czwartek, 12 maja 2016
Omerta złamana, to dobrze a nawet źle
Mamy oto znowu okazję przekonać się, czy Polska jest państwem poważnym, a w każdym razie czy znajduje się u progu, za którym znajduje się zbiór państw poważnych, czy tylko sezonowym.
wtorek, 29 marca 2016
Niezamierzone zapiski z podróży do przedwyborczych Niemiec

Wacława Klausa


Zapiski z podróży piszę już wiele klat, ale głównie z egzotycznych krajów. Tym razem czynię wyjątek, ponieważ Niemcy pomału stają się krajem egzotycznym.

Niemcy ponownie stały się placem boju Europy. W ciągu ostatniego stulecia nie po raz pierwszy. To smutne, nie oczekiwaliśmy tego, ale tak jest. Ale właśnie to motywuje mnie aby tam jeździć. Totalna sterylność starych partii politycznych znalazła alternatywę w postaci młodej  AfD - Alternative für Deutschland.
Popełnia jeszcze błędy początkujących, ale jest nadzieja. Dlatego wystąpiłem na kilku przedwyborczych mitingach tej partii. Swoimi przeżyciami chcę podzielić się z  tymi, którzy chcą słuchać. Mam poczucie, że w porównaniu z Niemcami, żyjemy w całkiem normalnej sytuacji politycznej. Ciągle jeszcze w tym, co się da nazwać się demokracją, zepsutą brukselskim dyktatem.
Pierwszym problemem okazało, że pomimo umówienia terminu kilku akcji długo nie było wiadomo, gdzie mają się odbyć. Tego początkowo nie mogliśmy zrozumieć. Wyjaśnienie okazało się proste: gdy tylko w niespokojnych Niemczech określono miejsce przedwyborczej akcji AfD, powstały naciski na właścicieli obiektów – sal, hal, hoteli – aby do tego n ie doszło.
Właściciele ci, wycofywali się z wcześniejszych uzgodnień. Bali się. Dlatego przez długi czas nie było znane miejsce akcji, co mnie szokowało. Wiedziałem naprzód, w którym hotelu będę mieszkać; w przypadku dwóch ostatnich akcji było to wiadomo trzy dni wcześniej.  Potem organizatorzy zwoływali uczestników przez internet – plakaty przez polityczną konkurencję, tj. lewicowych anarchistów, były niszczone.
We wiecach, w których uczestniczyłem, (moje ostatnie wystąpienie po niemiecku jest na www.klaus.cz) brały udział setki osób – ludzi spokojnych, grzecznych, czyli zachowujących się przyzwoicie. Ludzi, będących tak jak ja, zaniepokojonych obecną sytuację w Niemczech, zwłaszcza  olbrzymią falą imigrantów.
Zamieszki były tam, gdzie agresywnie występowała ekstremalna lewica. W Badenii i Wittenbergi, w przeddzień przed wystąpieniem Frauke Petry – przewodniczącej AfD, wybito wszystkie szyby w sali, gdzie miało to nastąpić. Gdy byłem tam drugi dzień, kilka ulic dalej, przy bardzo dokładnym nadzorze policji, wszędzie był spokój. Mówię o miastach: Willingen-Schwenningen i Donauschingen.
W tym ostatnim zainteresował mnie obóz dla uciekinierów z trzema tysiącami imigrantów, umieszczonych w byłych koszarach francuskich, zajmowanych przez żołnierzy jednej ze zwycięskich potęg drugiej wojny światowej.
Po półtora godzinnym spotkaniu w redakcji regionalnych  Neckarquelle zrozumiałem, że  – powtarzana  w wystąpieniach – teza, że tak w Europie jak i w Niemczech ludzie są ”manipulowani, indoktrynowani, sterowani” jak byliśmy i my w późnej erze komunizmu, jest w pełni uprawniona. Wyjaśniałem, że nie chodzi o lata pięćdziesiąte. To spotykało się z aplauzem publiczności ale dziennikarze nie chcieli tego zrozumieć.  I w tym kontekście trzeba widzieć te dzieci  w łódkach na morzu Egejskim. Starałem się wyjaśnić im, że to nie mówi nic o tym, dlaczego i skąd uciekają.
W Nadrenii-Westfalii (drugi z trzech landów niemieckich, w których odbywają się wybory parlamentarne) było podobnie. Jedyna różnica to ta, że kilka minut po moim wystąpieniu, gdy przemawiała  Frauke Petry, zaczęły wyć syreny pożarnicze i wszyscy musieli opuścić salę i hotel.
Był to fałszywy alarm (czego doświadczyłem kilkakrotnie podczas kampanii wyborczych u nas na początku lat dziewięćdziesiątych) jednak wiec, na który przyjechali ludzie z daleka, był rozwalony.
Wysłałem w tej sprawie kilka SMS-ów, reakcja była np. traka: „to jest wojna” ale i „Welcome Germany 2016“. Mile napisał mi Milan Knížák: „Przykro mi ale to przygoda. Jesteśmy z Tobą, wojaku antyeuropejskich sił. Salutuje M. K.“ Nawiasem, w trakcie tej rozbitej akcji obok mnie siedział przewodniczący AfD Nadrenii-Westfalii, Uwe Junge, 58 letni pułkownik Bundeswehry. Nie jest o więc takie oczywiste, kto należy do AfD. W akcji wziął udział przewodniczący miejscowego oddziału AfD w Neuwied (65.000 mieszkańców), nauczyciel niemieckiego i historii w miejscowym gimnazjum.
Popołudniowy spacer przez miasto, bardzo mało wyraziste -same piesze strefy – ale bez zniszczeń wojennych historycznego centrum, z bardzo pustą, powojenną architekturą, był bardzo pouczający. Jest to miasto emigrantów ale tych z lat wcześniejszych. Same libańskie, arabskie, azjatyckie restauracje i kawiarnie, same kebaby, środowisko całkowicie niejednorodne. (Niemcy ponoć mieszkają na przedmieściach, ale żadnego nie widziałem.)
Wyniki wyborów będą w każdym razie pouczające. Wiele powiedzą o Niemczech. Po przerwanych przedwyborczych akcjach, w hotelowej telewizji widziałem program o przygotowywanych wyborach w Turcji. Jakiś wysoki przedstawiciel ONZ mówił, że ONZ musi kontrolować wybory w Turcji. Może ONZ powinna obserwować wybory w Niemczech.


Tekst z 13 marca 2016 ukazał się na www.ceska-justice.cz

poniedziałek, 07 marca 2016
Widzialne znaki niewidzialnej ręki

Jak zawsze w takich przypadkach zwolennicy teorii zamachu wyśmiewani są epitetem zwolenników spiskowych teorii, ale przecież spiski się zdarzają, tak jak zdarza się, że samoloty spadają a w samochodach pęka opona, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że znajdować się w nich będą prezydenci Polski i do tego z tej samej opcji politycznej? Że obaj stanowią nie mówiąc już, że oba wydarzenie dzieli 6 lat?

Sekwencja zdarzeń jest taka, że pęknięcie opony poprzedziło ujawnienie akt z domu Kiszczaka, zwłaszcza tych o Lechu Wałęsie, o którym powiedziano już chyba wszystko więc szkoda nań czasu. Ale jedną rzecz trzeba ustawicznie powtarzać, bo nie przebiła się do świadomości społecznej: to jak i czym jest III RP i jakie mechanizmy w niej działały. Bo przecież nie chodzi o to, czy i kiedy donosił oraz na kogo. To rzecz drugorzędna. Pierwszorzędna to ta, że był on sterowany przez jakieś siły niejawne i niech tu nikt nie wyskakuje z twierdzeniem, że Wałęsą trudno sterować. Wprost przeciwnie. I nie chodzi o wydawanie poleceń, które on by wykonywał, pod tym względem może tak, Wałęsa uważał się za potomka cesarza rzymskiego, jak wynika z jego rozmów z bratem w Arłamowie. Cesarzem, a choćby tylko jego potomkiem, steruje się trudno. Ale łatwo, gdy zna się jego kompleksy i gdy umieści się go w określonej sytuacji dając mu się wolną rękę. Wtedy jest całkiem przewidywalny. Skądinąd wiadomo, że jednym ze sposobów rozwalenia jakiejś organizacji od środka, jest postawienie na jej czele jakiegoś durnia z deficytem emocjonalnym a on już zrobi resztę, skutecznie usuwając ludzi zdolnych zastępując ich miernotami gorszymi od siebie. Tak , moim zdaniem, było w 1989 r. kiedy rodził się nowy twór państwowy i tę metodę zastosowano.

Pamiętam rok 1990 i wybory na prezydenta, w których do finału doszli Stan Tymiński i nasz Kukuniek. Pamiętam, jak służby lansowały tego drugiemu fałszując przeciwko temu pierwszemu dowody rzekomej współpracy ze służbami, rzekomy pobyt w Libii itd. Pamiętam jak w ostatecznej debacie, w które mieli się zetrzeć ale do której nie doszło bo Tymiński odpuścił, Kukuniek rozsiadł się i wpadając w charakterystyczny dla siebie słowotok powiedział, że pytał się ICH, czy coś na niego dali Tymińskiemu i to coś mogło stanowić zawartość słynnej „czarnej teczki”, ale mu powiedzieli, że nie dali, więc on jest pewny, że nie.

Któż to są ci ONI? Jeżeli Wałęsa zerwał współpracę z SB, to wszystko wskazuje na służby wojskowe, od połowy lat 80.tych, a konkretnie od zabójstwa x. Popiełuszki, panujące niepodzielnie. Wyświetlenie tej zbrodni pod kątem prowokacji zmierzającej do tego właśnie celu byłoby krokiem milowym rozumienia kulis powstania i działania III RP i współczesnego wiata. Ale zostawmy to przynajmniej do czasu ujawnienia aneksu do raportu o WSI, bo na dziś ważniejszy jest układ, który Wałęsa żyruje, a który na tej podstawie powstał, symbolizowany przez tego groteskowego fauna wystruganego ze szparaga na wodza KOD-u. W kraju poważnym, a choćby tylko normalnym, facet za uchylanie się od płacenia alimentów miałby komorników na głowie o ile nie gniłby w kryminale, ale nie w Polsce, gdzie gnije się za dużo mniejsze przewiny. Ja, co oczywiste, odrzucam od razu ewentualny argument, że to obawa przed zarzutem o łamanie demokracji i praworządności, bo to przeciwnik polityczny. Jeżeli tak jest, to z naszym państwem jest jeszcze gorzej niż sądzimy. Ono zbliża się do granicy, po przekroczeniu której nie będzie istnieć już nawet teoretycznie, bo powody są inne, np. taki, iż układ resortowy jest zbyt silny. Także ten, który za nim stoi.

Kijowski, Lis i inni to tylko pionki i co najwyżej znaki widzialne sił niewidzialnych broniące swojej bezkarności, bronią też układu żerującego na budżecie państwa. To jedna strona. Jest i druga bo trudno uwierzyć, że jest to siła jedyna i do tego rodzima i że nie działa bez wspomagania zewnętrznego. KOD i tym podobne organizacje zasilane muszą być z zewnątrz, jak zresztą każda grupa rewolucyjna.

Więc nie ma przypadków, są znaki. Tym razem znak jest ostrzeżeniem, takim jakie otrzymał w Gruzji Lech Kaczyński. Stawiałbym więc na ostrzeżenie.

wtorek, 22 grudnia 2015
Wojna na horyzoncie: czy nie jest za późno aby ją powstrzymać?

- zastanawia się  Paul Craig Roberts

 

Jedną z nauk płynących z historii wojen jest i taka, że gdy tylko się zacznie wojskowa mobilizacja, zaczyna żyć własnym życiem wymykając się spod kontroli. I właśnie to zdaje się dziać przed naszymi oczami.

W przemówieniu wygłoszonym 28 września z okazji 70 jubileuszowej sesji ONZ, rosyjski prezydent Władymir Putin oznajmił, że Rosja nie może dłużej tolerować sytuacji na świecie. Dwa dni później, na wezwanie rządu syryjskiego, Rosja rozpoczęła wojnę przeciwko ISIS.

Rosja była bardzo skuteczna przy niszczeniu zapasów broni ISIS i pomagając syryjskiemu wojsku w odzyskaniu terenów zajętych przez ISIS. Rosja zniszczyła tysiące cystern, których zawartość finansowała ISIS, czyli kradziona syryjska ropa, sprzedawana rodzinie obecnego gangstera, który rządzi w Turcji.

Waszyngton został złapany z ręką w nocniku rosyjskiego zdecydowania. Ze strachu przed sukcesem działań Rosji, mogącymi doprowadzić do uniezależnienia się amerykańskich wasali i utraty ich poparcia opozycji antyasadowej i marionetkowego rządy w Kijowie, zorganizował Waszyngton zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turcję, na przeków/sprzecznie z umową pomiędzy Rosją a NATO, że nie będzie dochodzić do żadnych kontaktów w powietrzu w strefie rosyjskiej operacji w Syrii.

Choć wszelkiej odpowiedzialności zaprzeczył, uznał Waszyngton,że powściągliwa reakcja Rosji za atak, za który Turcja nie przeprosiła, do ponownego zapewniania Europy, iż „Rosja jest papierowym Tygrysem” („Russia A Paper Tiger“). Tym samym zapewnił, że dalszy nacisk na Rosję na Środkowym Wschodzie, Ukrainie, w Gruzji, Czarnogórze i wszędzie indziej, nie przedstawia żadnego ryzyka. Atak Waszyngtonu na armię Assada służy szerzeniu wiary wśród rządzących Europą, że zachowanie Rosji usiłujące uniknąć wojny jest wyrazem strachu i słabości.

Nie jest jasne, w jakim rozmiarze rosyjski i chiński rząd rozumieją, że ich niezależna polityka, potwierdzona 28 września, jest przez Waszyngton rozumiane jako „groźbę egzystencjalną” dla amerykańskiego super-rządu.

U podstaw polityki zagranicznej USA leży nie dopuścić do powstania sił zdolnych ograniczyć jednostronne działania Waszyngtonu. W przypadku Rosji i Chin zdolność ta zmienia je w cele.

Waszyngton nie jest przeciwko terroryzmowi. Przez wiele lat wspierał jego powstawanie. Terroryzm to broń, którą Waszyngton zamierz użyć do destabilizacji Rosji i Chin poprzez eksport populacji islamskiej do tych państw.

Waszyngton 8używa Syrii, tak jak użył Ukrainy, do demonstrowania bezsilności Rosji Europie i Chinom, bo bezsilność Rosji czyni z niej mniej atrakcyjnego sojusznika.

Dla Rosji odpowiedzialna reakcja na prowokację także jest niekorzystna, ponieważ zachęca do kolejnych prowokacji.

Innymi słowy: Waszyngton i wiarygodność jego europejskich wasali doprowadziły ludzkość do bardzo niebezpiecznej sytuacji, gdyż jedyną alternatywą dla Rosji i Chin jest czy zaakceptować wasalstwo wobec Ameryki, czy przygotować się do wojny.

Putina należy szanować za przykładanie większej wartości życiu ludzkiemu niż dla Waszyngtonu i jego europejskich wasali a także za unikanie wojskowej reakcji na prowokacje. Z drugiej jednak strony Rosja musi coś zrobić aby uświadomić państwa NATO, że poparcie przez nich agresji Waszyngtonu przeciwko Rosji, niesie za sobą poważne konsekwencje. Np. rosyjski rząd może dojść do wniosku, że warto sprzedawać energii państwom członkowskim NATO. Rosja mogłaby stracić pieniądze, ale to tańsze niż strata własnej suwerenności czy niż wojna.

Aby zakończyć konflikt na Ukrainie mimo chęci Europy jego eskalacji, mogłaby Rosja zaakceptować żądania zbuntowanych prowincji i połączyć je z Rosją. Aby wojna miała nadal trwać, musiałaby Ukraina zaatakować Rosję.

Rosyjska władza złożyła nadzieje na odpowiedzialną, nieprowokacyjną reakcję. Liczy na efekt dyplomatycznych działań, że europejskie rządy przyjdą po rozum do głowy i zrozumieją, że ich interesy narodowe są ważniejsze od interesów Waszyngtonu i przestaną popierać jego politykę hegemonii. Polityka Rosji jest nieskuteczna. Reasumując – rosyjska powściągliwa odpowiedzialna reakcja była przez Waszyngton użyta do sprowadzenia Rosji do roli papierowego tygrysa, którego nie trzeba się bać.

Mamy oto paradoks: usiłowania Rosji uniknięcia wojny prowadzą wprost do wojny.

Niezależnie od tego, czy rosyjskie media, Rosjanie i cały rząd to rozumie, musi to być oczywiste dla rosyjskiej armii. Wszystko czego wojskowi przywódcy rosyjscy potrzebują to przyjrzeć się składowi sił NATO wysłanych do „walki z ISIS”. Jak zauważa George Abert, amerykańskie, brytyjskie i francuskie lotnictwo, które w tym celu zostało tam wysłane, to samoloty wojskowe do walk powietrznych a nie tylko do ataków na cele naziemne. Nie mają na celu nalotów na ISIS, lecz

zagrozić rosyjskim bombowcom, atakującym naziemne cele ISIS.

Niewątpliwie Waszyngton wciąga świat do Armageddonu a Europa to umożliwia. Skorumpowane marionetkowe rządy Niemiec, Francji i Brytanii są czy to głupie, czy bezsilne aby przeciwstawić się

Waszyngtonowi. Dopóki Rosja nie przebudzi Europy, wojna jest nieunikniona.

Czy to co pokazują nieuleczalni szaleńcy i neokonserwatywni wojskowi prowokatorzy, którzy opanowali amerykańską władzę, daje Putinowi do myślenia, że wojna jest nieunikniona?

 

Tekst oryginalny: War Is On The Horizon: Is It Too Late To Stop It? ukazał się 8 grudnia 2015 na ICH.



czwartek, 17 grudnia 2015
Europejska kolonia Ameryki
Europa zmieni się w stagnacyjną kolonię na peryferiach amerykańskiego imperium twierdzi - Walentyn Katasonow
sobota, 12 grudnia 2015
Ultimatum Jaceniuka ws. ukraińskiego długu wobec Rosji
Walentyn Katasonow opisuje grę ukraińskim długiem
sobota, 28 listopada 2015
Dla kogo Polska?

 

Histeria wokół ataków terrorystów w Paryżu, a zwłaszcza rozpacz na ofiarami i akty solidarności z Francuzami, skłaniają do zadumą nad ślepą miłością Polaków do Francji i Francuzów a niechęcią do Rosji i Rosjan, bez względu na fakty. Widać to po reakcjach (i to nie tylko medialnych) po ostatnich wydarzeniach.

Ja nie trywializuję roli owych 130 zabitych, ale bądźmy szczerzy – nie da się tego porównać do ofiar rewolucjonistów francuskich i to pod żadnym względem. My zaś Francję postrewolucyjną, zwłaszcza tę za Napoleona, hołubimy i cenimy, czego przykładem jest twórczość Waldemara Łysiaka. Co więcej, my nie potrafimy realnie ocenić motywów gry politycznej Francji, która nas popierała a to w czasie zaborów i powstań, ale też podczas formowania się niepodległości polskiej, kiedy to ważnym czynnikiem była deklaracja władz polskich spłacenia długów carskiej Rosji. Niepodległość za cudze długi, czemu nie? Teraz z kolei musimy spłacać długi Francji wobec Rosji za niedoszły kontrakt wojskowy z powodu sankcji i co? I nic Można i tak skoro nie da się inaczej, ale po co tworzyć jakąś przedziwną patriotyczną mitologię, która lasuje mózgi młodych Polaków i nie pozwala widzieć rzeczy takimi jakimi są.

Jeżeli ma nastąpić zmiana w uprawianiu polityki historycznej zapowiadanej przez PiS, to tylko na taką, która pokazałaby nie tylko fasadę, ale mechanizmy podskórne, a więc tak rolę organizacji nie jawnych, jak i banków. Inaczej nie ma to sensu, bo jedna mitologia zastąpi drugą. A że tak będzie wskazują reakcje polskich polityków na zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turków, których, zupełnie bez sensu, zdają się popierać wbrew oczywistym dowodom. Panująca mitologia stawia Turcję na poziomie niemal przyjaciela Polski, bo rzekomo w Stambule było puste miejsce dla posła z Lechistanu. Nie wiem, czy tak było w istocie, ale jeżeli nawet, to nic to sułtana nie kosztowało. Za to prawie wcale nie mówi się o roli Turcji w likwidacji Świętego Królestwa Węgier (Mohacz), na zlecenie Habsburgów, Hohenzollernów i za pieniądze Fugerów przy biernej postawie, czy wręcz podejrzanej roli Jagiellonów. To samo potem spotkało Polskę i nawet aktorzy częściowo ci sami i aż się prosi aby pokazać mechanizmy, w tym te kierujące Brytyjczykami i Francuzami.

Ale zamiast tego na pierwsze miejsca w mediach awansował długowłosy hochsztapler z Wrocławia, od lat dojący państwową kasę pod pretekstem artyzmu, a który „przeczołgał” nowego ministra od chałtury, tj. od kultury. To, że minister ów jest też wicepremierem ukazuje bezbronność naszego państwa wobec organizacji niejawnych, emanacją których są różne organizacje pozarządowe (NGO) propagujące „wartości demokratyczne i wolnościowe”, w tym instytucje chałtury realizujące przeróżne dziwactwa.

My to, oczywiście, niby wiemy ale co z tego? Nie jesteśmy władni jako społeczeństwo na odruch obronny jak Węgrzy chociażby. Oto mija ponad 3 tygodnie od wygłoszenia ja podająca się za profesora, a wg ciotki Wiki – prawniczka i nauczyciel akademicki, feministka, Doktor habilitowana nauk prawnych, zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego - Monika Stanisława Płatek, publicznie wygłosiła tezę, że hasło „Polska dla Polaków” jest sprzeczne z art. 1 Konstytucji. Aż chciałoby się za Bismarckiem zawołać: „Hundert Profesoren, Vaterland du bist verloren” - setka profesorów i ojczyzna jest zgubiona, ale tu wystarczy kilku jak w/w Płatek, która łamie zasady logiki wykładane na I roku prawa i lasuje mózgi lemingów. Wzmiankowany artykuł mówi: „Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Co jednak, gdy owymi obywatelami są Polacy? Tego już nie wiemy ale możemy się domyślać, że wg profesorzyny, skoro hasło „Polska dla Polaków” jest fałszywe, to jedyny wniosek jest taki, iż Polska nie jest dla Polaków, nawet wtedy, gdyby ci stanowili 100% społeczeństwa, a co z kolei oznacza, że Polacy w swoim kraju byliby w najlepszym razie obywatelami drugiej kategorii. Dla kogo zatem jest Polska? Tego też profesorzyna nie powiedziała i na tę okoliczność powinna być indagowana, jeśli już nie zbojkotowana. Ale nic takiego się nie dzieje, to gdzieś ginie w otchłani medialnej, a to przecież istotne aby wiedzieć, czy profesorzyna to zwykła idiotka czy też pracuje ona dla sił obcych i dla nas wrogich. W każdym z tych przypadków, czy to występujących łącznie czy rozdzielnie, powinna zostać usunięta z życia i przestrzeni publicznej, bo to co robi to wynaradawianie po prostu i na to nie może być zgody. W dodatku robi się to za nasze pieniądze. To jak z tym sznurem, o którym mówił Lenin, za który zapłacić mieli kapitaliści aby na nim zawisnąć.

Wróćmy do polityki historycznej. Jest ona ważna dla Polaków przede wszystkim, a dopiero potem, najwyżej dla zagranicy. Robienie wysokobudżetowych filmów propagandowych w gwiazdorskiej obsadzie, co się marzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, po obejrzeniu których świat miałby paść przed nami na kolana, do droga na manowce. Polska świata nie obchodzi, zwłaszcza, jeżeli my sami nie będziemy mieć poczucia własnej godności z dokonań przodków jak Chodkiewicz czy Żółkiewski i misji cywilizacyjnej I rzeczpospolitej. Dopiero to da efekt, także na zewnątrz.

W przywróceniu właściwej wizji historii nie chodzi o pokrzepienie serc, choć i to jest ważna, ale o zobaczenie spraw we właściwej proporcji przez historię właśnie. Bo nasze życie jest zbyt krótkie żeby ujrzeć procesy wokół nas we właściwej proporcji. To tak jak z górą. Stojąc u jej podnóża nie można właściwie ocenić jej wysokości, do tego potrzebny jest dystans i porównanie z innymi.

 



poniedziałek, 23 listopada 2015
Atak we Francji=terroryzm państwowy, ale którego państwa?

Tony Cartalucci stawia hipotezę o sterowanym ataku w Paryżu.

 

Media donoszą, że we Francji doszło do bezprecedensowego ataku, w rezultacie którego zabitych zostało 128 osób i jeszcze więcej rannych oraz o dalszych planowanych aktach przemocy. BBC w wiadomości „Paris attacks: Bataclan and other assaults leave many dead“ podaje:

„Francja ogłosiła stan wyjątkowy w całym kraju ustanawiając kontrole na granicy po tym jak w nocy zabito ponad 120 osób podczas ataków w Paryżu. Oznajmiono, że zabito osiemdziesiąt osób po tym, gdy strzelcy wtargnęli do sali koncertowej Bataclan i wzięli dziesiątki zakładników. Atak zakończył się gdy jednostki specjalne wzięły budynek szturmem. Ludzi zastrzelono w barach, restauracjach i pięciu innych miejscach Paryża.”

 BBC opublikowała obrazek co najmniej 5 miejsc, w których doszło do ataku, podczas gdy inne media podały, że prócz broni krótkiej użyto granatów i bomb. Jak to mogło umknąć stale rozrastającemu się państwu policyjnemu?

Rozmiarem był to atak większy niż ten ze stycznia tego roku, zakończony śmiercią 12 osób, przypisany przez media tzw. „Państwu Islamskiemu” (ISIS/ISIL) czy też przez ISIS „inspirowanemu”. Po styczniowych atakach Francja rozszerzyła i tak już ogromną kontrolę państwa. Guardian w artykule pt. „France passes new surveillance law in wake of Charlie Hebdo attack“ zauważa:

„Nowe prawo umożliwia urzędom śledzenie digitalnej i mobilnej komunikacji każdego związanego ze śledztwem ws. „terroryzmu” bez zgody sądu. Zmusza operatorów telefonii i internetu do udostępniania danych na żądanie. Tajne służby będą mieć prawo umieszczać kamery i urządzenia rejestrujące w domach prywatnych i instalować tzw. keylogger rejestrujący każde kliknięcie klawiatury komputerów w czasie realnym. Urzędy mają zachowywać zapisy od miesiąca do pięciu lat. Jednym z najbardziej spornych punktów prawa jest umożliwienie służbom prześwietlać dane, a następnie analizowanie ich pod kątem potencjalnego zachowania podejrzanych. Będzie to anonimowe, ale agenci tajnych służb mogą zażądać od niezawisłego organu głębszego śledzenia, mogącego ujawnić identyfikację użytkownika.”

 Mimo to po ataku na Charlie Hebdo“ ujawniono, że francuskie służby bezpieczeństwa znały napastników bardzo dobrze już kilka lat wcześniej i pozwoliły podejrzanym „zniknąć z radarów” 6 miesięcy przed atakiem, co jest czasem koniecznym do jego zaplanowania i przeprowadzenia.

 Czasopismo Slate w artykule „The Details of Paris Suspect Cherif Kouachi’s 2008 Terrorism Conviction“ zauważa:

„Kouachi był aresztowany w styczniu 2005 r. i oskarżony o przyłączenie się do dżihadystó w Iraku. Miał być pod dowództwem Farida Benyettou, młodego „samozwańczego kaznodziei”, który forsował przemoc ale do Iraku nie pojechał i żadnego terrorystycznego czynu się nie dopuścił. Prawnicy orzekli wtedy, że nie był przeszkolony w obchodzeniu się bronią, „chciał drapnąć” i poszedł tak daleko, że odczuł „ulgę”, że został aresztowany.

 CNN w artykule „France tells U.S. Paris suspect trained with al Qaeda in Yemen“ napisał:

„Funkcjonariusze zachodnich tajnych służb starają się więcej dowiedzieć o możliwych podróżach dwóch podejrzanych o paryski atak – braci Saida a Cherifa Kouachi, gdy nowe informacje wskazały, że jeden z nich niedawno przebywał w Jemenie w związku z Al-Kaidą, jak informowali amerykańscy korespondenci CNN. Inne informacje ze źródła zbliżonego do francuskich tajnych służb mówią o pobycie drugiego z braci w Syrii.

 Wall Street Journal „Overburdened French Dropped Surveillance of Brothers“: „USA przekazały Francji informacje wskazujące, że strzelcy w Charlie Hebdo byli szkoleni w Jemenie w 2011 r., co skłoniło francuskie urzędy do ich śledzenia... Inwigilację jednak zakończono wiosną, podali amerykańscy przedstawiciele, po kilku latach, gdy nie natrafiono na nic podejrzanego.”

 Oczywiste jest, że podejrzani o „atak na Charlie Hebdo“ byli niebezpiecznymi terrorystami, śledzonymi z tego powodu, ale z niejasnych powodów umożliwiono im dalsze działanie dopóki nie dopuścili się terrorystycznego ataku we Francji, a co szybko zostało użyte do wprowadzenie niepopularnych zapisów prawa dotyczących bezpieczeństwa i uczestnictwa Francji w wojennych awanturach USA za granicą, zwłaszcza w wojnie w Syrii...

 Ludzie powiązani z ostatnim atakiem prawdopodobnie także okażą się śledzonymi przez francuskie służby bezpieczeństwa na długu przed nim, a to dlatego, że atak ten trzeba powiązać z konfliktem syryjskim, aby usprawiedliwić wysłanie największego francuskiego okrętu wojennego, jądrowego lotniskowca Charles de Gaulle do wybrzeży Syrii. Gdy kryzys uchodźczy rozlał się na Europę, tę ostrzegano, że będzie celowo manipulowana do wytworzenia maksymalnej histerii, aby usprawiedliwić wojskową interwencję Zachodu w interesie swoich sojuszników w Syrii.

 W poprzedniej informacji: „Can Pan-European Hysteria Save NATO’s Syrian War?“ ostrzegano:

„To co się ukazuje, jest strategią sterowanego napięcia, w którym prawicowe grupy szczute są na imigrantów i ich europejskich popleczników aby wytworzyć histerię a na koniec przemoc, sterowanego przez tych, co to zorganizowali.”

 Tolerancyjna polityka imigracyjna i wymuszenie kwot doprowadziły falę emigrantów do Europy, podczas gdy długo hołubione rasistowskie i ksenofobiczne grupy – pozostałości po niechlubnej operacji NATO „Gladio“ - spróbowały po raz kolejny wytworzyć histerię na ulicach w związku z „inwazją” imigrantów. ISIS jest popierana przez państwo, ale nie żadne z tych, które Zachód stara się obalić po atakach terrorystycznych. Terroryści, którzy przelali krew na paryskich ulicach w tamtym tygodniu, byli uzbrojeni, wyszkoleni i finansowani przez sam Zachód i jego sojuszników w czasie wojny swoich przedstawicieli w Syrii.

 Pozostało już tylko uzupełnić równanie o niewiarygodny akt przemocy, który by wytworzył dotąd brakujące poparcie społeczne, którego Zachód potrzebuje do uzasadnienia dalszej ingerencji w Syrii; poparcia społecznego, którego brakowało mimo kłamstw o „pomocy bojownikom o wolność”, o „broni masowego rażenia” i bajek o „beczkowych bombach”.

 Wśród celów ostatniego ataku był stadion piłkarski, na którym mecz toczyły Francja i Niemcy, z francuskim prezydentem Francoisem Hollandem na trybunach, co jest szczególnie ważne, ponieważ wiedza o tym, gdzie Hollande będzie, wymagała szczególnego planowania i przygotowań. Wybór stadionu jest także wymowny a to dlatego, że na tym meczu byli przede wszystkim ci, którzy najgłośniej protestują przeciwko rozszerzającemu się kryzysowi uchodźczemu.

 Dogodnie, francuski okręt flagowy Charles de Gaulle, w ubiegłym tygodniu wysłany został ku wybrzeży Syrii. Teraz musi nastąpić rozszerzenie działań wojennych z powodu paryskich ataków dokonanych przez napastników finansowanych, uzbrojonych i wyćwiczonych prawdopodobnie przez sam Zachód. Innymi słowy, był to atak mający na celu wywołanie wśród francuskiej opinii publicznej poparcia dla akcji zbrojnej.

 Rozmiar ataku świadczy, że chodziło o operację wojskową. Wymagała dużej grupy dobrze wyszkolonej, uzbrojonej i finansowanej, doświadczonej w planowaniu i przeprowadzaniu skoordynowanych operacji bojowych, tajnego przemieszczania wielkiej ilości broni, ekspertów od użycia jej i ładunków wybuchowych, a także mających do dyspozycji potencjał szpiegowski do obejścia stale rozrastającego się francuskiego aparatu śledzącego... Niewątpliwie Francja spróbuje użyć ataku do usprawiedliwienia dalszej interwencji w Syrii aby obalić rząd w Damaszku

 Pierwsze i najważniejsze pytaniem stawianym przez śledczych wielkich przestępstw jest „cui bono“, czyli kto odniósł korzyść. Na ataku na Paryż, a zwłaszcza na mecz futbolowy na stadionie pełnego nacjonalistów, stale silniejszych i bardziej histerycznych, korzysta jedynie rząd dążący do usprawiedliwienia rozszerzenia wojny za granicą, wojny, którą obecnie przegrywa i wojny, której brakuje poparcia społecznego aby mogła się rozwijać.

 Teraz, bardzo na tym korzystano, ma poparcie, o które tak długo się starano.

 

 Attack in France = State Sponsored Terror, But Which State? z 14. listopada 2015 na Global Research



środa, 18 listopada 2015
Faszyzm XXI wieku
Tekst Petera Phillipsa choć napisany przed miesiącem, teraz, po wydarzeniach w Paryżu, nabiera nowego znaczenia
poniedziałek, 26 października 2015
Czy wjechaliśmy na ślepy tor?

Dziś, jak, co dzień, słońce wstało, liście na drzewach złocą się i opadają jak zawsze o tej porze roku. Wyniki wyborów więc, nie zachwiały światem przyrody, co ta, kosmosem wręcz, czego obawiali się platformiaki i różni pożyteczni idioci miotający się w panice przez ostanie kilka miesięcy.

Dlaczego to wywołuje taką panikę – trudno powiedzieć. PiS rządził przez 2 lata i nic specjalnego się nie wydarzyło. W moim mieście jeszcze kilka lat temu rządziła koalicja POPiS i też nic się nie stało. O żadnych dyskusjach programowych nie było mowy, bo to przerastało możliwości mentalne członków i sympatyków tych partii. Tym bardziej, że nie ma żadnych dowodów na to, że tym razem PiS chce władzę przejąć naprawdę a nie na niby, czyli jako taka ustawka z PO.

Skąd to przypuszczenie? Bo PO robiła wszystko, aby wybory przegrać. I niech nikogo nie zmylą ambicjonalne wyskoki platformerskich dygnitarzy. Nie oni tu decydują. Decyzje zapadają na zupełnie innym poziomie, którego umysłowość takiej, dajmy na to, Ewy Kopacz, nie jest w stanie osiągnąć. Zresztą,, metoda rozwalania grup czy organizacji jest od dawna znana i powszechnie stosowana. Wystarczy na czele umieścić kilku idiotów z przerostem ambicji a reszta zrobi się sama.

Pozostańmy przy PO. Jeżeli mam rację i upadek tej formacji został zaplanowany, mamy kilka możliwości.

Pierwsza: zbliża się jakiś kryzys i trzeba go jakoś przetrwać znajdując kozła ofiarnego. PiS nadaje się do tej roli znakomicie, gdyż to za jego rządów kryzys wybuchnie i to ta formacja się skompromituje, tym bardziej, że – zakładając, że PiS chce rządzić rzeczywiście – będzie musiał użyć siły aby utrzymać to jakoś w kupie. W wyniku bardzo możliwych prowokacji może polać się krew, a to skompromituje narodowo-patriotyczną narrację, dając pretekst do interwencji z zewnątrz.

Druga: powtórka z lat 2005-2007. PiS oddaje władzę i mamy przedterminowe wybory.

Trzecia: w wyniku kryzysu do głosu dochodzi grupa skupiająca rzesze tzw. niezadowolonych antysystemowców, pod autentycznym i charyzmatycznym przywódcą, którzy już teraz dali o sobie znać przy okazji ostatnich wyborów popierając Pawła Kukiza. Jest to szansa a zarazem zagrożenie. Szansa – bo Polska będzie mogła wyjść wreszcie na prostą. Zagrożenie - bo wymagać to będzie wymiany niemal całej kadry od góry do dołu. Przeprowadzenie tej operacji jest trudne, wymagające koordynacji w czasie nie mówiąc już nowych kadrach, których dziś po prostu nie ma. Pozostawienie dotychczasowych zaś czyni cała operację bezsensowną; stare kadry oznaczać będą obstrukcję dla nowej władzy.

W każdym przypadku obecny system musi się zawalić i to jest szansa. Szansa tym większa, że nasi unijni „kuratorzy” będą zaprzątnięci problemami z imigrantami i osłabieni. Być może to szansa ostatnia jaką Bóg w swojej łasce zsyła i następnej nie będzie. No i jeszcze jedno: trzeba się modlić, aby zanim to się stanie, PiS, na zlecenie swoich protektorów, nie wpakował nas w jakąś awanturę z Rosją. Bo mam takie przeczucie, że wjechaliśmy dopiero na pierwszy etap toru przemian i jeszcze nie wiemy, dokąd on prowadzi. I oby nie był to ślepy tor.



Tagi: wybory
10:20, mrozmarek , polityka
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
O autorze
Tagi