czwartek, 15 października 2015
Rewolucyjny akt mówienia prawdy

Dziś tekst  Johna Pilgera o prawdzie i odwadze

 

George Orwell powiedział: „W czasach uniwersalnych oszustw mówienie prawdy jest rewolucyjnym czynem.“

 Teraz są ciemne czasy, gdy propagandowe oszustwa dotykają życia nas wszystkich, jakby realna polityka została sprywatyzowana a iluzja legitymizowana. Wiek informacji jest wiekiem mediów. Mamy polityków z mediów; cenzurę mediów; wojnę z mediami, nagrody z mediów, zabawy z mediami – surrealistyczne wytworzone linki, klisze, oparte na fałszywych założeniach.

 Bajeczna technologia stała się tak naszym przyjacielem jak i wrogiem. Zawsze gdy włączamy komputer lub urządzenie cyfrowe– nasz świecki różaniec – jesteśmy narażeni na sterowanie naszymi zwyczajami, na kłamstwo i manipulację.

Edward Bernays – austriacko-amerykański pionier w dziedzinie public relations i propagandy, który wymyślił określenie „związki z jawnością”, będące eufemizmem dla „propaganda”, przepowiedział to ponad 80 lat temu, nazywając to „niewidzialną władzą”. Pisał:

„Ci, którzy manipulują tym niewidzialnym żywiołem (nowoczesna demokracja), tworzą niewidzialną władzę, mającą faktyczną moc rządzić w naszym kraju... nasz umysł jest sformatowany, nasze pragnienia wyprodukowane, nasze myślenie zaprojektowane, w większości przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy...”

 Niewidzialna władza chce nas podbić, mieć wpływ na nasze poglądy polityczne, nasze rozumienie świata, zdolności samodzielnego myślenia, oddzielania prawdy od kłamstwa. To forma faszyzmu, które to słowo słusznie używamy ostrożnie, raczej zostawiając je w odchodzącej przeszłości. Ale podstępny współczesny faszyzm staje się nowym zagrożeniem. Tak jak w latach 30.tych wielkie kłamstwa serwowane są z częstotliwością metronomu. Muzułmanie są źli. Saudyjscy fanatycy są dobrzy. ISIS jest złe. Rosja zawsze jest zła. Chiny zaczynają być złe. Bombardowanie Syrii to dobrze. Skorumpowane banki - dobre. Podwójny dług jest dobry. Ubóstwo jest dobre. Wojna jest normalna.

 Tych, którzy powątpiewają w te oficjalne prawdy, ten ekstremizm, uważani są za kandydatów do zabiegu lobotomii – dopóki nie zostali zdiagnozowani na żądanie. BBC świadczy takie usługi gratis. Nie podporządkowanie się jest określano jako „radykalizm” - cokolwiek to znaczy.

 Prawdziwy dysydent stał się czymś egzotycznym, mimo że dysydenci nie byli nigdy ważniejsi. Książka, którą czytam - Wikileaks Files, jest odtrutką na faszyzm, który swoją nazwę przemilcza. To rewolucyjna książka, tak jak samo Wikileaks jest rewolucyjne w takim znaczeniu, w jakim użył je Orwell cytowany na wstępie. Nie tylko mówi, że nie musimy akceptować tych codziennych kłamstw, ale nie musimy być cicho. Czy jak Bob Marley, który kiedyś śpiewał: „Uwolnijcie się od duchowego niewolnictwa.”

 We wstępie Julian Assange wyjaśnia, że nigdy nie dość upubliczniania tajnych informacji wielkich tego świata: zrozumienie tego jest kluczowe , tak samo jak ich umieszczenie w kontekście czasu obecnego i historycznej pamięci. To godny uwagi sukces tej antologii, ożywiającej naszą pamięć. Łączy dowody i zbrodnie które sprowadziły tyle cierpień na ludzkość, od Wietnamu i Ameryki Środkowej po Środkowy Wschód i Europę Wschodnią, z chciwości amerykańskiej władzy.

 Obecnie trwa amerykańsko-europejska próba obalenia rządu Syrii. Premier David Cameron jest szczególnie chciwy. To ten sam Cameron, którego zapamiętano nako oślizłego PR agenta zatrudnionego przez likwidatora niezależnej telewizji brytyjskiej.

 Cameron, Obama i jeszcze bardziej służalczy Francois Hollande, zaczęli obalać ostatnią pozostałą multikulturowy rząd w Syrii, co przygotowało drogę dla fanatycznego ISIS.

 To szaleństwo, a wielkie kłamstwo mające je usprawiedliwić, że jest to pomoc dla Syryjczyków, którzy powstali przeciwko Basharu al-Assadowi w arabskiej wiośnie. Wikileaks Files ujawnia, że zniszczenie Syrii było długofalowym, cynicznym imperialnym projektem powstałym na długo przed arabską wiosną.

 Dla władców świata w Waszyngtonie i Europie przestępstwem jest nie tylko despotyzm tamtejszych rządów ale ich niezależność od amerykańskiej i izraelskiej siły. Tak jak takim przestępstwem jest niezależność Iranu, Rosji czy Chin. W świecie rządzonym przez Amerykę niezależność nie jest tolerowana.

 Książka odsłania prawdę za prawdą. Prawdę o wojnie z terroryzmem, która sama była terrorem, prawdę o Guantanamo, prawdę o Iraku, Afganistanie, Ameryce Łacińskiej.

 Nigdy dotąd mówienie prawdy nie było tak naglącą potrzebą. Chwalebne wyjątki ludzi w mediach zostały wchłonięte do systemu propagandy; nie będącą już dziennikarstwem lecz anty-dziennikarstwem. Jeżeli nie jesteście gotowi śledzić i analizować każde niejasne twierdzenie, tak zwane wiadomości będą nieczytelnymi i nieprzejrzystymi.

 Czytając Wikileaks Files wspominam słowa nieżyjącego Howarda Zinna, który często mówił o sile, którą rządy nie mogą stłamsić”. Opisuje to Wikileaks i alarmuje udzielając swojej odwagi.

 Prywatnie znam ludzi z Wikileaks już od dłuższego czasu. To, że osiągnęli to, co osiągnęli w sytuacji jest godne podziwu. Sarah Harrison opisuje jak z przyjaciółmi założyła „Publiczną bibliotekę amerykańskiej dyplomacji”, w której znajduje się ponad dwa miliony dokumentów, wcześniej o ograniczonym dostępem. Naszą pracą – pisze – poświęcamy na rzecz dostępności historii dla wszystkich. Te wzruszające słowa są jednocześnie hołdem złożonym jej odwadze.

 Uwięziony w ekwadorskiej ambasadzie w Londynie Julian Assange jest wymownym przykładem reakcji na działania łajdackich i tchórzliwych sił dążących do zemsty i działających przeciwko demokracji.

 Ale to nie zraziło Juliana i jego przyjaciół z Wikileaks. Czy to coś znaczy?

 

 

The Revolutionary Act of Telling the Truth 30. października 2015 na Global Research



wtorek, 13 października 2015
Finansowanie imigrantów

jest tematem dwóch tekstów, które zamieszczam w porządku chronologicznym

 

Pierwszy „Dlaczego Rothschildowie finansują migrację do UE” (Зачем Ротшильды финансируют миграцию в ЕС) ukazał się na cont.ws.

Zdaniem ekspertów RusNekst za najazdem „uchodźców” na Europę, która może sobie z tym nie poradzić, stać mogą Rothschildowie

 

Politolog ze Skopje Milenko Nedielkovski uważa za podejrzane, że 90% imigrantów, którzy przybyli do Macedonii i Serbii, to mężczyźni – informuje serbski „Kurier”. Nedielkovski podkreśla, że pochodzą oni z krajów, w których fundamentem kultury jest rodzina, której się nie opuszcza.

Przypomniał, że po „wojnie między Serbią a NATO” Macedonia stała się miejscem, do którego przybyło 150 000 Albańczyków, co całkowicie zmieniło strukturę etniczną kraju. Nedielkovski

podkreśla, że wielka ilość młodych mężczyzn w populacji przybyszów rodzi podejrzenie, że między nimi „mogą kryć się zwolennicy państwa islamskiego”.

Co więcej, podkreśla Kurier, według danych serbskich pograniczników, 90% uchodźców z krajów islamskich podaje jako dzień urodzenie 1 stycznia danego roku. Nie ma dokumentów, które mogłyby to zweryfikować. Można wysłać odciski palców do Interpolu ale na odpowiedź trzeba czekać kilka miesięcy. Poza tym Interpol rzetelnej bazy danych z Afryki i Azji nie ma, zwłaszcza z rejonów, w których trwa wojna.

Jednocześnie „Kurier” zauważa, że fala uchodźców w tym kierunku finansują rothschildowe organizacje „praw człowieka” i dodaje, że cena przeprawy przez morze do Europy wynosi od 3 do 3,4 tysiąca euro, a do konkretnego państwa UE - 7,000-11,000 euro.

 Według ekspertów RusNekst Rothschildom pryświecać mogą następujące cele:

  Dalszy progres globalnego procesu likwidacji tradycyjnych kultur. Uchodźcy mają wywołać kryzys tożsamości narodów europejskich, ich tradycyjnych kultur i wartości. Za pośrednictwem multikulturalizmu likwiduje się rozumienie lokalności i rodzimej kultury. Wszyscy są równi, jak muzułmanie, tak chrześcijanie, jak Arabowie, tak Niemcy, co oznacza że żadna kultura nie ma priorytetu, i dalej, że kultura staje się tolerancyjnym misz-maszem.

- napływ imigrantów został wywołany nie tylko zniszczeniem ich krajów przez Zachód (Libia, Syria, Irak) ale stałym a w ostatnim czasie stale rosnącym finansowaniem uchodźczych fal zalewających Europę. Należy podkreślić, że istnieją cele krótkofalowe, np. wywołanie szoku w

administracji unijnej, aby móc przetworzyć biurokratyczną nadbudowę wedle własnego zamiaru międzynarodowej finansjery.

 

Kolejny tekst: Soros/CIA planują destabilizację Europy (Soros / CIA Plan to Destabilize Europe) ukazał na Strategic Culture Foundation napisał Wayne Madsen

Tak jak ciemne siły amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej i wielomiliardowej sieci pozarządowych organizacji George Sorosa zdestabilizowały Środkowy Wschód i północną Afrykę za pośrednictwem instytucji społecznych wywołując „arabską wiosnę”, tak te siły otworzyły nowy rozdział w księdze globalizmu organizując masowy najazd uchodźców i ekonomicznych emigrantów ze Środkowego Wschodu, Azji i Afryki do Europy.

W marcu 2011 r. libijski przywódca Muammar Kaddafí przepowiedział los Europy jeżeli jego kraj zostanie zniszczony przez Zachód. W rozmowie dla „France 24“ Kaddafí powiedział: „Są miliony czarnych, którzy przyjdą do Śródziemnomorza aby przedostać się do Francji i Włoch, a Libia te kraje strzeże.”

Syn Kaddafiego - Saif al Islam Kaddafí, skazany na śmierć przez radykalny reżim libijski rządzący w Trypolisie, odniósł się do słów ojca w rozmowie z tą samą stacją: „Libia może zostać Somalią Afryki północnej w Śródziemnomorzu. Zobaczycie piratów na Sycylii, Krecie i Lampeduzie. Zobaczycie miliony nielegalnych imigrantów. Terror będzie za drzwiami.” Jak pokazują obecne wydarzenia, Saif odgadł to trafnie.

 Faktycznie, w Europie terror dosłownie stoi za drzwiami. Ocenia się, że z braku zewnętrznych i wewnętrznych granicznych kontroli Schengen i UE skorzystało ponad 400 radykalnych dżihadystów. Wielu młodych „imigrantów” ma iPhony, karty bankowe, kilka paszportów i dużo gotówki, co nie jest czymś oczekiwanym po prawdziwych uciekinierach wojennych.

 Nie dość, że Europę południową zalali czarni Afrykanie podejmując ryzykowną podróż przez morze z północnej Afryki, a zwłaszcza z Libii, ale do serca Europy wali wodą i lądem fala uciekinierów syryjskich, powstała w dużej mierze w wyniku popierania przez Zachód opozycji syryjskiej, obalenia w Libii Kaddafiego, co miało wpływ na wojnę „domową” w Syrii.

 Soros, będący jedynie niewiele znaczącą figurką bogatszej bankierskiej rodziny Rothschildów zachodniej Europy, umożliwił najazd uciekinierów wojennych i ekonomicznych z Syrii, Iraku, północnej i subsaharyjskiej Afryki, Afganistanu, Pakistanu, Bangladeszu, Birmy, Srí Lanki i innych krajów trzeciego świata.

W wyniku jego planu przemiany państw, Soros najpierw zniszczył Socjalistyczną Federalną Republikę Jugosławii przy aktywnej pomocy UE i NATO. Siedem niezawisłych republik tworzących wcześniej Jugosławię, teraz służy jako główny korytarz przepływu dla dziesiątki tysięcy obecnie a w przyszłości – setek tysięcy nieeuropejskich imigrantów. Grecji, która cierpi wskutek gospodarczego reizmu sępów z Europejskiego Banku Centralnego i prywatnych bankierów na czele z Sorosem i jego panami - Rothschildami, będzie ciężko poradzić sobie w masowym przepływem uciekinierów.

Macedonia, która dochodzi do siebie po próbie kolorowej rewolucji w stylu ukraińskim, zarządzonej przez neokonserwatystów z rządu Obamy jak Victoria Nuland – przedstawicielka ministra zagranicy ds. europejskich i euroazjatyckich, nie była zdolna przeciwstawić się masowej inwazji uciekinierów z Grecji. Wielu z nich, przekroczywszy praktycznie niestrzeżoną granicę grecko-macedońską, przeszło do Serbii, a stamtąd starali się znaleźć jakąkolwiek drogę do Austrii i Niemiec. W Budapeszcie zalali dworzec centralny wymuszając jego zamknięcie dla innych podróżujących.

 Muzułmanów przybyłych do Monachium irytował widok pijących piwo Niemców i obcokrajowców na ulicach w ramach obchodów „Oktoberfest“. Na tym tle kilkakrotnie doszło do ostrych spięć. Monachijscy radni orzekli, że mają możliwość przyjęcia tylko 1000 uciekinierów dziennie, podczas gdy przybywa tam 15 000 dziennie, a 90% z nich nie jest rejestrowana i znika nie wiadomo gdzie.

 W miastach Europy nowi przybysze śpią w parkach i na chodnikach zagrażając zdrowiu mieszkańcom a to dlatego, że ich kał i mocz zalega ulice a smród przenika ściany domów zanim wpadnie do kanałów.

Sytuację zaostrza mylenie przez syryjskich uciekinierów grzybów trujących z jadalnymi, które rosną we wschodniej części Śródziemnomorza. Mimo, iż rozdawano im ulotki ostrzegające po arabsku i kurdyjsku, jedli oni grzyby trujące co kończyło się niekontrolowanymi wymiotami i biegunkami, a co stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego. Jest tylko kwestią czasu jak ludzkie odchody staną się przyczyną tryumfalnego powrotu do Europy epidemii cholery i tyfusu, nieznanych od ubiegłego stulecia.

 Niemiecka kanclerka Angela Merkel, przewodniczący Rady Europy - Donald Tusk przewodniczący Komisji Europejskiej - Jean-Claude Juncker, ponoszą wyłączną odpowiedzialność za napływ ponad miliona politycznych i ekonomicznych imigrantów. Merkel nawet nie ukrywała chęci przyłączenia ich do niemieckich gastarbeiterów. Tyle, że niemieccy gastarbeiterzy, którzy przybyli w ciągu minionych dziesięcioleci, nie uważają się tam za „gości” ale za obywateli. Poza tym Tusk i Juncker, pochodzący z małego Luksemburga, grozili karami państwom nie należącym do UE jak Szwajcaria, Liechtenstein, Islandia i Norwegia, jeżeli nie przyjmą, narzuconego im przez brukselskich eurokratów, limitu uciekinierów. O ile Tusk żądał, by kraje UE otworzyły przed imigrantami swoje granice i zasoby, jego rodzinna Polska wzbrania się przyjąć więcej niż kilkaset osób. Polskę poparły Czechy, Słowacja i Słowenia.

Xavier Bettel, który zastąpił Junckera na stołku premiera Luksemburga, a który jest pierwszym przywódcą europejskim żyjącym w związku homosiowym, przywitał setki uciekinierów. Bettel nie wierzy w Europę z granicami i podobnie jak Merkel, Juncker i Tusk, jest bohaterem dla finansowanych przez Sorosa NGO mających uczynić z Europy królika doświadczalnego śmiertelnego eksperymenty inżynierii społecznej. Wielu Luksemburczyków szuka kogoś takiego jak Marine Le Pen we Francji, kto przeciwstawiłby się temu szaleństwu, zagrażającemu istnieniu Luksemburga.

Państwa szkolące dżihadystów z Syrii i Iraku, tj. Arabia Saudyjska, Katar. Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt, nie uznały za stosowne przyjąć uciekinierów. Arabia Saudyjska miała czelność zaproponować Niemcom wybudowanie 200 meczetów, w których będzie głoszona wyłącznie wahabicka wersja islamu.

 Są też dowody, że Turcja zachęcała uciekinierów z Syrii na swój do masowego exodusu na małych statkach do Grecji, swojego wieloletniego wroga. Gambit ten doprowadził do śmierci wielu kobiet i dzieci, co posłużyło do grania na uczuciach zachodnich Europejczyków, który zaprosili tysiące imigrantów do swoich socjalnych rajów. Turcja także rozdawała podręczniki informujące dokąd iść po zasiłki socjalne i pomoc po przybyciu do Niemiec.

 Tak jak jak w przypadku udziału Sorosa i CIA w kolorowych rewolucjach w krajach arabskich i na Ukrainie, tak uciekinierzy dostawali informacje na Twitterze gdzie wzmocniono graniczne kontrole i jak je ominąć. Ten „zewnętrzny” kierunek prowadził imigrantów przez Grecję, Macedonię i Serbię do Chorwacji i Słowenii i dalej do Austrii i Niemiec unikając wrogich Węgrów i Serbów. Doszło nawet do starć granicznych między policją chorwacką doprowadzającą pociąg pełen imigrantów do granicy z Węgrami, a węgierską strażą graniczną.

 Bez względu na to, czy to polityka neokonserwatywna czy liberalna doprowadziła Europę do największego kryzysu imigracyjnego po II wojnie światowej, korzeniami działań politycznych sięga finansowanych przez Georga Sorosa grup CIA rozsianych po całej Europie i Stanach. Jest tylko kwestią czasu gdy ich rola zostanie ujawniona.

 A gdy Europejczycy się przebudzą, zobaczą, że Rosja na zarazę uchodźczą się uodporniła tym, że nie paktowała z UE i jej gierkami i rojeniami. Gdy nowi przybysze spowodują, że ulice Tallina, Rygi, Wilna, Helsinek i Sztokholmu zalewać będą fale odchodów, wymiocin i moczu, Rosja uniknąwszy tego kryzysu nie będzie postrzega już tak źle.

 

Mój komentarz: do urojeń zaliczyć także należy tłumaczenia zwolenników imigracji jakoby nie zagrażała ona Polsce, bo oni, tj. imigranci, nie chcą tu być i dążą do krajów bogatszych od naszego. To oczywiście prawda, tyle że chwilowa. Gdy zniszczą te kraje, nie będą już bogate i wtedy szarańcza zwróci się tam, gdzie jeszcze cokolwiek będzie, a więc na wschód. Nie wykluczone, że i my będziemy uciekać w tym kierunku, ale – i to dobra wiadomość – jeszcze nie teraz.

 

 

 

 

 

 



wtorek, 22 września 2015
Sprawa Mašinów
Gabriel Maciejewski na swoim blogu (http://coryllus.pl/?p=2634) zamieścił ciekawy tekst dotyczący czeskiego ruchu oporu i gry agentur w czasie ostatniej wojny światowej. Na koniec opisał działalność grupy braci Mašinów już w czasach powojennych. A ponieważ przy okazji znalazło się tam kilka uogólnień, warto do tematu powrócić.
sobota, 29 sierpnia 2015
Kto rozpalił I wojnę światową? (3)

Rano 1 sierpnia Mikołaj II przyjął niemieckiego ambasadora. Przekonywał, że mobilizacja nie stanowi dla Niemiec żadnego zagrożenia i nie ma żadnych wrogich planów. Nie można teraz mobilizacji powstrzymać z powodu rozległości kraju. Portalés zaraz przekazał treść rozmowy do Berlina. Niemcy już nie wierzyli ani słowu a rosyjska mobilizacja trwała już drugi dzień. Wedle rosyjskich planów wojennych, dobrze znanych w Berlinie, 15 dnia rosyjska armia była gotowa do ataku.

Tego wieczora cesarz podjął decyzję. Niemiecki ambasador - hrabia Portalés, przybył do rosyjskiego MSZ. „Zanim pozwolił Sazonowowi powiedzieć choćby słowo, (Portalés) powiedział szybkim trzęsącym się głosem: 'zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!'” Potem niemiecki ambasador spytał, czy rosyjski rząd zamierza dać przychylną odpowiedź na prośbę z dnia poprzedniego o zawieszeniu mobilizacji. Sazonow odpowiedział: nie. Wtedy przekazał wypowiedzenie wojny. Był tak zdenerwowany, że przekazał dwie wersje dokumentu.

W przypadku planów mobilizacji Niemcy mieli taki sam problem jak rosyjski sztab generalny: musieli mobilizować się przeciwko Rosji i Francji jednocześnie. Aby uspokoić Anglików ograniczając wojnę do Rosji, cesarz Wilhelm II wysłał telegram do króla Jerzego aby potwierdzić, że kierują się radą sir Grey'a:

„Z powodów technicznych mobilizacja ogłoszona dziś po południu, musi dotyczyć dwóch frontów – wschodniego i zachodniego – zgodnie z metodyką. Nie można jej odwołać i z tego powodu się usprawiedliwiam, że ten telegram doszedł późno. Ale jeżeli Francja ogłosi swoją neutralność, poręczoną przez brytyjską flotę i armię, to, oczywiście, wstrzymam atak na Francję i skieruję siły gdzie indziej. Moje oddziały na granicy będące w stałym kontakcie telegraficznym i telefonicznym, otrzymają polecenia powstrzymania się przed wejściem do Francji.”

Niemcy wypowiedziały wojnę tylko Rosji. Sir Grey mógł pójść spać. W ostatnich dniach odwalił kawał dobrej roboty i był nieprawdopodobnie zmęczony. Była to dodatkowa okazja dla głównego dyplomaty brytyjskiego jak nie ryzykując sprawić, aby Niemcy poszły w pożądanym kierunku: walczyć tylko z Rosją!

Londyn wysłał do Berlina dwie depesze w niewielkim odstępie czasu. Pierwsza informowała o poręczeniu bezpieczeństwa Belgii. Ambasador niemiecki Lichnowski wysłał później własny telegram informując, że sir Edward Grey obiecał, że uniemożliwi Francji przystąpienie do wojny pod warunkiem, że Niemcy jej nie zaatakują. Depesza ta wprowadziła w Berlinie radosne ożywienie! Wydawało się, że uda się uniknąć strasznej wojny na dwóch frontach, a może wojny w ogóle, ponieważ Rosja byłaby bardziej ugodowa wiedząc, że będzie walczyła sama.

Ale rzeczywistość szybko zepsuła humor cesarza. Planowane akcje niemieckich wojsk dobrze zilustrowały, dlaczego sir Grey tak się upierał, aby Niemcy walczyły tylko z Rosją. To proste. Jeden z głównych niemieckich dowódców wojskowych, gen. Erich Ludendorff, wyjaśnił problem jednoznacznie: „Zaatakowanie Rosji, gdy zachód by się bronił w obecnej sytuacji oznaczałoby, jak pokazuje to wiele gier wojennych, przewlekłą wojnę i taki plan został przez generała hrabiego Ericha Ludendorff, odrzucony.”

Pośpieszne wypowiedzenie wojny Rosji w sztabie wojskowym wywołało wielkie zdziwienie. Wedle wszystkich pieczołowicie opracowanych planów miały Niemcy najpierw zaatakować Francję! Nie rozumiejąc działań swojego rządu Grossadmirał von Tirpitz, napisał: „Jakikolwiek powód, dla którego to my pierwsi wypowiedzieliśmy wojnę, jest dla mnie nieznany. Najprawdopodobniej zrobiliśmy tak ze względów formalno-prawnych. Rosjanie zaczęli wojnę bez jej wypowiedzenia a my byliśmy przekonani, że nie możemy się bronić jeżeli jej nie wypowiemy.”

Niemcy nie mogły zaatakować Rosji w pierwszej fazie wojny, ale i nie chciały nie będąc przygotowanymi. Aby to zrozumieć należy zbadać niemiecki plan wojenny. Znany jako „Schlieffenův plan“ zakładał:

Wojna jest nieunikniona

Z powodu istniejących politycznych warunków może to być tylko wojna na dwóch frontach.

Jedynym sposobem na zwycięstwo jest pokonanie wrogów jednego po drugim.

Szybkie pokonanie wojsk rosyjskich jest niemożliwe z powodu warunków panujących w Rosji i jej terytorium.

Następny atak skierowany miałby być na Zachód, ponieważ Wschód się broni.

Francuska armia musi być pokonana przed uzyskaniem pełnej gotowością przez armię rosyjską.

Francuskie frontowe umocnienia i twierdze należy szybko zniszczyć lub obejść.

Takie obejście możliwe jest wyłącznie przez ziemie neutralnej Belgii i Szwajcarii.

Taka wojenna logika zakładała konieczność ataku na Francję ale nie tylko bo i na Belgię naruszając jej neutralności. Ma to znaczenie, gdyż Francja była rzeczywistym nieprzyjacielem Niemiec zatem niemiecki sztab generalny planował najpierw jej porażkę. Rosja dla Niemiec stanowiła drugorzędne ryzyko, a gdy walki zaczną się na wschodzie lepiej będzie przejść do defensywy. Istotnym powodem, dla którego niemiecka armia miałaby zacząć od pokonania Francji było to, że do tego przygotowywano się ponad 20 lat i nie można było tego zmienić w jeden dzień.

Szpiegostwo istniało zawsze, więc konkluzje von Schlieffena nie były tajemnicą. Naruszenie przez Niemcy neutralności Belgii także było oczywiste. Z tego powodu Londyn poręczył jej neutralność zanim wybuchły działania wojenne. Porażka Francji zależała od przejścia przez Belgię, ale w takim przypadku Anglia przystąpiłaby do wojny. Jeżeli Berlin pragnął neutralności Anglii, uderzenie musiałoby pójść na wschód w sprzeczności z niemieckim planem, w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, w sprzeczności ze wszystkim! Zapędzenie Niemiec do kąta było możliwe gdyby zaczęły wojnę z Rosją.

I właśnie tego chciał sir Grey. Nikt nie mógł mu zaręczyć, że rosyjska armia, ciągle niegotowa, sama napadnie na Niemcy. Nie można było zakładać, że Mikołaj II zrobi taki prezent (aczkolwiek w rzeczywistości tak by zrobił). W Londynie nie siedzieli głupcy. Dobrze rozumieli, że najsprytniejsze co carski rząd mógł zrobić to przygotować się do wojny ale nie walczyć i cicho śledzić niemiecko-francuskie potyczki na granicy; formalnie przygotować się do bitwy ale jej uniknąć. Tym sposobem zostaliby Francuzi osłabieni i w końcu pokonani, bo Rosja ostrożnie stałaby z boku. Taki wynik wojny nie był tym, co zaplanowali jej organizatorzy! Niemcy mogłyby dojść do porozumienia z Rosją i do dalszego konfliktu by nie doszło. Nie doszłoby więc do światowego kataklizmu, żadnego morza krwi, czy rewolucji w Berlinie i Piotrogrodzie! Do tego nie można było dopuścić: Niemcy i Rosja miały się wzajemnie zniszczyć. To powód, dla którego Brytyjczycy naciskali na Niemcy by te wypowiedziały wojnę Rosji.

W dowództwie wojskowym zapanowało silne rozczarowanie. Cesarz nie wyjaśnił wojskowym podwójnej gry Anglii, która na siłę za uszy ciągnęła Niemcy na wschód. Dlatego zachowanie władzy racjonalnie myślących generałów i admirałów szokowało. Bardzo dobrze wiedzieli, że plan nie wymagał tak szybkiego wypowiedzenia wojny. Żądali rozpoczęcia nieprzyjacielskich działań przeciw Francji. Jakiekolwiek opóźnienie walk na wschodzie byłoby dla Niemiec korzystne. Po co było brać na siebie wypowiedzenie wojny, gdy się nie planowało ataku na Rosję, przeciwko której planowano tylko się bronić?

Najzabawniejsze, że wszyscy historycy piszący o I wojnie światowej stawiali te właśnie pytania, ale żaden na nie nie odpowiedział. Dlatego, że odpowiedzi szukali w Berlinie zamiast w kuluarach brytyjskiego ministerstwa zagranicy!

Sytuacja stała się patowa. W historii wojen zawsze było tak: najpierw mobilizacja, potem wypowiedzenie wojny i dopiero bój. W 1914 r. Niemicy to odwrócili: najpierw zerwanie stosunków dyplomatycznych, a dopiero 1 sierpnia mobilizacja. Żadnej walki. Przeciwnie, po mobilizacji przyjęli Niemcy pozycje obronne. Nonsens. Po co wypowiadać wojnę, gdy się można bronić i nie wypowiadać?!

 To przykład bez precedensu. Przed onym dniem wypowiedzenie wojny było przywilejem atakującej strony. Chodziło o to, że agresor ogłasza działania nieprzyjacielskie aby móc rzucić się na swoją ofiarę z „czystym sumieniem”. W 1914 r. wszystko co zrobiły Niemcy było złe: zgodnie z planem miano pokonać Francję ale wypowiedziano wojnę Rosji. Takie zachowanie wygląda na idiotyczne, pod warunkiem, że się zapomni o grze sir Grey'a. Odwrotnie, jeśli weźmie się to pod uwagę, trzeba się zgodzić, że Niemcy nie mogły uczynić nic innego.

 W czasie gdy cesarz rozmawiał z generałami, stary niemiecki plan mobilizacyjny był zakończony a armia nadal gromadziła się na zachodzie zamiast na granicach wschodnich. Szef sztabu generalnego – Moltke, starał się wyjaśnić władcy oczywistą prawdę. Gdyby wojska niemieckie przesunęłyby się na wschód, Niemcy byłyby bezbronne gdyby Francja zdecydowała się na atak!

 To poważny argument. Po tylu wybiegach Anglików i dziwacznego zachowania Rosjan, nie można było ufać nikomu. Teraz Moltke zagrał ostatnią kartą. Zgodnie z planem Schlieffena 16 dywizja niemiecka przesunęła się w pobliże Luksemburga blisko granic do przekroczenia. Cesarz i jego kanclerz spanikowali i rozkazali wstrzymanie marszu kilometr przed granicą, aby nie naruszyć neutralności i nie sprowokować Brytanii do włączenia się do wojny. Teraz dopiero przyszedł telegram z Londynu będący odpowiedzą króla Jerzego na depeszę cesarza. Brytyjski monarcha poinformował, że o żadnych brytyjskich rękojmiach co do francuskiej neutralności nic nie wie.

 Znalazłszy się w kleszczach zrozpaczony Wilhelm II nie miał innego wyjścia jak posłuchać sir Grey'a i wypowiedzieć wojnę Rosji. Liczył na ograniczony konflikt, ale Londyn po raz kolejny zmienił zdanie i odrzucił odpowiedzialność za atak Francji na tyły niemieckiej armii. Mobilizacja we Francji trwała w pełnym toku a jej siły morskie i lądowe były w pełnej gotowości. Cesarz miał tylko jedno wyjście: zaatakować Francję samotnie.

 Niemcy zadali pytanie o to, czy Paryż pozostanie neutralny 31 lipca czy nie. Wcześniej, w kwietniu, w parlamencie zwyciężyli pacyfiści. Nowy francuski premier Viviani także był zwolennikiem pokoju i starał się wojny uniknąć i nie było dlań problemem opuścić rosyjskich „sojuszników”. Kogo interesuje, że Pointcaré obiecywał w Piotrogrodzie „wojnę”. Francja jest demokracją i poglądy premiera nie muszą być zgodne z poglądami prezydenta. To bardzo wygodne, gdy lewa ręka nie wie co robi prawa. Krótko mówiąc, francuscy przywódce odgrywali role dobrego i złego policjanta. Nie ograniczano się tylko do rozmów. 31 lipca, tj. przed wypowiedzeniem przez Niemcy wojny Rosji, na rozkaz ministra obrony, francuskie wojsko stało 10 km od granic, jako „dowód pokojowych zamiarów Francji w celu uniknięcia przypadkowych prowokacji”. Były to sugestie Grey'a dla Niemców: nie bójcie się i śmiało wypowiedzcie wojnę Rosji!

 Na drugi dzień po wypowiedzeniu wojny francuskie stanowisko nie budziło już wątpliwości. Na pytanie Niemcy uzyskali wymijającą odpowiedź: „Francja będzie działać tak, jak wymagają tego jej interesy”. Premier Viviani musiał ogłosić mobilizację 1 sierpnia dodając, że „to n ie oznacza wojny”. Zgodnie z paktem francusko-rosyjskim to Francja powinna wypowiedzieć Niemcom wojnę ale zamiast tego wygłosiła takie właśnie pokojowe oświadczenie! Było to naruszeniem sojuszu i zdradą w pierwszy dzień wojny w przekonaniu, że Niemcy zaczną walczyć tylko z Rosją, w sprzeczności z własnymi planami i zdrowym rozsądkiem.

 Francuzi, zamiast wypowiedzieć wojnę Berlinowi, do czego byli zobowiązani jako sojusznicy, odegrali życiową komedię. Motywacja naszych kolegów z Ententy była dziecinna. Rosyjski poseł w Paryżu - Izwolski 1 sierpnia donosił, że „z politycznych powodów... dla Francji nie jest ważne aby jej mobilizacja nie poprzedzała niemieckiej i aby wyglądała jak reakcja na nią” i że „byłoby lepiej gdyby wojnę wypowiedziały Niemcy a nie Francja”. Francuski marszałek Joffre raportował dowództwu „Z powodu poczucia zasad moralnych i z imperatywnych powodów dyplomatycznej integralności niezbędne jest aby to Niemcy odpowiedzialne zostały za rozpoczęcie wrogich działań.” Wszystko to jest jednoznaczne – nasi wierni „sojusznicy” ciągle mają nadzieję, że Niemcy należy poszczuć wyłącznie przeciwko Rosji. Stąd te wszystkie dyplomatyczne zabiegi.

 Po tych wszystkich odpowiedziach z Paryża, o drugiej nad ranem, cesarz wysłał telegram do Mikołaja II ponownie usiłując uratować obu. Teraz ten cały tajny plan „sojuszników” stał się niemieckim przywódcom jasny. Sir Grey oszukał dwukrotnie: raz, gdy powiedział, że Anglia w wojnie nie weźmie udziału, przynajmniej obecnie, a dwa, gdy naciskał Niemcy do wypowiedzenia wojny tylko Rosji. Potem, po rozpoczęciu konfliktu rosyjsko-niemieckiego, nie mieli Niemcy żadnej poręki o neutralności Paryża ani od Brytyjczyków ani od samych Francuzów. Paryż mógł w każdej chwili szczerze ogłosić, że wszczyna nieprzyjacielskie działania jako wierny „sojusznik” Rosji i uderzyć na Niemcy od tyłu. I na to Berlin musiał cierpliwie czekać.

 Może by się tak stało a francuscy zdrajcy weszli by do historii, gdyby by Niemcy Paryża nie oszczędzili. W chwili gdy francuski rząd dał Berlinowi odpowiedź niejasną i wymijającą, zbyteczne było czekanie na cios w plecy. Francuzi nie obiecali niczego szczególnego i byłoby niezrozumiałe, gdyby do wojny nie przystąpili. Brytyjczycy do wojny nie byli gotowi do czasu aż Niemcy nie zaatakują Francji. Ale z kolei aby zmienić swoje plany rozmieszczenia wojsk, niemieckie dowództwo i cesarz potrzebowali oficjalnej gwarancji o francuskiej neutralności. Dlatego 2 sierpnia niemiecki rząd postawił Belgii ultimatum żądając umożliwienie niemieckim oddziałom przejście przez ich kraj do granic Francji, jak zakładał plan Schlieffena. 3 sierpnia Belgia żądanie Berlina odrzuciła i zwróciła się do Anglii o pomoc. W tym samym dniu, gdy już zabrakło Niemcom kart, wypowiedziały Francji wojnę jawiąc się światu jako agresor. Anglia dała Niemcom ultimatum żądając nie naruszania suwerenności Belgii. Jak wiadomo, Niemcy tego nie mogli spełnić. 4 sierpnia Brytania przystąpiła do wojny na białym koniu jako obrońca belgijskiej wolności...

 Zakulisowe działania sir Grey'a przyniosły długo oczekiwane owoce. Kilka dni po rozpoczęciu konfliktu niemiecko-rosyjskiego i austriacko-serbskiego, wydarzenia nabrały wymiaru globalnego. Najbardziej brutalna wojna w historii ludzkości zaczęła się jako wynik starannego planowania i mistrzowskiej intrygi brytyjskiej władzy. Oznaki tego były starannie ukrywane ale kto dokładnie przeczytał literaturę poświęconą I wojnie światowej, przez góry kłamstw ujrzy przeświecający promień prawdy. W kronikach bitew morskich przeczytamy, że flota brytyjskiego króla przystąpiła do walki już w pełni zmobilizowana. Rozkaz wczesnej mobilizacji wydano 10 lipca 1914 r., na długo przed działaniami wszystkich stron konfliktu. Przypadek – mówią historycy, ale Winston Churchill, w tym czasie będący w składzie admiralicji powiedział coś innego: „Nigdy w ostatnich trzech latach nie byliśmy lepiej przygotowani.” I ma rację, tak błyskotliwe i śmiałe przygotowania do wojny nie dzieją się przypadkowo. Były wynikiem lat systematycznych starań; wynik imponujących prac dowództwa wojskowego, politycznego przywództwa, dyplomatów i szpiegów. Po to prowadzono ćwiczenia, podczas których flota się zmobilizowała i taką pozostała. Dwa tygodnie później w pełni gotowa „pokojowa” flota brytyjska przystąpiła do wojny, broniąc Belgii przed „agresywnymi” Niemcami, których mobilizacja dopiero się zaczynała...

 Assassination in Sarajevo (Epizod 3) i Who ignited First World War?(Epizod 4) ukazał się w 2010 r. na Oriental Review.







Kto rozpalił I wojnę światową? (2)

Czytelne aluzje sir Grey'a więcej wpłynęły na wojnę niż kulki Gawriło Principa.

 Akcja zbliżała się do rozstrzygnięcia. 20 czerwca prezydent Francji Raymond Pointcaré zwrócił się do Rosji: „Wojna”. Aby Mikołaj II nie obawiał się pomóc swoim słowiańskim braciom, został zapewniony, że w przypadku wojny z Niemcami, Francja wypełni swoje sojusznicze zobowiązania. Strony omówiły plan walki. Rosja, zgodnie ze zobowiązaniem, miała zmobilizować swoje siły w pełnej gotowości w ciągu 15 dni po ataku na Niemcy. Atak na Austro-Węgry zaplanowano na 19 dzień mobilizacji. Gdy władca rosyjski i francuski prezydent rozmawiali, wydarzenia zamarły, ale po wyjeździe Pointcarego. wszystko ruszyło z kopyta. Rosji pozostał jeszcze tydzień życia w pokoju.

 23 lipca „sojuszniczy” prezydent wrócił do domu a na drugi dzień Grey zaczął w pośpiechu sabotować ostatnią szansę na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Z upoważnienia cara rosyjski minister spraw zagranicznych Sergiej Sazonow zaproponował, aby Rosja, Francja i Anglia wspólnie zaatakowały Wiedeń wymuszając polityczne rozwiązanie pretensji wobec Serbii. Propozycję tę Grey odrzucił. Całą rzecz mógł pokrzyżować, gdyż czekał na austriackie ultimatum. Było ono spłonką pierwszej wojny światowej; już tylko kilka dni dzieliło jego przedłożenie od rozpoczęcia działań wojennych.

 23 sierpnia austriacki ambasador w Serbii dał mu to na co czekał. Nie przypadkowo wiedeńscy dyplomaci przedłożyli Serbii ultimatum jak tylko Pointcaré wrócił do Paryża, zatem francuski i rosyjski przywódca nie mogli zaplanować reakcji. To pasowało Niemcom i Austriakom. Dla naszych „sojuszników” miało to istotne znaczenie; po wyjeździe francuski prezydent nie musiał odpowiadać na niewygodne pytania. Zamiast tego Mikołaj II mógł po prostu „wysłać telegram”. Broń Boże aby car zaproponował wspólne wystąpienie np. aby zgodzić się na propozycję Austrii i utworzyć jakąś komisję międzynarodową, bo to by długo wyczekiwaną wojnę opóźniło. Toteż zamiast konkretnej dyskusji o stale zmieniającej się sytuacji mogli Francuzi używać banalnych frazesów. A ultimatum wygasało po 48 godzinach. Czas biegł szybko i było już za późno zapobiec wojnie. Głównym celem Grey'a było uczynić rzeczy nie do odkręcenia.

 Grey spotkał się z austriackim ambasadorem po raz pierwszy w dniu, przesłania ultimatum. Anglicy już znali jego warunki. Dla każdego, kto chociaż trochę zna się na polityce było jasne, że chodziło o wypowiedzenie wojny. Gdy rosyjski minister spraw zagranicznych Sazonow dowiedział się o tym z telegramu wykrzyknął: „To oznacza wojnę w Europie!” Lord Grey „nie rozumie”. Zamiast ostrzeżenia Austriaków przed wojną, wyraził później wyrazy współczucia, że dokument przedłożony Serbii zawiera limit czasu i odmówił dyskusji o nim dopóki nie zobaczy tekstu osobiście.

 Potem rozmawiał z ambasadorem austro-węgierskim o tym, jak wojna między czterem państwami zaszkodzi handlowi. Ambasador Mensdorf znał się na buchalterii. Cztery mocarstwa to Rosja, Austro-Węgry, Francja i Niemcy. Grey nie powiedział nic o piątym – Anglii. To nie aluzja ale dowód neutralności Wielkiej Brytanii w przyszłości. Cesarski ambasador opisał swoje wrażenia z rozmowy tymi słowy: „Był chłodny i obiektywny, jak zwykle i mówił przyjaźnie a nawet z pewną dozą sympatii dla nas.” Po rozmowie z Grey'em Austro-Węgry zostały wreszcie uspokojone i przeświadczone, że mogą zaatakować Serbię.

 Teraz wróćmy do faktów. Po otrzymaniu 10 punktowej noty od Wiednia Belgrad wpadł w histerię. W powietrzu czuć było woń strzelniczego prochu a Serbia stała twarzą w twarz z rozwścieczoną Austrią. „Nie możemy się bronić. Dlatego prosimy was o jak najszybszą pomoc” - napisał serbski książę-regent Alexander w telegramie do Mikołaja II. Serbowie dostali wskazówkę aby spełnić austriackie żądania, nie sprzeciwiać się ale podporządkować Austrii oddając swój los w jej ręce.

Ultimatum upłynęło po 48 godzinach. Od chwili jego przedłożenia zaczęła tykać bomba zegarowa. Połowa tego czasu już ubiegła gdy austriacki ambasador w Londynie dał Grey'owi kopię ultimatum. I wielki aktor - lord Edward Grey – wytrzeszczył oczy! Zmieszanemu Mensdorfowi powiedział, że jest to „coś najokropniejszego w historii dyplomacji”.

Ostatnie minuty pokoju przesypywały się jak piasek w klepsydrze a gadatliwy szef brytyjskiej dyplomacji ponownie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Sir Grey chętnie rozprawiał i nie można było nic zrobić. Czy teraz, gdy Europa cieszyła się ostatnią dobą pokoju, Brytyjczycy powiedzą coś na tyle ważnego, aby uratować miliony istnień? W żadnym wypadku!

„Dopóki Austria nie naruszy granic Serbii” - Grey - „ryzyko europejskiej wojny będzie przed nami... a jej skutki dla czterech mocarstw byłyby wprost niewyobrażalne.”

Brytyjski dyplomata znowu mówił o możliwości strat światowego handlu, potencjalnych wybuchach rewolucyjnych i groźbie rozszerzającej się biedy, ale były to tylko słowa. Co ważniejsze, ponownie nawiązał w rozmowie z ambasadorem niemieckim o możliwej wojnie pomiędzy CZTEREMA wskazując tym samym, że Brytania pozostanie neutralna! Nie dziwi, że ponownie to mówił, potrzebował tylko aby Austria przedłożyła ultimatum oraz rozpoczęła działania wojenne. Teraz, upewnieni o angielskiej neutralności, Austriacy i Niemcy zdecydowani byli na wojnę z Rosją i Francją.

25 lipca, w określonym czasie, serbski premier Nikola Pašič dal odpowiedź. Serbia zgodziła się na wszystkie warunki prócz jednego: aby przedstawiciele Austrii prowadzili śledztwo w sprawie spisku i zabójstwa arcyksięcia w Serbii, gdyż byłoby to „naruszeniem konstytucji i prawa karnego”. I choć Belgrad zgodził się na 9 z 10 warunków ultimatum, austriacki ambasador ogłosił zerwanie stosunków dyplomatycznych. Wskutek sygnałów ze strony brytyjskiej, jedna strona była przygotowana do wojny. A co się działo na stronie drugiej?

Rosyjscy dyplomaci próbowali ochronić świat. W tym samym dniu, kiedy Austria zerwała stosunki z Serbią, Sazanow zwrócił się do sir Grey'a z żądaniem, aby „jasno i ściśle” potępił Austriaków za ich działania. Żadne potępienie nie nastąpiło, ponieważ mogłoby ono wstrzymać austriackie oddziały zgromadzone na granicy z Serbią. Jednocześnie tegoż dnia rosyjski ambasador w Londynie Benckendorf, informował o wrażeniu co do angielskiej „neutralności” do Piotrogrodu całkiem opacznie: „Chociaż nie mogę podać żadnych konkretnych dowodów o wojskowej współpracy Anglii, nie zauważyłem żadnych oznak ze strony Grey'a, króla, czy wpływowych ludzi, wskazujących na fakt, jakoby Anglia poważnie rozważała możliwość pozostania neutralną. Mój pogląd jest inny niż wynikający z obecnej sytuacji.”

W Berlinie cesarz zaniepokojony rozwojem sytuacji radził w wąskim kręgu. Tego dnia brat Wilhelma II - książę Heinrich,Heinrich, dotarł do Poczdamu z wieścią od króla Jerzego V. Koronowane głowy przystąpiły do wojny dezinformacyjnej. Brytyjski monarcha powiedział do księcia Heinricha: „Będziemy się maksymalnie starać nie wplątać do wojny i pozostać neutralni”.

„Gdy oględnie wyraziłem swoje wątpliwości cesarz mi przerwał: „mam słowo króla i to mi wystarczy'” - napisał admirał Tirpitz w swoich wspomnieniach. Czas się skurczył w jednej chwili. 28 lipca austriackie działa oddały salwę na Serbię. W Petersburgu upierano się, aby Anglia wreszcie się określiła. Z Londynu nadeszła niezrozumiała odpowiedź. Tylko francuski ambasador w Rosji Maurice Paleologue mógł w pamiętnikach napisać, że jego brytyjski odpowiednik - Buchanan „obiecywał, że doradzi Grey'owi politykę przeciwstawienie się niemieckim ambicjom”.

Pod nosiskiem wojska i ministra Sazonowa, car zarządził powszechną mobilizację. To było rozstrzygające. W tymże dniu dostał telegram od cesarza Wilhelma o jego zamiarze pośrednictwa w negocjacjach między Austrią a Rosją żądając zaprzestania przygotowań wojennych.

Wieczorem Mikołaj zadecydował o zaprzestaniu powszechnej mobilizacji zastępując ją częściową w czterech okręgach wojskowych. Rozkaz dotyczący Warszawy, Kijowa, Odessy i Moskwy wysłano telegraficznie w nocy 29 lipca. Problem wszak w tym, że Rosja nie miała planów częściowej Mobilizacji!

Okazało się, że niemożliwe było prowadzenie oddzielnych przygotowań wojennych przeciwko Austrio-Węgrom mobilizując niezbędne siły przeciwko Niemcom, z którymi Rosja nie miała problemów.

W Berlinie o tym wiedziano ale rozumiano inaczej: mobilizacja oznacza wojnę. To była groźba. 29 lipca niemiecki ambasador w Rosji - Portalés odczytał Sazonowowi telegram od niemieckiego kanclerza Theobalda von Berthmann-Hollwega, w którym ten żądał zaprzestania przez Rosję przygotowań wojennych, bo inaczej Niemcy także ogłoszą mobilizację, co mogłoby doprowadzić do wojny.

W tej chwili w Londynie słyszano podobne wezwania do wyjaśnienia stanowiska brytyjskiego z Piotrogrodu. 29 lipca nasi „sojusznicy” pokazali swoje karty. Brytyjski MSZ dwukrotnie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Podczas pierwszego nie powiedział niczego istotnego. Oczekiwał informacji o rozpoczęciu rosyjskiej mobilizacji. Gdy ją otrzymał Grey poinformował Lichnowskiego, że chętnie spota się z nim ponownie.

 Zdawało się, że niespodzianki się nie wydarzą gdy sir Grey nieoczekiwanie ogłosił... no ale niech to sam powie niemiecki ambasador: ”Grey ogłosił, że rząd brytyjski chce utrzymać z nami przyjacielskie stosunki i że tak będzie, bo konflikt ogranicza się wyłącznie do Austrii i Rosji. Gdybyśmy jednak wciągnęli do niego Francję, to sytuacja zmieniłaby się diametralnie i rząd brytyjski potencjalnie musiałby podjąć określone kroki.”

 Co to oznacza? - zapytałby niemiecki ambasador i to byłoby wszystko co mógłby zrobić, ale cesarz wysyłając telegram przedstawił własny wniosek: „to oznacza, że nas zaatakują”. Niemcy nie wiedziały, że dwa dni przedtem szczwany i przyjacielski Edward Grey gwałtownie domagał się udziału Brytanii w wojnie grożąc podaniem się do dymisji!

 Teraz Rzesza wiedziała, że w przypadku konfliktu będzie musiała walczyć także z Anglią! A to zmieniało wszystko. Wojować z imperium brytyjskim i praktycznie niewyczerpalnymi zasobami ludzkimi i surowcowymi, a prawdopodobnie ze Stanami Zjednoczonymi, oznaczało starcie z całą planetą. Nie było szans aby Niemcy w takiej walce zwyciężyły.

 Greyowe oświadczenie było dla Berlina bombą. Sam cesarz przejawił emocje: „Anglia pokazała karty i sądzę, że zostałem przyparty do muru w beznadziejnej sytuacji! Ci podrzędni sprzedajni bastardzi spróbowali nas zwieść obiadami i przemówieniami. Król mówił zagadkowo gdy w rozmowie z Heinrichem twierdził: „Zostaniemy neutralni i postaramy się takimi zostać dopóki będzie to możliwe”.

 Niestety, oświecenie niemieckiego władcy przyszło za późno. Świat był już na skraju przepaści. Jeśli zostawimy na boku zakłopotanie Lichnowskiego i gwałtowny gniew Wilhelma II, koniecznie trzeba zbadać inny fakt: sir Grey właśnie dał niemieckim dyplomatom coś całkiem nowego. Dał im właśnie ultimatum: jeżeli chcecie uniknąć wojny z Brytanią (tj. z całym światem) walczcie tylko z Rosją! Nie ruszajcie Francji!

 I to jest clou wszystkiego: Brytyjczycy nie tylko zorganizowali I wojnę światową, ale postarali znaleźć się w takiej sytuacji aby być poza walką między Austrią Niemcami a Rosją. Chcieli stać z boku, zachować „wolność działania” - używając określenia Grey'a. To logiczne jeśli pamięta się cel wojny dla naszych „sojuszników”: zniszczyć Rosję i Niemcy. Niech się zniszczą wzajemnie, a Francuzi i Brytyjczycy do walk wkroczą w ostatniej chwili. Mogą nawet wypowiedzieć wojnę aby utrzymać status quo, ale nie ma powodu wojować. „Sojusznicy”? Tak samo było w 1939 r. gdy krwawiąca Polska nie mogła doczekać się ich pomocy.

 Słowa brytyjskiego ministra zaszokowały Berlin. Sytuacja zmieniła się radykalnie. Zrozumieli, że znaleźli się w ślepej uliczce i musieli szybko znaleźć z niej drogę wyjścia. Jednocześnie okazało się, że Włochy prawdopodobnie po stronie swoich sojuszników – Niemiec i Rosji, walczyć nie będą. Obraz sytuacji nagle się zmienił: Berlin był na skraju paniki. Ostrzeżenie Grey'a przekazano do Wiednia a Niemcy usiłowali przekonać Austriaków, aby poczekali z zajęciem Belgradu jako sankcją i pozostawili sprawy do rozstrzygnięcia przez międzynarodowych mediatorów.

 W tamtej chwili organizatorzy wojny potrzebowali znowu ukłuć drugą stronę, bo Niemcy i Austriacy mieli ochotę wymigać się od wojny. Rosyjski car o zdradzie swych „sojuszników” nie wiedział i późnym wieczorem 30 lipca podpisał dekret o powszechnej mobilizacji. Rozkaz uprawomocnił się 31 lipca 1914 r. uruchamiając reakcję łańcuchową. Na rosyjską mobilizację w ten sam sposób zareagowały Niemcy, co francuski ambasador opisał, że „z powodu powszechnej mobilizacji rosyjskiej armii, Niemcy ogłosiły kriegs gefahr (alarm wojskowy)”. Niemcy zażądały by Rosja się zdemobilizowała inaczej zaczną własną mobilizację. Francuski rząd i prezydent Raymond Pointcaré zadecydowali zareagować na niemiecką mobilizację tak samo. Do rozpoczęcia wojny pozostał jeden dzień.

 Berlin znalazł się w trudnej sytuacji. Sojusznik Niemiec – Austria – już prowadziła działania wojskowe w Serbii. Rosja się mobilizowała, podobnie jak na przygotowania niemieckie Francja. Teraz już Niemcy nie miały wyboru. Gdyby nic nie robiły a tylko czekały, Rosja zaatakowałaby Austrię zmuszając Niemcy do pomocy swojemu sojusznikowi, a Francja swojemu. Wielka Brytania wkrótce także przystąpiłaby do wojny. To była ślepa uliczka bez możliwości zwycięstwa. Drugi wariant działań zaproponował sam sir Grey: walczycie tylko z Rosją, która pierwsza wyszła z inicjatywą. Pretekstem była rosyjska mobilizacja jako bezpośrednia groźba dla bezpieczeństwa Rzeszy! W ten sposób Anglicy doprowadzili do wojny Niemcy i Rosję. Lont został podpalony po obu stronach.

Berlin, prawidłowo odczytując sytuację, spróbował wydostać się z pułapki, w którą cesarz Wilhelm II sam się zapędził. Ostatnią szansą (bez straty twarzy, oczywiście) było nakłonienie Rosji aby nie mieszała się do konfliktu austriacko-serbskiego. Warunkiem było powstrzymanie rosyjskiej mobilizacji. Tirpitz cytował cesarza: „... Rosyjska mobilizacja uczyniła wojnę nieuniknioną. Teraz powstrzymać ją mógłby tylko cud. Dalsza bierność z naszej strony oznaczała by ustępstwo na rzecz nieprzyjaciela co byłoby nie do usprawiedliwienia.” I Niemcy spróbowali ów cud sprawić. 31 lipca o północy niemiecki ambasador Portalés przedstawił Rosji ultimatum. Jeżeli do południa 1 sierpnia Rosja się nie zdemobilizuje, Niemcy także ogłoszą mobilizację. Sazonow zapytał, czy to oznacza wojnę. „Nie” odpowiedział Portalés, „ale bylibyśmy jej bardzo blisko.”

W czasie gdy dyplomaci rozmawiali, niemiecki cesarz osobiście napisał telegram do Mikołaja II, w którym desperacko prosił Rosję aby zapewniła go o swoich pokojowych zamiarach. Ale w sytuacji gdy Brytyjczycy już oszukali Wilhelma, chciał dostać od cara nie tylko słowa ale zapewnienie o pokojowych zamiarach! Dylemat był prosty i tragiczny: jeśli się „kuzyn Niki” opamięta, będzie można uniknąć wojny. Ale jeśli wypowie wojnę, Niemcy będą zmuszone walczyć tylko z Rosją. Sir Grey to Niemcom obiecał! Cesarz, na granicy rozpaczy, rozumiał sytuację. Car był dużo spokojniejszy, za plecami miał „sojuszników”, innymi słowy niczego nie rozumiał! Brytyjczycy ciągle jeszcze mogli katastrofie zapobiec, wystarczyło by do północy 31 lipca 1914 jasno określili swoje stanowisko o przystąpieniu do wojny. Nie zrobili tego, bo oni tej wojny chcieli.

Kto rozpalił I wojnę światową? (1)
Kolejny tekst Mikołaja Starikowa przełamuje obowiązujące dogmaty historyczne pomimo tego, że pisany jest z pozycji rosyjskich, co czytając, należy brać pod uwagę
niedziela, 16 sierpnia 2015
Długie ręce Wikingów

 

Szwedzkie media oskarżyły tamtejsze apteki o rasizm, ponieważ sprzedają zbyt jasne plastry.

O co chodzi? Otóż naturalizowana przez adopcję Szwedka a pochodząca z Kolumbii niejaka Paula Dahlberg, chciała kupić sobie plaster pasujący kolorem do jej skóry. Niestety, sprzedawane plastry były zbyt jasna. Poskarżyła się na to na swoim blogu określając te plastry „codziennym rasizmem" i zażądała plastrów przezroczystych. Na to „Eva Fernvall, szefowa biura ds. kontaktów z mediami szwedzkiej sieci aptek państwowych Apoteket, na antenie Sveriges Radio przeprasiła za to, że kierownictwo sieci nie kupiło plastrów, które zadowoliłyby 'nowych Szwedów'”.

Dahlberg musi mieć jakieś plecy, jest przedstawicielką lewicy, cokolwiek by to miło znaczyć, ale coś na pewno znaczy. Trudno sobie wyobrazić, że podobnie zareagowałyby szwedzkie media gdyby jakiś biały prawicowiec poskarżył się na kolor węgla, który także mógłby na nim wywierać wrażenie rasistowskiego tylko à rebours. Co więcej, znając teorię i praktykę państwa szwedzkiego można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością przyjąć, że to on oskarżony zostałby o rasizm, ponieważ polit-poprawność działa tylko w jedną stronę.

Zresztą, można także założyć, że owa Paula Dahlberg jest częścią jakiegoś większego programu. Może np. chodzić o dalsze „rozmiękczanie” Europejczyków, poczynając od Skandynawów, których uznano za szczególnie nadających się do tego celu. Wielu z nich może to wzburzyć, a wtedy reżyserzy stojący w cieniu, spuszczą ze smyczy jakiegoś Breivika, co z kolei wykorzysta propaganda do walki z nazizmem, a fala propagandy zatopi wszelkie głosy rozsądku.

 

Przypomnę, że Anders Breivik, co prawda Norweg, nie Szwed, autor dwóch zamachów: na siedzibę premiera Norwegii, w którym zginęło 8 osób, oraz na uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło 69 osób (za Wikipedią), podawał się za „przyszłego regenta Norwegii, w której władzę miałaby przejąć organizacja wzorowana na templariuszach (należał do konserwatywno-tradycjonalistycznego wolnomularstwa, w którym posiadał stopień mistrza, oraz do tajnego stowarzyszenia „templariuszy”). Jego działania jako regenta miałyby obejmować grupowanie Norwegów w rezerwatach i kontrolowanie ich rozmnażania w celu odbudowy populacji”.

 

Nie wiem jak tam Szwedzi ale Norwegowie aż tak głupi nie są i jakoś tam po cichu próbują się ratować. Eurodeputowany Janusz Wojciechowski na swoim blogu zamieścił pismo do premier Kopacz a do wiadomości Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Rzeczników Praw Obywatelskich oraz Praw Dziecka informując, że „Centralny urząd ds. Dzieci i Młodzieży w Norwegii zatwierdził wniosek o wznowienie współpracy Adopsjonsforum z Polską”. Ta organizacja pozarządowa, ale utrzymująca się z rządowych dotacji ma na celu „znajdowanie rodzin zastępczych w Norwegii dla sierot i porzuconych dzieci z innych krajów”, w tym także, a może przede wszystkim - . w Polsce, skąd do tego roku przeprowadzono 30 adopcji.

Odbywa się to przy poparciu polskich organizacji adopcyjnych, co rodzić musi podejrzenie, że nie chodzi tu o dobro dzieci ale o biznes, ten oficjalny i ten nie. Coraz częściej zdarzają się przypadki odbierania rodzicom dzieci pod byle pretekstem, można więc mówić o zorganizowanej formie tego procederu. Wzrost liczby takich „odbiorów” ma – moim zdaniem – znieczulić społeczeństwo na przypadki państwowego kidnapingu.

Można sobie więc wyobrazić, że to Adopsjonsforum wybierać sobie będzie dzieci, co kojarzyć się może z „dziećmi Zamojszczyzny”.

W grudniu pisałem o tym, jak Barnevern, norweska organizacja de facto sprywatyzowana przed dekadą, oficjalnie zajmująca się ochroną dzieci, w rzeczywistości jest korporacją, takim państwem w państwie, zarabiająca na odbieraniu dzieci. Im więcej dzieci zostanie odebranych, tym większe zyski uczestniczących w tym stron: dla tego, kto zdecydował o odebraniu, dla prywatnych domów dziecka, rodzin zastępczych i ubiegających się o adopcję. Jej ofiarami, rzecz jasna, padają przebywający tam Polacy. Teraz działania rozszerzono na skalę międzynarodową.

Nie jest to bynajmniej jakaś nowość. Średniowieczni Wikingowie organizowali swoje wyprawy nie tylko po bogactwa materialne, ale także i niewolników, potrzebnych do pracy ale i do utrzymania populacji na jako takim poziomie. Teraz jest tak samo tylko opakowanie i propaganda się zmieniła.

Widać to po wynikach badań genetycznych narodów europejskich (tzw. haplogrup chromosomu Y), wg których germańskość w Norwegii, choć dominuje, to jednak tylko nieznacznie, gdyż dorównują jej geny słowiańskie i celtyckie.

 Mamy więc zakrojoną na szeroką skalę akcję, która pokazuje, czym jest Polska – państwo istniejące teoretycznie. Dostarczycielem surowców, taniej siły roboczej i „ludności” dla wymierających populacji. I niech nikogo nie zmyli, że przed tysiącleciem, królową Danii Szwecji i Norwegii była Świętosława, córka Mieszka I a żona Eryka VIII Zwycięskiego oraz Swena Widłobrodego.

A to se už nevrati, pane Havranek.



poniedziałek, 03 sierpnia 2015
Fałszowanie historii w interesie agend

Paul Craig Roberts

 W tekście z 13 kwietnia The Power of Lies (Siła kłamstw) pisałem o tzw. wojnie domowej i mitach, którymi historycy dworscy wojnę tę obciążyli, jak bywa historia fałszowana by odpowiednio służyć agencjo. Wykazałem, że była to wojna o oderwanie się, secesję, a nie wojna domowa, bo to nie Południe walczyło z Północą o władzę w Waszyngtonie. Co do niewolnictwa, wszystkie wypowiedzi Lincolna wskazują, że nie był on ani zwolennikiem czarnych ani przeciwnikiem niewolnictwa. Mimo to mianowany został bohaterem praw obywatelskich, a agresja Północy, której celem było „zachowanie unii”, przemianowana została na walkę z niewolnictwem.

 Co do Deklaracji o równouprawnieniu, Lincoln powiedział, że chodzi o „praktyczne wojskowe kroki”, mające pokonać Południe i przekonać Europę, zamierzającą uznać Konfederację, że Waszyngton ma motywy „znacznie większe niż tylko ambicjonalne”. Deklaracja wyzwoliła tylko niewolników Konfederacji, Unii już nie. Jak powiedział unijny minister spraw zagranicznych: „Znieśliśmy niewolnictwo tam, gdzie go nie mamy, a utrzymujemy tam, gdzie je możemy znieść.”

 Kilku czytelników prawdę tę przekręciło i uznało podawanie tych historycznych faktów za obronę niewolnictwa. W tekście na LewRockwell.com „Was 1861 a Civil War?” bardzo znany amerykański Murzyn - Walter Williams – uważa, że była to wojna o pieniądze, a nie o niewolników. Tak samo jak Żydzi, mówiący prawdę o polityce Izraela, określani są jako „samonienawidzący się Żydzi”, będzie i Walter Williams uznany za „samonienawidzącego się Czarnucha”? Inwektywy są używane jako obrona przed prawdą.

 Rasistowskie wyjaśnienia mogą być bardzo zwodnicze. Np. mówi się teraz, że policja jest rasistowska, bo zabija bez powodu czarnych Amerykanów i prawie zawsze jej to uchodzi na sucho. To przykład, jak prawdziwe fakty są przekręcane. W rzeczywistości policja zabija więcej białych niż czarnych, a te zabójstwa także jej uchodzą. Rasa więc nie jest wyjaśnieniem.

 Prawda jest taka, że policja została zmilitaryzowana i tak wyćwiczona, aby postrzegała ludzi jako wrogów, których najpierw należy opanować siłą a dopiero potem przesłuchać. To jest powodem, dlaczego tylu niewinnych ludzi każdej rasy zostało zadręczonych i zabitych. Niewątpliwie niektórzy policjanci są rasistami, ale brutalność policji wobec nie ma względu na rasę, płeć czy wiek. Policja jest niebezpieczna dla wszystkich, nie tylko dla czarnych.

 Podobny błąd widać wobec flagi Konfederacji. Czytając niektóre komentarze o niedawnej strzelaninie w kościele w Charleston, można odnieść wrażenie, że za zabójstwo odpowiedzialna flaga Konfederacji a nie Dylann Roof. Ci, którzy uważają, że może ona być „symbolem nienawiści“, mogą mieć rację. Może to być symbol ich nienawiści do „białego Południa”, nienawiści datującej się od błędnej interpretacji tego, co nazwano „wojną domową”. Jak zauważył jeden z komentatorów, skoro wystarczyły cztery lata, gdy powiewając nad niewolnictwem stała się flaga Konfederacji symbolem nienawiści, to co z flagą USA, powiewającą nad niewolnictwem 88 lat?

 Flagi na polach bitew są znakami informacyjnymi pokazującymi żołnierzom, gdzie są ich linie. W czasach czarnego prochu nad polami bitew tworzyły się ogromne chmury kurzu, zacierając linie wrogich stron. W pierwszej bitwie pod Bull Run powstało zamieszanie z powodu podobieństwa chorągwi. Tak się zrodził bojowy sztandar Konfederacji. Nie ma to nic wspólnego z nienawiścią.

 Amerykanie urodzeni w scentralizowanym państwie nie mają świadomości, że ich przodkowie uważali się za obywateli kraju a nie za Amerykanów. Byli lojalni wobec kraju. Gdy Robert E. Lee dostał propozycję dowodzenia wojskami Unii odmówił, bo pochodził z Wirginii i nie mógł walczyć przeciwko swojemu krajowi rodzinnemu.

 Powstał bezsensowny mit, jakoby Południowcy uczynili z Murzynów niewolników dlatego, że są rasistami. Tymczasem niewolnicy zostali przywiezieni do Nowego Świata jako siła robocza w rolnictwie. Pierwszymi niewolnikami byli białasi skazani na niewolnictwo na podstawie europejskich przepisów prawa karnego. Encyklopedia Wirginia podaje, że „pracownicy-więźniowie mogli być kupieni za niższą cenę niż sezonowi białasi lub zniewoleni afrykańscy pracownicy, a ponieważ byli na marginesie społecznym, mogli być bardziej wykorzystywani”.

 Białe niewolnictwo miało także formę sezonowych sił pracowniczych, gdy białasi pracowali jak niewolnicy, na podstawie umów na czas ograniczony. Rodzimi Indianie byli zniewoleni. Ale białasi i Indianie nie sprawdzili się w pracy na roli. Biali nie byli odporni na malarię a żółci na febrę. Tylko Afrykanie byli przystosowani do gorącego klimatu. A ponieważ byli uprzywilejowani z powodu większej możliwości przeżycia, stali się preferowaną siłą roboczą.

 Niewolnicy byli ważniejszą siłą w południowych koloniach niż w północnych, ponieważ gleba na Południu była lepsza dla rolnictwa. W czasie rewolucji amerykańskiej Południe specjalizowało się

w rolnictwie a niewolnictwo było instytucją istniejącą na długo przed Stanami Zjednoczonymi i przed Skonfederowanymi Stanami Ameryki. Udział niewolnictwa w społeczeństwie był bardzo mały, gdyż niewolnictwo związane było z wielkimi majątkami wytwarzającymi płody na eksport.

Posiadacze wielkich areałów nie patrzyli na kolor skóry. Nie było żadnego rynku pracy.

 Wytłumaczenie niewolnictwa rasizmem zadowala niektóre agendy ale nie jest zgodne z prawdą historyczną. Wyjaśnienie nie jest tylko usprawiedliwieniem. Każda instytucja, każda wada i zaleta a i sam język, mają korzenie. Wszystkie instytucje mają interesy, których muszą bronić. Było kilka prób zmiany świata w jeden dzień jakie francuska i bolszewicka rewolucje podejmowały, ale poza tym, że zniszczyły jego podstawy, niczego nie dokazały.

 Stałe oskarżanie o rasizm może rodzić rasizm i go ugruntować tak jak nieustająca propaganda Waszyngtonu tworząca w społeczeństwie amerykańskim islamofobię i rusofobię. Musimy być ostrożni używając określonych słów i odrzucać obrażające wyjaśnienia.

Czytelnicy stale pytają mnie, co mogą zrobić. Odpowiedź jest zawsze taka sama. Nie możemy zrobić nic, dopóki nie będziemy właściwie poinformowani.

 

Falsifying History In Behalf Of Agendas ukazał się 21.07.2015 na paulcraigroberts.org



sobota, 01 sierpnia 2015
Lex Trynkiewicz idzie dalej

 Wczoraj sąd nieprawomocnym wyrokiem skazał Mariusza Trynkiewicza, pedofila-mordercę, na kolejne 5,5 roku więzienia. Kolejne, bo najpierw, za zabójstwo 4 chłopców w 1988 r. skazany został na karę śmierci, zamienioną następnie w wyniku amnestii sejmowej w 1989 r. na karę 25 lat więzienia. Po jej odbyciu, co stało się w ubiegłym roku, nie bardzo wiedziano co z 52 letnim wówczas Trynkiewiczem, bo zgodnie z prawem powinien wyjść na wolność ale obawiano się, że jego resocjalizacja nie dała spodziewanego rezultatu. Wymyślono więc naprędce tzw. ustawę o bestiach, na mocy której został on umieszczony w specjalnym ośrodku psychiatrycznym ale tu pojawił się kolejny problem. Jeżeli Trynkiewicz to psychol, nie powinien być skazany wyrokiem karnym, natomiast jeżeli nie jest, po odbyciu kary powinien wyjść na wolność. No, ale żyjemy przecież w państwie prawa, więc wymyślono co następuje.

Tym razem Trynkiewicza skazano za posiadanie posiadanie pornografii dziecięcej i nielegalnych programów komputerowych w ilości 1318 sztuk we więziennej celi, gdy tam jeszcze przebywał. Nie wiem, co oznacza zwrot „nielegalne programy komputerowe” ale zwracam uwagę na cały szereg „dziwnych” szczegółów tej sprawy.

Po pierwsze, prawdopodobieństwo, aby jakiś więzień mógł coś takiego robić jest mniejsze niż przypadkowej katastrofy lotniczej z głową państwa na pokładzie, czy śmierci bogatego człowieka w we wiedeńskim szpitalu w wyniku „komplikacji”. Tak samo jak samobójstwo we wiedeńskim więzieniu, w całodobowo monitorowanej celi znanego gangstera powiązanego ze spec-służbami kilku państw.

Nie wiem w jaki sposób skazany M.T. Nauczył się obsługi komputera, bo kiedy poszedł siedzieć ta dziedzina dopiero raczkowała, tak samo skąd w celi wziął komputer, co więcej – dostęp do internetu, bo jakoś te programy i „pornograficzne treści” musiałby ściągać i dlaczego nie zostało to na czas zauważone. To, oczywiście, pytanie retoryczne, boi każdy rozumie, że przecież nie o to chodzi, tylko o pozbawienie M.T. wolności.

Zastanawia mnie, dlaczego w tej akurat na pozór banalnej sprawie, zadano sobie tyle trudu i to w większości bezproduktywnego, a już przynajmniej kompromitującego tzw. organa państwa. Przecież sposobów, skoro już nie został powieszony zgodnie z prawem, było co najmniej kilka. Mógł go np. odwiedzić „zbiorowy samobójca”, jak to miało miejsce w przypadku kilku ważniejszych osób, nie mówiąc już o śmierci w wyniku powikłań pochorobowych. Ale nie, zamiast tego szereg komplikacji.

Ktoś powie, że to dlatego, bo odpowiedzialni za to ludzie są po prostu głupi, co w jakimś sensie odpowiada prawdzie, ale przecież nie są aż tak głupi. Stawiałbym na to, że „w tym szaleństwie jest metoda”, polegająca na tym, że testuje się na nie budzącym sympatii przypadku metody działań pozaprawnych, takich, jakie później zastosowane mogą zostać już na osobach całkiem z innej bajki, np. na przeciwnikach politycznych lub niewygodnych z jakichś innych powodów. Owo szeroko rozumiane „Lex Trynkiewicz” odegra rolę szczepionki, która uodporni społeczeństwo na szersze zastosowanie tej metody w przyszłości.



poniedziałek, 27 lipca 2015
Epizod 3 Zamach w Sarajewie

 

Mikołaj Starikow

 

„Austriacki i rosyjski imperator nie mają usuwać jeden drugiego i brukować drogę dla rewolucji” - arcyksiążę Franciszek Ferdynand

 Była to typowa, niczym nie wyróżniająca się wizyta wysokiego przywódcy imperium w jednym z ważnych miast. Dla nas nie byłaby interesująca, gdyby nie jedni „ale”. W wyniku łańcucha dziwnych i podejrzanych zdarzeń, w onym dniu doszło do śmierci następcy tronu austriackiego i początku pierwszej wojny światowej...

 Ten fatalny dzień rozpoczął szereg dziwnych zdarzeń i austriacki następca tronu zmarł w wyniku tychże „przypadków”. Planowo miał gość honorowy uczestniczyć w przyjęciu na ratuszu a następnie obejrzeć miejscowe osobliwości. Ale zaraz po części powitalnej na dworcu, Franciszek Ferdynand i jego żona wskoczyli do otwartego wozu i pospieszył do miasta, podczas gdy ich ochrona z jakiegoś dziwnego powodu pozostała na dworcu, co jest o tyle dziwne, że informacje o zagrożeniu zamachem krążyły już dzień wcześniej. Nawet gdy serbski poseł w Austro-Węgrzech ostrzegał przed zamachem, nie podjęto żadnych szczególnych środków ostrożności. Wybór daty: 28 czerwiec 1914 r. był także dziwny. Właśnie w tym dniu w 1389 r. armia turecka pokonała Serbię przez co tamtejsi Słowianie stracili niepodległość na setki lat. W 1878 r. Bośnia i Hercegowina w efekcie wojny rosyjsko-tureckiej znalazła się pod okupacją Austrii, a w 1908 r. została oficjalnie anektowana do cesarstwa Habsburgów. Wyznaczenie na ten dzień wojskowych uroczystości na cześć nowych „okupantów” graniczyło z prowokacją. Ale ani data, ani marszruta arcyksięcia nie zostały zmienione.

 Kolumna czterech aut z prędkością 12 km na godzinę jechała pełnym ludzi nabrzeżem Miljacka w atmosferze świątecznej. Widzowie na nabrzeżu machali na cześć książęcej pary. 18-letni obserwator przepchnął się do pierwszego rzędu. Gdy napotkał baczny wzrok policjanta uśmiechnął się i zapytał, czy może zobaczyć auto arcyksięcia i w tej samej chili rzucił na auto bombę. Kierowca kątem oka zauważył podejrzany ruch, nacisnął gaz i bomba odbijając się od płóciennego dachu pierwszego auta wybuchła pod kołami drugiego. Bomba była napakowana gwoździami. Franciszek Ferdynand nie został zraniony ale jego żona lekko w kark. Rannych zostało 20 osób z tłumu w tym dwóch policjantów. Nedeljko Gabrynowicz, bo tak się ten młody terrorysta nazywał, zaczął uciekać ale zaraz został pochwycony.

 Dziwne było to, że mimo tego nieskutecznego ataku, niczego nie zmieniono w planie wizyty. Burmistrz miasta odczytał kwiecistą mowę, ale Franciszek Ferdynand nie wytrzymał i przerwał słowami: „Panie burmistrzu, przyjechałam z przyjacielską wizytą a spotkały mnie bomby. To

okropne!”, ale po chwili opanował się i dodał: „No, proszę dalej!” Na koniec arcyksiążę już spokojny i uśmiechnięty, zapytał starosty”: „To jak myślicie, dojdzie dziś do kolejnego zamachu na mnie?”

 Nie znamy reakcji burmistrza jak i dalszych słów arcyksięcia, ale ważniejsze jest, że nie podjęto dodatkowych środków ostrożności. Spójrzmy przez analogię: bomba wybucha obok samochodu austriackiego prezydenta, a w ciągu kolejnych godzin ponownie jedzie on sobie spokojnie przez miasto machając ręką do wiwatującego tłumu. To jest niemożliwe, ale w Sarajewie tak się to właśnie dokładnie stało.

 Rząd samochodów jechał wzdłuż promenady w odwrotnym kierunku. Tym razem jechano szybciej. Żona następcy tronu siedziała obok niego wraz z wojskowym gubernatorem Bośni – gen. Potiorkem, który z szablą przy boku stał na lewym stopniu. W pewnej chwili na środku drogi kierowca pierwszego auta pogubił się i skręcił w prawo, w ulicę Franciszka Józefa. Generał zorientował się, że pojechali złą drogą i głośno krzyczał do swego kierowcy. Ten zahamował, zjechał na chodnik i stanął. Cała kolumna ustawiła się za nim, tak, aby nie spowodować korka drogowego. Dlatego samochód arcyksięcia musiał stanąć przed „Morits Schiller Delicatessen“. Całkiem przypadkiem, tam właśnie siedział sobie 19-letni terrorysta, który zapisał się do historii jako Gavrilo Princip. Ale nie tylko to było dziełem przypadku, bo także i to, że auto stanęło prawą stroną do terrorysty, tą stroną, na której nie było żadnej ochrony dla arcyksięcia i jego żony.

 Princip wyciągnął rewolwer i dwukrotnie strzelił; pierwsza kula dosięgła Zofii, druga – następcy tronu. Oboje zginęli, osieracając trójkę dzieci w wieku 10, 12 i 13 lat. Princip i jego wspólnik próbowali uciec, ale zostali złapani, pobici i skopani. Odnieśli kilka ran, a ręka Principa musiała być później w więzieniu amputowana. Natychmiast podjęto śledztwo. Trzeba było odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto zorganizował zamach. I oto kolejna dziwna sprawa: prowadząc dochodzenie w sprawie zaniedbań ochrony Franciszka Ferdynanda, austro-węgierskie ministerstwo sprawiedliwości wykazało olimpijski spokój. Śledztwo wcale nie było szybkie, jednak niebawem nastąpiła fala zatrzymań i pojawił się jasny obraz sprawy.

 Gavrilo Princip powiedział, że zastrzelił arcyksięcia ponieważ „ucieleśniał austriacki imperializm, prezentował austriackie poglądy najgorszego wroga serbskiego narodu”. Po serii przesłuchań zbrodnia została całkowicie wyjaśniona: Franciszek Ferdynand został zabity przez Serbów – studentów uniwersytetu w Belgradzie i członków „Młodej Bośni”, którzy przyjechali z Serbii w tym konkretnym celu. Organizacja ta po raz pierwszy pojawiła w 1912 r. z programem oswobodzenie Serbii spod austriackiego jarzma i utworzenia niezależnego państwa zjednoczonego z prowincjami okupowanymi przez Austrię. Z niej powstała kolejna organizacja - „Czarna ręka”, pod przywództwem pułkownika Apisa.

 Jednak tragiczne te wydarzenia rodzą podejrzenia, że w zamachu na arcyksięcia umoczeni są austriacko-węgierscy gracze. W rzeczywistości wielu w cesarstwie nie było zadowolonych z polityki władcy. Franciszek Ferdynand miał żonę Czeszkę i przejawiał sympatie słowianofilskie. Chciał wzmocnienia monarchii nadając prawa Słowianom zrównując ich z obywatelami niemieckimi i węgierskimi. Takie pomysły irytowały polityków we Wiedniu i Budapeszcie. Gdyby do tego doszło, ziemie znajdujące się pod węgierskim panowaniem, otrzymałyby autonomię i samorządy. To może wyjaśniać dziwne zachowanie austriackich służb bezpieczeństwa.

 Ale prostota i oczywistość nieszczęsnego mordu na arcyksięciu i jego żonie jest złudna. Na myśl austro-węgierskiego przywódcy nie przyszło, że w prowadzeniu śledztwa uczestniczyli konspiratorzy. Ujawnienie szczegółów zbrodni przez policję wskazuje, … że sama to zorganizowała!

 Ci, co stali za 18 zamachowcami, chcieli więcej niż śmierci samego arcyksięcia. Aby austriaccy śledczy dotarli do tych, którzy byli faktycznie odpowiedzialni, trzeba by było wykonawców pochwycić żywymi. Dlatego wszyscy dostali ampułki z trucizną! I gdy zobaczyli, że nie uciekną, Nedeljko Gabrynowicz i Gavrilo Princip zażyli truciznę, tyle że ta nie zadziałała! Ten na pozór przypadek, jest kluczowym ogniwem w łańcuchu dalszych tragicznych wydarzeń! Przezorność konspiratorów jest godna uwagi: wyposażyć zamachowców „bezpieczną” trucizną i dać im czas na strzelenie. Tłum i bliskość straży arcyksięcia przy drugiej próbie nie dały czasu zabić się zamachowcom, którzy wpadli w ręce systemu sprawiedliwości.

 Całe śledztwo oparto na zeznaniach terrorystów! Gdyby policja zamiast nich miała dwa trupy, śledztwo by zakończono. Ale dzięki dziwnej truciźnie śledczy dostali nie tylko nitkę ale całą linę, dzięki której mogli dotrzeć do kłębka zagadki. Kto dal zamachowcom bezpieczną truciznę? Ktokolwiek to był, chciał, aby szybko znaleziono podejrzanych i skierowano gniew przeciwko Serbom. Sami Serbowie nie mieli interesu aby policja ujęła zamachowców żywcem; to by tylko skierowało podejrzenie na nich. Austriackim tajnym służbom wystarczyło słabo strzec parę książęcą i „zaniedbać” ochronę we właściwym momencie. I to wszystko, co musieli zrobić.

 To jednak wierzchołek góry lodowej. Członkowie Młodej Bośni dostali truciznę od innej organizacji...

 Szukając prawdziwych organizatorów zabójstwa austriackiego następcy tronu należy założyć, że ktokolwiek to był, chciał wywołać konflikt i to dużo większy niż tylko wojna austro-serbska . Nie byli to ani Serbowie ani Austriacy. Odwet Wiednia za skrytobójstwo doprowadził do wybuchu I wojny światowej. Ale najpierw należy zapytać, czy serbscy inspiratorzy zamachu dążyli do czegoś większego? Chcieli konfliktu aż w takim rozmiarze?

 W interesie serbskich nacjonalistów i niektórych polityków węgierskich była by śmierć arcyksięcia, ale tylko to. Wielkiej wojny nie chcieli. Serbia chciała załagodzić spory z Cesarstwem, ale nie walczyć. Na to w 1915 roku była za słaba. Jej armia opuściła kraj, została załadowana na statki i ewakuowana do Grecji. Austro-Węgry wykorzystały zamach jako pretekst do pokonania uciążliwej Serbii. Jednak mała, zwycięska na początku kampania, skończyła się wielką wojną, rozpadem Cesarstwa i utratą przez Habsburgów tronu na zawsze.

 Nie przypadkiem, że sir Edward Grey, były brytyjski minister spraw zagranicznych napisał w pamiętnikach: „Prawdopodobnie świat nigdy nie pozna całej prawdy o zamachu na Franciszka Ferdynanda. Wydaje się, że nigdy żaden człowiek o tym zabójstwie nie będzie wiedział wszystkiego, co wiedzieć należy.” O jaką tajemnicę tu chodzi? Śledczy szybko ujęli i pokazali zamachowców. Ale brytyjskie MSZ mówiło coś innego: miesiąc po zamachu na arcyksięcia wybuchła I wojna światowa, w której zginęło wiele dziesiątek milionów ludzi. Jak to się stało? Tego nikt nie potrafi wyjaśnić. Dlatego spróbujemy wyjaśnić, komu potrzebna była wojna o tak bezprecedensowym zasięgu.

 Aby właściwie określić, kto skorzystał na zabójstwie arcyksięcia, wystarczy spojrzeć na wynik I wojny światowej. Zniszczyła ona dwóch głównych konkurentów Wielkiej Brytanii – Rosję i Niemcy. Gdy Rosja nie została rozbita w efekcie wojny z Japonią i dokładnie zaplanowanej rewolucji, Londyn rozpoczął staranne przygotowania do nowego, bardziej ambitnego projektu. Jego cele były imponujące i okazałe. Żelazo należy kuć kiedy gorące. Polityczna mapa tej doby mogła zostać zmieniona tylko wielką europejską wojną. W planach mogły być granice krajów i nawet ludzi zmienionych nie do poznania. Do zniszczenia Rosji Brytyjczykom nie wystarczała wojna, potrzebna była wojna światowa. Do zniszczenia Niemiec, gdzie nie było nawet śladu rewolucyjnego ducha, była potrzebna wojna o niespotykanej sile. Tylko totalna katastrofa mogła zmusić niemieckich mieszczan do pogardzenia swoim cesarzem.

 Zniszczenie Rosji i Niemiec mieściło się w priorytetach odwiecznej polityki brytyjskiej: nie dopuścić do powstania na europejskim kontynencie silnego państwa, a już silnego bloku państw w szczególności. Sojusz rosyjsko-niemiecki to najgorszy koszmar Anglików. Główny cel Brytyjczyków: nie dopuścić do tego aliansu i dalej – zmusić te państwa do śmiertelnej walki przeciwko sobie. Nie było to łatwe. Na początku XX w. między Rosją a Niemcami nie było sporów mogących być powodem konfliktu. Państwa te rządzone były przez dwóch kuzynów: Mikołaja i Wilhelma, między którymi panowały dobre stosunki. Dlaczego mieliby zacząć się bić? Dla urodzonych pod koniec XX w. to Niemcy były aroganckim agresorem, który dwukrotnie w ciągu stulecia przywiódł Rosję na skraj śmierci. Ale przed I wojną światową wyglądało to inaczej. Dla Rosji Niemcy były tradycyjnie przyjacielskim reżimem, z którym Rosja nie walczyła od czasu wojen napoleońskich, a więc jakieś 100 lat. Trzeba było czegoś szczególnego, aby te dwa kraje o tym zapomniały. Dlatego sprowokowanie między nimi konfliktu stało się celem polityki brytyjskiej. Francja także starała się o to samo, co było częścią jej polityki zagranicznej. Dzięki wojnie mogła odzyskać Alzację i Lotaryngię, ale nie mogła Niemiec zwyciężyć sama. Kto poza nią mógł walczyć o „wzniosłe cele” - powrót tych ziem na matczyne łono a potem rozpaść się? Rosja, rzecz jasna.

 Zabójstwo austriackiego następcy tronu było niezbędnym elementem, ostatnią cegłą w planie rozpalenia światowego pożaru. Było to wielkie, precyzyjne dzieło; rozpoczęło się zaraz po wojnie rosyjsko-tureckiej i trwało niemal dziesięć lat. Trzeba było przygotować przeciwników a później przygotowania doprowadzić do logicznego końca: zapalenia lontu przyszłej wojny, w istocie wojny ŚWIATOWEJ . I nie było do tego lepszego miejsca niż Bałkany, z wielowiekowymi politycznymi intrygami, konspiracjami i wojnami. Śmierć nieszczęsnego arcyksięcia, była więc prowokacją prowadzącą do wojny. I tak się stało; w niecały miesiąc po strzałach Gavrilo Principa, Niemcy wypowiedziały Rosji wojnę!

 Krąg się zamknął: Anglia weszła w sojusz z Rosją, aby nie dopuścić do zawarcia przez nią zbliżeniu z Niemcami i aby wojna zniszczyła dwóch konkurentów!

Za zabójstwem Franciszka Ferdynanda stały brytyjskie i francuskie służby:

W interesie Brytanii leżało aby szybkie śledztwo doprowadziło do Serbii, a tym samym wywołać konflikt między Serbią a Austrią; tak samo aby Rosja (sojusznik Serbii) i Niemcy (sojusznik Austro-Węgier), zaczęły walczyć.

 Zgodnie z brytyjskim planem, w wyniku wojny i rewolucji, miałaby Rosja stracić wszystkie swoje granice, stać się słabą republiką i skończyć w finansowych sidłach swoich „dobroczyńców”. Ten sam los spotkać miał Niemcy. Śmiertelna rana zadana przez Gavrilo Principa była sygnałem rozpoczęcia tych wszystkich nieszczęść...

 Inny problem powstał podczas przygotowań do rosyjsko-niemieckiej konfrontacji. Carat zawsze trzeźwo oceniał swoje siły zbrojne i nigdy nie zamierzał przystąpić do wojny z Niemcami i ich sojusznikiem - Austrią, a więc z dwoma potęgami naraz!

 Aby się jednak Rosja do wojny włączyła, trzeba było ją przekonać, że ma „lojalnych sojuszników”, którzy nie zostawią cara w potrzebie. To ten sam scenariusz, który nas (Rosję – MM) wciągnął do wojny z Japonią, tyle że w większym wymiarze – gwarantował carskiej władzy sojusz by następnie zostawić ją na lodzie z nieprzyjacielem w momencie największego zagrożenia. Przedwojenne wydarzenia do tego scenariusza pasowały. Anglia, nasz najbardziej nieprzejednany wróg, drastycznie zmieniła stanowisko i stała się naszym „sojusznikiem”. Na spotkaniu angielsko-rosyjskim w 1907 r., Piotrogród wstąpił do koalicji francusko-angielskiej - „Trójprzymierza” (Entente – z franc. Entente Cordiale). Synowie Albionu, tak często psujący krew dyplomatom rosyjskim, a którzy wywołali tyle wojen aby osłabić nasz kraj, zostali naszymi „sojusznikami”. Człowiek powinien być bardzo ostrożny. Jednak Mikołaj II był łatwowierny a stając się narzędziem w rękach wrogów udających przyjaciół, drogo za to zapłacił.

 Anglia zmobilizowała wszystkie siły do przygotowania przyszłego konfliktu. A za nią wynurzyła się sylwetka kolejnego przyszłego „sojusznika”. USA, hojnie finansujące japońską agresję i rosyjską rewolucję, nie spoczęły na laurach i po cichu wkroczyły na scenę. Zmieniło to całą dotychczasową światową równowagę sił. Kiedyś to brytyjski pies merdał swoim amerykańskim ogonem, teraz ogon zaczął merdać psem.

A może ci, którzy obmyślili I wojnę światową zwyczajnie nie rozumieli, jakie owoce ich praca przyniesie..? Dlaczego nasi „sojusznicy” weszli do tego konfliktu tak ochoczo? Odpowiedź jest prosta: I wojna światowa nie zniszczyła żadnego państwa demokratycznego. Konstrukcja państw demokratycznych jest stabilniejsza niż monarchii. W dobie globalnego kataklizmu do władzy dochodzi nowa partia, inny rząd, lub nowy przywódca ale nigdy nie dochodzi do rewolucji albo społecznych wybuchów. Monarchie nie mają tak bajecznego piorunochronu – prostą zmianę politycznego umeblowania. W monarchii jest inaczej. Bez względu kto będzie wodzem, carem czy cesarzem, w czasie wojny to on jest odpowiedzialny osobiście. Zmienić cara jest trudniej niż zastąpić premiera. Zatem monarchia nie może zmienić swojej głowy państwa, ludzie powstaną aby zmienić formę władzy. A rewolucja w czasie wojny prowadzi wyłącznie do porażki.

Taka szczególna stabilność demokratycznego władztwa w czasie różnych kryzysów dała jej rządom

możliwość podjęcia decyzji wywołania globalnego konfliktu, aby zniszczyć monarchistycznych konkurentów. Z tego powodu Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone weszły do konfrontacji i rozjechały monarchie z cała mocą. Wystarczy zobaczyć efekty I wojny światowej: USA nic nie straciły a wydały góry pieniędzy na kontrakty wojskowe i tylko się wzmocniły. Anglia zniszczyła swych niebezpiecznych rywali – Rosję i Niemcy, i wyszła z tego mocno osłabiona. Jednakże w porównaniu z innymi państwami wynurzyła się jako oaza prosperity. Francja wyszła z tego najgorzej. Wojna zniszczyła jej terytorium powodując ogromne ludzkie i gospodarcze straty. Mimo to Francuzi i tak osiągnęli soje cele: „zwymiotowali” wojnę z Prusami i odzyskali utracone terytoria prowincji! Nemesis Paryża – Niemcy, leżały rozbite w proch, a ciężkie straty armii francuskiej nie były niczym więcej niż kosztami na usunięcie niebezpiecznego sąsiada.

 Prawda o organizatorach sarajewskiego zamachu już została poznana. W każdej grze każdy aktor ma dobrze rozpisaną rolę. Wejście na scenę, powiedzenie swojej kwestii i wykonanie określonych gestów. Potem przychodzi czas powrotu za kurtynę. I wszyscy kluczowi aktorzy i świadkowie dramatu: zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, odeszli w zaświaty. Nedeljko Gabrynowicz opuścił ten padół pierwszy. Wkrótce, 1 maja 1918 r., podążył za nim Gavrilo Princip, umierając na gruźlicę w więzieniu, tak jak jego wspólnik. Swoje role młodych terrorystów zakończyli na dwa sposoby: zabili arcyksięcia i wysłali Austriaków na „właściwą” drogę. Grali zgodnie ze scenariuszem napisanym przez wojskowych i politycznych organizatorów zamachu. Pułkownik Apis Dmitrijevič, szef organizacji nacjonalistów serbskich „Czerna Ręka”, walczył na froncie wojny, którą pomógł wywołać cztery lata wcześniej, gdy nagle został aresztowany na rozkaz własnego rządu. Ważny organizator zakulisowych rozgrywek teraz był niepotrzebnym świadkiem: ludzie szefa wywiadu serbskiego sztabu generalnego postawili go pod sąd wojenny, który bezzwłocznie postawił go przed plutonem egzekucyjnym.

 „Polityczny” organizator zamachu w Sarajewie - Vladimir Gačinovič, także zmarł w podejrzanych okolicznościach. Był jednocześni członkiem trzech organizacji oskarżanych o zamach”: Młodej Bośni, Obrony Cywilnej i „Czernej Ręki. Był także głównym ideologiem i najbardziej wpływowym członkiem Młodej Bośni, która zamachu dokonała. To Gačinovič przekazał kontakty w tych organizacjach rosyjskim konspiratorom, którzy użyli ich później do rozpętania rewolucji. Jego przyjacielem był socjalista Natanson i socjal-demokraci Martow, Lunacharski, Radek i Trocki. Ten ostatni nawet po jego śmierci wychwalał go. Ale w sierpniu 1917 Vladimir Gačinovič nagle zachorował. Była to tak niezrozumiała i zagadkowa choroba, że szwajcarscy lekarze badający go dwukrotnie niczego nie znaleźli. Miesiąc później Gačinovič zmarł...

 Pierwsza kula trafiła arcyksiężną w pierś. Zdołała tylko westchnąć i upadła na siedzenie. „Suknia, suknia” - mamrotała, patrząc jaki czerwona plama rozszerza się na białym jedwabiu. Ale to nie była jej krew. Druga kula trafiła w kręgosłup jej męża, przeszła przez mundur i rozerwała tętnicę szyjną. Następca tronu ścisnął szyję ale krew przeciekała mu przez palce wsiąkając w śnieżnobiałą

suknię jego żony i w jego niebieski mundur.

„Sofie, Sofie, nie umieraj! Żyj dla naszych dzieci!“ mruczał Franciszek Ferdynand i upadł koło swojej żony. Ale ona już go nie słyszała, zmarła chwilę wcześniej. W tej chwili nowa krew trysnęła

przez ręce generała Potiorka, który trzymał je na szyi arcyksięcia usiłując mu pomóc. Eskorta stała z boku.

Szyja, jego szyja! - krzyczał ktoś histerycznie. Fotograf stojący w pobliżu skorzystał z okazji i uchwycił każdy moment strzałów.

 Czyjeś palce starały zawrzeć ranę Franciszka Ferdynanda ale krew nadal płynęła jak rzeka. Wstrzymanie krwawienia tętnicy szyjnej nawet w spokojnych warunkach nie jest łatwe, ale tu dodatkowo przeszkadzał kołnierzyk. Arcyksiążę zapinał mundur bardzo sztywno i ze swym zwykłym humorem żartował, że „krawiec musiał ubranie przyszyć bo inaczej guziki by uleciały”. Teraz, w ten sądny dzień, jego adiutanci rozpaczliwie starali się jego niebieski mundur rozpiąć aby zatamować krwawienie. Nikt nie miał nożyczek. Generał Potiorek ocknął się pierwszy.

„Do Szpitala, prędko!” - krzyczał do swego kierowcy, gdy go otrząsnął z szoku. Auto ruszyło gwałtownie. Na tylnym siedzeniu umierał Franciszek Ferdynand w ramionach dwóch adiutantów, którzy z marnym skutkiem starali się ranę uciskać. Arcyksiążę oddychał jeszcze 15 minut po utracie świadomości. Chwilę potem zmarł w aucie obok swojej żony; jej biała suknia była przesiąknięta krwią obojga małżonków.

 

Miesiąc później krew zalała całą Europę...

 

 Episode 3. Assassination in Sarajevo na Oriental Review.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
O autorze
Tagi