piątek, 23 września 2011
Niewolnicy banków
Jak podał DailyMail.co.uk „Jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu roku lub dwóch może zostać dokonana zmiana traktatu. Ma ona dotyczyć strefy euro, ale co ważniejsze - dalszej integracji strefy euro, dalszego wzmacniania integracji fiskalnej - powiedział George Osborne - brytyjski minister finansów - To jest bezlitosna logika, która doprowadzi unię walutową do unii fiskalnej” - dodał. Niejako przypadkiem, powyższą wypowiedź uzupełnia tekst Charles'a Hugh Smith'a, niezależnego amerykańskiego pisarza, publicysty i komentatora ekonomicznego pt. „500 milionów niewolników długu: Unia Europejska to neofeudalna kleptokracja”. Poniżej jego obszerne fragmenty. Europejskie banki są współczesnymi feudalnymi rezydencjami i feudalnymi władcami. Wszyscy Europejczycy tak czy inaczej muszą im służyć stając się niewolnikami zadłużenia. Jeśli podniesiemy mętne zasłony kłamstw i niezrozumienia, ujrzymy Europę jako kontynent niewolników długu, służącym bankom pod biczem UE i jej świeckiej świętości: eura. Obraz nie jest tak piękny jak nam przedstawia UE. Chodzi o pomyślność, która nie dość, że zbudowana jest na długu, ale czyni problem zadłużenia jeszcze większym. Taka rzeczywistość kryje się za fałszywą fasadą wolności gospodarczej/.../ Jak inaczej można nazwać tę absolutną hegemonię banków niż neofeudalizm? Każdy obywatel 27 państw członkowskich w taki czy inny sposób jest związany z wielkimi, ponadnarodowymi bankami, które są dlań zagrożeniem. Większość z tych banków znajduje się w Europie. Z mętnych wypowiedzi i programów należy wydestylować rzeczywistości wyłapać tylko jedną jedyną rzecz: ratowanie europejskich banków. Wszystko inne jest tylko mechanizmem. Dzisiejsze banki to nowe feudalne rezydencje, bankierzy to nowi feudałowie, a politycy unijni – wasale z podległych sobie ziemi, wymuszający na swoich poddanych „normy prawne”. W rzeczywistości jest tak: biliony euro długu, który nigdy nie zostanie spłacony. Gdyby nie było neofeudalnego ustroju, a banki nie byłyby możnowładcami, problem od razu by rozpoznano i zastosowano by środki zaradcze: ok. 50% zadłużenia zostałoby naraz odpisane. Dotknięte tym banki, zostałyby ogłoszone bankrutami i zlikwidowane. Ich dług zostałby rozłożony w odpowiednich proporcjach każdemu na każde z zadłużonych państw, a w miejsce starego powstałby nowy, zdecentralizowany sektor bankowy, podlegający surowym ograniczeniom. Ponieważ jednak „tak być nie może”, obecna Europa jest neofeudalną kleptokracją, służącą swym bankowym panom. Greccy pracownicy, których płaca została zredukowana, czego żądały banki, służą bankierom. Im też służą niemieccy pracownicy, którzy będą płacić wyższe podatki, by się wypłacić niemieckim i francuskim bankierom. I choć się Niemcom stale powtarza, że ratują Grecję, to Grecja jest tu tylko parawanem, za którym tak naprawdę Niemcy ratują bankierów. Wiele z tych niejasności można wyjaśnić jeśli się zapytamy: jaka właściwie tragedia odegrałaby się w Europie, gdyby całkowite zadłużenie UE zostałoby wymazane z ksiąg rachunkowych (skryptów dłużnych)? Jedyną „tragedią” byłaby destrukcja banków „zbyt wielkich aby upadły” (too big to fail) nie tylko w Europie, ale i na całym świecie/.../ Polityczni wasale już samą taką możliwość nazywają katastrofą, ale w rzeczywistości oznaczałoby to wolność dla 500 milionów niewolników długu w Europie. Z wysokości feudalnego państwa utrata ogromnej koncentracji mocy i bogactwa byłaby dla panów i ich politycznych sługusów katastrofą, ale dla niewolników, mających przed sobą i kolejnych generacji perspektywę życia w poddaństwie za zerową płacę – oznaczałoby coś wspaniałego: usunięcie tyranii. Dla przypomnienia: definicja kleptokracji pochodzi ze starożytnej graki i oanzcza: kléptein-kraść, kratein-rządzić, czyli dosłownie rządy złodziei. Współcześnie oznacza rząd prowadzący kontrolowany szwindel, prowadzący do korupcji rządzących, wzrostu ich osobistego majątku i politycznej siły swojej i swojej klasy poprzez kolektywne sprzeniewierzenie państwowych funduszy kosztem społeczeństwa, czasami nawet udając, że szczerze jemu służy. Krotko mówiąc, termin ten oznacza „władzę/rząd złodziei”. Wydrenowanie bogactwa pół miliarda ludzi za pośrednictwem centralnie zarządzane maszynerii UE, służącej garstce wielkich banków jest całkiem pewnym sposobem systematycznej malwersacji. Co się tyczy korupcji: gdzie są ci politycy, którzy głosili, jakim ogromnym zyskiem byłoby likwidacja długu i potęgi wielkich banków? Gdzie ci politycy, którzy by wskazali tę jedyną drogę do uwolnienia z niewoli długu? Jeśli Europejski Bank Centralny (ECB) i jego ulubiona forma nacisku - Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) będą emitować i pożyczać coraz więcej eur, aby przedłużyć iluzję wypłacalności, jedyną możliwością spłacenia stale rosnącego długu będzie zabór resztek pożytków z pracy niewolników długu. Ponieważ polityczni wasale kontrolują główne źródła podatkowe, ich zadaniem jest wydrenowanie miliardów eur z pracy niewolników w ich krajach. Ten schemat europejskiego feudalizmu ma wszak jedną fatalną wadę, którą pod hasłem „integracja” lokaje UE chcieliby wyeliminować. Rzecz w tym, że polityczna UE nie jest unią fiskalną, która by mogła uchwalać i kontrolować podatki we wszystkich podległych sobie państwach. Oznacza to, że bankowym feudałom brakuje środków do narzucenia bezpośrednio niewolnictwa wyłącznie dzięki prawodawstwu unijnemu. Zamiast tego musi to robić za pośrednictwem swoich wasali – klasy politycznej w każdym kraju członkowskim aby to ona nałożyła niewolę na swoich obywateli. Okazało się to jednak niewygodne, ponieważ niektórzy niewolnicy długu w niektórych państwach nie chcą się na to zgodzić. Ewentualna rebelia mogłaby zburzyć cały ten domek z kart, jakim jest dziś neofeudalna Europa. Z tego powodu lokaje w Brukseli i gdzie indziej gorączkowo usiłują sprzedać „fiskalną integrację” jako „niezbędny krok” dla centralizacji władzy bankowych panów nad wszystkich 27 krajów. Euro miałoby być środkiem przymusu. Wymóg dobrowolnej zgody nie jest solidną podstawą dla neofeudalizmu. Głównym przesłaniem eura zawsze było to, że jest to Wielki Arbiter dla europejskich banków, aby mogły pożyczać nieograniczone kwoty obywatelom i poszczególnym krajom członkowskim w stabilnej walucie gwarantując, że kwoty te zostaną następnie spłacone w tej samej walucie bez względu na kondycję wierzycieli. Był to bardzo dobry interes. „Na dzień dobry” banki dostały licencję na generowanie wielkich profitów, co było zatwierdzone i zagwarantowane przez UE i ECB. W starym, skądinąd ryzykownym systemie niezawisłych państw i walut, jakikolwiek bank, który byłby na tyle szalony aby pożyczyć dużo słabym państwom i ich obywatelom i gdyby do całkowitych spłat nie doszło, poniósłby olbrzymie straty. Zilustrujmy to przykładem. Weźmy pożyczkę dla Grecji w wysokości 1 mld drachm zakładając, że drachma równałaby się dolarowi. Idźmy dalej. Załóżmy, że w momencie całkowitej spłaty drachma miała by wartość 50 centów. W tej sytuacji, licząc w dolarach, bank zaliczyłby stratę 50% Tego ryzyka nie ma w przypadku euro, ale powstało nowe – wasalska klasa biurokratów UE, których celem jest narzucenie regulacji i umożliwienia wyrównania niespłaconego długu poprzez ECB – ponadnarodowego wierzyciela, będącego gwarantem dla wielkich banków. ECB został założony na bazie pieniędzy podatników państw członkowskich, rozkładając obciążenia na tak wielką liczbę obywateli, że wydawało się niepodobieństwem, aby tych gwarancji nie dotrzymano. Ale panowie bankowi byli zachłanni i przekroczyli zakładany potencjał UE o tryliony eur. Dziś obciążenie długu jest takie, że nawet zyski uzyskane z pracy niewolników nie są wystarczające. Bankowa magnateria i jej polityczni wasale mają problem. Ponieważ tym pierwszym brakuje legalnych narzędzi do narzucenia nowych danin za pośrednictwem UE, muszą polegać na niezręcznych procesach wytwarzania iluzji i propagandzie/.../ Maska złudzeń opadła a ręka dzierżąca krwawy bicz jest już uniesiona. Analogicznie oznacza to: wasza hipoteka została dopasowana do nowego wizerunku niewolnictwa a wasze płace obniżone w tym samym czasie kiedy to podniesiono podatki by spłacić dług bankowym panom. Obiecują więcej danin: tak panie, będziemy posłuszni. To jednak nie wystarczy. Panowie żądają pierścieni z palców swoich niewolników i prawa do własności ich majątków; z upodobaniem śledzą powabną córkę niewolnika i z pewnością możemy oczekiwać dyskretnego żądania droit du seigneur* - prawa przynależnego panom w ramach nowego feudalizmu. *droit du seigneur – prawo pana j- obecnie termin ten oznacza zwyczajowy, niemal prawne roszczenie pana średniowiecznych majątków do pozbawiania dziewictwa panien jemu służących poddany – dot. tłum. Tłumaczenie i opracowanie Marek Mróz Tekst: 500 Million Debt-Serfs: The European Union Is a Neo-Feudal Kleptocracy ukazał się na Infowars.com
poniedziałek, 12 września 2011
Sprawa Mašinów
Sprawa Mašinów W związku ze śmiercią Ctirada Mašina publikują swój tekst z 2009 r. Najpierw, premier Czech Mirek Topolanek wręczył medal in memoriam za zasługi poniesione w walce z komunistycznym reżimem braciom Józefowi i Ctiradovi Mašinom mieszkającym na stale w USA. Trzeci medal wręczył po powrocie do kraju Milanovi Paumerovi. Plan Topolanka do ostatniej chwili trzymany był w tajemnicy i był przełomem obowiązującego od aksamitnej rewolucji tabu. Do tej pory na coś takiego nie odważył się nikt. Dla jednych są bohaterami, dla innych – bandytami. Być może podział ten wynika z faktu, że stali się wyrzutem sumienia dla Czechów godzących się mniej lub bardziej dobrowolnie na współpracę z komunistami. Oni nie tylko na współpracę nie poszli, komunistów nie uznali, ale co najażniejsze, cała wyżej wymieniona trójka dokonała brawurowej i udanej ucieczki z Czechosłowacji do Berlina Zachodniego. Było to w 1953 r. Mašinovie to nie rozbitkowie społeczni, jak byli przez lata przedstawiani przez komunistyczną propagandę. Pochodzili z rodziny o patriotycznych tradycjach. Wzorowali się na swoim ojcu – gen. bryg. Józefie Mašinie, bohaterze ruchu oporu w walce z hitlerowcami. Tenże, wraz z dwoma innymi - Józefem Balabanem i Wacławem Moravcem, znani jako „trzej królowie”, zajmowali się głównie zbieraniem i przekazywaniem informacji do Londynu. W trakcie jednej z takich akcji zostali ujęci, a wkrótce potem - rozstrzelani. Inną drogę wybrał młodszy z Józefów. Działalność rozpoczęli w 1950 r. nie mogąc pogodzić się z represjami jakie komunistyczny rząd Klemensa Gottvalda zgotował Czechom po zamachu w 1948 r. Jego grupa to głównie akcje sabotażowe. Planowali nawet zamach na Klementa Gottvalda, co potwierdził Paweł Zacek z Instytutu d/s Totalitarnych Reżimów. W 1951 planowali pierwszą ucieczkę. Cieżąrówką m-ki steyer chcieli przebić się do Niemiec Zachodnich, ale nie uzyskali pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej. Na dodatek, podczas rewizji w domu w Podebradach, znaleziono mały arsenał: kilka poistoletów, granaty, amunicja. Za to sierpniu 1952 r.skazano Ctirada Mašina na 2,5 roku więzienia i pracy w kopalni uranu w Jahymovie, które opuścił w wyniku amnestii po śmierci Gottvalda w maju 1953 r. Gdy jednak pierścień zaczął się zacieśniać, musieli uciekać. Wśród uciekających, prócz braci Mašinów i Milana Paumera byli także Wacław Šveda i Zbyszek Jonata. Wiedzieli, że nie mają odwrotu. W domu czekała ich szubinica. Ucieczkę zaplanowali na kilka dni. Trwała miesiąc. Z Pragi wyszli 2 października. Bez przeszkód przekroczyli granicę Niemiec Wschodnich idąc z Chumutova przez Górę Św. Katarzyny. Ale tu popełniają pierwszy błąd próbując ukraść samochód. Drugi, to próba jazdy pociągiem. Niemiecki kasjer nabrał podejrzeń, gdy jakiś chłop mówiący z obcym akcentem kupił 5 biletów i zameldowal komu trzeba. W Ucro czekał ich 15-osobowy „komitet powitalny”. Nie chcieli się poddać, zaczęli strzelać. Wtedy zginął 1 niemiecki policjant. Ale i grupa Mašinów została rozbita. Jonata początkowo ukrył się stercie buraków, a potem, ruszył dalej. Został złapany podczas kontroli drogowej. Tłumaczył, że jest studentem. Nigdy się nie dowiedział, skąd Niemcy mieli jego zdjęcie. Dzień później w pobliżu wsi Waldov znowu trafili na patrol. W trakcie strzelaniny zginęło 2 kolejnych policjantów, ale i Švedo, postrzelony, nie mógł dalej uciekać. Pozostali ukryli się lesie. Znależli kryjówkę w stosie zwalonych pni drzew i gałęzi. Wiedzieli, że już są blisko celu. „Gdyby was postrzelili, nie możecie nawet jęknąć” rozkazał Józef. Nie było okazji sprawdzić. Niemieccy żołnierze kilkakrotnie przechodzili obok, strzelali do innych zwałów ale ich nie odkryli. Po latach Mašin powie, że wtedy miał wrażnie, iż ktoś nad nimi trzyma ochronną rękę. Potwierdziło się to, gdy doszli do autostrady w oklicy Zossen. Przekroczyli ją przez biegnący nad nią wiadukt. Za nim trafili na budkę wartowniczą. Niemiecki strażnik wziął ich na muszkę, ale poślizgnął się i upadł. Padając wystrzelil trafiając Paumera w brzuch, ale udało im się go obezwładnić. Dalej Ctirad pojechał pociągiem towarowym, a Pepik i Paumer przedarli się przez druty. Część zachodnią Berlina poznali po tym, że była lepiej oświetlona. Paumer trafił do szpitala a Mašinowie w ręce amerykańskigo wywiadu. Po kilku latach cała trójka zamieszkała w USA. Tam Paumer wstąpił do wojska. Walczył z komunistami w Korei. Komuniści zażądali ich wydania. Spotkawszy się z odmową, urządzili pokazowy proces pozostałym członkom grupy. Wyrok był tylko jeden. Śmierć. W więzieniu znalazła się matka Mašinów, która wkrótce zmarła. Represje spotkały też ich siostrę. Przeciwnicy Mašinów podnoszą kilka zarzutów. Najważniejszy to 6 śmiertelnych ofiar ich ucieczki. Nie jest to dokładnie prawdą. W trakcie ucieczki zginęło 3 policjantów wschodnioniemieckich. Trzy inne ofiary to 2 plicjantów czeskich i jeden kasjer. Ci zgnięli w latach 1951-52 w Chlumci n/Cidliną i w Čelakovicach podczas napadu na stację SNB i rabunku kasy. Po latach Paumer przyznaje, że nie żałuje ofiar, choć nie planowali zabójstw. W Chlumci źle ogłuszyli esenbaka, który sięgnął po broń, ale Pepa (Józef Mašin) strzelił pierwszy. W Čelakovicach esenbak nie chciał wydać broni. Zostal zasztyletowany. Kasjer zaś zginął przypadkowo, walcząc o broń z Pepem. Opozycja jest oburzona. Sam Topolanek mówi, że nie można zapominać o dużo większej liczbie ofiar komunistów. Przeprowadzone ad hoc sondaże wskazują na podział społeczeństwa. Rozważa przyznanie takich odznaczeń pośmiertnie pozostałym członkom grupy. Piotr Hajek, rzecznik Wacława Klausa mówi, że prezydent nie ma argumentów aby pryznać im państwowe odznaczenia. Łagodniej ocenia Piotr Koura z Instytutu Studiów Totalitarnych Reżimów postrzegając grupę Mašinów jako „stosującą środki adekwatne do sytuacji” i dodaje: „W Polsce o heroiczności takich czynów się nie dyskutuje. Nasi sąsiedzi działali także w antyhitlerowskim i antykomunistycznym ruchu oporze, daleko bardziej stosując ostre środki niż to robili Czesi.” W 2001 r. do Czech wrócił Milan Paumer. Ma 76 lat i mieszka w Podebradach. Na zarzuty, że ich działania nie były legalne odpowiada krótko: „komuniści mieli swoje prawa. Dlaczego nie mogliśmy walczyć ze złem z bronią w ręku? Oni strzelali z prawdziwej broni i myśleli, że my będziemy w nich rzucać knedlikami. Ale tak się nie stało”. Przywódca grupy, dziś 75-letni Józef Mašin przyznaje, że wyjechał „z myślą aby wrócić do wolnej i demokratycznej Czechosłowacji. A tego nie da się powiedzieć o obecnych Czechach. To absurd, że sędziowie, będący filarami tamtego reżimu – zostali” - dodaje. W tym roku grupa senatorów złożyła wniosek o nadanie im państwowych odznaczeń, jakie corocznie, 28 października, przyznawanych za zasługi przez prezydenta Republiki Czeskiej. W tym roku zgłoszono 95 osób, prócz członków grupy Mašinów, piosenkarzy: Helenę Vondračkovą i Karela Gotta.Ostateczna decyzja nalezy do prezydenta, ale z kancelarii dobiegają informacje o jego wahaniu. Milan Paumer nie rozpacza: "ja od tego prezydenta odznaczenia dostać nie chcę. Chciałbym ale od takiego, który miałby odwagę uznać walkę o wolność i demokrację za ruch oporu wobec komunizmu/.../ Ta republika potrzebuje ludzi nie bojących się wypowiadać swoich poglądów i wskazywać na wpływy komunistyczno-socjalistycznych struktur/.../ Gdy wspominam naszych towarzyszy broni – Vaclava Šveda, Zbynka Jonatę, których komuniści stracili, zastanawiam się, co by powiedzieli widząc komunistów zasiadającyh w parlamencie i mających czelność mieć pełną gębę frazesów o prawie i moralności”.
15:48, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
Ctirad Mašín nie żyje
W wieku 81 lat, w Cleveland, w stanie Ohio zmarł jeden z głównych przedstawicieli czeskiego ruchu antykomunistycznego, Ctirad Mašín. „Sprawę Mašínów” opisywałem w innym miejscu. Citrad, jego brat Józef, Milan Paumer, Zbynek Jonata i Vaclav Šveda po 1948 r., czyli po przejęciu w Czechosłowacji władzy przez komunistów utworzyli antykomunistyczną grupę zbrojną. Zdekonspirowani w 1953 r. uciekli przez zieloną granicę do Berlina Zachodniego. Po drodze, w trakcie strzelaniny, zabili 3 oficerów NRD-owskiej policji. Jonata i Šveda zostali schwytanych i skazanych na śmierć. Pozostali ostatecznie trafili do USA i służyli później jako amerykańscy żołnierze. Bracia Mašín nigdy nie wrócili do kraju. W 2001 r. do Czech wrócił M. Paumer. Zmarł w 2010. W 1990 r. Ota Rambosek, amerykański pisarz czeskiego pochodzenia napisał książkę na podstawie wspomnień członnków grupy pt. „Jenom ne strach” (Tylko nie strach), której wydania podjęło się wydawnictwo Josefa Škvoreckego, jednak na skutek nacisków ówczesnego prezydenta Vaclawa Havla, do edycji nie doszło. „Udowodnił swój heroizm przez swój opór wobec totalitarnej dyktatury” - oświadczył po śmierci czeskiego bohatera p. Piotr Nečas, premier czeskiego rządu.
15:34, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi