piątek, 16 marca 2012
Trasy korupcyjne nie u nas

Na tegorocznych targach turystycznych Holiday World w Pradze została zaprezentowana nowa atrakcja pod nazwą „Tras korupcyjnych”. Jej autorem jest  publicysta, tłumacz, dramaturg i filozof - Petr Šourek, właściciel biura podróży Corrupt Tour.
Założenie jest proste: przypadki związane z korupcją opisywane są w gazetach, dlaczego więc nie umożliwić ich oglądania? Będzie to zabawne, a zarazem pouczające.  Tyle tylko, że prezentowane „eksponaty” nie są porażające, przynajmniej dla nas.
Wyprawa  do Usti to jedna z czterech oferowanych tras. Na zwiedzających czekają: ustecka kolej linowa za 80 mln koron, „lewe” budowle lokalnego „ojca chrzestnego”, ogrody za 83 mln, gdzie jedna ławka kosztowała 60 tys. i zjeżdżalnia za 580 tys. koron.
Pozostałe trasy biegną przez Pragę. Np. „Praskie safari – po gniazdach praskich ptaszków” to objazdowa, półtoragodzinna wycieczka po willach polityków i przedsiębiorców oskarżanych o podejrzane związki. „Szpitale na peryferiach prawa” - to trasa po szpitalach, których budowa była co najmniej kontrowersyjna. Kto weźmie w nich udział dodatkowo otrzyma odznakę „pacjenta po protekcji”.
Zgódźmy się co do jednego. Kwoty po przeliczeniu na złotówki znowu nie tak duże.W polskich warunkach to żadna atrakcja.
Kilka dni temu "Rzeczpospolita" opisała trwały system korupcyjny w polskiej administracji publicznej gdzie w zamian za gwarancje pracy i korzyści materialne pracownicy największych instytucji publicznych jak MSWiA, ZUS, policja i straż pożarna podpisywali z firmami kontrakty na niebotyczne sumy, z aneksami uniemożliwiającymi w praktyce ich zerwanie. „Budżet w ciągu ostatnich kilku lat mógł stracić na tym nawet do 10 proc. wartości publicznych zamówień informatycznych wartych w ostatnich latach kilkadziesiąt miliardów złotych. Co gorsza, Polska może być teraz zmuszona do zwrotu Unii pieniędzy otrzymanych na informatyzację”.  Albo stadion narodowy, o którym jakoś nie możemy się dowiedzieć, dlaczego jest taki drogi. Czego jak czego, ale korupcji u nas nie brak i gdyby pójść czeskim wzorem, pracy starczyłoby dla większości, a kto wie, czy nie dla wszystkich biur turystycznych. Nie ma chyba miasta, ba, osiedla, gdzie nie można by wskazać przykładu niejasnego zbiegu okoliczności. Dlaczego więc u nas nie jest to turystyczną atrakcją?
Może dlatego, że korupcja w Polsce nie jest żadną atrakcją. Jest normą, elementem stylu życia, funkcjonowania na którą jest konsensus znacznej części społeczeństwa. A może dlatego, że naszym „państwie prawa” nie ma miejsca na coś takiego. Zaraz posypałby się pozwy do sądów a to o naruszenie dóbr osobistych, a to o naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych, nie mówiąc już o art. 212 kk.

10:30, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2012
NPE


Trudno nie skojarzyć (chodzi o wpis "Co ma wspólnego Microsoft z produkcją nadludzi?"), iż włączenie się światowych koncernów w proces eugeniki, jak w przypadku Microsoftu, stanowi fragment większej całości, coś jakby, którą możnaby nazwać Globalnym Programem Eugeniki. Jego celem miałoby być stworzenie nowego człowieka. Przypomnę, że Microsoft zakupił od Mercka eugeniczną technologię, mającą pomóc „zredukować populację ludności na świecie” o 10-15%.
Niezależnie od tego funkcjonuje u nas, jak to określa Stanisław Michalkiewicz, Narodowy Program Eutanazji, którego elementami są: wydłużenie wieku emerytalnego i ceny leków przy jednoczesnym obniżaniu wysokości emerytur z jednoczesną próbą przejęcia przez banki praw własności do nieruchomości pod pretekstem dopłaty do emerytur oraz Narodowy Program Depopulacji propagujący aborcję jako nową świecką tradycję.
Próba tworzenia "nowego człowieka" przy jednoczesnej likwidacji elementów społecznie zbędnych i mniej wartościowych, nie jest niczym nowym. Historycznie próbowali tego komuniści i faszyści z wiadomym skutkiem, ale co ważniejsze, jest to także wyzwanie rzucone Stwórcy. Coś podobnego, ale na dużo mniejszą skalę zostało opisane w Starym Testamencie, kiedy to ludzkość, podobnie jak teraz, powodowana pychą, starała się dosięgnąć Boga budując odpowiedniej wielkości wieżę.




 

czwartek, 09 lutego 2012
Co ma wspólnego Microsoft z produkcją nadludzi?

Microsoft kupuje od Mercka eugeniczną technologię, przez co staje się partnerem największego na świecie producenta eugenickiej technologii – ostrzega Mike Adams w „Microsoft buys eugenics technology from Merck, becomes drug development partner with top global vaccine. manufacturer”, który ukazał się 2 lutego na Natural News. „Tym samym, jeśli kupicie jakikolwiek produkt Microsoftu, wspieracie przemysł farmaceutyczny i jego globalny program 'ulepszającyh' szczepień.”

To nowa rzeczywistość: największa na świecie spółka softwarowa zarazem jest największym światowym sprzedawcą szczepionek. W 2009 r. bowiem Microsoft kupił znaczną część technologii od Merck'a specyfików, które – jak powiedział Bill Gates, mogą pomóc „zredukować populację ludności na świecie” o 10-15% (www.naturalnews.com...). Technologie te mogą ponadto być użyteczne w rozwoju eugenicznych szczepionek i leków powodujących bezpłodność konkretnych ras i narodowości.

Jedna z doświadczalnych technologii szczepionek mających oddziaływać na geny zakupiona przez Microsoft pochodziła z firmy Rosetta Biosciences, która wcześniej była własnością Merck. Badano wzajemne oddziaływanie genów na siebie a także jaki wpływ mają na nie peptydy i metaboliki.

Na swojej internetowej stronie (www.rosettabio.com) Rosetta Biosoftware oświadcza: „Umowa z Mictrosoftem pozwala włączyć genetyczne, genomiczne, metaboliczne i proteinowe softwarowe dane do Microsoft Amalgam Life Science /.../ w celu poprawy wyszukiwania w innych językach.”

Rupert Vessey – vice prezydent Merck mówi: „Cieszymy się współpracą z Microsoftem licząc na dalszy rozwój nowych bioinformatycznych rozwiązań /.../” Wyraz „bioinformatyk” oznaczać może jedno: zastosowanie informatyki w celu zmiany struktury DNA.

Adams zauważa, że protoplastą badań eugenicznych (eugenika=polepszenie rasy) był Adolf Hitler, a po nim dzieło kontynuowali amerykańscy poplecznicy z FDA. Ich celem jest selekcja ludzkiej populacji poprzez eliminację złych, małych i nieciekawych, krótko mówiąc: mniej wartościowych ludzi i wytworzenie „master race“ - rasy nadludzi.

Również światowe uniwersytety uczą studentów, że ludzkość jest złem, zagrożeniem dla życia poprzez emisję „gazów cieplarnianych”, dlatego eliminacja ludzi jest korzystna dla planety.

Po likwidacji nadwyżki ludzkiej należy zastosować mechanizm a self-replicating gene-targeted bioweapon (samo rozmnażająca się bio-broń na geny). Zakupiona przez Mikrosoft Amalga Life Science technologia pozwala pracować nad rozwojem takiej właśnie broni, ale co do rezultatów – te owiane są tajemnicą

Niedawno media doniosły, że rząd USA finansuje tajne badania nad bronią biologiczną, a konkretnie, wytworzenie super-śmiertelnego wirusa grypy, zdolnego zabić co najmniej 15% populacji. „Uczeni postanowili zawiesić na 60 dni badania nad zmodyfikowaną powietrzną ptasią grypą, gdyż okazała się być silnie zaraźliwą wśród ssaków. Badacze uważają, że ich badania mogą przynieść pożytek dla ogółu i przyjmują do wiadomości obawy niektórych rządów i in. organizacji, że genetycznie modyfikowane wirusy mogą wydostać się z laboratoriów i zainfekować ludzi. (www.philly.com...) Być może to równie dobry sposób niż propagowanie używania szczepionek na redukcję światowej populacji jak

Dlatego pomyślcie o tym – apeluje na zakończenie Adams – gdy będziecie kupować jakikolwiek produkt Microsfotu. Bo w ten sposób pomagacie finansować – jak by na to nie patrzeć - globalną agencję eugeniczną, której ostatecznym celem jest likwidację znacznej części rasy ludzkiej.

 



poniedziałek, 30 stycznia 2012
Czy stać nas na realny protest?

Niedawno odbyły się protesty kierowców w ponad 90 miastach Polski wobec wysokich cen paliw. Protesty polegały na blokadach ważnych dróg wylotowych i tranzytowych, głównie poprzez jazdę wolną. Miał to być sposób na zmuszenie rządu Donalda Tuska  do rezygnacji z pobierania części podatków i akcyzy. Jak wiadomo, cena litra benzyny bez podatków wynosi zaledwie 2,7 zł. Reszta to podatki.
Tymczasem, jak to u nas bywa, efekt jest odwrotny od zamierzonego, albowiem na takich protestach rząd tylko zyskuje. I nie chodzi tylko o mandaty, które przy okazji wypisywano, ale  o wpływ bezpośredni do budżetu. Wolna jazda, to większe zużycie paliwa, a więc większy wpływ z podatków. Temu zresztą służy ograniczanie prędkości na drogach, instalacja świateł i innych przeszkód zmuszających kierowców do zwalniania lub zatrzymywania.
Rząd odczułby protest gdyby ograniczono wpływy poprzez nie tankowanie, nie picie, nie palenie, itp. Czyli, krótko mówiąc, o reazygnację z pewnych wygód, nałogów i przyjemności. Inaczej to tylko takie bicie piany.  Tylko, czy nas na to stać?

środa, 25 stycznia 2012
Zabierz dziadka do Gross Rosen

"Zabierz dziadka do Gross Rosen" - reklamowała "Gazeta Wrocławska". Potem rzekomo przepraszała, rzekomo, bo sam tego nie widziałem, że nic o to chodziło, a jedynie o uatrakcyjnienie "dnia dziadka". Dlaczego akurat wizyta w tym obozie miałaby być atrakcją dla dziadka - nie mam pojęcia. Bardziej prawdopodobne, że jak jest napisane w Piśmie Świętym - "z obfitości serca usta (w tym przypadku: gazeta) mówią". Zwłaszcza w kontekście:

1. Podwyższenie wieku emerytalnego, na razie do 67 lat, potem, pewnie dalej, bo skoro raz to się udało, to drugi raz jest już tylko kwestią czasu.

2. Podwyższenie cen leków w ramach nowych zasad refundacji cen.

3. Obniżanie wysokości emerytur, przynajmniej dla zwykłych (czytaj: mniej wartościowych) emerytów.

4. Związane z tym pozbawienie emerytów ich własności poprzez możliwość przepisanie praw własności do nieruchomości bankom w zamian za comiesięczne dopłaty do emerytur do wysokości połowy ich wartości. Są to oczywiście grosze, ale jeśli się emerytów doprowadzi do skrajnego ubóstwa - to już inna sprawa. Stanisław Michalkiewicz twierdzi, że jest to forma zmiany stosunków własnościowych.

5. Stale (obok aborcji) lansowana eutanazja.

Jeżeli to nie wystarczy - patrz jak na wstępie.

czwartek, 12 stycznia 2012
2012: świat wg Nimmo

Tekst: 2012: Świat nad przepaścią Kurta Nimmo (2012: World On the Brink), który ukazał się 29.12.2011 na www.infowars.com pokazuje problemy stojące w nowym roku. Nie dotyczą one naszego nieszczęśliwego kraju, przynajmniej wprost, choć pośrednio jakieś odpryski i w nas trafią. Nimmo pisze o Ameryce, dla wielu jeszcze to symbol wolności, ale tak naprawdę...

 Ekonomia: W 2012 roku dojdzie do wystąpienia serii bankructw sztucznie wywołanych implozją gospodarki, która zaczęła się w 2008 r. załamaniem rynku nieruchomościami. Infekcja zakazi globalną gospodarkę. Dojdzie do znacznemu osłabieniu suwerenności poszczególnych państw. Światowe elity przygotowują się do rozwiązania kryzysu poprzez utworzenie rządu światowego i globalnego systemu bankowego. Nacisk na to w ciągu nadchodzącego roku będzie się stale nasilał.

 Wojna: najprawdopodobniej dojdzie do ataku na Iran i Syrię. Ostatnio Persowie wybudzili się z letargu i na światowej scenie robią obronne ruchy. Iran wydał ostrzeżenie, że zaminuje cieśninę Ormuz jeśli spotka się z kolejnymi sankcjami, które nie są niczym innym niż wojennym embargiem. To, że Iran może intensyfikować i jednocześnie być częścią globalnego kryzysu a także wciągnąć Rosję i Chiny do konfliktu jądrowego, to także jest częścią planu globalnych elit, jak wprowadzić ład za pośrednictwem chaosu.

 NDAA: National Defense Authorization Act to wprowadzona 1 stycznia 2012 r. ustawa w praktyce unieważniająca pierwszych dziesięć poprawek do Konstytucji USA. Każdy może zostać aresztowany, osadzony w więzieniu, torturowany a nawet zabity bez procesu. De facto obozy internacyjne, wcześniej zaplanowane, zostały aktywowane przez FEMA (Federal Emergency Management Agency). Możliwe też będą zabójstwa przeciwników oraz ataki w cybernetycznej wojnie przeciwko własnym oponentom. Władza żąda absolutnego posłuszeństwa pod pretekstem wojen, które sama celowo wywołuje.

Państwo policyjne: pod koniec roku TSA (Transportation Security Administration) zapowiedziała rozszerzenie rewizji osobistych już nie tylko na lotniskach, ale i dworcach autobusowych, węzłach komunikacyjnych i w innych miejscach. Szefowa DHS (Department of Homeland Security) - Neapolitano ogłosiła, że DHS zamierza wprowadzić te gestapowskie zwyczaje również w centrach handlowych.

 To samo czeka i nas. Amerykanie są w o tyle lepszej sytuacji, że tam każdy praktycznie ma broń.



środa, 11 stycznia 2012
Król i Bard

Śmierć Wacława Hawla i rozgłos jaki nadano temu wydarzeniu przyćmił głosy krytyczne wobec nie tyle osoby zmarłego, co do oceny jego rządów. Czesi, zwłaszcza ci na emigracji, sporo o tym piszą, ale mniejsza o to. Poniżej tekst pieśni barda czechosłowackiej i czeskiej niepodległości - Karela Kryla. Po tzw. aksamitnej rewolucji nie powrócił na stałe do kraju. Zmarł na emigracji.

 

 

Demokracja

 

Demokracja rozkwita

byt z kosmetyczną wadą

ci którzy kradli przez lata

dwa razy dziś tyle kradną

ci co nas kiedyś dręczyli

dziś wyrzucają nas z pracy

a z tych, co prawdę śpiewali

dziś uczynili zdrajców

 

A demokracja kwitnie

bez nas i pragmatycznie

bredzimy wspólnie przy piwie

jak bredziliśmy zawsze

proboszcz przyrzekał niebiosa

a czyha na majątki

my nakarmimy forbsa

za dwie czy za trzy piątki

 

A demokracja włada

śpiewa nam Gott i Walda

łykamy soję bez sadła

u wujka Mc Donalda

król Wacław* jeden jest partią

wazeliniarskim swędem

pod tą partyjną strzechą

się u koryta zejdziem

 

Demokracja zasiadła

od Hummenia po Asze **

wdzięk aksamitny władza ma

i zęby wyłamane

wprzęgli nas w nowe uprzęże

i znów nas chomąt pali

dają nam nowe angaże

byśmy spokojnie stali

 

Demokracja dojrzała

jak wrzody na żołądku

bez uczciwości bez prawa

bez jakichkolwiek względów

pomyłka to subiektywna

jakby złudzenie optyczne

że miejsce serca brzucho ma

a miejsce duszy w gębie...

 

(Tłumaczenie własne. Zdjęcie - źródło: allstarprics.net)

 

*Chodzi o Wacława Hawla

**Asz i Hummen – dwa najdalej leżące miasta w Czechosłowacji na osi wschód-zachód

Aż chciałoby się zapytać, nawiązując do słów innej piosenki: co ci przypomina widok znajomy ten?

16:05, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 stycznia 2012
Bliżej prawdy

Blog ten staram się w miarę systematycznie odnosić do sprawa aktualnych. Cóż z tego, skoro przeszłość często miesza się z teraźniejszością i ma na nią wpływ. Stąd starsze teksty publikowane w pismach prawicowych polskich i zagranicznych. Niektóre odżywają, inne czekają na swoją kolej. Wszystkie mają wspólny mianownik: starają się jak najbardziej zbliżyć do prawdy i ją ukazać. 

Aby stale rozwijać portal i jeżeli podoba się ten blog, można zwrócić koszty związane z powstawaniem i tłumaczeniem tekstów, a tym samym honorując autora, wpłacając darowiznę na konto: Marek Mróz, 87 1320 1537 2334 2035 3000 0001, za co serdecznie dziękuję.

10:22, mrozmarek , O blogu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 grudnia 2011
Taśmy nie/pół/prawdy

Prokuratura w Szczecinie umorzyła postępowanie w sprawie słynnych taśm – nagrań rozmowy pomiędzy radnym Longinem Rosiakiem, a ówczesnym senatorem PO – Romanem Ludwiczukiem. W niej to senator obiecywał rozmówcy różne korzyści, jak m.in. wycieczkę na Dominikanę i lepszą pracę dla żony w zamian za odstąpienie od poparcia kandydatury Mirosława Lubińskiego na stanowisko prezydenta miasta. Taśmy prawdy, jak je określono, stały się (między innymi) podstawą innego dochodzenia, dotyczącego korupcji wyborczej, w wyniku czego powtórzono w Wałbrzychu wybory na prezydenta miasta (od początku i w nowym składzie) oraz na radnych w jednym okręgu (w starym składzie).

Co prawda prokuratura, po wielomiesięcznym badaniu, uznała taśmy za autentyczne, a co za tym idzie – również rozmowę, ale nie dopatrzyła się przestępstwa, mimo iż art. 230 kodeksu karnego mówi: „Kto powołując się na swoje wpływy w instytucji państwowej lub samorządu terytorialnego, podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w zamian za korzyść majątkową lub jej obietnicę, podlega karze...” (podkr. Moje).

Ta informacja dotarła 6 grudnia, czyli na św. Mikołaja. Dzień wcześniej. Roman Ludwiczuk, który był na urlopie bezpłatnym na czas pełnienia funkcji senatora, stawił się do urzędu miejskiego do pracy. Jeśli ktoś nie wie, lub zapomniał to przypomnę, że był on wcześniej wiceprezydentem Wałbrzycha, zastępcą Piotra Kruczkowskiego. Teraz, obecny prezydent – Roman Szełemej, nie przyjął go do pracy, a w kadrach czekało wypowiedzenie umowy z 3 miesięcznym okresem ale już bez obowiązku świadczenia pracy.

Od razu powstał spór, czy jest to zgodne z prawem, bo choć z jednej strony, byłemu parlamentarzyście przysługuje okres ochronny 1 roku, to z drugiej, wiceprezydent to funkcja z mianowania a nie ze stosunku pracy, więc zwolnić można.

Jak będzie, orzeknie pewnie niezawisły sąd, ale cała ta sprawa to jakieś deja vu, bowiem przed laty, tą samą funkcję pełnił L. Rosiak. Kiedy został radnym powiatowym także udał się na bezpłatny urlop, a gdy wrócił, został zwolniony jak Ludwiczuk teraz. Wtedy jednak są uznał działanie prezydenta za bezprawne (brak zgody rady), wskutek czego został przywrócony do pracy w urzędzie. Nie na stanowisko wiceprezydenta, ale na inne, mało eksponowane, za to z pensją wielkości wiceprezydenta, gdyż rada nie zgodziła się na jej zmniejszenie.

Jak będzie teraz, to się okaże, wszak nawet sądy, podobnie jak prokuratury, rozumieją zmieniającą się mądrość etapu. Na wszelki wypadek prawnicy miejscy wysłali zapytanie do kancelarii senatu, a ta zbada sprawę gdy otrzyma komplet dokumentów



Podzwonne wałbrzyskiego górnictwa

Kiedyś zatrudniały ok. trzech tysięcy osób. Ilu pracuje dziś? - tego dokładnie nie wiadomo. Biedaszyby, pomimo „wtopienia” milionów złotych w ramach różnych programów i akcji, bowiem nadal działają, choć może nie są tak widoczne, będąc ostatnim ogniwem historii wałbrzyskiego zagłębia węglowego.

Sedno sprawy

 Węgiel znajduje się od metra do kilku metrów pod powierzchnią ziemi i tak idzie wydobycie. Prymitywne tunele zabezpiecza się wedle posiadanej wiedzy, tak jak to robiono kilka wieków temu, gdy w okolicach Wałbrzycha pojawił się węgiel.

Biedaszyby, jako unikat w skali świata jest nie tylko kopaniem węgla nielegalnie, lecz jest patologicznym odpadem systemu 'polskiej demokracji', w którym potrafią się odnaleźć ludzie wykluczeni społecznie” – uważa Grzegorz Wałowski, swego czasu sam kopacz współzałożyciel Społecznego Komitetu Obrony „Biedaszyby”, przekształconego w Stowarzyszenie „Biedaszyby”. „Na każdym szczeblu władzy począwszy od samorządu skończywszy na Ministerstwie, biedaszyby przeszkadzały i usiłowano, ba usiłuje się je zasypywać – totalna głupota! Takie rozwiązywanie problemu trwające od 2004 roku chyba optymizmem nie napawa, zwłaszcza gdzie w taki sposób są marnowane pieniądze podatników. Dla potencjalnych kopaczy to miejsce pracy, owszem nielegalne, ale to jedyne doraźne rozwiązanie na 'własną rękę'”!

Jak duża jest to skala zjawiska? - pytam. „Proponuję zobrazować skalę skalę zjawiska terytoriami tj. rejon Nowej Rudy oraz rejon Wałbrzycha, ponieważ migracja ilości kopaczy jest niewspółmierna do dnia, tygodnia, miesiąca. Ponadto Kamienna Góra też fedruje węgiel kamienny” – dodaje.

 Ludzie

 Grzegorz Wałowski, to nietypowy, ale za to interesujący życiorys. „Życie traktuję jako 'Mentora', który potrafi być surowy i bezwzględny. Biedaszyby mnie wychowały, dużo im zawdzięczam, pomimo wyroków dot. przestępstw i wykroczeń za żywot biedaszybniczy. Dzięki nim obroniłem tytuł inżyniera i magistra, obecnie doktoryzuję się na II roku na Politechnice Opolskiej, i ciągle na kanwie węgla kamiennego – cóż to znaczy?” - pyta.

Inni są inni. Unikają mediów, boją się, bywają agresywni. Tylko nieliczni decydują się na rozmowę, a i to pod warunkiem anonimowości osoby, miejsca i czasu. Niektórzy z nich to byli górnicy. To oni uczyli kopać doły i kłaść stemple. Inni zajmują si ę pakowaniem i dystrybucją. Pracują dla pieniędzy, ale jest coś jeszcze – wolność. Do pracy mogą przyjść kiedy chcą, nie odbijają karty, nie mają nadzoru, są wobec siebie w miarę równi. To przyciąga, zwłaszcza w sezonie grzewczym.

Chętnych na węgiel i miał jest sporo, wiadomo, bieda w Wałbrzychu staje się normą, mało kogo stać na węgiel „prawdziwy” ze składów opału po ok. 800 – 1000 zł za tonę.

Mimo ryzyk wpadki. W takim przypadku następuje rekwizycja samochodu z towarem, a wobec przyłapanych stosuje się sankcje karne. Ogółem zarekwirowano 2934 ton urobku, który trafił na hałdę miejscowej ciepłowni – mówi Jerzy Karski, komendant Straży Miejskiej. Dane dotyczą lat 2003-2010. Skierowano kilkaset wniosków do sądu,.W samym roku ubiegłym było ich 24. Od tego roku SM biedaszybami już się nie zajmuje. Jej rolę przejęła policja.

 Biznes czy sposób na życie?

 „Jeżeli życiem jest biznes, to jest to interes nie wart zdrowia!” - mówi Wałowski. „Natomiast zdecydowanie jest to sposób na życie, ale zależy dla kogo. Każdy z nas potrafi dokonać wartościowania, czyli dla jednego kopanie to sposób na 'upłynnienie reszty dnia', dla drugiego to walka o przetrwanie.” Tym bardziej sensowna, że węgiel z biedaszybów będzie jeszcze bardziej konkurencyjny cenowo i to od nowego roku, kiedy to zostanie wprowadzona akcyza na węgiel wymuszona przez przepisy unijne.

 Co dalej?

 Dla Grzegorza Wałowskiego biedaszyby i węgiel, tzw. „czarne złoto” stało się sensem istnienia. „Nie ukrywam, że w ramach studiów doktoranckich podjąłem się badań autorskich, dokonując pomiarów promieniotwórczości węgla kamiennego „in situ” (w złożu). Jak się okazuje występujące u nas przypowierzchniowe pokłady węgla są uranonośne, emitują znaczne dawki promieniowania gamma - szkodliwego dla żywego organizmu. To część materiału rozpoznawczego do otwarcia przewodu doktorskiego, jednak zasadniczy materiał będzie dotyczyć niekonwencjonalnej konwersji (przemiany) węgla na „effluenty” (płyn) z docelowym zagospodarowaniem już na powierzchni. Krótko mówiąc nie wydobycie węgla na powierzchnię, lecz jego zamiana na wodór – paliwo w 100% ekologiczne, bo podczas spalania otrzymuje się ogromne ilości ciepła, a zamiast spalin tylko wodę! Jest to wstęp do energetyki wodorowej, którą pragnę wyrazić w połączeniu z zagospodarowaniem biedaszybów, właśnie tak – chłopaki z dziur maja szanse zostać „szejkami wodoru”. Praktycznie jest to przedstawione w kolejnej książce mojego autorstwa (tzw. tom II), która na dniach ukaże się w księgarniach pt. 'Nowa Ruda: od biedaszybów do … Podziemne uwodornienie węgla kamiennego'”. (Wcześniej wydał „Wałbrzych. Od biedaszybów do … Podziemne zgazowanie węgla kamiennego” - przyp. red.)

J. Karski nie ma wątpliwości, że nielegalne wydobycie węgla nadal będzie istniało tak długo, jak długo będzie co wydobywać i sprzedać. Bo popyt i podaż to dwie dźwignie tego samego mechanizmu kierującego ludzkim działaniem. Zwłaszcza, gdy brak atrakcyjniejszej alternatywy.

 



O autorze
Tagi