zaatakowanie Rosji, gdy zachód by się bronił w obecnej sytuacji oznaczałoby, jak pokazuje to wiele gier wojennych, przewlekłą wojnę i taki plan został przez generała hrabiego Ericha Ludendorff, odrzucony.”

Pośpieszne wypowiedzenie wojny Rosji w sztabie wojskowym wywołało wielkie zdziwienie. Wedle wszystkich pieczołowicie opracowanych planów miały Niemcy najpierw zaatakować Francję! Nie rozumiejąc działań swojego rządu Grossadmirał von Tirpitz, napisał: „Jakikolwiek powód, dla którego to my pierwsi wypowiedzieliśmy wojnę, jest dla mnie nieznany. Najprawdopodobniej zrobiliśmy tak ze względów formalno-prawnych. Rosjanie zaczęli wojnę bez jej wypowiedzenia a my byliśmy przekonani, że nie możemy się bronić jeżeli jej nie wypowiemy.”

Niemcy nie mogły zaatakować Rosji w pierwszej fazie wojny, ale i nie chciały nie będąc przygotowanymi. Aby to zrozumieć należy zbadać niemiecki plan wojenny. Znany jako „Schlieffenův plan“ zakładał:

Wojna jest nieunikniona

Z powodu istniejących politycznych warunków może to być tylko wojna na dwóch frontach.

Jedynym sposobem na zwycięstwo jest pokonanie wrogów jednego po drugim.

Szybkie pokonanie wojsk rosyjskich jest niemożliwe z powodu warunków panujących w Rosji i jej terytorium.

Następny atak skierowany miałby być na Zachód, ponieważ Wschód się broni.

Francuska armia musi być pokonana przed uzyskaniem pełnej gotowością przez armię rosyjską.

Francuskie frontowe umocnienia i twierdze należy szybko zniszczyć lub obejść.

Takie obejście możliwe jest wyłącznie przez ziemie neutralnej Belgii i Szwajcarii.

Taka wojenna logika zakładała konieczność ataku na Francję ale nie tylko bo i na Belgię naruszając jej neutralności. Ma to znaczenie, gdyż Francja była rzeczywistym nieprzyjacielem Niemiec zatem niemiecki sztab generalny planował najpierw jej porażkę. Rosja dla Niemiec stanowiła drugorzędne ryzyko, a gdy walki zaczną się na wschodzie lepiej będzie przejść do defensywy. Istotnym powodem, dla którego niemiecka armia miałaby zacząć od pokonania Francji było to, że do tego przygotowywano się ponad 20 lat i nie można było tego zmienić w jeden dzień.

Szpiegostwo istniało zawsze, więc konkluzje von Schlieffena nie były tajemnicą. Naruszenie przez Niemcy neutralności Belgii także było oczywiste. Z tego powodu Londyn poręczył jej neutralność zanim wybuchły działania wojenne. Porażka Francji zależała od przejścia przez Belgię, ale w takim przypadku Anglia przystąpiłaby do wojny. Jeżeli Berlin pragnął neutralności Anglii, uderzenie musiałoby pójść na wschód w sprzeczności z niemieckim planem, w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, w sprzeczności ze wszystkim! Zapędzenie Niemiec do kąta było możliwe gdyby zaczęły wojnę z Rosją.

I właśnie tego chciał sir Grey. Nikt nie mógł mu zaręczyć, że rosyjska armia, ciągle niegotowa, sama napadnie na Niemcy. Nie można było zakładać, że Mikołaj II zrobi taki prezent (aczkolwiek w rzeczywistości tak by zrobił). W Londynie nie siedzieli głupcy. Dobrze rozumieli, że najsprytniejsze co carski rząd mógł zrobić to przygotować się do wojny ale nie walczyć i cicho śledzić niemiecko-francuskie potyczki na granicy; formalnie przygotować się do bitwy ale jej uniknąć. Tym sposobem zostaliby Francuzi osłabieni i w końcu pokonani, bo Rosja ostrożnie stałaby z boku. Taki wynik wojny nie był tym, co zaplanowali jej organizatorzy! Niemcy mogłyby dojść do porozumienia z Rosją i do dalszego konfliktu by nie doszło. Nie doszłoby więc do światowego kataklizmu, żadnego morza krwi, czy rewolucji w Berlinie i Piotrogrodzie! Do tego nie można było dopuścić: Niemcy i Rosja miały się wzajemnie zniszczyć. To powód, dla którego Brytyjczycy naciskali na Niemcy by te wypowiedziały wojnę Rosji.

W dowództwie wojskowym zapanowało silne rozczarowanie. Cesarz nie wyjaśnił wojskowym podwójnej gry Anglii, która na siłę za uszy ciągnęła Niemcy na wschód. Dlatego zachowanie władzy racjonalnie myślących generałów i admirałów szokowało. Bardzo dobrze wiedzieli, że plan nie wymagał tak szybkiego wypowiedzenia wojny. Żądali rozpoczęcia nieprzyjacielskich działań przeciw Francji. Jakiekolwiek opóźnienie walk na wschodzie byłoby dla Niemiec korzystne. Po co było brać na siebie wypowiedzenie wojny, gdy się nie planowało ataku na Rosję, przeciwko której planowano tylko się bronić?

Najzabawniejsze, że wszyscy historycy piszący o I wojnie światowej stawiali te właśnie pytania, ale żaden na nie nie odpowiedział. Dlatego, że odpowiedzi szukali w Berlinie zamiast w kuluarach brytyjskiego ministerstwa zagranicy!

Sytuacja stała się patowa. W historii wojen zawsze było tak: najpierw mobilizacja, potem wypowiedzenie wojny i dopiero bój. W 1914 r. Niemicy to odwrócili: najpierw zerwanie stosunków dyplomatycznych, a dopiero 1 sierpnia mobilizacja. Żadnej walki. Przeciwnie, po mobilizacji przyjęli Niemcy pozycje obronne. Nonsens. Po co wypowiadać wojnę, gdy się można bronić i nie wypowiadać?!

 To przykład bez precedensu. Przed onym dniem wypowiedzenie wojny było przywilejem atakującej strony. Chodziło o to, że agresor ogłasza działania nieprzyjacielskie aby móc rzucić się na swoją ofiarę z „czystym sumieniem”. W 1914 r. wszystko co zrobiły Niemcy było złe: zgodnie z planem miano pokonać Francję ale wypowiedziano wojnę Rosji. Takie zachowanie wygląda na idiotyczne, pod warunkiem, że się zapomni o grze sir Grey'a. Odwrotnie, jeśli weźmie się to pod uwagę, trzeba się zgodzić, że Niemcy nie mogły uczynić nic innego.

 W czasie gdy cesarz rozmawiał z generałami, stary niemiecki plan mobilizacyjny był zakończony a armia nadal gromadziła się na zachodzie zamiast na granicach wschodnich. Szef sztabu generalnego – Moltke, starał się wyjaśnić władcy oczywistą prawdę. Gdyby wojska niemieckie przesunęłyby się na wschód, Niemcy byłyby bezbronne gdyby Francja zdecydowała się na atak!

 To poważny argument. Po tylu wybiegach Anglików i dziwacznego zachowania Rosjan, nie można było ufać nikomu. Teraz Moltke zagrał ostatnią kartą. Zgodnie z planem Schlieffena 16 dywizja niemiecka przesunęła się w pobliże Luksemburga blisko granic do przekroczenia. Cesarz i jego kanclerz spanikowali i rozkazali wstrzymanie marszu kilometr przed granicą, aby nie naruszyć neutralności i nie sprowokować Brytanii do włączenia się do wojny. Teraz dopiero przyszedł telegram z Londynu będący odpowiedzą króla Jerzego na depeszę cesarza. Brytyjski monarcha poinformował, że o żadnych brytyjskich rękojmiach co do francuskiej neutralności nic nie wie.

 Znalazłszy się w kleszczach zrozpaczony Wilhelm II nie miał innego wyjścia jak posłuchać sir Grey'a i wypowiedzieć wojnę Rosji. Liczył na ograniczony konflikt, ale Londyn po raz kolejny zmienił zdanie i odrzucił odpowiedzialność za atak Francji na tyły niemieckiej armii. Mobilizacja we Francji trwała w pełnym toku a jej siły morskie i lądowe były w pełnej gotowości. Cesarz miał tylko jedno wyjście: zaatakować Francję samotnie.

 Niemcy zadali pytanie o to, czy Paryż pozostanie neutralny 31 lipca czy nie. Wcześniej, w kwietniu, w parlamencie zwyciężyli pacyfiści. Nowy francuski premier Viviani także był zwolennikiem pokoju i starał się wojny uniknąć i nie było dlań problemem opuścić rosyjskich „sojuszników”. Kogo interesuje, że Pointcaré obiecywał w Piotrogrodzie „wojnę”. Francja jest demokracją i poglądy premiera nie muszą być zgodne z poglądami prezydenta. To bardzo wygodne, gdy lewa ręka nie wie co robi prawa. Krótko mówiąc, francuscy przywódce odgrywali role dobrego i złego policjanta. Nie ograniczano się tylko do rozmów. 31 lipca, tj. przed wypowiedzeniem przez Niemcy wojny Rosji, na rozkaz ministra obrony, francuskie wojsko stało 10 km od granic, jako „dowód pokojowych zamiarów Francji w celu uniknięcia przypadkowych prowokacji”. Były to sugestie Grey'a dla Niemców: nie bójcie się i śmiało wypowiedzcie wojnę Rosji!

 Na drugi dzień po wypowiedzeniu wojny francuskie stanowisko nie budziło już wątpliwości. Na pytanie Niemcy uzyskali wymijającą odpowiedź: „Francja będzie działać tak, jak wymagają tego jej interesy”. Premier Viviani musiał ogłosić mobilizację 1 sierpnia dodając, że „to n ie oznacza wojny”. Zgodnie z paktem francusko-rosyjskim to Francja powinna wypowiedzieć Niemcom wojnę ale zamiast tego wygłosiła takie właśnie pokojowe oświadczenie! Było to naruszeniem sojuszu i zdradą w pierwszy dzień wojny w przekonaniu, że Niemcy zaczną walczyć tylko z Rosją, w sprzeczności z własnymi planami i zdrowym rozsądkiem.

 Francuzi, zamiast wypowiedzieć wojnę Berlinowi, do czego byli zobowiązani jako sojusznicy, odegrali życiową komedię. Motywacja naszych kolegów z Ententy była dziecinna. Rosyjski poseł w Paryżu - Izwolski 1 sierpnia donosił, że „z politycznych powodów... dla Francji nie jest ważne aby jej mobilizacja nie poprzedzała niemieckiej i aby wyglądała jak reakcja na nią” i że „byłoby lepiej gdyby wojnę wypowiedziały Niemcy a nie Francja”. Francuski marszałek Joffre raportował dowództwu „Z powodu poczucia zasad moralnych i z imperatywnych powodów dyplomatycznej integralności niezbędne jest aby to Niemcy odpowiedzialne zostały za rozpoczęcie wrogich działań.” Wszystko to jest jednoznaczne – nasi wierni „sojusznicy” ciągle mają nadzieję, że Niemcy należy poszczuć wyłącznie przeciwko Rosji. Stąd te wszystkie dyplomatyczne zabiegi.

 Po tych wszystkich odpowiedziach z Paryża, o drugiej nad ranem, cesarz wysłał telegram do Mikołaja II ponownie usiłując uratować obu. Teraz ten cały tajny plan „sojuszników” stał się niemieckim przywódcom jasny. Sir Grey oszukał dwukrotnie: raz, gdy powiedział, że Anglia w wojnie nie weźmie udziału, przynajmniej obecnie, a dwa, gdy naciskał Niemcy do wypowiedzenia wojny tylko Rosji. Potem, po rozpoczęciu konfliktu rosyjsko-niemieckiego, nie mieli Niemcy żadnej poręki o neutralności Paryża ani od Brytyjczyków ani od samych Francuzów. Paryż mógł w każdej chwili szczerze ogłosić, że wszczyna nieprzyjacielskie działania jako wierny „sojusznik” Rosji i uderzyć na Niemcy od tyłu. I na to Berlin musiał cierpliwie czekać.

 Może by się tak stało a francuscy zdrajcy weszli by do historii, gdyby by Niemcy Paryża nie oszczędzili. W chwili gdy francuski rząd dał Berlinowi odpowiedź niejasną i wymijającą, zbyteczne było czekanie na cios w plecy. Francuzi nie obiecali niczego szczególnego i byłoby niezrozumiałe, gdyby do wojny nie przystąpili. Brytyjczycy do wojny nie byli gotowi do czasu aż Niemcy nie zaatakują Francji. Ale z kolei aby zmienić swoje plany rozmieszczenia wojsk, niemieckie dowództwo i cesarz potrzebowali oficjalnej gwarancji o francuskiej neutralności. Dlatego 2 sierpnia niemiecki rząd postawił Belgii ultimatum żądając umożliwienie niemieckim oddziałom przejście przez ich kraj do granic Francji, jak zakładał plan Schlieffena. 3 sierpnia Belgia żądanie Berlina odrzuciła i zwróciła się do Anglii o pomoc. W tym samym dniu, gdy już zabrakło Niemcom kart, wypowiedziały Francji wojnę jawiąc się światu jako agresor. Anglia dała Niemcom ultimatum żądając nie naruszania suwerenności Belgii. Jak wiadomo, Niemcy tego nie mogli spełnić. 4 sierpnia Brytania przystąpiła do wojny na białym koniu jako obrońca belgijskiej wolności...

 Zakulisowe działania sir Grey'a przyniosły długo oczekiwane owoce. Kilka dni po rozpoczęciu konfliktu niemiecko-rosyjskiego i austriacko-serbskiego, wydarzenia nabrały wymiaru globalnego. Najbardziej brutalna wojna w historii ludzkości zaczęła się jako wynik starannego planowania i mistrzowskiej intrygi brytyjskiej władzy. Oznaki tego były starannie ukrywane ale kto dokładnie przeczytał literaturę poświęconą I wojnie światowej, przez góry kłamstw ujrzy przeświecający promień prawdy. W kronikach bitew morskich przeczytamy, że flota brytyjskiego króla przystąpiła do walki już w pełni zmobilizowana. Rozkaz wczesnej mobilizacji wydano 10 lipca 1914 r., na długo przed działaniami wszystkich stron konfliktu. Przypadek – mówią historycy, ale Winston Churchill, w tym czasie będący w składzie admiralicji powiedział coś innego: „Nigdy w ostatnich trzech latach nie byliśmy lepiej przygotowani.” I ma rację, tak błyskotliwe i śmiałe przygotowania do wojny nie dzieją się przypadkowo. Były wynikiem lat systematycznych starań; wynik imponujących prac dowództwa wojskowego, politycznego przywództwa, dyplomatów i szpiegów. Po to prowadzono ćwiczenia, podczas których flota się zmobilizowała i taką pozostała. Dwa tygodnie później w pełni gotowa „pokojowa” flota brytyjska przystąpiła do wojny, broniąc Belgii przed „agresywnymi” Niemcami, których mobilizacja dopiero się zaczynała...

 Assassination in Sarajevo (Epizod 3) i Who ignited First World War?(Epizod 4) ukazał się w 2010 r. na Oriental Review.







Kto rozpalił I wojnę światową? (2)

Czytelne aluzje sir Grey'a więcej wpłynęły na wojnę niż kulki Gawriło Principa.

 Akcja zbliżała się do rozstrzygnięcia. 20 czerwca prezydent Francji Raymond Pointcaré zwrócił się do Rosji: „Wojna”. Aby Mikołaj II nie obawiał się pomóc swoim słowiańskim braciom, został zapewniony, że w przypadku wojny z Niemcami, Francja wypełni swoje sojusznicze zobowiązania. Strony omówiły plan walki. Rosja, zgodnie ze zobowiązaniem, miała zmobilizować swoje siły w pełnej gotowości w ciągu 15 dni po ataku na Niemcy. Atak na Austro-Węgry zaplanowano na 19 dzień mobilizacji. Gdy władca rosyjski i francuski prezydent rozmawiali, wydarzenia zamarły, ale po wyjeździe Pointcarego. wszystko ruszyło z kopyta. Rosji pozostał jeszcze tydzień życia w pokoju.

 23 lipca „sojuszniczy” prezydent wrócił do domu a na drugi dzień Grey zaczął w pośpiechu sabotować ostatnią szansę na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Z upoważnienia cara rosyjski minister spraw zagranicznych Sergiej Sazonow zaproponował, aby Rosja, Francja i Anglia wspólnie zaatakowały Wiedeń wymuszając polityczne rozwiązanie pretensji wobec Serbii. Propozycję tę Grey odrzucił. Całą rzecz mógł pokrzyżować, gdyż czekał na austriackie ultimatum. Było ono spłonką pierwszej wojny światowej; już tylko kilka dni dzieliło jego przedłożenie od rozpoczęcia działań wojennych.

 23 sierpnia austriacki ambasador w Serbii dał mu to na co czekał. Nie przypadkowo wiedeńscy dyplomaci przedłożyli Serbii ultimatum jak tylko Pointcaré wrócił do Paryża, zatem francuski i rosyjski przywódca nie mogli zaplanować reakcji. To pasowało Niemcom i Austriakom. Dla naszych „sojuszników” miało to istotne znaczenie; po wyjeździe francuski prezydent nie musiał odpowiadać na niewygodne pytania. Zamiast tego Mikołaj II mógł po prostu „wysłać telegram”. Broń Boże aby car zaproponował wspólne wystąpienie np. aby zgodzić się na propozycję Austrii i utworzyć jakąś komisję międzynarodową, bo to by długo wyczekiwaną wojnę opóźniło. Toteż zamiast konkretnej dyskusji o stale zmieniającej się sytuacji mogli Francuzi używać banalnych frazesów. A ultimatum wygasało po 48 godzinach. Czas biegł szybko i było już za późno zapobiec wojnie. Głównym celem Grey'a było uczynić rzeczy nie do odkręcenia.

 Grey spotkał się z austriackim ambasadorem po raz pierwszy w dniu, przesłania ultimatum. Anglicy już znali jego warunki. Dla każdego, kto chociaż trochę zna się na polityce było jasne, że chodziło o wypowiedzenie wojny. Gdy rosyjski minister spraw zagranicznych Sazonow dowiedział się o tym z telegramu wykrzyknął: „To oznacza wojnę w Europie!” Lord Grey „nie rozumie”. Zamiast ostrzeżenia Austriaków przed wojną, wyraził później wyrazy współczucia, że dokument przedłożony Serbii zawiera limit czasu i odmówił dyskusji o nim dopóki nie zobaczy tekstu osobiście.

 Potem rozmawiał z ambasadorem austro-węgierskim o tym, jak wojna między czterem państwami zaszkodzi handlowi. Ambasador Mensdorf znał się na buchalterii. Cztery mocarstwa to Rosja, Austro-Węgry, Francja i Niemcy. Grey nie powiedział nic o piątym – Anglii. To nie aluzja ale dowód neutralności Wielkiej Brytanii w przyszłości. Cesarski ambasador opisał swoje wrażenia z rozmowy tymi słowy: „Był chłodny i obiektywny, jak zwykle i mówił przyjaźnie a nawet z pewną dozą sympatii dla nas.” Po rozmowie z Grey'em Austro-Węgry zostały wreszcie uspokojone i przeświadczone, że mogą zaatakować Serbię.

 Teraz wróćmy do faktów. Po otrzymaniu 10 punktowej noty od Wiednia Belgrad wpadł w histerię. W powietrzu czuć było woń strzelniczego prochu a Serbia stała twarzą w twarz z rozwścieczoną Austrią. „Nie możemy się bronić. Dlatego prosimy was o jak najszybszą pomoc” - napisał serbski książę-regent Alexander w telegramie do Mikołaja II. Serbowie dostali wskazówkę aby spełnić austriackie żądania, nie sprzeciwiać się ale podporządkować Austrii oddając swój los w jej ręce.

Ultimatum upłynęło po 48 godzinach. Od chwili jego przedłożenia zaczęła tykać bomba zegarowa. Połowa tego czasu już ubiegła gdy austriacki ambasador w Londynie dał Grey'owi kopię ultimatum. I wielki aktor - lord Edward Grey – wytrzeszczył oczy! Zmieszanemu Mensdorfowi powiedział, że jest to „coś najokropniejszego w historii dyplomacji”.

Ostatnie minuty pokoju przesypywały się jak piasek w klepsydrze a gadatliwy szef brytyjskiej dyplomacji ponownie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Sir Grey chętnie rozprawiał i nie można było nic zrobić. Czy teraz, gdy Europa cieszyła się ostatnią dobą pokoju, Brytyjczycy powiedzą coś na tyle ważnego, aby uratować miliony istnień? W żadnym wypadku!

„Dopóki Austria nie naruszy granic Serbii” - Grey - „ryzyko europejskiej wojny będzie przed nami... a jej skutki dla czterech mocarstw byłyby wprost niewyobrażalne.”

Brytyjski dyplomata znowu mówił o możliwości strat światowego handlu, potencjalnych wybuchach rewolucyjnych i groźbie rozszerzającej się biedy, ale były to tylko słowa. Co ważniejsze, ponownie nawiązał w rozmowie z ambasadorem niemieckim o możliwej wojnie pomiędzy CZTEREMA wskazując tym samym, że Brytania pozostanie neutralna! Nie dziwi, że ponownie to mówił, potrzebował tylko aby Austria przedłożyła ultimatum oraz rozpoczęła działania wojenne. Teraz, upewnieni o angielskiej neutralności, Austriacy i Niemcy zdecydowani byli na wojnę z Rosją i Francją.

25 lipca, w określonym czasie, serbski premier Nikola Pašič dal odpowiedź. Serbia zgodziła się na wszystkie warunki prócz jednego: aby przedstawiciele Austrii prowadzili śledztwo w sprawie spisku i zabójstwa arcyksięcia w Serbii, gdyż byłoby to „naruszeniem konstytucji i prawa karnego”. I choć Belgrad zgodził się na 9 z 10 warunków ultimatum, austriacki ambasador ogłosił zerwanie stosunków dyplomatycznych. Wskutek sygnałów ze strony brytyjskiej, jedna strona była przygotowana do wojny. A co się działo na stronie drugiej?

Rosyjscy dyplomaci próbowali ochronić świat. W tym samym dniu, kiedy Austria zerwała stosunki z Serbią, Sazanow zwrócił się do sir Grey'a z żądaniem, aby „jasno i ściśle” potępił Austriaków za ich działania. Żadne potępienie nie nastąpiło, ponieważ mogłoby ono wstrzymać austriackie oddziały zgromadzone na granicy z Serbią. Jednocześnie tegoż dnia rosyjski ambasador w Londynie Benckendorf, informował o wrażeniu co do angielskiej „neutralności” do Piotrogrodu całkiem opacznie: „Chociaż nie mogę podać żadnych konkretnych dowodów o wojskowej współpracy Anglii, nie zauważyłem żadnych oznak ze strony Grey'a, króla, czy wpływowych ludzi, wskazujących na fakt, jakoby Anglia poważnie rozważała możliwość pozostania neutralną. Mój pogląd jest inny niż wynikający z obecnej sytuacji.”

W Berlinie cesarz zaniepokojony rozwojem sytuacji radził w wąskim kręgu. Tego dnia brat Wilhelma II - książę Heinrich,Heinrich, dotarł do Poczdamu z wieścią od króla Jerzego V. Koronowane głowy przystąpiły do wojny dezinformacyjnej. Brytyjski monarcha powiedział do księcia Heinricha: „Będziemy się maksymalnie starać nie wplątać do wojny i pozostać neutralni”.

„Gdy oględnie wyraziłem swoje wątpliwości cesarz mi przerwał: „mam słowo króla i to mi wystarczy'” - napisał admirał Tirpitz w swoich wspomnieniach. Czas się skurczył w jednej chwili. 28 lipca austriackie działa oddały salwę na Serbię. W Petersburgu upierano się, aby Anglia wreszcie się określiła. Z Londynu nadeszła niezrozumiała odpowiedź. Tylko francuski ambasador w Rosji Maurice Paleologue mógł w pamiętnikach napisać, że jego brytyjski odpowiednik - Buchanan „obiecywał, że doradzi Grey'owi politykę przeciwstawienie się niemieckim ambicjom”.

Pod nosiskiem wojska i ministra Sazonowa, car zarządził powszechną mobilizację. To było rozstrzygające. W tymże dniu dostał telegram od cesarza Wilhelma o jego zamiarze pośrednictwa w negocjacjach między Austrią a Rosją żądając zaprzestania przygotowań wojennych.

Wieczorem Mikołaj zadecydował o zaprzestaniu powszechnej mobilizacji zastępując ją częściową w czterech okręgach wojskowych. Rozkaz dotyczący Warszawy, Kijowa, Odessy i Moskwy wysłano telegraficznie w nocy 29 lipca. Problem wszak w tym, że Rosja nie miała planów częściowej Mobilizacji!

Okazało się, że niemożliwe było prowadzenie oddzielnych przygotowań wojennych przeciwko Austrio-Węgrom mobilizując niezbędne siły przeciwko Niemcom, z którymi Rosja nie miała problemów.

W Berlinie o tym wiedziano ale rozumiano inaczej: mobilizacja oznacza wojnę. To była groźba. 29 lipca niemiecki ambasador w Rosji - Portalés odczytał Sazonowowi telegram od niemieckiego kanclerza Theobalda von Berthmann-Hollwega, w którym ten żądał zaprzestania przez Rosję przygotowań wojennych, bo inaczej Niemcy także ogłoszą mobilizację, co mogłoby doprowadzić do wojny.

W tej chwili w Londynie słyszano podobne wezwania do wyjaśnienia stanowiska brytyjskiego z Piotrogrodu. 29 lipca nasi „sojusznicy” pokazali swoje karty. Brytyjski MSZ dwukrotnie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Podczas pierwszego nie powiedział niczego istotnego. Oczekiwał informacji o rozpoczęciu rosyjskiej mobilizacji. Gdy ją otrzymał Grey poinformował Lichnowskiego, że chętnie spota się z nim ponownie.

 Zdawało się, że niespodzianki się nie wydarzą gdy sir Grey nieoczekiwanie ogłosił... no ale niech to sam powie niemiecki ambasador: ”Grey ogłosił, że rząd brytyjski chce utrzymać z nami przyjacielskie stosunki i że tak będzie, bo konflikt ogranicza się wyłącznie do Austrii i Rosji. Gdybyśmy jednak wciągnęli do niego Francję, to sytuacja zmieniłaby się diametralnie i rząd brytyjski potencjalnie musiałby podjąć określone kroki.”

 Co to oznacza? - zapytałby niemiecki ambasador i to byłoby wszystko co mógłby zrobić, ale cesarz wysyłając telegram przedstawił własny wniosek: „to oznacza, że nas zaatakują”. Niemcy nie wiedziały, że dwa dni przedtem szczwany i przyjacielski Edward Grey gwałtownie domagał się udziału Brytanii w wojnie grożąc podaniem się do dymisji!

 Teraz Rzesza wiedziała, że w przypadku konfliktu będzie musiała walczyć także z Anglią! A to zmieniało wszystko. Wojować z imperium brytyjskim i praktycznie niewyczerpalnymi zasobami ludzkimi i surowcowymi, a prawdopodobnie ze Stanami Zjednoczonymi, oznaczało starcie z całą planetą. Nie było szans aby Niemcy w takiej walce zwyciężyły.

 Greyowe oświadczenie było dla Berlina bombą. Sam cesarz przejawił emocje: „Anglia pokazała karty i sądzę, że zostałem przyparty do muru w beznadziejnej sytuacji! Ci podrzędni sprzedajni bastardzi spróbowali nas zwieść obiadami i przemówieniami. Król mówił zagadkowo gdy w rozmowie z Heinrichem twierdził: „Zostaniemy neutralni i postaramy się takimi zostać dopóki będzie to możliwe”.

 Niestety, oświecenie niemieckiego władcy przyszło za późno. Świat był już na skraju przepaści. Jeśli zostawimy na boku zakłopotanie Lichnowskiego i gwałtowny gniew Wilhelma II, koniecznie trzeba zbadać inny fakt: sir Grey właśnie dał niemieckim dyplomatom coś całkiem nowego. Dał im właśnie ultimatum: jeżeli chcecie uniknąć wojny z Brytanią (tj. z całym światem) walczcie tylko z Rosją! Nie ruszajcie Francji!

 I to jest clou wszystkiego: Brytyjczycy nie tylko zorganizowali I wojnę światową, ale postarali znaleźć się w takiej sytuacji aby być poza walką między Austrią Niemcami a Rosją. Chcieli stać z boku, zachować „wolność działania” - używając określenia Grey'a. To logiczne jeśli pamięta się cel wojny dla naszych „sojuszników”: zniszczyć Rosję i Niemcy. Niech się zniszczą wzajemnie, a Francuzi i Brytyjczycy do walk wkroczą w ostatniej chwili. Mogą nawet wypowiedzieć wojnę aby utrzymać status quo, ale nie ma powodu wojować. „Sojusznicy”? Tak samo było w 1939 r. gdy krwawiąca Polska nie mogła doczekać się ich pomocy.

 Słowa brytyjskiego ministra zaszokowały Berlin. Sytuacja zmieniła się radykalnie. Zrozumieli, że znaleźli się w ślepej uliczce i musieli szybko znaleźć z niej drogę wyjścia. Jednocześnie okazało się, że Włochy prawdopodobnie po stronie swoich sojuszników – Niemiec i Rosji, walczyć nie będą. Obraz sytuacji nagle się zmienił: Berlin był na skraju paniki. Ostrzeżenie Grey'a przekazano do Wiednia a Niemcy usiłowali przekonać Austriaków, aby poczekali z zajęciem Belgradu jako sankcją i pozostawili sprawy do rozstrzygnięcia przez międzynarodowych mediatorów.

 W tamtej chwili organizatorzy wojny potrzebowali znowu ukłuć drugą stronę, bo Niemcy i Austriacy mieli ochotę wymigać się od wojny. Rosyjski car o zdradzie swych „sojuszników” nie wiedział i późnym wieczorem 30 lipca podpisał dekret o powszechnej mobilizacji. Rozkaz uprawomocnił się 31 lipca 1914 r. uruchamiając reakcję łańcuchową. Na rosyjską mobilizację w ten sam sposób zareagowały Niemcy, co francuski ambasador opisał, że „z powodu powszechnej mobilizacji rosyjskiej armii, Niemcy ogłosiły kriegs gefahr (alarm wojskowy)”. Niemcy zażądały by Rosja się zdemobilizowała inaczej zaczną własną mobilizację. Francuski rząd i prezydent Raymond Pointcaré zadecydowali zareagować na niemiecką mobilizację tak samo. Do rozpoczęcia wojny pozostał jeden dzień.

 Berlin znalazł się w trudnej sytuacji. Sojusznik Niemiec – Austria – już prowadziła działania wojskowe w Serbii. Rosja się mobilizowała, podobnie jak na przygotowania niemieckie Francja. Teraz już Niemcy nie miały wyboru. Gdyby nic nie robiły a tylko czekały, Rosja zaatakowałaby Austrię zmuszając Niemcy do pomocy swojemu sojusznikowi, a Francja swojemu. Wielka Brytania wkrótce także przystąpiłaby do wojny. To była ślepa uliczka bez możliwości zwycięstwa. Drugi wariant działań zaproponował sam sir Grey: walczycie tylko z Rosją, która pierwsza wyszła z inicjatywą. Pretekstem była rosyjska mobilizacja jako bezpośrednia groźba dla bezpieczeństwa Rzeszy! W ten sposób Anglicy doprowadzili do wojny Niemcy i Rosję. Lont został podpalony po obu stronach.

Berlin, prawidłowo odczytując sytuację, spróbował wydostać się z pułapki, w którą cesarz Wilhelm II sam się zapędził. Ostatnią szansą (bez straty twarzy, oczywiście) było nakłonienie Rosji aby nie mieszała się do konfliktu austriacko-serbskiego. Warunkiem było powstrzymanie rosyjskiej mobilizacji. Tirpitz cytował cesarza: „... Rosyjska mobilizacja uczyniła wojnę nieuniknioną. Teraz powstrzymać ją mógłby tylko cud. Dalsza bierność z naszej strony oznaczała by ustępstwo na rzecz nieprzyjaciela co byłoby nie do usprawiedliwienia.” I Niemcy spróbowali ów cud sprawić. 31 lipca o północy niemiecki ambasador Portalés przedstawił Rosji ultimatum. Jeżeli do południa 1 sierpnia Rosja się nie zdemobilizuje, Niemcy także ogłoszą mobilizację. Sazonow zapytał, czy to oznacza wojnę. „Nie” odpowiedział Portalés, „ale bylibyśmy jej bardzo blisko.”

W czasie gdy dyplomaci rozmawiali, niemiecki cesarz osobiście napisał telegram do Mikołaja II, w którym desperacko prosił Rosję aby zapewniła go o swoich pokojowych zamiarach. Ale w sytuacji gdy Brytyjczycy już oszukali Wilhelma, chciał dostać od cara nie tylko słowa ale zapewnienie o pokojowych zamiarach! Dylemat był prosty i tragiczny: jeśli się „kuzyn Niki” opamięta, będzie można uniknąć wojny. Ale jeśli wypowie wojnę, Niemcy będą zmuszone walczyć tylko z Rosją. Sir Grey to Niemcom obiecał! Cesarz, na granicy rozpaczy, rozumiał sytuację. Car był dużo spokojniejszy, za plecami miał „sojuszników”, innymi słowy niczego nie rozumiał! Brytyjczycy ciągle jeszcze mogli katastrofie zapobiec, wystarczyło by do północy 31 lipca 1914 jasno określili swoje stanowisko o przystąpieniu do wojny. Nie zrobili tego, bo oni tej wojny chcieli.

Kto rozpalił I wojnę światową? (1)
Kolejny tekst Mikołaja Starikowa przełamuje obowiązujące dogmaty historyczne pomimo tego, że pisany jest z pozycji rosyjskich, co czytając, należy brać pod uwagę
niedziela, 16 sierpnia 2015
Długie ręce Wikingów

 

Szwedzkie media oskarżyły tamtejsze apteki o rasizm, ponieważ sprzedają zbyt jasne plastry.

O co chodzi? Otóż naturalizowana przez adopcję Szwedka a pochodząca z Kolumbii niejaka Paula Dahlberg, chciała kupić sobie plaster pasujący kolorem do jej skóry. Niestety, sprzedawane plastry były zbyt jasna. Poskarżyła się na to na swoim blogu określając te plastry „codziennym rasizmem" i zażądała plastrów przezroczystych. Na to „Eva Fernvall, szefowa biura ds. kontaktów z mediami szwedzkiej sieci aptek państwowych Apoteket, na antenie Sveriges Radio przeprasiła za to, że kierownictwo sieci nie kupiło plastrów, które zadowoliłyby 'nowych Szwedów'”.

Dahlberg musi mieć jakieś plecy, jest przedstawicielką lewicy, cokolwiek by to miło znaczyć, ale coś na pewno znaczy. Trudno sobie wyobrazić, że podobnie zareagowałyby szwedzkie media gdyby jakiś biały prawicowiec poskarżył się na kolor węgla, który także mógłby na nim wywierać wrażenie rasistowskiego tylko à rebours. Co więcej, znając teorię i praktykę państwa szwedzkiego można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością przyjąć, że to on oskarżony zostałby o rasizm, ponieważ polit-poprawność działa tylko w jedną stronę.

Zresztą, można także założyć, że owa Paula Dahlberg jest częścią jakiegoś większego programu. Może np. chodzić o dalsze „rozmiękczanie” Europejczyków, poczynając od Skandynawów, których uznano za szczególnie nadających się do tego celu. Wielu z nich może to wzburzyć, a wtedy reżyserzy stojący w cieniu, spuszczą ze smyczy jakiegoś Breivika, co z kolei wykorzysta propaganda do walki z nazizmem, a fala propagandy zatopi wszelkie głosy rozsądku.

 

Przypomnę, że Anders Breivik, co prawda Norweg, nie Szwed, autor dwóch zamachów: na siedzibę premiera Norwegii, w którym zginęło 8 osób, oraz na uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło 69 osób (za Wikipedią), podawał się za „przyszłego regenta Norwegii, w której władzę miałaby przejąć organizacja wzorowana na templariuszach (należał do konserwatywno-tradycjonalistycznego wolnomularstwa, w którym posiadał stopień mistrza, oraz do tajnego stowarzyszenia „templariuszy”). Jego działania jako regenta miałyby obejmować grupowanie Norwegów w rezerwatach i kontrolowanie ich rozmnażania w celu odbudowy populacji”.

 

Nie wiem jak tam Szwedzi ale Norwegowie aż tak głupi nie są i jakoś tam po cichu próbują się ratować. Eurodeputowany Janusz Wojciechowski na swoim blogu zamieścił pismo do premier Kopacz a do wiadomości Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Rzeczników Praw Obywatelskich oraz Praw Dziecka informując, że „Centralny urząd ds. Dzieci i Młodzieży w Norwegii zatwierdził wniosek o wznowienie współpracy Adopsjonsforum z Polską”. Ta organizacja pozarządowa, ale utrzymująca się z rządowych dotacji ma na celu „znajdowanie rodzin zastępczych w Norwegii dla sierot i porzuconych dzieci z innych krajów”, w tym także, a może przede wszystkim - . w Polsce, skąd do tego roku przeprowadzono 30 adopcji.

Odbywa się to przy poparciu polskich organizacji adopcyjnych, co rodzić musi podejrzenie, że nie chodzi tu o dobro dzieci ale o biznes, ten oficjalny i ten nie. Coraz częściej zdarzają się przypadki odbierania rodzicom dzieci pod byle pretekstem, można więc mówić o zorganizowanej formie tego procederu. Wzrost liczby takich „odbiorów” ma – moim zdaniem – znieczulić społeczeństwo na przypadki państwowego kidnapingu.

Można sobie więc wyobrazić, że to Adopsjonsforum wybierać sobie będzie dzieci, co kojarzyć się może z „dziećmi Zamojszczyzny”.

W grudniu pisałem o tym, jak Barnevern, norweska organizacja de facto sprywatyzowana przed dekadą, oficjalnie zajmująca się ochroną dzieci, w rzeczywistości jest korporacją, takim państwem w państwie, zarabiająca na odbieraniu dzieci. Im więcej dzieci zostanie odebranych, tym większe zyski uczestniczących w tym stron: dla tego, kto zdecydował o odebraniu, dla prywatnych domów dziecka, rodzin zastępczych i ubiegających się o adopcję. Jej ofiarami, rzecz jasna, padają przebywający tam Polacy. Teraz działania rozszerzono na skalę międzynarodową.

Nie jest to bynajmniej jakaś nowość. Średniowieczni Wikingowie organizowali swoje wyprawy nie tylko po bogactwa materialne, ale także i niewolników, potrzebnych do pracy ale i do utrzymania populacji na jako takim poziomie. Teraz jest tak samo tylko opakowanie i propaganda się zmieniła.

Widać to po wynikach badań genetycznych narodów europejskich (tzw. haplogrup chromosomu Y), wg których germańskość w Norwegii, choć dominuje, to jednak tylko nieznacznie, gdyż dorównują jej geny słowiańskie i celtyckie.

 Mamy więc zakrojoną na szeroką skalę akcję, która pokazuje, czym jest Polska – państwo istniejące teoretycznie. Dostarczycielem surowców, taniej siły roboczej i „ludności” dla wymierających populacji. I niech nikogo nie zmyli, że przed tysiącleciem, królową Danii Szwecji i Norwegii była Świętosława, córka Mieszka I a żona Eryka VIII Zwycięskiego oraz Swena Widłobrodego.

A to se už nevrati, pane Havranek.



poniedziałek, 03 sierpnia 2015
Fałszowanie historii w interesie agend

Paul Craig Roberts

 W tekście z 13 kwietnia The Power of Lies (Siła kłamstw) pisałem o tzw. wojnie domowej i mitach, którymi historycy dworscy wojnę tę obciążyli, jak bywa historia fałszowana by odpowiednio służyć agencjo. Wykazałem, że była to wojna o oderwanie się, secesję, a nie wojna domowa, bo to nie Południe walczyło z Północą o władzę w Waszyngtonie. Co do niewolnictwa, wszystkie wypowiedzi Lincolna wskazują, że nie był on ani zwolennikiem czarnych ani przeciwnikiem niewolnictwa. Mimo to mianowany został bohaterem praw obywatelskich, a agresja Północy, której celem było „zachowanie unii”, przemianowana została na walkę z niewolnictwem.

 Co do Deklaracji o równouprawnieniu, Lincoln powiedział, że chodzi o „praktyczne wojskowe kroki”, mające pokonać Południe i przekonać Europę, zamierzającą uznać Konfederację, że Waszyngton ma motywy „znacznie większe niż tylko ambicjonalne”. Deklaracja wyzwoliła tylko niewolników Konfederacji, Unii już nie. Jak powiedział unijny minister spraw zagranicznych: „Znieśliśmy niewolnictwo tam, gdzie go nie mamy, a utrzymujemy tam, gdzie je możemy znieść.”

 Kilku czytelników prawdę tę przekręciło i uznało podawanie tych historycznych faktów za obronę niewolnictwa. W tekście na LewRockwell.com „Was 1861 a Civil War?” bardzo znany amerykański Murzyn - Walter Williams – uważa, że była to wojna o pieniądze, a nie o niewolników. Tak samo jak Żydzi, mówiący prawdę o polityce Izraela, określani są jako „samonienawidzący się Żydzi”, będzie i Walter Williams uznany za „samonienawidzącego się Czarnucha”? Inwektywy są używane jako obrona przed prawdą.

 Rasistowskie wyjaśnienia mogą być bardzo zwodnicze. Np. mówi się teraz, że policja jest rasistowska, bo zabija bez powodu czarnych Amerykanów i prawie zawsze jej to uchodzi na sucho. To przykład, jak prawdziwe fakty są przekręcane. W rzeczywistości policja zabija więcej białych niż czarnych, a te zabójstwa także jej uchodzą. Rasa więc nie jest wyjaśnieniem.

 Prawda jest taka, że policja została zmilitaryzowana i tak wyćwiczona, aby postrzegała ludzi jako wrogów, których najpierw należy opanować siłą a dopiero potem przesłuchać. To jest powodem, dlaczego tylu niewinnych ludzi każdej rasy zostało zadręczonych i zabitych. Niewątpliwie niektórzy policjanci są rasistami, ale brutalność policji wobec nie ma względu na rasę, płeć czy wiek. Policja jest niebezpieczna dla wszystkich, nie tylko dla czarnych.

 Podobny błąd widać wobec flagi Konfederacji. Czytając niektóre komentarze o niedawnej strzelaninie w kościele w Charleston, można odnieść wrażenie, że za zabójstwo odpowiedzialna flaga Konfederacji a nie Dylann Roof. Ci, którzy uważają, że może ona być „symbolem nienawiści“, mogą mieć rację. Może to być symbol ich nienawiści do „białego Południa”, nienawiści datującej się od błędnej interpretacji tego, co nazwano „wojną domową”. Jak zauważył jeden z komentatorów, skoro wystarczyły cztery lata, gdy powiewając nad niewolnictwem stała się flaga Konfederacji symbolem nienawiści, to co z flagą USA, powiewającą nad niewolnictwem 88 lat?

 Flagi na polach bitew są znakami informacyjnymi pokazującymi żołnierzom, gdzie są ich linie. W czasach czarnego prochu nad polami bitew tworzyły się ogromne chmury kurzu, zacierając linie wrogich stron. W pierwszej bitwie pod Bull Run powstało zamieszanie z powodu podobieństwa chorągwi. Tak się zrodził bojowy sztandar Konfederacji. Nie ma to nic wspólnego z nienawiścią.

 Amerykanie urodzeni w scentralizowanym państwie nie mają świadomości, że ich przodkowie uważali się za obywateli kraju a nie za Amerykanów. Byli lojalni wobec kraju. Gdy Robert E. Lee dostał propozycję dowodzenia wojskami Unii odmówił, bo pochodził z Wirginii i nie mógł walczyć przeciwko swojemu krajowi rodzinnemu.

 Powstał bezsensowny mit, jakoby Południowcy uczynili z Murzynów niewolników dlatego, że są rasistami. Tymczasem niewolnicy zostali przywiezieni do Nowego Świata jako siła robocza w rolnictwie. Pierwszymi niewolnikami byli białasi skazani na niewolnictwo na podstawie europejskich przepisów prawa karnego. Encyklopedia Wirginia podaje, że „pracownicy-więźniowie mogli być kupieni za niższą cenę niż sezonowi białasi lub zniewoleni afrykańscy pracownicy, a ponieważ byli na marginesie społecznym, mogli być bardziej wykorzystywani”.

 Białe niewolnictwo miało także formę sezonowych sił pracowniczych, gdy białasi pracowali jak niewolnicy, na podstawie umów na czas ograniczony. Rodzimi Indianie byli zniewoleni. Ale białasi i Indianie nie sprawdzili się w pracy na roli. Biali nie byli odporni na malarię a żółci na febrę. Tylko Afrykanie byli przystosowani do gorącego klimatu. A ponieważ byli uprzywilejowani z powodu większej możliwości przeżycia, stali się preferowaną siłą roboczą.

 Niewolnicy byli ważniejszą siłą w południowych koloniach niż w północnych, ponieważ gleba na Południu była lepsza dla rolnictwa. W czasie rewolucji amerykańskiej Południe specjalizowało się

w rolnictwie a niewolnictwo było instytucją istniejącą na długo przed Stanami Zjednoczonymi i przed Skonfederowanymi Stanami Ameryki. Udział niewolnictwa w społeczeństwie był bardzo mały, gdyż niewolnictwo związane było z wielkimi majątkami wytwarzającymi płody na eksport.

Posiadacze wielkich areałów nie patrzyli na kolor skóry. Nie było żadnego rynku pracy.

 Wytłumaczenie niewolnictwa rasizmem zadowala niektóre agendy ale nie jest zgodne z prawdą historyczną. Wyjaśnienie nie jest tylko usprawiedliwieniem. Każda instytucja, każda wada i zaleta a i sam język, mają korzenie. Wszystkie instytucje mają interesy, których muszą bronić. Było kilka prób zmiany świata w jeden dzień jakie francuska i bolszewicka rewolucje podejmowały, ale poza tym, że zniszczyły jego podstawy, niczego nie dokazały.

 Stałe oskarżanie o rasizm może rodzić rasizm i go ugruntować tak jak nieustająca propaganda Waszyngtonu tworząca w społeczeństwie amerykańskim islamofobię i rusofobię. Musimy być ostrożni używając określonych słów i odrzucać obrażające wyjaśnienia.

Czytelnicy stale pytają mnie, co mogą zrobić. Odpowiedź jest zawsze taka sama. Nie możemy zrobić nic, dopóki nie będziemy właściwie poinformowani.

 

Falsifying History In Behalf Of Agendas ukazał się 21.07.2015 na paulcraigroberts.org



sobota, 01 sierpnia 2015
Lex Trynkiewicz idzie dalej

 Wczoraj sąd nieprawomocnym wyrokiem skazał Mariusza Trynkiewicza, pedofila-mordercę, na kolejne 5,5 roku więzienia. Kolejne, bo najpierw, za zabójstwo 4 chłopców w 1988 r. skazany został na karę śmierci, zamienioną następnie w wyniku amnestii sejmowej w 1989 r. na karę 25 lat więzienia. Po jej odbyciu, co stało się w ubiegłym roku, nie bardzo wiedziano co z 52 letnim wówczas Trynkiewiczem, bo zgodnie z prawem powinien wyjść na wolność ale obawiano się, że jego resocjalizacja nie dała spodziewanego rezultatu. Wymyślono więc naprędce tzw. ustawę o bestiach, na mocy której został on umieszczony w specjalnym ośrodku psychiatrycznym ale tu pojawił się kolejny problem. Jeżeli Trynkiewicz to psychol, nie powinien być skazany wyrokiem karnym, natomiast jeżeli nie jest, po odbyciu kary powinien wyjść na wolność. No, ale żyjemy przecież w państwie prawa, więc wymyślono co następuje.

Tym razem Trynkiewicza skazano za posiadanie posiadanie pornografii dziecięcej i nielegalnych programów komputerowych w ilości 1318 sztuk we więziennej celi, gdy tam jeszcze przebywał. Nie wiem, co oznacza zwrot „nielegalne programy komputerowe” ale zwracam uwagę na cały szereg „dziwnych” szczegółów tej sprawy.

Po pierwsze, prawdopodobieństwo, aby jakiś więzień mógł coś takiego robić jest mniejsze niż przypadkowej katastrofy lotniczej z głową państwa na pokładzie, czy śmierci bogatego człowieka w we wiedeńskim szpitalu w wyniku „komplikacji”. Tak samo jak samobójstwo we wiedeńskim więzieniu, w całodobowo monitorowanej celi znanego gangstera powiązanego ze spec-służbami kilku państw.

Nie wiem w jaki sposób skazany M.T. Nauczył się obsługi komputera, bo kiedy poszedł siedzieć ta dziedzina dopiero raczkowała, tak samo skąd w celi wziął komputer, co więcej – dostęp do internetu, bo jakoś te programy i „pornograficzne treści” musiałby ściągać i dlaczego nie zostało to na czas zauważone. To, oczywiście, pytanie retoryczne, boi każdy rozumie, że przecież nie o to chodzi, tylko o pozbawienie M.T. wolności.

Zastanawia mnie, dlaczego w tej akurat na pozór banalnej sprawie, zadano sobie tyle trudu i to w większości bezproduktywnego, a już przynajmniej kompromitującego tzw. organa państwa. Przecież sposobów, skoro już nie został powieszony zgodnie z prawem, było co najmniej kilka. Mógł go np. odwiedzić „zbiorowy samobójca”, jak to miało miejsce w przypadku kilku ważniejszych osób, nie mówiąc już o śmierci w wyniku powikłań pochorobowych. Ale nie, zamiast tego szereg komplikacji.

Ktoś powie, że to dlatego, bo odpowiedzialni za to ludzie są po prostu głupi, co w jakimś sensie odpowiada prawdzie, ale przecież nie są aż tak głupi. Stawiałbym na to, że „w tym szaleństwie jest metoda”, polegająca na tym, że testuje się na nie budzącym sympatii przypadku metody działań pozaprawnych, takich, jakie później zastosowane mogą zostać już na osobach całkiem z innej bajki, np. na przeciwnikach politycznych lub niewygodnych z jakichś innych powodów. Owo szeroko rozumiane „Lex Trynkiewicz” odegra rolę szczepionki, która uodporni społeczeństwo na szersze zastosowanie tej metody w przyszłości.



O autorze
Tagi