piątek, 12 grudnia 2014
Rok bestii Część II
Oleg Bibikow W nocy na 30 listopada 2013 komitet koordynacyjny majdańskich studentów zdecydował o zakończeniu akcji. Po północy zaczęto rozbierać podium, pakować aparaturę i ładować auta. Ale nie wszystkim to pasowało. Amerykanie nie chcieli czekać do kolejnych prezydenckich wyborów. Amerykańska ambasada w Kijowie przygotowania zakończyła jeszcze w sierpniu, za Johna Teffta. Jest wiele powodów uzasadniających przypuszczenie, że pucz na Ukrainie musiał się odbyć niezależnie od tego, czy Janukowicz podpisałby umowę z UE, czy nie. W przypadku podpisania wszystkie siły protestu zostałyby skierowane na „rozczarowanie narodu”: „Gdy to Januk podpisał, do UE nas nie zaproszą i nawet tego nie zamierzają, wiz nie znoszą, z powodów celnych problemów z Rosją przedsiębiorcy zaczną upadać, wszystko zdrożeje...” Tefft wyjechał z Kijowa jeszcze w sierpniu, ale dalszy rozwój wypadków znał dobrze... Nie bez znaczenia jest, że wymigał się od bezpośredniego udziału w puczu, ale nie z powodu wieku, lecz dlatego, co powszechnie wiadomo, że nie znosi ukraińskiego hymnu. Wiedział, że jeśli się spóźni, będzie musiał go codziennie słuchać i nie przeżyje zimy. Wikileaks Juliana Assange uchyliła tajemnicę. W korespondencji dyplomatycznej Tefft skarżył się na hymn ukraiński: „To straszne buczenie! Oni gromadnie kwilą: 'Szcze ne umerla Ukraina...' Przypuszczam, że zaśpiewają się na śmierć. To jak jakaś przykra, rozrywająca serce rozpacz, a czasami widać, jak z powodu tego kwilenia zdychają muchy. Słuchanie tego wrzeszczenia jest nie do zniesienia, a czasami można mieć wrażenie, że lepiej byłoby umrzeć.” Nowy ambasador Geoffrey Pyatt okazał się odporniejszy i lepiej rozumiał rzeczywistość. 29 listopada zakomunikował: „Jesteśmy przeświadczeni, że demonstracje publicznych aktywistów, przebiegające już dziewiąty dzień w Kijowie i w całym kraju, dobrze prognozują dla przyszłości ukraińskiej demokracji, dla trwałości społeczeństwa Ukrainy.” Tak nie mówi człowiek, ale maszyna wykonywająca jakiś program. Gdyby to był człowiek, można by go oskarżyć o cynizm. * * * Przypominam, że studencka akcja na majdanie rozpoczęła się po tym, jak prezydent Janukowicz po zapoznaniu się z treścią kontrowersyjnej umowy zjednoczeniowej z UE, a 21 listopada odłożył jej podpisanie. Był to dzień Archanioła Michała, patrona Kijowa. Myślący ludzie cieszyli się. Niektórzy uważali to za cud i prawdopodobnie był nim. Ale w głowach „postępowej kijowskiej młodzieży” powstało przeświadczenie, że umowa z UE równa się wstąpieniu Ukrainy do Unii Europejskiej i oznacza zniesienie wiz. Jedna z dziewczyn na majdanie machała plakatem: „Jestem dziewczyną! Nie chcę do unii celnej! Chcę koronkowych majtek i do UE!” To pokazuje, do jakiego stopnia wyprano mózgi części ukraińskich studentów. Oni nawet nie domyślali się układu i na wezwanie dziennikarza-prowokatora o północy 22 listopada zeszli się na majdanie. W tym czasie ich własna akcja sprzed 8 miesięcy „Powstań Ukraino” dawno już się skończyła. Politycy zajęli miejsca studentów i rozpoczął się bój wagi ciężkiej. Sam Poroszenko nie zdecydował się ujawnić i wysłał swojego człowieka Jurija Lucenkę, który z podium krzyczał: „Jedynym naszym problemem na drodze do Unii Europejskiej jest Janukowicz... Bez sfałszowania prezydenckich wyborów nie potrafi zwyciężyć w 2015 r...” Potem, zgodnie z planem wystąpił „tercet”. Arsenij Jacenjuk: „Naszym celem jest podpisanie umowy z UE, wypełnienie jej i uczynienie z naszego kraju państwa europejskiego...” Szczególnie wzruszająco dziś brzmią słowa nazisty Oleha Tjagniboka: „Janukowicz buduje państwo policyjne...” a Witalij Kliczko dodał: „Te siły robią wszystko aby nie dopuścić do zmiany mocy...W 2015 r., o ile Janukowicz tej chwili dożyje, zrobimy wszystko, żeby wygrać…”. Przy mikrofonie pojawił się człowiek z Europy – Polak: „dziś jestem tu aby wam powiedzieć, że Ukraina jest europejskim krajem... Rosja musi zrozumieć, że stare czasy minęły...” Moderator akcji, teraz minister kultury, pouczał tłum żeby krzyczał w przerwach. Zaczęto skandować: „Rewolucja!”, „W jedności siła!”, „Dziękujemy!” Gdy była taka potrzeba intonowano hymn. W internecie trzech opozycjonistów wzywało Ljovoczkina i Firtasza do przyjścia na majdan w niedzielę, 1 grudnia. Kliczko, co ciekawe, powiedział, że w 2015 r. ze strony opozycji, możliwy jest jeden kandydat na prezydenta. * * * Nie podobało się studentom, że politycy bez zasad robią sobie reklamę na ich akcji i o północy rozeszli się do domów. Pyatt krzyknął: „naprzód”. Dla Ljowoczkina i Akimowa (dzisiejszego pierwszego zastępcy szefa administracji prezydenta), dla Poroszenki i Lucenki, dla Jaceniuka, Turczynowa, Awakowa, a nawet i dla Tymoszenko, a także dla wielu innych, nadszedł czas działania, czas na odpracowanie srebrników i pokazania się. Jaceniuk, jako odważny aktywista puczu, uważający się za skarb narodowy, gdy dowiedział się, że głupi studenci demontują aparaturę z majdanu , zażądał, zablokowania jego wywózki. Lucenko, który na majdanie pojawił się wcześniej, zaczął szarpać się z policją. Aktywiści poszli na przejezdną część Kreszczatiku. „Berkut” z jakiegoś powodu zaczął ich wypierać. Dziennikarz Reuters (ten, który w 2008 r. robił oprawne w trupy kadry w Gruzji) uznał, że nadszedł właściwy moment. Dostał pojemnik z krwią i rozbił sobie na głowie. Wszyscy zaczęli go fotografować i krzyczeć, że go „Berkut” pobił pałkami... Pojawił się Jaceniuk i pod ochroną policji posłał autobusy z wyposażeniem na drugą stronę Kreszczatiku. Wszystko zdawało się uspokajać. Plac pustoszał, studenci rozchodzili się. Nagle pojawił się Poroszenko, zaczął miotać na ubywających dzieci-aktywistów swoje wszystkie wyrokiem zombi i przekonywał ich, aby akcji nie kończyli. Nie można stracić tempa. Prał im mózgi długo, aż do czwartej nad ranem... W MSW odbyto naradę. Minister Zacharczenko wydał rozkaz usunięcia resztek aktywistów z majdanu, a w przypadku stawiania oporu – rozgonić. Rzecz jasna Ljowoczkin o tym natychmiast poinformował Jaceniuka. Tajemnica przestała być tajemnicą. Ljowoczkinowi pozostało już tylko czekać... W tę noc, po wykonaniu zadania, Ljowoczkin złożył rezygnację z zastępcy szefa administracji prezydenta. Janukowicz w szoku rezygnacji nie podpisał. Około czwartej nad ranem dziennikarze ponownie przybyli na majdan i przywlekli ze sobą gości głównego miasta, bojowników wtedy jeszcze nieznanego „Prawego Sektora”... Ci zaczęli od fotografowania: pokazówa jest ważna. W Internecie znajduje się ciekawa fotografia. W tekście pt. „Szczegóły rozegnania majdanu: 'Berkut' walił ludzi do krwi” znajdują się ilustracje. Na jednej z nich widać dresiarzy w krótkich kurtkach w kapturach, zakrytych i w maskach. Nad majdańską konstrukcją powiewa flaga w czarno-czerwone pasy z napisem „Prawy Sektor”. Jeden z nich jest w wojskowym uniformie, wysokich butach i maskujących spodniach z gumowymi nakolannikami i w skórzanej kurtce i masce. Inni wykonują gest „Sieg Heil!“. Jeszcze inni mają w rękach drągi i inne rzeczy. W ciągu czterech godzin na majdan przyjechały ciężarówki z jodłowymi choinkami. Zaczęto stawiać okazałą, noworoczną, scenerię. Młodzież zaczęła demontować bariery, a „Berkut” interweniował. Na milicjantów posypały się kamienie i łomy. Teraz, ze źródeł prokuratury wiadomo, że w opróżnianiu majdanu uczestniczyło 390 pracowników spec-oddziału „Berkutu”, którzy użyli siły wobec 20-30 „studentów” idących w pierwszych szeregach. W rzeczywistości i te liczby są zawyżone. Nagrania ukazują, że na „demokratyzorach“ pracowało najwyżej 10 osób. Godne uwagi jest, że prokuratura, po przeprowadzeniu dochodzenia i przesłuchaniu wszystkich berkutowców, którzy w opróżnianiu majdanu brali udział, nie znalazła ani jednego, który by kogoś bił. Powstaje pytanie, czy do pierwszych szeregów nie zostali postawieni żołdacy w uniformach Berkutu. Oczywiste jest, że kijowski reżim, przy wyjaśnianiu wszystkich szczegółów, poczynając od nocy „nieznanych snajperów”, po „odeskim całopaleniu” i ludobójstwie w Donbasie, nie jest zainteresowany odkrywaniem prawdy. Tego oczekiwać nie można. Teraz, po roku, widzimy, że tamtej nocy wyrosła odrażająca obłuda, która pochłonęła Ukrainę i sama ogłosiła się Ukrainą. Ten potwór ma przemienić życie w piekło. Nie wiemy czy i kiedy, ale żeby Ukraina przeżyła, musi z siebie tego stwora wyrwać i wyleczyć rany. Potrzebuje pomocy. Całość ukazała się 30 listopada 2014 na Fondsk.ru.
poniedziałek, 08 grudnia 2014
Rok bestii (1)

Poniżej tekst ukraińskiego publicysty Olega Bibikowa

 

W nocy z 29 na 30 listopada 2013 r. miał miejsce technicznie dobrze przeprowadzony „majdan studencki”. Rzecz, która wejdzie do ludowego folkloru i do historii jako „zwierzęca bitwa-to są tylko dzieci”. Dla majdanu, a dalej dla wszystkich, którzy z bronią w ręku stworzyli siłę, naciski przemożnego rodzaju w krytycznym momencie przyczyniły się  wyhodowania zwierza, które teraz zeżarło prawie całą Ukrainę.

 W piątkowy poranek 29 listopada, poszedłem na kijowski majdan. Wokół pogańskiego posągu „Nike” stał ok. trzytysięczny tłum. Śniegu nie było, powiewały różnokolorowe flagi, a najbardziej widoczne na tle szarego nieba były czarno-czerwone banderowskie, a także UE , żółto-niebieskie i jasnoniebieskie. Z głośników dobywał się głos niewidzialnej kobiety, wzywający do wstępowania do oddziałów samoobrony, która jak widać nie bała się, że ją „zabiorą za podżeganie”. Wezwania adresowano do silnych chłopów, którzy z batami na plecach, właśnie dojechali do miasta jako „goście”, a którzy w większości tworzyli ten cały tłum. Z przeciwnej strony Krzeszczatiku (główna arteria Kijowa łącząca Górne Miasto z Padołem – przyp. MM) smutno nań spoglądała ciotka z wyglądu wieśniaczka. Na plecach miała batog, przykryty flagą UE. Gdzieś się przespała i szła do domu. Wszystko było jasne: studencki majdan cicho gasł, więc próbuje się go ożywić ludźmi z zewnątrz, g¦nie ze wsi. Pomyślałem: wieczorem, 1 grudnia (na końcu niedzieli) po euromajdanie nie będzie śladu; nienawiść zostanie schowana na inną okazję.

Tak pomyślałem, ale się myliłem.

 Mało kto wtedy wiedział o tajemnych mechanizmach przewrotu, o tym, do czego doszło w poprzednich miesiącach, tygodniach i dniach w kuluarach i biurach na ulicy Bankowoj i Gruszewskiej (odpowiednio: miejsce siedziby prezydenta i Rady Najwyższej – przyp. MM), w ambasadzie USA i przedstawicielstwa misji UE. Nawet dziś wiele z tego nie wiemy, ale całościowy obraz rysuje się dzięki Wikileaks i innych źródeł.

 * * *

 Przedstawię trzy źródła, trzy składniki przewrotu. Jego podstawa była przygotowywana przez Zachód od wielu lat, gdy rozdziobywano sowieckie dziedzictwo: likwidowano przemysł, potencjał naukowy, siły zbrojne, obniżano przyrost populacji jednocześnie ją degenerując, rozbudzając najniższe instynkty i zbyteczne waśnie, na czele z nacjonalizmem. Po rozpadzie ZSRR Ukrainę zmieniono w skorumpowane quasi-państwo z duszącą się gospodarką i zwaśnionymi nacjonalistycznymi ambicjami. Wiemy z przeszłości, że po 20 latach niezależnej polityki i woli – należy osiągnąć sukces i wygrać walkę, odnowić narodową gospodarkę i wysłać w kosmos Gagarina. Tak było niedawno, w latach 1941-1961 u nas, na naszej ziemi.

 * * *

 Pierwsze oznaki mechanizmu przewrotu pojawiły się w mroźnym grudniu 2008, gdy oligarcha, przedsiębiorczy geniusz Dmitrij Firtasz, zabiegał o posłuchanie u amerykańskiego ambasadora Williama Taylora, i, jak wiadomo z ujawnionych doniesień amerykańskich tajnych służb, „podawał się za bliskiego przyjaciela i pełnomocnika prezydenta Juszczenki”, a więc przyjaciela USA. Wizyta miała pokazać, że Firtasz to człowiek sprawny, z którym można wejść w układy, ale mający dwa problemy: Julii Timoszenki, która urosła w siłę na gazie i nienawiść do Rosji. Objawił się jako strateg ujawniając błąd Juszczenki, który doprowadził do podziału w kraju, a on chce go przekazać Zachodowi w całości, a nie tylko połowę. Dlatego konieczne jest...

 Amerykańskie MSZ miało swoje powody i cele, nieznane ludziom takim jak Firtasz, do osiągnięcia których potrzebny był projekt „Janukowicz – przyszły prezydent”. Interesy się zbiegły. Firtaszowi powierzono finansowanie i organizację kampanii wyborczej Janukowicza umożliwiając mu osiągnięcie jakiś korzyści. Wynik znamy. Tomoszenko została odsunięta na boczny tor. Janukowicz zasiadł Bankowoj, a prezydencka administracja znalazła się pod kontrolą Ljowoczkina.

 * * *

 Sergej Ljowoczkin uważany jest za człowieka Firtasza, ale to tylko połowa prawdy, bo w pewnym sensie Firtasz jest człowiekiem Ljowoczkina. Zgodnie z powszechną opinią przynętę dla „zwierzęcej bitwy” wymyślił Ljowoczkin aby dostać się do ścisłego rządu i odsunąć od władzy kandydata na premiera Azarowa oraz szefa MSW W. Zacharczenkę. Ale takie ukazanie Ljowoczkina, „miłośnika wyrafinowanych technik” to za mało i po prostu głupie. Jest on jedną z kluczowych postaci przewrotu działającym za kulisami. Dlatego trzeba o nim powiedzieć dużo więcej.

Ljowoczkin „pojawił się na Bankowoj” już w 1999 r. na długo przed tym, gdy znalazł się tam Janukowycz. Nie można wykluczyć, że Janukowycz zawdzięcza swoją błyskotliwą karierę rodzinie Ljowoczkina, ponieważ ojciec ówczesnego szefa prezydenckiej administracji a dziś „opozycyjnego” posła - generał-pułkownik Władimir Anatoljewicz Ljowoczkin, do 2005 r., tj. do „pomarańczowej rewolucji” był głównym nadzorcą więziennym Ukrainy. Jego funkcja nazywała się „przewodniczący państwowego urzędu Ukrainy do spraw egzekucji kar”. Archiwa tej instytucji dla większości ludzi stanowią głęboką tajemnicę zamkniętą na 7 spustów. Ljowoczkin starszy, działający w systemie więziennictwa od 1975 r. (tj. od roku narodzin swojego sławnego syna) był mało widoczną ale wpływową osobą. W latach 90. Ljowoczkin młodszy, zajmujący się aktywami finansowymi, powiązanymi w Doniecku z bankowym i zwyczajnym bandytyzmem, ukończył ukończył wydział rachunkowości i w odpowiedniej chwili obronił pracę nt. „Dług państwowy USA”. Podobno zostało to zauważone w amerykańskim MSZ. Jeszcze jako aspirant, w 1996 r. został zastępcą gubernatora obwodu donieckiego, a od 1999 r. „zakotwiczył się” na Bankowoj za prezydentury L. Kuczmy. Dalej wspinał się po szczeblach kariery błyskawicznie.

 Ambasadorem amerykańskim był wówczas Steven Pifer, obecnie „uznany ekspert”. Pamiętam jak rano 30 listopada 2013 r. (w Waszyngtonie była północ) Pifer zza oceanu ogłasza chłodnym głosem: „Użycie siły przeciwko demonstrantom przez Janukowycza to niebezpieczny zwrot wydarzeń. To go odizoluje od UE i USA.”

 Początkowo, za Kuczmy, Ljowoczkin był konsultantem, potem referentem, sekretarzem a jeszcze później + pierwszym sekretarzem. Po „pomarańczowej rewolucji” nie zniknął, i wkrótce był już doradcą przewodniczącego Rady Najwyższej – W. Litwina. A to nie koniec karierz. Niebawem był już posłem Partii Regionów i człowiekiem Firtasza, a w lutym 2010 r., zgodnie z planem, został szefem administracji prezydenta.

Do puczu pozostało 4 lata.

 Na początku euro-majdanu władał nie tylko własną, do spółki z Firtaszem, telewizją „Inter” ale prawie wszystkimi ważniejszymi redakcjami informacyjnymi na Ukrainie. Logiczne, że wszystkie one prześcigały się w lansowaniu majdańskiej epopei, rozbudzały zainteresowanie euro-majdanem i wstrząsały Ukrainą.

* * *

Amerykańska ambasada przygotowała przewrót i na dalszym froncie, w innych kręgach, tzw. „czystą politykę”, finansując organizacje pozarządowe i szkoląc technicznie wszystkie strony.

 Na dzień przed początkiem studenckiego euro-majdanu a na 10 dni przed „to są tylko dzieci”, deputowany rady Oleg Carjow wystąpił z sensacyjnym oświadczeniem. Oświadczył mianowicie, że w ambasadzie amerykańskiej, pod okiem jej szefa

- Geoffrey Pyatta, przygotowuje się specjalistów od wojny informacyjnej; przekazywane są

doświadczenia dotyczące technologii internetowych, używane z sukcesem przy organizowaniu kolorowych rewolucji w północnej Afryce i Syrii. Przeszkolono ok. 300 osób z całej Ukrainy. „Zwracam się do organów ścigania z żądaniem zbadania, czy przedstawiciele ambasady amerykańskiej nie naruszają deklaracji ONZ o niedopuszczalności mieszania się do wewnętrznych spraw obcych krajów” - perorował w siedzibie Rady Carjow. Opowiadał że „wskutek pomocy i bezpośredniego uczestnictwa amerykańskiej ambasady realizowano projekt „Techcamp“, w ramach którego przygotowywano rozpętanie wojny domowej”. Wszyscy to słyszeli! Zarozumiałe, że tajne służby o aktywności amerykańskiej dyplomacji informowały Janukowycza i jego rząd... Na próżno! Głos osamotnionego człowieka nie mógł przekrzyczeć łoskot rozpędzonej machiny puczu.

 * * *

 Widzimy, że USA organizowały wojnę domową od samego początku. Potwierdzają to doświadczenia z prowadzonych kolorowych rewolucji. Po krwawym gruzińskim eksperymencie „08.08.08“ celem Waszyngtonu stało się wywołanie krwawego konfliktu między Rosją a Ukrainą. Ten lokalny cel wynika z obecnej strategii.

Jej istotą jest wywołanie globalnego chaosu z jedynym centrum porządku: USA. Wszystkie państwa, które da się oskubać, muszą zostać rozskubane, a te, które da się podburzyć i zarazić epidemią wojny, muszą być podburzone i zarażone. Na końcu USA staną się oazą porządku i stabilności w znaczeniu rządu światowego... Stąd już tylko krok do demokratycznych wyborów rządu światowego i uwielbienia apokaliptycznej bestii.

 Trzecia część spisku stanowi związek nazistowskich bojówek organizowanych od 20 lat z oligarchami, którym pozwolono zostać oligarchami i inwestować w nazistów i w euromajdan....

Fragmenty układanki się złożyły, ciemne siły się połączyły. Bestia została poczęta.

Jeszcze chwilka i machnięcie ostrym szponem a z rozerwanej błony kokonu wylezie na ubaw ponury twór w kałuży krwi.

 

Całość Украина. Год зверя (I) 30.listopad 2014 na Fondsk.ru.



Tagi: pucz Ukraina
11:32, mrozmarek , polityka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 grudnia 2014
Otwieranie bram do trzeciej wojny światowej

Paul Craig Roberts

 

Waszyngton zdecydował uzbroić Ukrainę na nowy atak na Rosjan w Doniecku i Ługańsku.

Przedstawiciel rosyjskiego MSZ nieodpowiedzialną decyzję Waszyngtonu uznał jako naruszenie umów, które możliwość wybuchu konfliktu czyniły mniej prawdopodobnymi, a samą decyzją za zadziwiającą. Wynika z tego, że rosyjska władza nie zrozumiała, że Waszyngton nie jest zainteresowany rozwiązaniem konfliktu, zaś celem jest instrumentalne używanie Ukrainy przeciwko Rosji. Im konflikt głębszy, tym Waszyngton szczęśliwszy.

 Rosjanie wierzyli, że Europa oprzytomnieje i konflikt rozwiązany zostanie pokojowo. I przez to przegrali. Muszą negocjować aby nie doszło do pogłębienia kryzysu w taki sposób, że przyłączone zostaną separatystyczne prowincje do Rosji.

 Dla rosyjskiego rządu byłoby kosztowną obrazą etnicznych Rosjan opuścić i pozostawić ich sobie samym wobec wojskowych ataków. Jeśli Rosja będzie stać obok, gdy Donieck i Ługańsk będą niszczone, w następnej kolejności przyjdzie atak na Krym. Później Rosja będzie zmuszona walczyć z lepiej uzbrojonym i przygotowanym oraz groźniejszym wrogiem.

Swoją bezczynnością rosyjski rząd pomaga, stając wspólnikiem Waszyngtonu. Zamiast tego powinien przestrzec Europę, że zostanie bez gazu. Mógłby też wyznaczyć wolną od lotów strefę nad separatystycznymi prowincjami i dać Kijowowi ultimatum. Mógłby też przyjąć żądanie Doniecka i Ługańska na przyłączenie ich do Rosji. Cokolwiek należałoby zrobić zanim konflikt wymknie się spod kontroli i otworzy wrota do trzeciej wojny światowej.

 Waszyngton nie ukrywa, że jest na skraju rozpoczęcia wojny. Nawet poinformowani komentatorzy przyczyniają się do tego głosząc propagandę jakoby to Rosja napadła na Ukrainę i dostarcza broni separatystom. Mylą się jednak myśląc, że ukazywanie faktów niczemu nie służy.

Waszyngton zamierza pozbyć się Rosji jako przeszkody dla swojej hegemonii. Jego arogancja zmusza do drastycznego wyboru: albo Rosja stanie się wasalem Ameryki, albo podejmie walkę.

 Jeśli te profesorskie wyjaśnienie rozwoju wojennego scenariusza jest słuszne, wynika z tego, że rosyjska władza nie doceniła Waszyngtonu, a przeceniła niezawisłość Europy i jej instynkt samozachowawczy.

 Niewątpliwie zbytnia pewność siebie prowadziła do szaleństwa Waszyngtonu. Za to ważne jest, aby wyjaśnić szaleństwo Europy. Jak może Europa, gdy zima jest tuż, oczekiwać, że stanowiąc część problemów Rosji będzie stale dostawać gaz?

Może Europejczycy liczą, że Rosja nie zareaguje.

Jeśli sytuacja jest tak zaostrzona, jak się wydaje, musi rząd rosyjski zapobiec dalszemu pogorszeniu, w taki sposób, że przyjmie żądania wschodnich i południowych prowincji o połączeniu. W ten sposób atak na Donieck stanie się atakiem na Rosję. Taki atak dla marionetkowego reżimu w Kijowie, będzie dla Waszyngtonu i Europy, samobójczym.

Rosja zrobiła, co mogła, wyjaśnić Europie, aby utrzymać korzystne i pokojowe stosunki. Jak się jednak wydaje, Europa jest zbyt pewna poparcia Waszyngtonu, aby mogła działać we własnym interesie. Jej wasalstwo uprawdopodobnia scenariusz prowadzący do trzeciej wojny światowej. Rosja może to pokrzyżować akceptując żądania separatystów o przyłączeniu.

 Opening the Gates to World War III ukazał się 24 listopada 2014 na ICH.



niedziela, 30 listopada 2014
Ukraina przyznaje, że jej złoto przepadło: „W skarbcu Narodowego Banku nie ma prawie żadnego złota”

Autorem tekstu pod tym tytułem jest Tyler Durden, który pisze:

Już w marcu, gdy MFW poinformował, że oficjalne rezerwy złota Ukrainy na koniec lutego wyniosły 42,3 tony, czyli 8% całości rezerw, amerykańskie ministerstwo zagraniczne zorganizowało pucz przeciwko ówczesnemu prezydentowi Wiktorowi Janukiewiczowi...

a godne uwagi jest, że za poprzedniego, 'znienawidzonego' prezydenta, ukraińskie rezerwy złota stale rosły i osiągnęły rekordowy pułap tuż przed puczem...

...informowaliśmy o dziwnym incydencie, do którego doszło zaraz po ukraińskim puczu, że według pewnego źródła 'w ramach tajemniczej operacji, pod osłoną nocy, ukraińskie rezerwy złota załadowano na pokład nieoznaczonego samolotu i przewieziono do USA. A zatem:

Dziś w nocy, ok. 2,oo nad ranem, niezidentyfikowany samolot transportowy odleciał z lotniska Boryspil. Według personelu lotniska, zanim samolot się pojawił, na lotnisko przybyły cztery ciężarówki i dwa ciężarowe minibusy, wszystkie bez znaków rozpoznawczych.

Potem dojechało kilku tajemniczych mężczyzn i również wsiedli do samolotu. Ładunek został przełożony w pośpiechu. Po załadunku nieoznaczone auta opuściły pas startowy i samolot odleciał w trybie awaryjnym.

Pracownicy lotniska, którzy tę zagadkową 'operację specjalną' oglądali, natychmiast powiadomili władzom lotniska, ale ta poradziła im aby 'nie wtykali nosa w nie swoje sprawy'.

Potem vydavatelé byli sproszeni przez wysokiego urzędnika ministerstwa skarbu, który im oznajmił, że wg niego, dziś w nocy na rozkaz 'nowych władz' Ukrainy wszystkie złote rezerwy państwa zostały przewiezione do USA.

 

Nie trzeba dodawać, że żadnego oficjalnego potwierdzenia wiadomości nie było, a naszą sprawą jest wiedzieć, czy 'ceną oswobodzenia Ukrainy' było oddanie złota FED-owi w czasie, gdy Niemcy usilnie zabiegały o zwrot swojego złota, znajdującego się w piwnicach nowojorskiego FED-u. Takie przypuszczenia były wyśmiewane przez oficjalne media.

Aż do tej chwili

W wywiadzie dla ukraińskiej telewizji to sensacyjne przypuszczenie potwierdził szef ukraińskiego banku centralnego mówiąc: 'W skarbcu centralnego banku nie ma już prawie żadnego złota. Zostało tam tego trochę, ale jest to 1% rezerwy.'

Jak z tego wynika, wypowiedź ta oznacza nie tylko, że Ukraina po cichu w ciągu roku zlikwidowała swoje rezerwy złota, ale że ostatnie oficjalne dane, wg których ilość złota wynosiła 8% były zmyślone i rzeczywista wartość jest o 90% niższa...

 Wyjaśnić to dramatycznym spadkiem wartości hrywny i sprzedażą złota na jego podtrzymanie się nie da. 92% wszystkich rezerw banku centralnego jest w formie obcych walut, które mogą być łatwiej wykorzystane do utrzymania kursu hrywny i pokrycia obligacjami. Ponadto od marca cena złota na rynku międzynarodowym spadła. Sprzedaż? /…/

 Jak pokazuje historia, obniżenie rezerw złota w kontekście ostrego politycznego kryzysu zwykle poprzedza upadek państwa.

Dziwne, że nie doszło do oficjalnego obniżenia złota przed czasem, gdy Victoria 'jebiemy EU' Nuland planowała obalenie Janukowycza, wręcz odwrotnie. Jeszcze dziwniejsze, że było to w czasie, gdy Ukraina była 'wspomagana' przez swoich zachodnich sojuszników i wtedy rzeczywiste złoto wartości kilku miliardów dolarów – złoto ludzi – wyparowało.

W każdym razie teraz, kiedy potwierdzono zniknięcie ukraińskiego złota, czas powrócić do „niepotwierdzonych” informacji, że zaraz po tym, jak rodzący się ukraiński reżim stawał silniejszy, większość ukraińskiego złota została przewieziona do USA...”

 

Całość na: Ukraine Admits Its Gold Is Gone: "There Is Almost No Gold Left In The Central Bank Vault" z 18.10. 2014 na zerohedge.com.



piątek, 28 listopada 2014
Princeton podało oficjalnie: USA są oligarchią, już nie demokracją

William Engdahl

 

Amerykańskie media chętnie mówią o „rosyjskich oligarchach” tak, jakby Rosja była jedynym krajem umożliwiającym akumulację tak bezprecedensowego bogactwa. Jelcynowe dni burdelu i upadku były świadkami powstania wielu ogromnych majątków i oligarchów – osób z bardzo wielkim majątkiem. Niektórzy z nich byli patriotami, inni jak Chodorkowski lub nieżyjący i przez nikogo nieopłakiwany Boris Berezowski, okazali się bezwzględnymi gangsterami.

 Jednak nowe studium profesora Uniwersytetu Princeton nt. wpływu bardzo bogatych lub silnych gospodarczo osób na politykę amerykańską tłumaczy, jak amerykańska autentyczna oligarchia przeprowadziła w ostatnich trzech dekadach, od ery Ronalda Reagana, powolny pucz w zakresie polityki krajowej i zagranicznej. Oligarchia ta jest dziś główną siłą stojącą za wojnami i chaosem na całym świecie

 Ukończyłem studia doktoranckie na jednym z najbardziej elitarnych amerykańskich uniwersytetów, na Princeton. Było to w latach 60. Inni studenci przyszli z elitarnych przygotowawczych szkół jak Andover lub Exeter. Studenci nosili różne nazwiska, np. Firestone lub książę Faisal. Czesne wtedy wynosiło 650 dolarów rocznie, tyle ile dałem w 1956 r. za swój używany Chevy. Mogłem je zapłacić jedynie dzięki temu, że dostałem pełne uniwersyteckie stypendium i pomocy pracującej matki z jej skromnych zarobków. Dziś roczne czesne w Princeton to 41,820 dolarów. Princeton to pieniądze i elitarne rodziny. Dlatego z zainteresowaniem zapoznałem się z nowym studium opublikowanym przez dwóch profesorów dotyczących bogactwa w Ameryce od 1981 r. Ich autorzy to Martin Gilens, profesor polityki w Princeton oraz Benjamin I. Pagem, profesor Uniwersytetu Północnowschodniego. Wynik tej wyjątkowej analizy kończy się wnioskiem: „elita gospodarcza i zorganizowane grupy działające w imieniu interesów przedsiębiorców, mają wyraźny i samodzielny wpływ na amerykański rząd i polityków, podczas gdy taki wpływ przeciętnych obywatel jest mały lub żaden. Wyniki prowadzą do teorii supremacji gospodarczej elity... Amerykanie cieszą się wieloma aspektami charakterystycznymi dla demokracji jak cykliczne wybory, wolność wypowiedzi i zgromadzeń i prawo wyborcze. Ale jesteśmy przekonani, że dopóki tworzenie polityki zależne jest od silnych organizacji gospodarczych przy niewielkim wpływie Amerykanów, dopóty teza, że Ameryka jest demokratyczną społeczeństwem, jest poważnie zagrożona.”

 W wypowiedzi dla mediów Gilens powiedział, że po przebadaniu 1800 politycznych inicjatyw z lat 1981-2002 okazało się, że „głównymi czynnikami w naszym politycznym systemie jest siła pieniędzy i decydująca rola poszczególnych osób i organizacji jaką odgrywają w finansowaniu kampanii i przy lobbowaniu. Inną kwestią jest niedostatek masowych organizacji, reprezentujących poglądy przeciętnych obywateli...”

Studium potwierdza to, czego byłem świadkiem jako Amerykanin w ostatnich 40 latach. Doszło do cichego puczu w państwie przeprowadzonego przez zamożną, amerykańską oligarchię. Takie nazwiska jak Bill Gates, Warren Buffet, David Rockefeller, Sheldon Adelson (główny finansista prezydenckiej kampanii Mitta Romney'a), bracia Koch (główni finansiści Tee Party), George H. W. Bush i rodzina. Owe górna 1% zmieniło podstawy amerykańskiego życia, kultury, a przede wszystkim polityki. Decyzje o wojnie z Irakiem, Afganistanem, Syrią, nie zależą od woli przeciętnych Amerykanów. Obama został wybrany dzięki przyrzeczeniu, że zamknie więzienia i bazę wojenną w Guantanamo, do czego po 6 latach nie doszło. Dostał pokojową Nagrodę Nobla na początku rządów i rozszerzył wojnę w Afganistanie, Egipcie, Libii, a ostatnio w Syrii i na Ukrainie.

 Ważne, aby o tym pamiętać, gdy osądzamy „Amerykę”. Stany Zjednoczone dziś już mało przypominają to, co znałem na początku lat 60., gdy używany Chevy kosztował 650 $ a na czesne mógł sobie pozwolić każdy Amerykanin, jeśli miał ochotę studiować. Oligarchia, która przejęła kontrolę za cienką fasadą „demokracji”, ostatecznie przemysłową i socjalną tkankę USA zlikwidowała. To ona stoi za transatlantyckim handlowym i inwestycyjnym partnerstwem, za deregulacją banków, aby mogły rabować planetę. Studium prof. Gilensa z Princeton jest krzepiącym doświadczeniem, przychodzącym z jednej z najbardziej elitarnych uczelni, rzucającym światło na to, co złego stało się z Ameryką w ostatnich latach.

 

 Princeton makes it official — USA Has Become Oligarchy, No Democracy ukazał się 11.11.2014 na journal-neo.org.



czwartek, 27 listopada 2014
Wszystko jest inne!
Przed kilkoma dniami światło dzienne ujrzały nagrania rozmowy jednego ze sponsorów Majdanu i obecnego gubernatora Dniepropietrowska - Igora Kołomojskiego z przywódcą donieckich separatystów - Pawłem Gubarewem. Ściślej mówiąc – Kołomojski sądził, że to Gubarew, podczas gdy w rzeczywistości był to rosyjski mistyfikator znany jako Alexej „Lexus“. „Gubarew“ zwabił Kołomojskiego obietnicą wideo nagrania, na którym miał być przywódca Partii Radykalnej Oleg Ljaszko wraz ze swoim współpracownikiem w sytuacji in flagranti. O Ljaszce od dawna mówi się, że jest pederastą, a więc dla Kołomojskiego to okazja do jego „ustrzelenia”. Rozmowy trwały dwa miesiące i po pewnym czasie Kołomojski zaczął z „Gubarewem“ rozmawiać otwarcie, ba, nawet w przyjacielskim duchu, o czym świadczy stukanie szklaneczką whisky w kamerę. (Wg „Gubarewa“ Kołomojski w czasie tych rozmów wypił półtora litra tego trunku.) Po chwili już „Gubarewa“ zapewniał o konieczności nawiązania „współpracy między siostrzanymi obwodami Doniecka i Dniepropietrowska”. Kołomojski opowiadał się za jednością Ukrainy z tym, że wschodnie obwody miałyby mieć znaczną autonomię. O separatystach mówił: „Tylko ci powiem, o czym mówimy z Poroszenką i innymi. Wszyscy wiedzą, że jesteście normalni chłopacy. Wszyscy wam mocno kibicujemy, wszyscy wiedzą, że swojej ziemi nikomu nie oddacie.” Kołomojski zaproponował także, aby separatyści mieli swoją reprezentację w ukraińskim parlamencie w ilości dwudziestu posłów: „Lożkin (kierujący kancelarią prezydenta Ukrainy) i Poroszenko chcą tego. Wszystko jest dogadane. Powiemy Chomutynnikowi (byłemu posłowi z Partii Regionów, który później, w ramach grupy Rozwój Gospodarczy poparł rząd Jaceniuka) aby rozważył możliwość wyboru do parlamentu z terytorium o specjalnym statusie.” Gdy „Gubarew” się żalił, że Poroszenko prowadzi Ukrainę do NATO, Kołomojski zareagował: „Ależ, posłuchaj, kto kogo chce w NATO? Jakie NATO? Nie słuchaj politycznych deklaracji. To nie jest ani technicznie ani finansowo możliwe. Cała armia trzyma się na rosyjskim uzbrojeniu. Modernizacja, przezbrojenie wojsk ukraińskich i przeszkolenie, wymaga ogromnych nakładów, na które Kijów nie stać. Jak z Rosją będzie wszystko jak ma być, to nikt o NATO nie będzie mówić.” „Gubarew” pytał się także Kołomojskiego o zestrzelenie cywilnego malajskiego boeninga: „jestem przeświadczony, że to jest wasza robota”, na co Kołomojski odpowiedział: „Ej, przestań. Trzasnęli w niego przypadkiem. Chcieli walnąć inny a trafili w ten. To normalne i nie groźne. Szkoda boeinga, ludzi szkoda.” Jaki będzie dalszy los Kołomojskiego – nie wiadomo. Jako gubernator obwodu Dniepropietrowska cieszy się przychylnością tamtejszych mieszkańców, z których niemała część zatrudniona jest w jego przedsiębiorstwach. Natomiast ukraińskie media (i nie tylko ukraińskie) o całej sprawie milczą lub wypowiadają się wstrzemięźliwie. W Polsce sprawa wyborów skutecznie przykryła to wydarzenie. Skrót rozmowy na: http://sharij.net/6000 tekst 21.11.2014 na FreeGlobe
sobota, 22 listopada 2014
Czechy będą następne?
Czy Czechy będą po Węgrach, drugim krajem z UE, którego rząd może zostać obalony przez agendę USA? Ron Paul, oraz uważa, że tak. Jego tekst oraz niedawne wydarzenia w Pradze ukazują ulotność suwerenności państwowej Zachodu. Ron Paul: Mistrz przewrotów z NED nie spuści z oczu Czeskiej Republiki National Endowment for Democracy (NED – Narodowa Fundacja dla Demokracji) to bardzo nieprzyjemna instytucja. Praktycznie w całości finansowana jest przez amerykański rząd, ale jako organizacja pozarządowa nie jest wcale odpowiedzialna wobec ręki, która ją karmi (ani kabzy tych, którzy to karmienie finansują). Ten układ jest dla obu stron wygodny. Amerykański rząd może powierzyć NED zmianę zagranicznych reżimów a przy tym zachować pozornie czyste ręce. Z kolei NED nie ma żadnych hamulców zabraniających jej w uskutecznianiu tychże misji bez dozoru rządu. Jak powiedział jeden z założycieli NED – Allan Weistein: „ Wiele z tego, co teraz robimy, 25 lat temu robiła tajnie CIA.” Prezes NED Carl Gershman jest ucieleśnieniem faktu, że jest złym pomysłem aby USA posiadały nieodpowiednią organizację do subverzi i destabilizacji w ramach stabilnej polityki zagranicznej. Mimo że BED w ciągu dekad straciła wiele milionów dolarów amerykańskich podatników na zmiany rządów za granicą, nigdy nie doszło do zmian w NED. Gershman, bzz trockista, jest dożywotnim prezesem tej organizacji. Obala rządy za morzami, ale nigdy nie został wybrany do jakiejkolwiek funkcji. Z wybujałymi finansami i stale uważny na możliwość zmiany rządów, jest faktem, że jeśli na kimś spocznie wzrok Carla Gershmana, wystąpią kłopoty. I dlatego Czeska Republika powinna mieć to na uwadze. Wczoraj tenże Gershman ogłosił w dzienniku Washington Post popłoch w sprawie czeskiego prezydenta Miłosza Zemana. W tekście pt. „Czy Czesi poddają się moralnej odpowiedzialności” (Czy Czesi posiadają moralną odpowiedzialność”) Gershman przestrzegał, że czeski prezydent „drastycznie odszedł” od dziedzictwa zmarłego Wacława Havla. Havel, dla Ameryki święty Havel, był w swym nieustanną obsesją skierowaną na kolektywizm i prawa człowieka, w kontraście z groźną Nemesis, byłemu prezydentowi i premierowi Klausowi, który bronił wolność osobistą i postkomunistyczną suwerenność państwa. Jakież to przestępstwo popełnił prezydent Zeman, że ściągnął na siebie gniew Carla Gershmana? Na wrześniowym szczycie NATO miał odwagę dyskutować z oskarżeniem Rosji przez neokonskiego szwedzkiego ministra zagranicy o inwazję na Ukrainę. Zeman miał czelność oczerniać amerykańskiego protegowanego i antyputinowskiego oligarchę Chodorkowskiego i żałował, że więcej kryminalnych oligarchów w Rosji nie zostało uwięzionych. Ktoś mógłby powiedzieć, że odwrotnie, mógł zapunktować u amerykańskiego rządu, który właśnie pouczała węgierskiego premiera o účelnosti działań antykorupcyjnych, ale w przypadku oligarchów oddanych Zachodowi, USA są ślepe i głuche. Ale to, co mimo tego, naprawdę rozwścieczyło Gershmana, to to, że niedawno w Chinach Zeman potwierdził,m że jego kraj jest gotowy na rozszerzenie kontaktów handlowych z Pekinem i nie postawi „prawa człowieka” jako wstępnego warunku dla kontaktów handlowych. Gershman szczerze/otwarcie okazał wściekłość na praską politykę „jednania z Putinem i przedłożeniem kontaktów gospodarczych na 'prawa człowieka'”. Ale nie to było najgorsze. Gershman niemal nie został rażony apopleksją gdy czeski minister zagranicy zdecydował, że Czechy przestaną finansować operacje zmierzające do obalenia rządów na Kubie, Białorusi i w Chinach w ramach programu „TRANS”. Program ten był do poprzedniego miesiąca udziałem rządu przy pomocy Sorosowych publikacji na Transitions Online, który uważnie śledzi cele amerykańskiej polityki zagranicznej. Gershman napadł na zastępcę ministra zagranicy Petra Druláka za odrzucenie tego, co Drulak nazwał „fałszywym uniwersalizmem”, który stara się narzucić innym pomysł „idealnego społeczeństwa”. Zdenerwował go też Drulakowe odrzucenie kultu Hawla jako „zbioru idei amerykańskich neo-konserwatystów”, (a właśnie Gershmann jest czcicielem Hawla). Prawda boli, a Gershmann jest zaniepokojony Czeską Republiką. A gdy Gershmann jest zaniepokojony, zwykle następuje destabilizacja co prowadzi do szybkiej zmiany władzy. Praga powinna być wyjątkowo uważna. Jeżeli czeski prezydent Miłosz Zeman ma dość rozumu, powinien relegować skutecznie NED oraz inne organizacje finansowane przez rząd amerykański jak International Republican Institute i National Democratic Institute. Organizacje te niewątpliwie planują podminowanie czeskiej demokracji. NED's Regime Change Tsar Eyes Czech Republic ulazał się 17.11.2014 na ronpaulinstitute.org.
wtorek, 18 listopada 2014
„Niemieccy politycy to amerykańskie kukły“

Rozmowa z niemieckim dziennikarzem Udo Ulfkotte

 

Niemiecki dziennikarz Udo Ulfkotte, były korespondent Frankfurter Allgemeine Zeitung. W książce Gekaufte Journalisten („Kupieni dziennikarze“) opisuje, jak niemieccy i amerykańscy politycy sterują niemieckimi mediami tak, by przedstawić światowe wydarzenia w odpowiednim świetle. Opowiada jak reporterzy byli wzywani do pisania stronniczych tekstów korzystnych dla Amerykanów a antyrosyjskich. Jednak chwila refleksji przynosi wniosek, że nie dotyczy to tylko mediów niemieckich.

 

Orientalreview: Panie Ulfkotte, powiedział pan, że dostał sporo pieniędzy za pisanie proamerykańskich tekstów. Jak korzystnym jest bycie proamerykańskim dziennikarzem w Niemczech?

 

Udo Ulfkotte: Nie dostałem pieniędzy, dostawałem prezenty: złote zegarki, wyjazdy i pobyty w 5-gwiazdkowych hotelach. Znam wielu dziennikarzy niemieckich, którzy potrafili to w odpowiednim czasie wykorzystać, aby kupić rekreacyjny dom za granicą. Ale ważniejsze od pieniędzy i prezentów są propozycje pomocy przy pisaniu proamerykańskich lub pronatowskich tekstów. Jeśli tego nie zrobicie – nici z kariery – będziecie siedzieć w biurze i segregować korespondencję naczelnego.

 

Ot.: Z tego wynika, że dziennikarze korumpowani są tajnie, że są zapraszani na wyloty do USA z opłaconymi wszystkimi wydatkami. Czy to możliwe, aby zawodowcy sprzedawali się tak tanio?

 

UU: Gdy się lata kilkakrotnie do USA i gdy nigdy nie trzeba tam za cokolwiek płacić, a jeszcze jest się zapraszanym na rozmowy z tamtejszymi politykami, zbliża się coraz bardziej do kręgu mocy i aby w tym elitarnym kręgu zostać, pisze się tak, aby byli zadowoleni. Wszyscy chcą być dziennikarskimi celebrytami dostępem do sławnych polityków. Ale jedno nie takie zdanie a kariera dziennikarskiego celebryty nagle się kończy. Wszyscy to wiedzą i w tym funkcjonują.

 

Ot.: Dlaczego dopiero teraz zdecydował się pan upublicznić swoje zdanie o niemieckim dziennikarstwie?

 

UU: Miałem trzy zawały, a także nie mam dzieci, które muszę utrzymać. Codziennie śledziłem wiadomości o Amerykanach, szykujących się na kolejną wojnę. Tak jak teraz jest to na Ukrainie przeciwko Rosji. Ale zawsze to ta sama gra. Nawet kompletny idiota nie mógłby nie zauważyć jednostronnej, antyrosyjskiej amerykańskiej propagandy po zestrzeleniu lotu MH17. Teraz Amerykanie rozważają wysadzenie w powietrze elektrowni jądrowej na Ukrainie by potem twierdzić, że zamachu dokonali separatyści lub Rosjanie. Stale o tym słyszę. To już przesada!

 

Ot.: Twierdzi pan, że Niemcy są „bananową republiką”. Czy to aby nie zbyt surowa ocena? W końcu jest tam opozycja łącznie z radykałami, a media są wobec rządu krytyczne. Np. niedawna emisja serialu Die Anstalt była kijem w mrowisko przez swoją krytykę stronniczych niemieckich mediów.

 

UU: Po jego emisji filmu, w który był krytyczną satyrą tychże a zwłaszcza ich proamerykańskości, posypały się pozwy sądowe. To niezbity dowód, że Niemcy są republiką bananową: nie można używać nawet satyry aby krytykować jednostronnych informacji. Mamy więc fikcję wolnej prasy. To obłęd.

 

Ot.: Co sądzi pan o atakach na polityków, których niemiecka prasa wrzuciła do jednego wora pn. „rosyjscy sympatycy” (Schröder, Gysi, Wagenknecht i inni) i prorosyjscy dziennikarze?

 

UU: Ci „rosyjscy sympatycy” to kulturalni i szczerzy ludzie. Mówię to, chociaż nie jestem z nimi politycznie związany. Ale respektuję ich integralność. To, że są celem, jest typowe dla republik bananowych, jak Niemcy, gdzie jakiekolwiek odchyły od oficjalnej linii są twardo tłamszone.

 

Ot.: Wspomniał pan, że Niemcy nadal ukrywają fakt, że w marcu 1988 reżim Saddama Husseina – wówczas sojusznika Zachodu - dopuścił się ludobójstwa w kurdyjskim mieście w pobliżu granicy z Iranem, używając broni chemicznej produkcji niemieckiej. Nie może być prawdą, że przez te wszystkie lata ani jedna gazeta, nawet opozycyjna, o tym nie napisała?

 

UU: Nie, pisały o tym ale trwało to rok! Fotografowałem Irańczyków zatrutych niemiecką bronią chemiczną pod nadzorem USA, ale to nie miało ujrzeć światła dziennego. W tym czasie Irakijczycy, Niemcy i Amerykanie świętowali swoje „ostateczne” zwycięstwo nad Iranem. Uważałem za coś diabolicznego, że w Bagdadzie świętuje się wspólne zabicie gazem istot ludzkich. Sam od tego gazu ucierpiałem, bo potem zachorowałem na raka. Zrobiłem wszystko co mogłem, aby zarejestrować wszystko, co tam się działo w nadziei, że doprowadzi to do międzynarodowych protestów, ale nikt tego nie upublicznił.

Zamiast tego świętowano zwycięstwo. Zadaję sobie pytanie, dlaczego niemiecka kanclerka nie ma problemu z podróżami do Izraela, gdzie klękała i przepraszała żydów za trucie ich gazem, gdy tymczasem Irańczycy zabijani niemieckim gazem są obywatelami drugiej kategorii? Czy ktoś słyszał, aby niemiecka kanclerka usprawiedliwiała się za to w Teheranie? Widzimy, że politycy niemieccy nie są niczym innym jak amerykańskimi kukiełkami. Mają wykonywać posłusznie rozkazy Waszyngtonu. Jesteśmy ciągle amerykańską kolonią, bananową republiką a nie wolnym krajem.

 

Ot.: Powiada pan, że tajne służby przekazały panu informacje o Libii, które opublikował pan pod własnym nazwiskiem, twierdząc, że był upoważniony przez CIA i BND. Ale czy nie było tak, że póki te informacje były ciekawe i prawdziwe, wasze interesy się pokrywały? Ostatecznie mógł pan odmówić ich upublicznienia.

 

UU: Tak, tak, mogłem powiedzieć „nie”. Wiecie, ADAC – największy niemiecki klub automobilowy – miał pracownika od ochrony śmigłowca, który odmówił współpracy z BND. Natychmiast został zwolniony z pracy. Poszedł do sądu ale ten orzekł, że nikt nie może odmówić współpracy z BND, więc nie ma w tym nic złego, że pracę stracił. Rozumiecie? Rozumiecie, co mówię? Nie chciałem być bezrobotnym.

 

Ot.: Mówił pan, że tajne służby zarządziły sześciokrotne przeszukanie pańskiego domu. Ale dlaczego, po upublicznieniu informacji przekazanych przez tajne służby, miały one potrzebę przeszukiwania domu? Albo inaczej, skoro przychodził pan z własnymi informacjami, które tajne służby chciały ukryć, czy nie oznacza to, że nadal działał pan jako niezależny dziennikarz a nie jako „nieoficjalny agent CIA”?

 

UU: To błąd w przekładzie. Nie były to tajne służby ale tajna policja państwowa. Ta, która nazywała się Gestapo, teraz nazywa się ministerstwem bezpieczeństwa państwa. A rewizje przeprowadzali pod pretekstem, że ujawniam tajemnice państwowe. Ten rodzaj taktyki zastraszania jet typowy dla republik bananowych.

 

Ot.: Mówi pan, że publikacja książki przyniosła problemy. Na przykład jakie?

 

UU: Frankfurter Allgemeine Zeitung groził mi pozwem sądowym za naruszenie przepisów prawa karnego, cywilnego i pracy oraz norm korporacyjnych w dziennikarstwie. To mogłoby mnie zniszczyć. Słyszałem, że wielu innych chciałoby mnie widzieć w więzieniu za wcześniejsze ujawnienie „tajemnic państwowych”. Może chodziło o to, abym odleciał do Moskwy jak Edward Snowden, i poprosił tam o azyl. Zobaczymy jak przywódcy bananowej republiki Niemiec zareagują za ich skompromitowanie. Wszyscy mój bestseller mogą przeczytać o tym jak się tworzy fikcję wolnej prasy jak i to, że demokracja jest tanią iluzją.

 

 

German politicians are US puppets opublikowany został 7.11.2014 na orientalreview.org



poniedziałek, 17 listopada 2014
Globalna kontrola finansów

Jak w demokracji pokryć długi państwa i kto ma to zrobić? W monarchii długi pokrywał król, który był suwerenem. W demokracji suwerenem jest lud i to właśnie on będzie płacić. Bill Frezza w tekście „MFW przygotowuje grunt pod globalną konfiskatę majątków” opisuje sprawozdanie tej organizacji zamieszczone w październikowym wydaniu monitora finansowego pn. Czas opodatkowania.

Współczesne państwa są wysoce zadłużone. Większość stanowi dług publiczny, który nie może zostać spłacony w dotychczasowym systemie podatkowym. Dlatego MFW zaleca szereg eskalujących podwyżek podatków od dochodów i konsumpcji w ramach prostej konfiskaty aktywów.
„Szybkie pogarszanie się finansów publicznych w wielu krajach ożywiło zainteresowanie 'podatkiem kapitałowym' – jednorazowym podatkiem od prywatnego bogactwa ... Uważa się, że takowy podatek, winien być wprowadzony w sposób uniemożliwiający jego uniknięcia. … Warunki do powodzenia są dobre, ale należy rozważać ryzyko alternatyw, do których należy nieuznania długu publicznego lub jego inflacyjnego odstrzelenia. … Stawka podatkowa potrzebna do zmniejszenia długu publicznego do  przedkryzysowego poziomu wyniosłaby (wg wzorca 15 państw eurozony) minimum 10%  udokumentowanego bogactwa netto. (str. 49).”

Frezza zwraca uwagę na trzy rzeczy. Po pierwsze, ekonomiści MFW wiedzą, że nie ma dostatecznie wielu bogatych ludzi żeby finansować obecne rządy  trzeba by więc wywłaszczyć 100% aktywów 1% najbogatszych. Oznacza to, że wszystkie przedsiębiorstwa z jawnym bogactwem, wszystkie fundusze emerytalne i nieruchomościami – zostaną wyrabowane wg recepty MFW.
Po drugie, takie wykorzystanie prywatnych majątków nie spłaci długów zachodnich rządów i nie sfinansuje ich budżetów. Jedynie  umożliwi marnotrawnym rządom utrzymać się do  kolejnego kryzysu, po którym konieczne będą dalsze, większe kroki.
Po trzecie, dopóki politycy nie znajdą dostatecznej odwagi aby takiego łupiestwa dokonać, alternatywnym scenariuszem przedkładanym przez MFW jest  niespłacenie długu publicznego i hiperinflacja.

MFW usprawiedliwia podwyżkę podatków nierównością dochodów oraz rzekomym spadkiem przychodów od progresywnych podatków dochodowych większości państw. Ignoruje także „krzywą Leffera”, która mówi, że wzrost podatków i jednoczesnych wpływów budżetowych następuje tylko do pewnego punktu, po przekroczeniu którego wpływy te są odwrotnie proporcjonalne do wysokości opodatkowania.

Najbardziej mrożącym aspektem sprawozdania jest naukowy styl, w którym rozważa się, jak ograniczyć ruchliwość bogatych: „Bogactwo finansowe jest ruchome tak jak i ludzie... Może istnieć powód do opodatkowania różnych form bogactwa w różny sposób... Pożądanym krokiem milowym będzie kompleksowa współpraca międzynarodowa, aby przeszkodzić bardzo bogatym wymigać się od płacenia podatków w taki sposób, że umieszczą źródła dochodów gdzie indziej.”

Bankructwo nowoczesnego państwa prowadzi prowadzi do kontroli kapitału i ograniczenia wyjazdów. Trzeba więc znaleźć sposób na odwrócenie uwagi obywateli tak, aby nie zagłosowali nogami.
Kolejny cytat: „Jest wiele doświadczeń, które można wykorzystać, ponieważ takie podatki zostały wprowadzone w Europie po I wojnie światowej”. I wszyscy dobrze wiemy, jak to skończyło.

Na razie MFW kombinuje jak tu ogolić bogatych. A co będzie gdy już bogatych zabraknie? Wtedy dobierze się z biednych, bo każdy coś tam ma, jak np. wolność. I nie będzie to nic nowego. Podobna sytuacja została opisana w Starym Testamencie (Rdz 41; 47) gdy żyd Józef zostawszy zarządcą Egiptu nałożył tak wysokie podatki, że nie było już za co siać i zapanował głód, a wtedy sprzedawał nagromadzoną wcześniej żywność nawet za cenę wolności: „kup więc za chleb nas i rolę naszą... Tak cały kraj stał się własnością faraona. A co się tyczy ludności, oddał ją całą w poddaństwo”. I my do tego zmierzamy.

Tekst oryginalny: The International Monetary Fund Lays The Groundwork For Global Wealth Confiscation z 15.10.2014 na Forbes.com.


wtorek, 11 listopada 2014
Totalna wojna z powodu petrodolarów

Marin Katusa – analityk i strateg inwestycyjny w Casey Research wraca do zagadkowej śmierci dyrektora generalnego największej francuskiej spółki naftowej Total SA - Christophe de Margerie .

Spiskowe teorie otaczające tę śmierć powstały w tej samej sekundzie, gdy jego fakt ten ujrzał światło dzienne. W nieznanych okolicznościach jego samolot zderzył się w Moskwie z pługiem śnieżnym tuż po północy. De Margerie wracał ze spotkania z rosyjskim premierem Miedwiediewem,które odbyło się w czasie trudnych chwil stosunków Zachody z Rosją. Istnieje większe prawdopodobieństwo zostania trafionym piorunem na lotnisku niż przez pług śnieżny lub inną maszynę. Z drugiej strony pług z pijanym kierowcą nie jest najlepszym narzędziem zbrodni. Pozostaje pytanie: kto na tej śmierci miałby skorzystać?

De Margerie był jednym z kilku najważniejszych szefów przedsiębiorstw, który otwarcie sprzeciwiał się polityce izolacji Rosji. W czasie tej swojej ostatniej podróży do Rosji opowiadał się przeciw sankcjom i przeszkodom stawianym rosyjskim firmom przy pozyskiwaniu kredytów. Był także sprzymierzeńcem rosyjskiego stanowiska w wycenie gazu ziemnego w sporach z Ukrainą.

Tym co ostatecznie obciążyło de Margerie'go było włączenie Total do planu budowy fabryki skraplania gazu ziemnego na półwyspie Jamalskim w partnerstwie z Novatek. Chodzi o jak dotąd najbardziej ambitny projekt w Rosji, umożliwiający zastosowanie LNG jako ekwiwalentu 800 milionów baryłek ropy do Chin.

Ale to nie wszystko. Niedawno Total oznajmiła, że szuka finansowania gazowego projektu w Rosji, na przekór sankcjom nałożonym na ten kraj. Swoją część projektu Jamał o wartości 27 mld $ finansować chce w euro, juanach, rublach i innych walutach, byle nie w dolarach.

Tak powstało zagrożenie dla petrodolarów. Taka postawa „prawdziwego przyjaciela Rosji” , jak określił de Margerie'ego Putin, stworzyła wrogów wśród przedstawicieli władz francuskich, unijnych i amerykańskich.

 W książce Katusy „Zimna wojna” jeden z fragmentów dotyczy „zagadkowych śmierci” i tego jak związane są one ze znalezieniem się po niewłaściwej stronie; nieważne czy staną na przeszkodzie Putinowi, czy petrodolarom - ofiar nie brakuje.

Dopóki Total nie znajdzie źródeł sfinansowania projektu LNG Jamał, nie będziemy wiedzieć, czy zamachu nie dokonał ktoś w interesie petrodolara.

 Dyrektor generalny Total przed śmiercią, razem ze swym dyrektorem finansowym, byli zwolennikami sfinansowania projektu bez dolarów i jego realizacji wspólnie z Rosją.

Wszystko może się teraz zmienić.

 Ilu innych zachodnich menadżerów, którzy odważą się pomóc Rosji obejść sankcje, umrze w niewyjaśnionych okolicznościach?

 

 

Total War over the Petrodollar ukazał się 28 października 2014 na marketoracle.co.uk.



O autorze
Tagi