środa, 11 lutego 2015
Turcja a Gazprom. Geopolityka gazociągu

 

Rosyjski Gazprom, OJSC i turecka spółka Botas Petroleum Pipeline Corporation potwierdziły zamiar przesyłu gazu do Turcji przez nowy gazociąg w grudniu 2016 r., a do 2019 r. Rosja będzie już mogła dostarczać do Europy gaz obchodząc Ukrainę pisze Peter Iskenderov.

 Po rokowaniach prezesa Gazpromu - Aleksego Millera z tureckim ministrem energetyki - Tanerem Yildizem w Ankarze, ten pierwszy oświadczył, że podpisana umowa zakłada, że pierwsza nitka będzie mieć potencjał 15,75 miliard metrów sześciennych gazu przeznaczonego na rynek turecki. Ta wspólna inwestycja czyni z Gazpromu i Botasu strategicznych partnerów w zakresie infrastruktury.

 Całkowita pojemność gazociągu nieoficjalnie zwanego Turkish Stream wyniesie 63 mld m3 gazu rocznie dostarczanego czterema rurami. Gazociąg przebiegnie 660 km trasą planowanego wcześniej South Streamu a dalsze 250 km korytarzem do europejskiej części Turcji.

 

 

 

 Komentatorzy zauważają, że umowa między Moskwą a Ankarą to cios w Transatlantycki Gazociąg (TANAP), z którym lobbują USA i UE. Stolice zachodnie także reagują ostro. Po sukcesie „odstrzelenia” projektu South Stream, amerykańskie MSZ określiło rosyjskie projekty energetyczne jako polityczne a nie ekonomiczne, a kompletnym brakiem logiki popisał się unijny komisarz Maroš Šefčovič określając „dostawy całości gazu przez Turcję a nie przez Ukrainę” za utratę imagu Gazpromu, jakby już w Europie zapomniano o problemach jakie stwarzała Ukraina przy tranzycie przez swój kraj.

 Zachód obawia się, że przez prze-kierunkowanie rosyjskiego gazu poza Ukrainę straci „ukraińską kartę przetargową”, którą Zachód tak chętnie teraz gra. Zarówno South Stream jak Turkish Stream uznają za niepożądany, ponieważ obydwa odstawią Ukrainę na boczny tor geopolitycznych gier rozgrywanych według zachodniego scenariusza.

Niewyjaśnione komplikacje gazociągu Opal - odnogi Nord Stream, mogą wyjaśnić, kto kieruje się politycznymi zamiast ekonomicznymi motywami. „Po trzech latach miał ten gazociąg, dostarczając gaz tranzytem do Niemiec przez Czechy, Słowację, a częściowo i Austrię, funkcjonować na 50% pojemności i to tylko dlatego, że przepływa nim rosyjski gaz, a prawdziwe cele są inne...”, stwierdził przedstawiciel Gazpromu Wiktor Zubkow.

UE nie chce narażać się na dalsze koszty kupując gaz od Turcji, ale można było tego uniknąć nie rezygnując z projektu South Stream. Teraz Rosjanie mają chęć finansować budowę, ale UE będzie musiała wyłożyć własne środki na budowę rur od tureckiej granicy.

 Rok 2019, kiedy rosyjski gaz popłynie poza Ukrainą przez Turcję będzie niespodzianką. Ktoś to rozumie całkiem dobrze, a konkretnie - na Węgrzech. Premier Viktor Orban oświadczył, że antyrosyjskie sankcje „stoją w sprzeczności z węgierskim interesem” i że ma zamiar, „zawrzeć z Rosją umowę gazową” podczas spotkania z prezydentem Władimirem Putinem w Budapeszcie, który do węgierskiej stolicy przybędzie 17 lutego.

 Na marginesie tekstu Iskenderova nie można nie zauważyć, że turecki gazociąg ominie także Polskę. Być może będziemy zmuszeni kupować droższy gaz z Niemiec. Kto wie? Nasza polityka, póki co, dokładnie odpowiada powiedzeniu: Na złość babci odmrożę sobie uszy.

 Turkey and Gazprom. The geopolitics of pipelines na Strategic Culture Foundation 4.02.2015



wtorek, 10 lutego 2015
Standardy strachem okrojone

 

 Po wzmiankach i próbach obśmiania przez nasze media satyrycznego reportażu o Grzegorzu Schetynie, nagranego i wyemitowanego przez Kanał 5 rosyjskiej telewizji, zasiadłam do komputera żeby już po chwili bez trudu znaleźć go na kilku portalach. Po niewielu więcej niż 10 minutach tego dość dobrze zrobionego i momentami zabawnego felietonu raczej niż reportażu, lub też, jak kto woli – mixu tych dwóch gatunków, naszło mnie kilka refleksji.

Pierwsza, to sama robota dziennikarska. Po Anatoliju Majorowie, autorze filmu, nie znać było strachu czy kompleksów. Inaczej niż u nas. Nie wyobrażam sobie, aby któryś z naszych dziennikarskich luminarzy pojechał do Rosji aby zrobić coś podobnego o Ławrowie i to nie tylko ze względów językowych. Lis, jego zawsze sinawa żona, Olejnik, lub ta druga z Polsatu, czy ktokolwiek zresztą z trzech głównych telewizji, byliby do tego zdolni? Wolne żarty. Oni brylują na wizji, gdy im się nie przeszkadza, lub gdy mają nad kimś przewagę. Potrafią powielać plotki na temat Rosji, Putina, czy innych, ale sami niczego nie wymyślą, a to co mówią jest im podane na tacy.

Weźmy takiego Kulczyckiego, który w niedzielny wieczór, wzorem resortowej Stokrotki, próbował przesłuchiwać Warzechę, żądając by ten mówił jak trzeba, czyli zgodnie ze „standardami”. Warzecha opuścił studio a szkoda, bo powinien Kulczyckiego zdzielić między oczy gdy ten zarzucił mu brak standardów, nie czekając aż zarzuci mu branie pieniędzy od sztabu Dudy.

Tę koszmarną jakość dziennikarstwa, które jest niczym innym niż tubą propagandową tylko i wyłącznie, widać szczególnie w momentach takich jak wybory, te i każde inne. Ciągle tylko słychać jaką to przewagę ma ten Komorowski nad swoimi rywalami i dlatego nie będzie uczestniczył w debacie z kimkolwiek. Tak mówi jego rzeczniczka i żaden z reporterów nawet się nie zająknie nad prawdziwą przyczyną takiego zachowania, a jest nią zwyczajny strach. Bo Komorowski jest tak słaby, że przegrałby debatę z każdym, nawet z Magdaleną Ogórek i to na każdy temat.

Ale to co mnie uderzyło, to był strach. Strach w oczach Schetyny, gdy wypowiadał się o materiale Majorowa, czego nie mógł ukryć cwaniacki uśmieszek i ten bełkotliwo-ironiczny ton. Schetyna się bał, że następnym razem może być coś więcej niż ten dziwny wyjazd do Kanady, niż jego dochody nie do końca przejrzyste, że koszykarski Śląsk, itd. Nie, to nie to. Miałem wrażenie, że Schetyna wie, że Majorow wie o czymś, co może wykorzystać następnym razem, a co mógł dostać od FSB, czy SWR. Być może to któryś z wątków poruszanych przez Grzegorza Brauna w „Układzie Wrocławskim”? (Kto ciekaw, może sobie „wygóglać”.)

Ale to, co mnie zażenowało w tym materiale to inny strach. Strach profesora Pazia, który był jednym z rozmówców Majorowa, a który potem prosił go aby go nagrań wyciąć, bo będzie miał kłopoty. I to jest najważniejsze w tym wszystkim, nie Schetyna, nie dziennikarze, ale strach. Strach profesora uniwersytetu, że spotkał się z zagranicznym dziennikarzem, ale z kraju u nas niezbyt lubianego, i coś tam powiedział niezbyt pochlebnego dla ministra. Ten strach miał Polskę odróżniać od Rosji, bo tam miano się bać złowrogiego Putina, a boją się tu. I to jest jakaś część prawdy, prawdy o nas i o Polsce w ogóle.

Bo oni tak chcą, chcą, żeby wszyscy się bali, każdy czegoś innego z utratą pracy na czele. Strach ma być jak mgła – rozpościerać się wszędzie, wszystkich i wszystko otulać i zarażać jak zaraża się ospą. Dotyczy on większości, zwłaszcza tych, którzy osiągnęli jakąś pozycję i nie wyobrażają sobie innego życia.

Znałem kiedyś faceta, który wskutek różnych zakrętów losu został posłem w tzw. sejmie kontraktowym. Na krótko, ale to wystarczyło, bo gdy w następnych wyborach mandatu nie zyskał, to umarł. Już nie widział dla siebie miejsca na ziemi. Oto jak złudzenia zastępują rzeczywistość.

Ale to złudzenie stworzone przez system, który w ten sposób panuje nad ludźmi. Bez tego by się mu nie udało.





poniedziałek, 09 lutego 2015
USA „walczy” z terrorystami dowodzonymi przez fikcyjnych przywódców

 

USA twierdzą, że prowadzą wojnę przeciwko „Państwu Islamskiemu”, którego przywódcy „al-Baghdadi“ nie istnieją twierdzi Tony Cartalucci

 

W 2007 r. New York Times ogłosił, że przywódca „Państwa Islamskiego” - Abdullah Rashid al-Baghdadi nie istnieje, a stworzenie tej fikcyjnej postaci było trikiem do ukrycia roli cudzoziemców w utworzeniu i działalności „Al-Kajdy w Iraku“. W artykule pt. „Przywódca Al-Kaidy w Iraku jest fikcją – mówi amerykańska armia” NYT powołuje się na jej rzecznika, generała brygady Kevina Bergnera, który potwierdził fikcyjność Baghdadiego, któremu w nagraniach głosu użyczył stary aktor Abu Adullah al-Naima.

Wg Bergnera trik wymyślił Abu Ayub al-Masri, rzeczywisty przywódca Al-Kajdy usiłując zamaskować dominującą rolę obcokrajowców w tej organizacji.

 Chodziło o wymyślenie takiej postaci, która by wskazywała na irackie pochodzenie i umieszczenie go na czele organizacji zwanej Państwem Islamskim by potem tak to urządzić, aby mu Masri wypowiedział wierność. Ayman al-Zawahiri, zastępca Osami bin Ladena, potwierdza oszustwo wspominając o Baghdadim w swoim wystąpieniu video w internecie.

Oznacza to, że tzw. „Państwo Islamskie” to nic innego jak dodatek do Al-Kajdy – a ona sama jest uzbrojona, finansowana i wspomagana przez oddanych sojuszników Ameryki: Arabię Saudyjską i Katar.

Obecność Al-Kajdy w Iraku i Syrii i jej główna rola w wojnie z Iranem i rządami w Bagdadzie i Damaszku, jest manifestacją przestępczej konspiracji ujawnionej w 2007 r. W artykule podwójnego laureata nagrody Pulitzera - Seymoura Hershe „Przekierunkowanie: Czy polityka naszego rządu jest korzystna dla naszych wrogów w walce przeciwko terroryzmowi?” zauważa, że: „aby podkopać Iran, w przeważającej mierze szyicki, bushowa władza zdecydowała się przeorientować swoje priorytety na Środkowym Wschodzie. W Libanie rząd współpracował z rządem saudyjskim, który jest sunnicki, w tajnych operacjach mających osłabić Hezbollah, szyicką organizację popieraną przez Iran. USA zainteresowane są tajnymi operacjami przeciwko Iranowi i jego sojuszniczce – Syrii...”

Hersh udokumentował, że Zachód i jego regionalni partnerzy celowo organizują sekciarskie rzezie.

W artykule „Sojusznicy Ameryki finansują ISIS Daily Beast napisał: „Państwo Islamskie w Syrii i Iraku (ISIS), zagrażające Bagdadowi, przez rok było finansowane przez bogatych darczyńców z Kuwejtu, Kataru, Arabii Saudyjskiej – trójkę amerykańskich sojuszników”.

Trik z Baghdadim miał nie tylko ukryć obcą rolę, lecz także ukryć intrygę USA-Arabii Saudyjskiej.

Dziś inni „al-Baghdadowie“ z powodzeniem prowadzą „Państwo Islamskie”. Jego istnienie i rola nie są potwierdzone, a prawdopodobieństwo powtórzenia triku z „Baghdadim” wydaje się być pewne. Nie tylko dlatego, że przywódcy „Państwa Islamskiego” są całkiem fikcyjni, ale fikcyjny jest sam ISIS. To nic innego jak przemetkowanie Al-Kajdy pracującej z zatwierdzonymi militarnymi organizacjami, którym pomaga Zachód i państwa Zatoki Perskiej, z Al Nusra na czele, ponieważ formalnym celem jest obalenie rządu Syrii oraz użycie spustoszonej ziemi jako bazy wypadowej do wojny z Iranem.

Stany Zjednoczone bombardujące fikcyjną organizację terrorystyczną dowodzoną przez fikcyjne osoby, oto istota triku opisanego przez NYT w 2007 r., triku, który trwa do dziś. Celem nie jest zniszczenie ISIS, ale użycie tego fikcyjnego frontu jako pretekstu do dalszych interwencji w interesie rzeczywistych militarnych ekstremistów utworzonych przez USA-NATO-Saudów o celu obalenia rządu w Damaszku.

Próby zaliczenia ISIS do „domorosłych” ruchów powstałych na irackich i syryjskich pustyniach mają ukryć fakt, że obecnie Al-Kajdzie NATO pomaga ukryć się w pobliskiej Turcji, a pomoc dla niej w postaci bojowników, broni i pieniędzy, płynie z państw NATO, a nie tylko z „okupowanych pół roponośnych” w Syrii, czy miejscowej ludności.

Rzeczywistość taką łatwiej zauważyć biorąc pod uwagę, że terytorium zajęte przez ISIS po amerykańskich nalotach podwoiło się zamiast zmniejszyć.

Wall Street Journal zauważa, że Państwo Islamskie opanowało duże części północno-wschodniej Syrii i zbliża się do kluczowych miast na zachodzie kraju, łącznie z Aleppą, centrum powstania przeciwko prezydentowi Basharu Assadowi.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że polityka amerykańska okazała się nieskuteczną, o ile celem jej było zneutralizowanie ISIS. Ale jeżeli ISIS jest tworem fikcyjnym, z nieistniejącymi przywódcami, a oficjalnym celem obalenie syryjskiego rządu, to podwojenie terenów opanowanych przez Al-Kajdę i jej zbliżenie się do miast takich jak Aleppo, które znajdują się w zasięgu syryjskich wojsk rządowych, jest wspomaganiem terrorystów.

 Uznanie działań Zachodu w Syrii jako bezprecedensowego, nikczemnego i ludobójczego terroryzmu państwowego, tak jak uznawanie terrorystycznych organizacji operujących w tym kraju i u jego granic, może Syrii i jej sojusznikom pomóc w ujawnieniu prawdy i umożliwić otwartą pomoc rządowi w Damaszku w odniesieniu sukcesu.

 

 Całość: US "FIGHTING"TERROR GROUP WITH FICTIONAL LEADERS 28.01.2015 na blacklistednews.com



niedziela, 01 lutego 2015
Czy demiokracja na Zachodzie jest martwa?

Paul Craig Roberts

 

Odpowiedź na to pytanie ujawni się jako wynik walki pomiędzy nowym rządem greckim, sformowanym przez partię Syriza, a Europejskim Bankiem Centralnym (ECB) i bankami prywatnymi, których interesy bronią UE i Waszyngton.

 Spartanie, których czerwone płaszcze i wojenne rzemiosło rozsiewały strach w sercach cudzoziemskich najeźdźców a radość w greckich miastach-państwach, dziś już nie istnieją.

 Same Ateny są historyczną ruiną. Ci Grecy, z którymi kiedyś trzeba się było liczyć, a którzy pomogli 300 Spartanom, dostarczając kilka tysięcy Koryntian, Tebańczyków i innych wojowników by przeciwstawić się stutysięcznej armii perskiej pod Termopilami, a wreszcie pokonać ich flotę pod Salaminą, a wojska lądowe pod Platejami, także nie istnieją.

 Ludzie w greckiej historii stali się postaciami z legend. W końcu nawet Rzymianie nie mogli pokonać Persów.

 Jakby podążając dalej swoją chlubną historią, Grecy przeciwstawili się UE i grupie niemieckich i holenderskich banków. Tak jakby Grecja z czasów minionych istniała i dziś, UE i prywatne banki trzęsą się ze strachu po tym jak niemiłosiernie złupiły grecki naród stając się dla Grecji takim samym zagrożeniem, jakim była Persja.

 Po tym jak Grecja wstąpiła do UE i przyjęła euro jako swoją walutę, straciła niepodległość. Bez kontroli nad własnym pieniądzem, kraj ten nie może się sam finansować. W XXI wieku jest przez europejskie banki prywatne doprowadzona do utraty pieniędzy z powodu własnej niekompetencji i nadmiernemu pożyczaniu krajom członkowskim EU. Banki nie uważają to za własny błąd, ale za błąd zadłużonych rządów i ich obywateli.

 Według doniesień, amerykańska firma banksterska Goldman Sachs, zwana kiedyś Gold Sacks, zataiła przed społeczeństwem grecki dług, aby banki mogli udzielać dalszych kredytów i w ten sposób wystawić na rabunek.

 UE fałszywie argumentowała, że ten banksterski trik jest w interesie Greków. Ludzie więc używali środków z tych kredytów. Jednak skutkiem tego jest to, że Grecy muszą spłacić je przez obniżenie dochodów i płac, zwiększenie bezrobocia i wyprzedaż narodowego majątku.

 Grecja jest na kolanach. Ludzie nawet popełniają samobójstwa, bo nie wiedzą jak mają się zabezpieczyć przed skutkami warunków wymaganych przez UE i prywatne banki, tylko dlatego, że te nie chcą spisać długów na straty.

 Samobójstwa są jednym ze skutków „demokracji”w Grecji. Z dostateczną ilością demokracyj, można by kontrolować ogólnoświatową populację, zostawiając destrukcję i ruinę. Potrzeba jedynie do tego pozwolić banksterom wyrabować cały świat.

 Co może zrobić Syriza? Bez pomocy Spartan – bardzo mało.

 Pomysły ludzi z tej partii zasługują na respekt. Syriza jest partią ludową, a przez to jest przeznaczona do zaniku. Głos ludu nie ma prawa wpływać na politykę świata zachodniego. Silne i bogate grupy interesów, władające na Zachodzie, za nic mają ludzi, którymi rządzą.

 Zanim jeszcze Syriza na dobre przejęła rządy, czasopismo Bloomberg zażądało od nowego greckiego premiera Alexisa Tsiprasa, aby Syriza grała według reguł ustanowionych przez wierzycieli.

Tsipras oznajmił, że nowy grecki rząd nie planuje „katastrofalnej konfrontacji” z wierzycielami, ale że chce wyjednać poprawę niewłaściwych warunków narzuconych Grecji, corocznie zaspokoić roszczenia wierzycieli ale nie doprowadzić do socjalnej, politycznej i gospodarczej destabilizacji w kraju.

 Na to stanowisko Bloomberg zareagował wystąpieniem, że grecki gabinet pełny jest komunistów, którzy dążą do zbliżenia z Rosją. I aby grecki rząd zrozumiał, kto tu rządzi, greckie akcje i obligacje zostały wystawione na atak i ich wartość spadła.

 Groźba ze strony UE i Wall Street jest jasna: postawicie się nam to was zniszczymy. I kara nastąpiła zaraz. Jak pisał Boomberg: „Greckie akcje i obligacje już trzeci dzień spadają, zaraz po tym, jak nowy minister ogłosił, że wstrzymuje wyprzedaż majątku państwowego i podwyższa płacę minimalną. Dochody z 3-letnich obligacji wzrosły o 2,66% do obecnego poziomu 16,69%. Wartość ateńskiego General Index spadła o 9,2 % i jest najniższa od roku 2012, kiedy podobna sytuacja zmierzała do zapaści banków.“

 Czy Tispras zrozumiał, że greckie instytucje finansowe będą karane, jeżeli poprą jego rząd? Bloomberg to wyjaśnił: „Niemcy ostrzegały narody śródziemnomorskie przed odstąpieniem od zawartych umów o pomoc, jak to wyjaśnili analitycy, że wprowadzenie Grecji na kurs kolizyjny z Europą doprowadzi do jej odejścia z euroregionu.”

 Oświadczenia nowo mianowanych ministrów „zapowiadają konfrontację i napięcia w jednaniu w bliskiej przyszłości” napisał do swoich klientów szef badaczy w Euroxx Securities z siedzibą w Atenach.

 Co właściwie oznacza ten „kolizyjny kurs” Syrizy? Nowy rząd chce zatrzymać spadek dochodów, którymi poprzednie greckie rządy obciążyły obywateli. Chce zatrzymać wyprzedaż greckiego majątku narodowego wierzycielom za ceny wyprzedażowe i chce też zwyższyć płacę minimalną , aby najbiedniejsi mieli dość chleba i wody do przeżycia.

 Jednak przez prywatne banki, przez Niemcy Merkelowej, które za bankami stoją, przez Waszyngton, który naród grecki okrada i przez greckie elity, uważające się za „część Europy”, Syriza jest czymś, czego trzeba się pozbyć.

 Atakuje się greckie akcje i obligacje, sieje się strach pomiędzy tę część greckiego społeczeństwa, które podatne jest na wpływ propagandy, jakoby Grecja musiałaby być częścią UE i posiadać euro, bo w przeciwnym razie historia ją osądzi.

 Grecy, podobnie jak Amerykanie, są okłamywani. Syrizę wybrało ponad 37% wyborców. To więcej niż dostały inne partie, ale może nie starczyć, aby Grecy wysłali do Waszyngtonu, UE i wierzycieli sygnał, że za swoim rządem stoją. Zamiast tego wysłali sygnał, że nowa partia musi utworzyć rząd z inną partią, która za to może coś dać. Wskazuje to na to, że Syriza może być przez zachodnie media demonizowana i prezentowana greckiemu społeczeństwo jako groźba.

 Nowy rząd świadom jest swoich słabości. Nowy premier twierdzi, że nic che konfrontacji, ale nie będzie się kłaniać tak, jak to robili poprzednicy. Należy osiągnąć rozsądny kompromis. Jednak takie porozumienie jest mało prawdopodobne, ponieważ nie leży w interesie Waszyngtonu, UE i wierzycieli.

 Celem tego „greckiego finansowego kryzysu” jest ukazanie, że członkowie UE nie są suwerennymi państwami i że banki, które im pożyczają, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności w przypadku strat związanych z pożyczkami. Obywatele zadłużonych krajów są za to odpowiedzialni. Muszą więc akceptować obniżenie swojego poziomu życia, aby banki mały pewność, że nie poniosą żadnych strat.

 Taka jest „Nowa Demokracja”. To powrót do starego, feudalnego porządku. Z jednej strony grupa super-bogatych arystokratów, a dużo więcej niewolników, zobowiązanych popierać narzucony porządek – z drugiej. Rabunek, rozpoczęty w Grecji, postępuje na Ukrainie i nikt nie wie, kto będzie następny.

 Czy Syriza z 37% wynikiem jest w stanie rzucić wyzwanie łupieżcom?

 Grecja może się znaleźć w sytuacji porównywalnej z europejskimi „wiekami ciemnymi” w latach 500-1100, kiedy to społeczeństwa były przedmiotem rabunków najeźdźców.

 Może być i tak, że się przeorientuje na Rosję i zyska finansowanie od BRICS.

 

 Całość: Is Democracy Dead In The West? Z 29.01.2015 na paulcraigroberts.org.



niedziela, 25 stycznia 2015
Trollowanie Rosji

Izrael Schamir

Żydowski dysydent Izrael Schamir komentuje sytuację Rosji.

Konstrukcja świata po 1991 r.  rozpada się na naszych oczach. Decyzja, aby nie zapraszać  prezydenta Putina na uroczystości do Oświęcimia po tym, gdy nie był on w Paryżu na festiwalu Charlie Hebdo, była ostatnim kuksańcem. Dopóki Rosja przestrzegała reguł gry, trollowanie jej było żartobliwe, teraz jest inaczej. Tak jak wieśniaka, który znalazł się w Eton. Ale wieśniak się rozmyślił i poszedł do domu, a żartownisie zostali sami.

Coroczne zgromadzenie w Oświęcimiu jest pielgrzymką zachodnich przywódców, gdzie ubolewa się nad historycznym błędem w ochronie żydów i przysięga się tam im swoje wieczne posłuszeństwo. To najważniejsze nabożeństwo naszych czasów. Zarządzająca tym grupa powstała w 2001 r., kiedy to żydo-amerykańskie imperium osiągnęło szczyt mocy.  Rosyjscy przywódcy w tych wydarzeniach także uczestniczyli. Teraz trzeba się bez nich obejść. W Izraelu dało się wyczuć niepokój, bo to w końcu Armia Czerwona wyzwoliła żydów w Oświęcimia. Nieobecność Rosji zamieni holokaustowy dzień wspomnień w lokalną uroczystość tylko dla Zachodu. A co gorsza, miejsce Rosji zajmie Ukraina, prowadzona przez bezczelnych następców Hitlera i Bandery.

Dochodzi to tego po francuskiej demonstracji „Charlie", przez Rosję „przeoczonej”. Zachód zasugerował, że grzechy Rosji będą do pewnego stopnia odpuszczone, jeśli ta najpierw przyłączy się do demonstracji a później do planowanej antyterrorystycznej koalicji, ale Rosja nie chwyciła przynęty. To dość istotna i zauważalna zmiana, gdyż do tej pory rosyjscy przywódcy gorliwie uczestniczyli we wspólnych akcjach i popierali Zachód.  W 2001 r. Putin poparł George'a Busha i jego wojnę z terroryzmem w ONZ. Aż do 2011 r. Rosja zgadzała się na sankcje przeciw Korei Północnej i Iranowi. Również w różnych demonstracjach można było na Rosję liczyć. Tym razem Rosjanie nie przyjechali, jeżeli nie liczyć symbolicznej obecności ministra SZ Ławrowa. Ten jednak opuścił akcję niemal natychmiast i poszedł się pomodlić do rosyjskiego kościoła jak jakiś anty-demonstrant wobec Charlie, czym dał do zrozumienia, że nie jest Charlie.

Czasopismo Charlie Hebdo  było (a prawdopodobnie i jest) skierowane przeciwko chrześcijaństwu i  islamowi. Na jego stronach znaleźć można bardzo obraźliwe obrazki  Panny i Chrystusa, papieża i kościoła. (Nigdy jednak nie urażające żydów).

Rosyjski blogger  pierwszy napisał: „wstydzę się, że tych bękartów zabili muzułmanie a nie chrześcijanie”. Takie przekonanie wtedy w Moskwie było dość powszechne. Rosjanie nie mogli uwierzyć, że taka sprośność mogła być upubliczniana i broniona jako swoboda wypowiedzi. Ludzie planowali demonstracje przeciwko Charlie, ale magistrat na to nie zezwolił.

Pamiętacie, jak przed kilku laty Pussy Riot sprofanowały wielkiego zbawiciela Moskwy podobnie  jak Femen zrobił to w niektórych europejskich katedrach od Notre Dame w Paryżu po Strasbourg. Rosyjska władza nie czekała aż padną ofiarą furii samosądów i posłała je na dwa lata do więzienia.
Rosjanie pojmują swoją wiarę silniej niż przypisują ją przywódcy z komisji europejskiej.

We Francji Charliego reżym Hollanda doprowadził, mimo wzburzenia ludzi, do przyjęcia zbytecznego prawa o ślubach homoseksualistów, bez względu na milionowe demonstracje katolików. Femen okradający kościoły nie zostały nigdy ukarane; za to  strażnik kościoła, który odważył się im tego zabronić, otrzymał surową karę. Francja ma długą antychrześcijańską tradycję, zwykle określaną jako „laicka”, a jej wielka anty-kościelna koalicja ateistów, hugenotów i żydów, wypłynęła w czasie afery Dreyfusa. Toteż unik Ławrowa do kościoła był przeciwko demonstracji jakby mówiąc: Rosja jest za Chrystusem, ale nie przeciwko muzułmanom.

Obecnie zachodnie reżymy są antychrześcijańskie i anty-islamskie, a pro-żydowskie w takim stopniu, że nie można tego racjonalnie wyjaśnić. Francja wysłała tysiące żołnierzy i policjantów do obrony żydowskich instytucji, mimo że taka obrona usposabia wrogo ich sąsiadów. Podczas gdy Charlie zdobył sławę za znieważanie chrześcijan i muzułmanów, Dieudonné trafił do więzienia
 (co prawda na jeden dzień ale przy wielkich fanfarach) za rozgniewanie żydów. Z Charlie Hebdo wyrzucono dziennikarza za jedno zdanie rzekomo lekceważące wobec żydów. Taka niesprawiedliwość jest źródłem gniewu: muzułmanie przed sądem zostali wyśmiani gdy się skarżyli  na szczególnie  obrzydliwe rysunki w Charlie, ale żydzi zawsze wygrywają, gdy ktoś zwraca się do sądu przeciwko swym zniesławiaczom. (Sam byłem oskarżony przez LICRA - francuską żydowską organizację, a mój francuski wydawca został zniszczony przez jej ataki prawne).

Rosjanie nie rozumieją aberracji Zachodu na punkcie żydów, ponieważ rosyjscy żydzi integrowali się i asymilowali z tamtejszym społeczeństwem. Historia o holokauście nie należy w Rosji do ulubionych z jednego prostego powodu: W wojnie straciło życie tyle Rosjan o różnym etnosie, że nie ma powodu uważać żydów za wyjątkowe ofiary. Miliony zmarły podczas blokady Leningradu; Białoruś straciła czwartą część populacji. A co ważniejsze, Rosjanie nie czują się wobec żydów w jakikolwiek sposób winni: obchodzili się z nimi właściwie i ochronili przed nazistami. Dla nich holokaust to zachodnia historia, całkiem obca, jak Je Suis Charlie. W sytuacji, gdy Rosja odpadnie od zachodniego konsensusu, nie ma powodu aby dalej to utrzymywać.

Nie znaczy to, że żydzi są dyskryminowani. Żydom w Rosji powodzi się dobrze i bez świętowania holokaustu: zajmują najwyższe miejsca w rankingu najbogatszych magazynu Forbes, z łącznym kapitałem 122 mld $, podczas gdy etniczni Rosjanie mają łącznie tylko 165 mld $. Żydzi zarządzają największymi medialnym show w najlepszym czasie antenowym w państwowej telewizji; wydają gazety; mają prosty i nieograniczony dostęp do Putina i jego ministrów. Antysemicka propaganda jest karalna – tak jak antychrześcijańska czy antyislamska, a nawet bardziej.

Rosja zachowuje pluralizm  i swobodę wypowiedzi. Prozachodnie rosyjskie media – Nowaja gazeta oligarchy Lebediewa, właściciela brytyjskiego Independent – cytuje hasło  Je Suis, mówi o holokauście a także żąda zwrotu Krymu Ukrainie. Ale większość Rosjan popiera swego prezydenta i jego cywilizacyjny wybór . Wyraził go, gdy o północy w Boże Narodzenie poszedł na mszę do małego, wiejskiego kościółka  w odległej prowincji wraz z sierotami i uciekinierami z Ukrainy. Wyraził go też i tak, że odmówił wyjazdu do Oświęcimia.

Rosja nie da się zmieszać ani chętnie ani łatwo. Putin na swojej stanowczej drodze starał się wystrzegać Zachodu: na olimpiadzie, w konfrontacji z Syrią, polityce gender, w sprawie granic Gruzji, a nawet w sankcjach związanych z Krymem.  Otwarta wojna ekonomiczna zmieniła grę. Rosja poczuła się zaatakowana spadającymi cenami ropy, problemami z rublem, obniżeniem ratingu. Działania te uznano za akt wrogi, a nie wynik „niewidzialnej ręki rynku”. Jak mawiał James Bond – Rosjanie kochają konspirację. Nie wierzą w przypadki, ani zjawiska przyrody, a spadający meteoryt uznają prawdopodobnie za  wynik wrogiej amerykańskiej akcji, nie mówiąc już o spadku kursu rubla. Mogą mieć nawet rację, aczkolwiek trudno to udowodnić.

W przypadku spadku cen ropy to decyzja zewnętrzna. Mówi się, że to akcja Saudów skierowana przeciwko amerykańskim  spółkom  frackingowym, bądź też, że to saudyjsko-amerykański spisek antyrosyjski. Tym niemniej cena ropy nie jest dziełem przypadku ani popytu, lecz narzędzi finansowych, futures i derywatów (rodzaje instrumentów finansowych – przyp. MM). Wirtualność podaży i popytu jest dużo większa niż rzeczywista. Gdy fundusze hedgingowe (rodzaj funduszu inwestycyjnego – przyp. MM) przestały kupować naftowe futures spadek cen był nieunikniony, ale było to spowodowane decyzjami politycznymi.

Szybki spadek wartości rubla mógł mieć związek ze spadkiem cen ropy, ale nie musiał, gdyż nie jest powiązany z tworzeniem jej ceny. Mogła to być akcja wielkich instytucji finansowych. W 1991 r. Soros złamał sznur brytyjskiego funta; koreański won, tajski bath i malajski ringit spotkał podobny los w 1998 r. W każdym przypadku zaatakowany kraj stracił ok. 40% swojego PKB. Możliwe, że Rosję zaatakowano finansową bronią kierowaną z Nowego Jorku.

Europejskie sankcje karne uniemożliwiły rosyjskim firmom branie tanich kredytów. Państwo rosyjskie kredytów nie potrzebuje, ale rosyjskie spółki już tak. Kombinacja tych sił odchudziła kabzy Rosjan. Spółki ratingowe obniżyły rating Rosji niemal na zerowy poziom z powodów politycznych, jak mi powiedziano. Po utracie kredytów, spółki państwowe zaczęły gromadzić dolary by później spłacić swoje długi i nie konwertowąły swoich i tak wielkich zysków, na ruble, jak to było dotychczas. Rubel drastycznie spadł, prawdopodobnie dużo bardziej, niż musiał.

To jawna wojna. Jeżeli inicjatorzy oczekiwali, że Rosjanie zwrócą się przeciwko Putinowi, to się zawiedli. Rosyjska opinia publiczna jest przeciwko amerykańskim organizatorom wojny gospodarczej, a nie przeciwko własnemu rządowi. Pro-zachodnia opozycja próbowała antyputinowskich demonstracji ale wzięło w nich udział niewiele osób.

Przeciętni Rosjanie nie dali się podzielić. Nie przejmowali się sankcjami dopóki rubel nie zaczął spadać. Ale i wtedy kupowali jak szaleni, choć nie protestowali. Ale nie kupowali soli ani cukru, jak robili to ich rodzice stojąc wobec tracącego wartość pieniądza. Bojowy okrzyk przeciwko spekulantom brzmiał: „nie bierzcie więcej niż dwa Lexusy na rodzinę, zostawcie coś dla innych”.

Być może niewidzialni finansiści zaszli za daleko. Mieli się przestraszeni Rosjanie skulić, a zamiast tego przygotowują się na długa wojnę, jedną z tych jakie prowadzili i wygrywali ich przodkowie.

Rosjanie nie wiedzą jak radzić sobie z finansowym atakiem. Bez ograniczeń kapitałowych Rosja zostanie wyssana. Ludzie z rosyjskiego banku centralnego i ministerstwa finansów to ściśli monetaryści, ograniczenia kapitałowe to dla nich brzydkie słowa. Putin, sam liberał, ewidentnie im wierzy. Ucieczka kapitału nie miała dużych rozmiarów. O ile Rosja użyje skutecznych środków nauczona malajskim doświadczeniem  Mohammada Mahatira, będzie trwać. W danej chwili nie widać znaków zapowiadających zmiany.

Mogłoby to być dla Putina zachętą aby wkroczyć na Ukrainę. Reżym w Kijowie także prze do wojny, ewidentnie popychany przez amerykańskich neokonserwatystów. Możliwe, że USA osiągną więcej niż o to na Ukrainie zabiegały.

Możemy być pewni, że Rosjanie nie poprą wyprawy krzyżowej NATO na Środkowym Wschodzie, która to wyprawa była przygotowana na demonstracji Charlie w Paryżu. Nie jest ciągle jasne, kto zabił karykaturzystów, ale Paryż i Waszyngton chcą tego użyć do ponownego rozpoczęcia wojny na Środkowym Wschodzie. Tym razem Rosja będzie w opozycji i prawdopodobnie skorzysta z okazji do zmiany niekorzystnego stanu na Ukrainie. Tak więc zwolennicy pokoju w tym regionie mają dobry powód aby popierać Rosję.

Całość: Trolling Russia na ICH.


piątek, 23 stycznia 2015
Kolejny atak na Zemana


Miłosz Zeman stał się celem ataku tym razem iDěs, który twierdzi, jakoby Słowacy byli wstrząśnięci  prezydenckim skłonnościom do alkoholu, wulgarnościom oraz mizerią intelektualną w wypowiadanych opiniach. Na dowód powołuje się na słowacki Dennik N i artykuł niejakiego Marka Chorvatoviča. Rzecz w tym, że ówże Dennik N a i sam Chorvatovič nie jest znany ani w Czechach ani na Słowacji, co każe domniemywać, że mamy tu do czynienia z kolejną manipulacją.
Nie wiadomo również na czym opierają się inkryminowane czyny prezydenta Czech, bo w tekście próżno ich szukać. Jest natomiast porównanie Zemana z „przywódcą słowackich ekstremistów” Marianem Kotlebą.
Nie wdając się w szczegóły należy wyjaśnić, że cały ekstremizm Kotleby, praworządnie wybranego polityka, który niczym nagannym się nie wyróżnił, polega na tym, że nie lubi on Unii Europejskiej.
W każdym razie tyle można z tekstu Chorvatoviča wydedukować, a to dlatego, że w zeszłym roku odmówił on podpisania umowy na projekt finansowany przez fundusz europejski mający na celu integrację osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem poprzez „wytwarzanie” domów i mieszkań w istniejących i zamieszkanych dzielnicach miast, zamiast, jak dotychczas, w osobnych ośrodkach.  Kotleba twierdzi, że podpisanie takiej umowy naruszyłoby prawo.
To tyle o Kotlebie, a co takiego powiedział Zeman?  Powiedział, że nie popiera sztucznego wyrównywania szans wśród dzieci w taki sposób, żeby dzieci upośledzone chodziły do klas z normalnymi, gdyż jest to szkodliwe dla obu. To wszystko!
Ale dla babiszowego iDnes, lansującego poglądy havloidów, jak w Czechach określa się spadkobierców mentalnych Wacława Havla, to i trak za dużo. Czescy komentatorzy spoza głównego nurtu twierdzą nawet, że za atakami na prezydenta Zemana stoją USA
A przy okazji warto przyjrzeć się właścicielskiej w strukturze mediów na Słowacji. Proszę porównać pozycję Projektu N (po prawej).




Tagi: Czechy Zeman
16:30, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 stycznia 2015
Test na kopalniach wałbrzyskich

Właśnie podano informację, że górnicy, z czterech likwidowanych górnośląskich kopalń, po raz kolejny zerwali rozmowy z rządem. Jak się wydaje, zaostrzenie protestu może być jedyną, choć niekoniecznie skutecznym sposobem postępowania z rządem Ewy Kopacz i otaczającymi ją waflami i frędzlami. Prędzej czy później górnicy przegrają, kopalnie, na początek te cztery, zostaną zlikwidowane, poszerzy się poczet bezrobotnych a ich dzieci zasilą kastę lumpenproletariatu. Skąd o tym wiem? Po pierwsze stąd, że górnicy rozpoczęli pertraktacje, a ze złem się nie pertraktuje, zło się zwalcza. W innym przypadku zło „rozmiękczy” drugą stronę, zlasuje jej mózg, rozwodni problem, zrelatywizuje prawdę, a gdy to się stanie – pozostanie już tylko fałsz. Na koniec strony podpiszą pakt, i dusza zostanie sprzedana. A to źle się kończy czego doświadczył niejaki Faust. Po drugie, obecne wydarzenia to ciąg dalszy scenariusza rozpisanego już dawno, przetestowanego ponad ćwierć wieku temu w wałbrzyskim zagłębiu węglowym, a polegającym na stopniowej ale konsekwentnej likwidacji przemysłu polskiego pn. restrukturyzacji. Pierwsza kwestia jest na ogół znana i dobrze w literaturze przedmiotu opisana, druga trochę mniej.

Wałbrzych nie jest zwyczajnym miastem, powstał jako zlepek osad tkackich i górniczych, przy czym najpierw wydobywano rudy metali, głównie ołowiu i srebra, a dopiero później węgla. Jak nietrudno się domyśleć, kariera miasta rozpoczęła się na dobre wraz z rozwojem zastosowania maszyny parowej. Krótko mówiąc: Wałbrzych istniał tylko i wyłącznie jako ośrodek przemysłowy. Za Niemca i za komuny były tam trzy kopalnie węgla (czwarta w oddalonej o ok. 30 km Nowej Rudzie), a przy każdej, ze względu na specyfikę węgla - koksownia. Był też antracyt. Wszystko to było, bo w czasie, gdy aktorka Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu, zapadła decyzja o likwidacji wałbrzyskich kopalń.

Pomysł wyszedł z rządu ale, jak wiele na to wskazuje, jego autorzy byli poza naszym krajem. Trafił jednak na podatny grunt związkowców z „Solidarności”, którzy nie dość, że go poparli, to jeszcze realizowali. Jest to jedyny znany mi przypadek, gdy związkowcy likwidując swoje zakłady pracy, podcinają gałąź, na której siedzą. Należy tu jednak na chwilę się zatrzymać, i zapytać, dlaczego? Myślę, że o ile sprawa z rządem jest prosta: realizuje on cudze wytyczne wszelkimi sposobami, to ze związkowcami już taka nie jest. Większość, to pożyteczni idioci, którym coś naobiecywano, przez co pogłupieli do końca. Być może, niektórzy zostali przekupieni, inni byli agentami bezpieczniackich watah, które do dziś okupują nasz kraj i które mają swój udział w obecnych wydarzeniach górnośląskich. No i wreszcie, nie zapominajmy o atmosferze tamtych dni, całej tej euforii z odzyskanej niby niepodległości, tej nieuzasadnionej wierze, pewności wręcz, że teraz będzie już tylko lepiej, wystarczy pozbyć się reliktów komunizmu, (a kopalnie za takie uznawano) i raj na ziemi w zasięgu ręki. Mało kto zastanawiał się, co będzie dalej, a jeżeli nawet, to nie miał większego przełożenia. Pojawili się nawet różni guru, co to roztaczali wizje przyszłej szczęśliwości na bazie turystyki, czy innych hokus-pokus, jak niejaki prof. Bojarski, który przekonywał, że na hałdach mogą być wypasane owce. Przez górników, rzecz jasna, spośród których, jak się domyślam, szczebel kierowniczy miałby zostać bacami, a pozostali - juhasami.

O tym, że o skutkach likwidacji, kopalń i innych związanych z nimi zakładów, łącznie ok. 30 tys. miejsc pracy, nikt nie myślał, a nawet nie chciał o tym myśleć, przekonałem się bodajże w 1991 r., kiedy to na posła z Wałbrzycha kandydował prof. Jerzy Przystawa (ten od FOZZ i JOW). Z jego inicjatywy odbyła się na Zamku Książ konferencja, w której wzięli udział likwidatorzy podobnego zagłębia w Limburgii. Mogłoby się wydawać, że gdzie ja gdzie ale w Wałbrzychu, niderlandzkie doświadczenia mogłyby pomóc uniknąć wielu błędów, ale tak się nie stało. Nikt z „trzymających władzę” tym się nie zainteresował, albo też takie były rozkazy. Tam problem podzielono na trzy części. Po pierwsze, kopalń nie zlikwidowano całkowicie, a jedynie ograniczono wydobycie do złóż opłacalnych i tam znaleźli zatrudnienie najlepsi fachowcy. Druga część to firmy kooperujące z kopalniami, które mogły wykonywać inne prace nie związane z górnictwem, np. przy budowie infrastruktury, tuneli, przejść podziemnych, itp. W trzeciej grupie znaleźli się ci, którzy za duże pieniądze zobowiązali się przenieść gdzie indziej.

Rozwiązanie to, z niewielkimi zmianami można było zastosować w Wałbrzychu, ale zamiast tego, rozpoczęto trwającą kilka lat likwidację kopalń i zwalnianie pracowników. Kto miał najwięcej szczęścia – przeszedł na wcześniejszą emeryturę, mniej szczęśliwi – na renty zdrowotne, których wkrótce i tak ich pozbawiono w wyniku cudownych uzdrowień. Reszta dostała po ok. 40 tys. zł na rękę, kwotę za dużą na jednorazową libację, ale za małą na rozpoczęcie nowego życia. Gdy pieniądze się skończyły, niektórzy, zostając nomen omen kopaczami, próbowali wydobycia węgla na własną rękę w ramach tzw. biedaszybów, reszta wypadła na margines społeczny. W międzyczasie uruchomiono kopalnię antracytu, której żywot był na tyleż krótki co kontrowersyjny. Mimo upływu lat nie można jednoznacznie stwierdzić, czy była to autentyczna próba ratowania wydobywczej resztówki, czy zaplanowany od początku przekręt, polegający na wyciągnięciu budżetowych pieniędzy pod takim pretekstem. Zresztą, co trzeba podkreślić, likwidacja wałbrzyskich kopalń kosztowała wiele miliardów złotych, które zostały w części zużyte zgodnie z przeznaczeniem, w części zmarnowane i rozkradzione. A ponieważ większość została pod ziemią, nie można określić w jakich proporcjach.

Dziś sytuacja jest oto taka: liczba mieszkańców spadła ze 140 tysięcy do ok. 100 tysięcy i ciągle spada. Ok. 70% dochodów własnych gminy, czyli wpływu z PIT-ów, pochodzi od górniczych i francuskich (powojenna reemigracja z Francji) emerytów, ale to klasa wymierająca. Jest jeszcze Wałbrzyska Specjalna Strefa Ekonomiczna zatrudniająca kilka tysięcy pracowników ale nie ma to przełożenia na nic. Nie chodzi nawet o toi, że żaden górnik nie znalazł tam zatrudnienia. Strefa jest czymś tymczasowym i to nie tylko dlatego, że jej kres przewidziany jest na 2030 rok, ale że pracę tam traktuje się tymczasowo, jak zło konieczne, odskocznia do wyjazdu na Zachód. Zarobki są tam symboliczne, warunki – ogólnie znane, znaczenie dla gospodarki żadne. Czy są inne pomysły? Jest jeden: Wałbrzych jako zaplecze taniej siły roboczej dla Wrocławia. I jeszcze jedno. Największym pracodawcą w Wałbrzychu jest ZUS - ponad 1000 osób. Wałbrzych był testem jak daleko można posunąć się w likwidacji przemysłu w Polsce. Okazało się, że bardzo daleko. W międzyczasie zlikwidowano stocznie, co na początku tzw. transformacji nikomu nie mieściło się w głowie. Teraz przyszła kolej na resztówkę górnośląskich kopalń, a potem pozostaną już tylko lasy. Poza ludźmi, oczywiście tymi zbędnymi.

poniedziałek, 05 stycznia 2015
Transewolucja: wiek dekonstrukcji ludzkości

Daniel Estulin Daniel Estulin jest cenionym dziennikarzem śledczym i autorem bestselleru „Prawdziwa historia grupy Bilderberg”, wydanego v 64 krajach i przełożonego na 41 języków. Napisał 12 książek, z których 5 stało się bestsellerami: „Niewidzialny rząd”,” Zakonspirowana ośmiornica”, „Dekonstrukcja Wikileaks”, „Panowie cienia” i w/w „Transewolucja.... „ W tej ostatniej ostrzega że tak postęp, jak rozwój technologiczny mogą spowodować, że już w najbliższej przyszłości ludzie nie będą już ludźmi

W poniższym wywiadzie udzielonym pismu New Dawn, Estulin przewiduje postęp transhumanizmu, „wiek przejścia”, post-ludzkość, biologię syntetyczną, cybernetyczną nieśmiertelność, nowe technologie rządzenie i d/powody, dla których globalna elita ma interes w kontroli populacji.

New Dawn (ND): Większość naszych czytelników zna „Prawdziwą historię grupy Bilderberg”, która ujawnia tajną grupę globalnej elity, spotykającej się corocznie. Pisze pan, że na tegorocznym spotkaniu pojawiły się obawy przed wzrostem znaczenia Iranu, Rosji i Chin. I oczywiście co do sytuacji na Ukrainie. Zanim przejdziemy do kolejnej książki – „Transewolucji.,.”, proszę przedstawić własną ocenę wydarzeń na świecie.

Daniel Estulin (DE): Jesteśmy bezpośrednimi świadkami destrukcji światowej gospodarki i działań sił ponadnarodowych. Mówiąc o polityce, często mamy na myśli politykę prowadzoną przez narodowe rządy. Ale musimy zrozumieć, że prezydenci i premierzy są zależni od tych, którzy rządzą światem zza zasłony. Dlatego, żeby zrozumieć wydarzenia na świecie, musimy umieścić je w ramach globalnych, politycznych ustaleń. Nie odbywają się one w Białym Domu, czy na Downing Street, lecz w ustronnych miejscach ponadnarodowych elit. To, co się dzieje na Ukrainie, zamieszki w Wenezueli, destrukcja amerykańskiej gospodarki (np. Detroit), wojny narkotykowe w Kolumbii i gdzie indziej, Kosowo, Jugosławia w latach 90., Syria, kolorowe rewolucje, itd. - to nie są wydarzenie od siebie niezależne, ale część pewnego kontinuum, celem którego jest zmiana paradygmatów nowoczesnego społeczeństwa i doprowadzenie nas do piekła poprzez deindustralizację, zerowy wzrost gospodarczy, zniszczenie popytu, niekończące się wojny, itd.

ND: Książka jest ostrzeżeniem przed „transhumanistyczną” rewolucją, która dąży do integracji istotę ludzką z maszyną. Czym dokładnie jest transhumanizm i jak ściśle zależy od globalnych elit, o których tak wiele pisał pan wcześniej?

DE: Transhumanizm to ultra technologiczny sen komputerowych uczonych, filozofów, neurologów i wielu innych. Stara się dokonać radykalnego postępu w technologii do ulepszenia ludzkiego ciała, umysłu, a na koniec całego ludzkiego postrzegania. Dla większości ludzi brzmi to jak coś ze science-fiction. Jesteśmy świadomi nieustających przełomów technologicznych, co czyni transhumanistyczną wizję wielce realną w nieodległej przyszłości. Na przykład neuroczipowe interfejsy, komputerowe czipy połączone ściśle z mózgiem teraz są już właściwie rozwijane. Ostatecznym celem mózgowego czipu jest zwiększenie inteligencji tysiąckrotnie, czyli przemianę ludzkiego mózgu na super-komputer. Życiowe bogactwo emocjonalne także jest kluczową koncepcją transhumanizmu. Należy to osiągnąć poprzez rekalibrację ośrodków przyjemności w mózgu. Były proponowane farmaceutyki poprawiające nastrój, bezpieczniejsze niż narkotyki zmieniające nastrój. To naukowa dyktatura bez łez Aldousa Huxley'a 21 wieku.

To humanizm zrodził transhumanizm, będący kolejnym chytrym pomysłem zamaskowanym „naukowością”, tak pomyślanym, aby było można niezauważalnie prowadzić globalne operacje eugeniczne.

ND: Na początku „Transhumanizmu...” łączy pan spotkanie grupy Bilderberg w 2005 r. z dokumentem rządu brytyjskiego z 2006 r. „Informacja o strategicznych trendach 2007-2036”. Czy związek tych dwóch faktów stał się impulsem do napisania książki?

DE: Właśnie tak. Na zakończenie konferencji Bilderberg w Niemczech, w 2005 r. dostałem pierwszy projekt tego, co potem zmieniło się w dokument brytyjski, źródłowego dokumentu tajnego dotyczącego przyszłości ludzkości. Ta 91-stronicowa informacja to plan dla brytyjskiej przyszłości narodowej – strategiczne wymogi, na podstawie analizy kluczowych grup ryzyka i nadchodzących szoków w światowych finansach, gospodarce, polityce, demografii, technologii i rynków. Ale nie tylko to. W swoich badaniach natrafiłem na inne bardzo ważne informacje, upublicznione przez rządy brytyjski i amerykański. Jedna nazywa się „Wiek przemian” i dotyczy nanotechnologii, biologii, technologii informacyjnych i kognitywnych. Druga - „Globalna przyszłość Rosji 2045”. Odbyły się trzy konferencje: „Wiek przemian”, „Międzynarodowy kongres Globalnej przyszłości 2045” oraz „NBIC” - integracji ludzkości z przyrodą, by chronić planetę przed ludźmi. Prezentowane wizje dotyczyły robotyki, cybernetyki, sztucznej inteligencji, wydłużenia życia, ulepszenia mózgu, interakcji między mózgami, wirtualnej rzeczywistości, inżynierii genetycznej, interfejsu człowiek-maszyna, inżynierii neuromorficznej oraz ulepszenia ludzkich zdolności do celów wojskowych. Jeżeli rozszyfruje się ten orwellowski język, zrozumie się, że my – ludzie, jesteśmy wrogiem elity, która za sprawą postępu technologicznego i ulepszeń, będzie mogła kontrolować naszą przyszłość.

ND: Kontrowersyjny filozof rosyjski Aleksander Dugin o przezwisku „putinowy mózg”, jakie mu nadało globalistyczne pismo SFR Foreign Affairs, ostrzega: „Będzie rzucony jakiś czarny urok i pewne rzeczy skamienieją. Mam na myśli inżynierię genetyczną – teraz widzimy ostatnich ludzi; jeszcze nie widzieliśmy pierwszych post-ludzi, którzy przyjdą wkrótce. Mają to być mutanci, klony, a nie jest to tylko fantazja czy s-f.” Jak pan sądzi, co się stanie?

DE: Nasze dzieci są ostatnią generacją ludzkich istot na planecie. Będziemy mieli transhumanistyczne dzieci – post-ludzi, ludzi-maszyny, cyborgi, nie będące wcale ludźmi lecz wynikiem biologii syntetycznej. Teraz, w ramach jednego z największych przełomów w historii najnowszej, naukowcy wytworzyli syntetyczny genom, który może się sam replikować. Wzięli komórkę i zmodyfikowali jej geny w ten sposób, że włożyli DNA innego organizmu. Organizm będzie robić dokładnie to, co zechcą badacze: żywa rzecz, ale pod kontrolą człowieka. Tak jak XIX wiek cechował się rewolucją wytwarzania energii z paliw kopalnych, a XX - użyciem siły informacji, to stulecie zdominuje biologia. Zdumiewa to, że ta komórka została sformowana i ożywiona w laboratorium. Technologia ta przekracza granice człowieczeństwa. To punkt zwrotny, kamień graniczny nowych czasów, nowej wiedzy zwanej biologią syntetyczną, zbudowaną na ambicjach, aby pewnego dnia stworzyć istotę ludzką. Innymi słowy – możecie pozyskać DNA czegokolwiek i stworzyć organizm, który nigdy przedtem nie istniał i to z materiałów nieżywych. Naukowcy stworzą nowe formy życia, jakie system immunologiczny człowieka i świat nigdy dotąd nie doświadczyli. Ożyje pytanie o znaczenie życia – czym jest, dlaczego jest ważne i jaką rolę spełniać mają ludzie w przyszłości.

ND: Większość ludzi nie pamięta, co jest za rogiem w okręgu technologii i jak wpływa na ludzki żywot. W książce pisze pan, że transhumanizm jest „sterowany przez elitę” i że „my, ludzie, nie zostaliśmy zaproszeni”. Jakie są widzialne strategie używane przez elity do ogłupiania populacji, aby ślepo zdążała do tej transhumanistycznej „utopii”?

DE: Utopia znana zwłaszcza produkcji Hollywood – GIJoe 2, Prototyp, Transcendencja, Awatar, Raport Mniejszości, Gry Wideo jak „Deus Ex” i inne. To są filmy, ale rzeczywistość jest bardziej niebezpieczna. Jak widać, niektóre z tych zabaw mają zastosowanie w rzeczywistości, ale ludzie myślą, że oglądają „wspaniały” hollywoodzki serial. Np. w Raporcie Mniejszości John Anderton grany przez Toma Cruise'a, przechodzi zabieg w wyniku którego przechodzi pomyślnie skan oka systemów bezpieczeństwa. Leży w wannie i wzmacnia się wykorzystując procedury zdobyte na czarnym rynku, mały robot zbliża się i skanuje jego oczy. Umiejętność skanowania tęczówki do identyfikacji ludzi pochodzi z filmów s-f, ale używanie pająkowatych robotów stosowane jest obecnie. Właściwie wasze oczy nie będą musiały być blisko skanera aby dokonać identyfikacji. Inżynierzy z Południowego Uniwersytetu Metodystycznego ściśle współpracują z amerykańską DARPA w/s rozwoju nowego skanera oka, który potrafiłby identyfikować ludzi w pełnym pomieszczeniu bez ich wiedzy. Nowe sensory zwane Panoptes, mogą lokalizować i skanować tęczówki człowieka bez względu na odległość, a nawet gdy nie patrzy wprost w kamerę. System zwie się Smart-Iris i radzi sobie z takimi problemami jak złe oświetlenie, oślepianie, migotanie czy ruch. Z pomocą nowego algorytmu może funkcjonować i ze słabym, częściowym skanem. Jednym z najbardziej dyskutowanych obszarów badań jest coś, o nazwie „System aktywnego wypierania“ - ADS. Jest on częścią większego projektu badającego technologię umożliwiającą wymazywanie i zastępowania jednych wspomnień innymi za pomocą promieniowania elektromagnetycznego. Jeśli się wam skojarzył film „Mężczyźni w czerni” to tak jest naprawdę. Technologia pn. „Promień zapomnienia” już jest gotowa do użycia. Co więcej, neurologom rozwinął się mózgowy skan założony na znalezieniu błysku tego, co ktoś przygotowuje zrobić. To nocny koszmar wersji „Raport mniejszości” tyle, że w rzeczywistości. Naukowcy twierdzą, że ziarna przestępczych i anty-socjalnych zachowań należy szukać już u trzylatków. Inni są przekonani, że tendencja do przemocy ma podstawę biologiczną i że testy i zobrazowanie mózgu może temu zapobiec. Po przewidzeniu, które dzieci mają tendencję do sprawiania kłopotów, należy zaaplikować leki i trzymać je pod kontrolą. Proszę zrozumieć, że nie idzie o publicznie finansowane projekty dla dobra ludzkości, ale w większości chodzi o tajne eksperymenty prowadzone w imię obrony, które po postawieniu na głowie mają przeciwdziałać przestępstwom. Ekstrapolując do przyszłości, chodzi o to, aby uniemożliwić 99 procentom populacji buntów i rewolucji, a która ma żyć w biedzie i przesiąkniętych złem mega-miastach przyszłości. Oto inny przykład. W zeszłym roku FOX nadawała serial pt. Prawie człowiek, gdzie jedną z głównych postaci jest cyborg-policjant w kontakcie z ludźmi w społeczeństwie. Film jest o neurologii, kluczowym składnikiem elit w rządzeniu. |Neurologia jest studium sytemu nerwowego. Dzięki postępowi w chemii, komputerowej wiedzy, mechanice, medycynie i w innych dyscyplinach, częścią neurologii jest także badanie molekularnych, komórkowych, rozwojowych, strukturalnych, ewolucyjnych, kalkulacyjnych i medycznych aspektów układu nerwowego. Neurologia przekroczyła granice nauki i stała się najważniejszym aspektem państwowego aparatu bezpieczeństwa na całym świecie. Rozwój zaawansowanych neurologicznych broni wytworzy trwały stan niepewności. Emocjonalny system przeniknie sferę publiczną, jak globalna zaprogramowana sieć będzie wyławiać terrorystów i przestępców. Technologie te nie są tak rozwinięte aby naukowy i technologiczny dyrektoriat zatrzymywał terrorystów ale nie zatrzymywał was! Przepisy uzasadniające nie powstały dla kaprysu. Są pomyślane tak, by dać władzy wolną rękę i władzę nad ludźmi podczas chaosu i niepokojów „wieku przemian”. Przemianę na cywilizację planetarną. Widzicie więc, że przyszli bin Ladenowie i Kadafowie nie są wrogami. Tak naprawdę nigdy nimi nie byli. Wrogiem jesteście wy. Niech więc na lotniskach, przejściach granicznych, lub na rogach ulic, od tej chwili będą nam badane myśli baśniową nową technologią przez dywizje ministerstwa bezpieczeństwa ojczyzny.

ND: Pisze pan, że „Transhumanizm spełni ludzkie sny, że staną się super-ludźmi, ale prawda jest taka, że faktycznym celem jest usunięcie tej nienawistnej wolnej woli człowieka.” Wierzy pan, że elita planuje uczynić nadchodzący wiek wiekiem maszyn i robotów (które są bardzo rozwinięte i zastąpi nimi wiele miejsc ludzkich pracy) jako sposób na zlikwidowanie zbytecznej ludzkości, „darmozjadów” jak na nich mówią?

DE: Mózgowe mechaniczne interfejsy umożliwiają opanowanie maszyny samym umysłem. Implantowane do mózgu czipy pozwalają też segregować informacje i poprawiać funkcje kognitywne. Ostateczną symbiozą ludzi i maszyn byłoby skopiowanie mózgu człowieka do superkomputera. Powtarzam, to by umożliwiło komuś żyć wiecznie w wirtualnej symulacji generowanej przez komputer. Cybernetyczne ulepszenie ludzkich funkcji jest nieuniknione. Osiągnięcie tych rezultatów wymaga odkodowania i zrozumienia kompleksowych systemów. Najważniejszym z nich jest ludzko mózg. Ostatecznie jest on siłą napędową stojącą za osiągnięciami człowieka. Ulepszanie może być dla tych korporacji wielkim biznesem. Z technologiami integrujemy się od dziesięcioleci, zastępujemy uszkodzone kończyny mechanicznymi, implantujemy w ciała informacyjne czipy, które pozwalają pozyskiwać wiele informacji przez różne korporacje i rządy na całym świecie. Czy doszliśmy już do punktu, by wymienić swoje niedoskonale funkcjonujące części ciała na ulepszone zamienniki? Ale nie ma nic za darmo. Trzeba będzie brać leki do końca życia aby poprawa funkcjonowała. Leki te są niebezpieczne, uzależniające i drogie. W przeciwnym razie z ulepszenia nici. Za to elita będzie miała w was swoje technologie. Będą mogli odpiąć wasze kończyny, wyjąć wasze oczy, wysyłać informacje do waszych mózgów i opanować myślenie, jakby mieli moc Boga. Technologia na tym się jednak nie kończy. Intel pracuje nad implamentacją sensorów do mózgu, które będą w stanie opanować komputery i urządzenia mobilne. Do 2020 r. nie będziecie potrzebować klawiatury i myszy do posługiwania się komputerem. Zamiast tego będzie można otwierać dokumenty i serfować po internecie używając jedynie fal mózgowych. Potencjalna „użyteczność” tychże technologii jest niewyobrażalna. Tekst na internetowej stronie Science Channel tak to opisuje: „Jeżeli byście mogli pompować informacje do swojej kory mózgowej, powiedzmy, 50 mb/sek, moglibyście przeczytać 500 stronicową książkę w 2/10 sekundy. Jak by się zmienił świat, gdyby można było 'wczytać' do mózgu całożyciową wiedzę i doświadczenie w ciągu kilku tygodni?” Możliwości są nieograniczone, tak jak potencjalne nadużycia. Poprzez interakcje zaimplementowane mikrochipy mogą „mówić” wprost do mózgu, obchodząc receptory zmysłów. Pozwoliłoby to dyktatorom na nieograniczoną kontrolę. Jeżeli będzie można „wkładać” myśli i uczucia wprost do mózgu obywateli, można osiągnąć totalną kontrolę i nie obawiać się buntu. A to zaledwie powierzchnia. Technologia pn. Zdalne Neuronowe Monitorowanie (RNM) używana jest już w USA, Brytanii, Hiszpanii, Szwecji, Niemczech i Francji. Dzięki niej mogą widzieć waszymi oczami, słyszeć wasze myśli i wkładać obrazy i zapachy do waszych mózgów jako rzeczywiste, tak jakbyście je widzieli i czuli w środowisku naturalnym. Nie muszę mówić, że przestępcy mogą słyszeć to co wy, ponieważ będziecie jednostką komputera. Mogą zmieniać wasze zachowania, opanować pamięć i emocje. To nie fabularna intryga z powieści. To rzeczywistość i to dzisiejsza, zbudowana przez rządy twierdzące, że nas chronią przed złem. Można tak potencjalnie zaprogramować te czipy tak, aby wasi obywatele czuli się nieustająco dobrze: ostateczny cel naukowej, huxleyowskiej dyktatury bez łez. Przyszłość jest teraz. Zamiast narkotyków jak kokaina czy marihuana, dostarczających naturalnych odlotów, te chipy mogłyby wytwarzać nigdy się nie kończący„naturalny” odlot. Uzależnienie od narkotyków zastąpione zostanie przez rządy dozwolonym uzależnieniem od czipów. Taka jest przyszłość. Post-ludzkość będzie nowym człowiekiem, zmodyfikowanym genetycznie i z czipem w mózgu, poddanym totalnej władzy. Częściowo człowiek, częściowo maszyna, nowy człowiek nie będzie już potrzebować seksualnych reprodukcyjnych funkcji. Jeśli planem elit jest zmniejszenie światowej populacji, to czy jest na to lepszy sposób?

ND: Jaka jest zależność między kontrolą przez elity światowego łańcucha żywnościowego a depopulacyjną agendą?

DE: Nie ma lepszego sposobu na zmniejszenie populacji niż głód. Aby doprowadzić ludzi do głodowej śmierci trzeba przejąć kontrolę nad ich produkcją żywności, zlikwidować niezależne rolnictwo i dać je do rąk korporacji, wysługujących się interesom World Company Inc. 10-12 głównych spółek, którym pomaga 30 innych, rządzi światowymi zasobami żywności. Ten kartel ma nadwładzę nad światowymi uprawami zbożowymi, od pszenicy po kukurydzę i owies, od jęczmienia po ryż. Kontrolują także mięso, cukier, i wszystkie rodzaje przypraw. Jako oddzielne organizacje za jakie się podaj, firmy te są prawną fikcją. W istocie są powiązane wzajemnie w syndykat ze wspólnym celem i licznymi przenikającymi się administracyjnymi zarządami. Zrozumcie proszę, że ten syndykat decyduje, kto je a kto nie, kto żyje, a kto nie. Jest to pajęczyna finansowych, politycznych i przemysłowych interesów. Ludzie ci są właścicielami wzajemnie powiązanego korporacyjnego aparatu, który oplata wąskie gardła globalnej gospodarki, szczególnie finansów, ubezpieczeń, kopalin, przewozów i artykułów konsumpcyjnych. Ale to nie koniec. Kontrola dostaw żywności leży w interesie bezpieczeństwa narodowego. Amerykańskie ministerstwo rolnictwa jest jednym z kluczowych elementów konstrukcji bezpieczeństwa narodowego, starającego się opanować światowy rynek żywności. Żywność to siła. Używana do regulacji populacji, staje się bronią masowego raenia. Nie musicie tego rozumieć, ale elita rozumie to doskonale.

ND: Czy może pan coś powiedzieć o długookresowym planie elity?

DE: Obecnie na Ziemi, małej niebieskiej kuli, wędrującej w przestworzach, o ograniczonych źródłach przyrody i przy stale wzrastającej populacji, żyje 7 miliardów ludzi. Żywność i woda stają się coraz cenniejsze. Elita to rozumie: większa populacja równa się mniejszym źródłom przyrody, wody i jedzenia. Dlatego, z punktu widzenia tej oligarchicznej elity, jeżeli chcemy nadal rządzić na planecie, trzeba obniżyć populację do stanu, którym da się kierować. 7 miliardów i więcej to masa gęb do wykarmienia. Aby elita jadła, ja i wy musimy umrzeć. Jest jakieś inne rozwiązanie?

ND: Jak mogą uświadomieni ludzie przeciwdziałać tej diabelskiej „transewolucji“?

DE: Musimy zrozumieć, że każdy ma miejsce we wszechświecie. Nieśmiertelność, jak ją rozumiem, pozwala przetrwać gatunkowi ludzkiemu. Istoty ludzkie są boskim pierwiastkiem wszechświata. Będącej w nas iskry bożej inteligencji nic nie dorówna. Technologia i postęp muszą być użyte do zwiększenia zdolności człowieka w świecie, a nie do zniszczenia ludzkości.

Całość: TransEvolution: The Age of Human Deconstruction z 23.09.2014 na Global Research.

niedziela, 28 grudnia 2014
Na skraju wojny i gospodarczego krachu
Kolejny tekst Paula Craiga Robertsa ukazuje możliwy scenariusz zdarzeń Czasem ktoś zapyta, czy mogę czytelnikom przekazać jakieś dobre wiadomości? Odpowiadam: nie, jeśli nie mam kłamać, jak to robią „wasze” rządy i oficjalne media. Jeśli chcecie „dobrych informacji” musicie powrócić do Matrixu. Ceną za mniejszy stres i strach będzie nieświadome dążenie do finansowego kolapsu i jądrowego armagedonu. Jeśli jednak chcecie być wcześniej ostrzegani i przygotowani na to, co wam „wasze” rządy szykują i mieć chociażby małą szansę zmienić bieg wydarzeń, czytajcie i popierajcie tę stronę. To wasza strona. Ja to wszystko już wiem. Piszę dla was. Neokonserwatyści, mała grupka wojennych podżegaczy ściśle związanych z kompleksem przemysłu wojskowego i Izraelem, dali nam Grenadę i aferę Contras w Nikaragui. Za Reagana byli ścigani, a następnie ułaskawieni przez Georga H. W. Busha. Bezpiecznie zadekowani w trustach mózgów i chronieni za pieniądze Izraela i kompleksu zbrojeniowego, neokonserwatyści ponownie wynurzyli się za rządów Clintona obmyślając rozpad Jugosławii, wojny przeciw Serbii i ekspansji NATO do rosyjskich granic. Za Busha opanowali rząd, rządzili Pentagonem, Radą Bezpieczeństwa Narodowego, urzędem wiceprezydenta i wieloma innymi. Doprowadzili do inwazji na Afganistan i Irak, destabilizacji Pakistanu i Jemenu, najazdu na Południową Osetię przez Gruzję, końca umowy o ABM, bezprawnego i niekonstytucyjnego szpiegowania amerykańskich obywateli, zaniku konstytucyjnej ochrony, tortury przez służby nieodpowiedzialne przed prawem, kongresem i sądem. Krótko mówiąc, neokonserwatyści położyli podwaliny pod dyktaturę i trzecią wojnę światową. Reżim Obamy nikogo za przestępstwa za rządów Busha nie pociągnął do odpowiedzialności tworząc precedens postawienia władzy wykonawczej ponad prawem. Mało tego, rząd Obamy prześladował tych, którzy mówili prawdę o przestępstwach władzy. Neokonserwatyści za Obamy utrzymali swoje wpływy. Neokonserwatystka Susan Rice została mianowana doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa. Inna, Samantha Power, została ambasadorką przy ONZ. Victoria Nuland została zastępcą ministra spraw zagranicznych. Urząd Nuland współpracuje z CIA a Waszyngton finansuje organizacje pozarządowe, które zorganizowały pucz na Ukrainie. Neokonserwatyzm jest jedyną ideologią polityczną: „Ameryka über alles“. Wierzą, że historia wybrała Stany Zjednoczone aby rządziły światem, czyniąc je „wyjątkowymi” i „niezastąpionymi”. Sam Obama to ogłosił. Ideologia ta daje im ogromną pewność siebie i motywację, tak jak pogląd Karola Marxa, że historia wybrała lud pracujący jako klasę rządzącą dal siłę i motywację pierwszym komunistom. Czyni też ich bezwzględnymi i nieostrożnymi. Narzucając swoje ekspozytury propagują amerykańską populację i wasalskie wobec Waszyngtonu państwa. Sprzedajne media rozpowszechniają kłamstwa nic nie podejrzewającej społeczności: Rosja napadła i anektowała ukraińskie prowincje; Putin planuje wskrzesić sowieckie imperium; Rosja to państwo gangsterskie i niedemokratyczne; Polska i cała Europa potrzebna jest do rozmieszczenia wojsk USA/NATO przy rosyjskich granicach; Chiny, sojusznik Rosji, muszą być powstrzymane przez amerykańskie morskie i lotnicze bazy otaczające Chiny i kontrolujące chińskie szlaki morskie, itd., itp. Neokonserwatyści i prezydent Obama dali jasno do zrozumienia, że USA nie uznają Rosji i Chin za państwa suwerenne, z polityką gospodarczą i zagraniczną niezależną od interesów Waszyngtonu. Rosja i Chiny mogą być zaakceptowane jedynie jako państwa wasalskie, tak jak Brytania, Unia Europejska, Japonia, Kanada i Australia. Pomysły neokonserwatystów zmierzają ostatecznie do wojny. Całej ludzkości grozi garstka przestępców płci obojga, usadowionej na kluczowych pozycjach rządowych w Waszyngtonie Antyrosyjska propaganda pracuje na najwyższych obrotach. Putin to „nowy Hitler”. Daniel Zubow informuje o wspólnej konferencji trzech amerykańskich trust-mózgów. Rosja została tam obwiniona za nieskuteczność polityki zagranicznej Waszyngtonu. Przeczytajcie ten artykuł a zobaczycie, jak neokonserwatyści uzasadniają swoje działanie. Nawet Henry Kissingerowi wytknięto powiedzenie oczywistej prawdy, że Rosja ma na Ukrainie legalne interesy; w kraju, który długo był częścią Rosji i znajduje się w jej strefie wpływów. Od czasu Clintona Waszyngton spiskował przeciwko rosyjskim interesom. W swojej przygotowywanej książce „Globalizacja wojny: Długa wojna Ameryki przeciwko ludzkości” profesor Michel Chossudovsky daje realistyczną ocenę tego, jak blisko znalazł się świat od zagłady w wyniku wojny jądrowej. Oto fragment z przedmowy: „Globalizacja wojny” to hegemonistyczny projekt. Wielkie wojskowe i tajne szpiegowskie operacje prowadzone są tak na Środkowym Wschodzie, w Europie Wschodniej, sub-saharyjskiej Afryce, środkowej Azji i na Dalekim Wschodzie. Amerykańska agenda wojskowa planuje operacje na polach bitew oraz tajne akcje zmierzające do destabilizacji suwerennych państw. W jej ramach zachodni alianci (USA-NATO-Izrael) działają w Afganistanie, Pakistanie, Palestynie, Syrii, na Ukrainie i w Iraku, a koordynacja ma miejsce na najwyższym szczeblu wojskowej hierarchii. Atak na strefę Gazy z lipca-sierpnia 2014 izraelskiej armii, przeprowadzono w porozumieniu z USA i NATO. Akcję na Ukrainie i jej termin skoordynowano z atakiem na Gazę. Akcje wojskowe skoordynowane są z z wojną ekonomiczną, polegającą nie tylko na nałożeniu sankcji gospodarczych na niezależne kraje, ale też na destabilizacji finansowych i walutowych rynków w celu podkopania narodowych gospodarek. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy wszczęli wojenne awantury zagrażające przyszłości ludzkości. W chwili pisania tego tekstu we wschodniej Europie rozmieszczone zostały jednostki USA i NATO. Amerykańska interwencja pod pretekstem mandatu humanitarnego trwa w sub-saharyjskiej Afryce. Amerykanie z sojusznikami okrążają Chiny w ramach „zakotwiczenia się w Azji”. Prowadzone są wojskowe manewry u granic Rosji, mogące doprowadzić do wybuchu. Amerykańskie naloty rozpoczęte we wrześniu 2014, skierowane przeciwko Irakowi i Syrii, a pod pretekstem walki z Państwem Islamskim, są częścią scenariusza wojny eskalacyjnej, od północnej Afryki i wschodniego Morza Śródziemnego do środkowej i południowej Azji i postępuje dalej. I tak samo Rosja Kilkakrotnie wspominałem, że Amerykanie są lekkomyślni. Wynika to z ich nieświadomości. Cho można założyć, że cała populacja niebezpieczeństwo rozumie i wie, co należy zrobić, ale uległa kontroli policyjnego państwa, jakie zostało utworzone? Nie sądzę, że od Amerykanów można czegokolwiek oczekiwać. Amerykanie nie są w stanie rozróżnić przywództwa prawdziwego od fałszywego, a rządząca grupa nie dopuści do pojawienia się prawdziwego przywódcy. Co więcej, nie ma żadnego zorganizowanego ruchu przeciwko neokonom. Nadzieja nadchodzi spoza politycznego systemu. Ten domek z kart i zmanipulowane rynki utworzone przez politycznych macherów w interesie jednego procenta (społeczeństwa), upadną. David Stockman uważa to za prawdopodobne. Kolaps, który Stockman widzi jest tym samym, przed którym ostrzegałem. Ponadto ilość Czarnych Łabędzi, mogących kolaps uruchomić jest większa, niż ich Stockman identyfikuje. Niektóre organizacje finansowe obawiają się utraty płynności na rynku zobowiązań i derywatów. Barbara Novack, współprzewodnicząca Black Rock, twardo lobbuje za mechanizmem wypłacenia awaryjnych derywatów (finansowych instrumentów pochodnych – przyp. MM). Artykuł Stockmana jest ważny. Czytajcie go dopóki go nie zrozumienie, a wtedy będziecie wiedzieć więcej niż większość: Można zadać pytanie: jeżeli z powodu bogactw jednego procenta zagrożonego ekonomicznym krachem, zostanie wywołana wojna tylko po to, aby zostało ono zachowane, to czy za to zostanie oskarżona Rosja i Chiny? Odpowiadam, że ten rodzaj załamania jakiego się spodziewam ja, David Stockman i inni, wywoła socjalne, polityczne i ekonomiczne niepokoje, przez które zorganizowanie wielkiej wojny nie będzie możliwe. Na razie polityczna impotencja Amerykanów i wasalstwo świata zachodniego nie ogranicza Waszyngtonu, podczas gdy gospodarczy kolaps przeniesie rewolucję i upadek obecnej władzy. I jakkolwiek to będzie dla ludzi trudne, to w przypadku kolapsu szanse na przeżycie są większe niż w przypadku wojny jądrowej. Tekst oryginalny: On the Brink of War and Economic Collapse 12.12.2014 na paulcraigroberts.org.
sobota, 13 grudnia 2014
BARNEVERN jak Jugendamt
Posthitlerowski Urząd ds. Zarządzania Młodzieżą - Jugendamt to organizacja założona przez Adolfa Hitlera, która ukradła 200 tys. polskich dzieci. Większość nigdy nie wróciła do Polski. Jugendamt zniszczył w 1952 roku ich akta osobowe – twierdzi Wojciech Pomorski – prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech. Jugendamt działa do dziś i także odbiera dzieci Polakom mieszkającym i pracującym w Niemczech. Ale faszyzm rozszerza się. Teraz przyszła pora na Norwegię. W ojczyźnie Wikingów Jugendamt nazywa się Barnevern, organizacja de facto sprywatyzowana przed dekadą, oficjalnie zajmuje się ochroną dzieci. W rzeczywistości to korporacja, biznes i państwo w państwie, zarabiająca na odbieraniu dzieci. Im więcej dzieci zostanie odebranych, tym większe zyski uczestniczących w tym stron: dla tego, kto zdecydował o odebraniu, dla prywatnych domów dziecka, rodzin zastępczych i ubiegających się o adopcję. W Norwegii rocznie rodzi się ok. 60 tys. dzieci, a spraw o odebraniu ich rodzicom wszczyna się 25 tysięcy. Wg niektórych źródeł trzecia część norweskiego dochodu idzie na dziecięce technologie. Metody Barnevernu to przemyślany terror. Dzieci odbiera się według własnego uznania, np. na skutek donosu, ale nie ma obowiązku wyjaśnić rodzicom powodów odebrania; odbiera się zawsze wszystkie dzieci; pretekstem może być cokolwiek - bójka w szkole, donos sąsiadki, opinia nauczycielki, niedostatek owoców w lodówce, za mało miejsca na biurku, (przy czym co to znaczy za mało, a co wystarczająco – decyduje Barnevern). Przy tzw. „powstaniu podejrzenia” najpierw odbiera się dzieci, a dopiero potem wyjaśnia sprawę i ocenia, czy działanie miało podstawę. Często tak jednak nie jest i rodzice miesiącami nie mają informacji, dlaczego odebrano im dzieci. Często bywa tak, że dzieci odbierane są ze szkoły lub z domu w asyście policji. W przypadku rodziców obowiązuje domniemanie winy. To rodzice muszą udowadniać, że się jako rodzice sprawdzają, że są w porządku, ale o tym i tak dowolnie decyduje Barnevern. Podstawowym warunkiem odzyskania dzieci jest współpraca z tą organizacją, co w praktyce oznacza spełnianie szeregu, często absurdalnych, wymagań, stawianych następnych po spełnieniu poprzednich. Barnevern np. żąda od rodziców dziecka rozwodu, jako warunku zwrotu dzieci matce. Na czym w istocie polega cały problem, bo że nie chodzi o dobro dzieci, to chyba oczywiste? Jak zwykle, chodzi o pieniądze. Barnevern to widzialny element „dziecięcego przemysłu”, gdzie dzieci są towarem, który, jeżeli już wpadnie w jego szpony, nie ma szans wyjść z tego. Na porządku dziennym są samobójstwa rodziców, którym dzieci ukradziono, a także wiele przypadków wykorzystywania samych dzieci w rodzinach zastępczych. I rzecz najważniejsza. Obecnie niebezpiecznie jest jeździć do Norwegii. Dzieci mogą być odebrane nie tylko obcokrajowcom czasowo bądź stale przebywającym w tym kraju, ale też turystom. Wedle norweskiego prawa, dziecko znajdujące się na terenie Norwegii, stanowi własność państwa, a rodzice nie mają do nich żadnych praw. Nie wiadomo, ile polskich dzieci zostało w ten sposób tam porwanych. Zdarzały się to obywatelom Rosji, Indii i Czech. Te dwa pierwsze kraje zmusiły władze Norwegii do oddania dzieci. Z kolei prezydent M. Zeman wniósł trwający już 3 lata przykład Evy Michalakovej pod obrady Parlamentu Europejskiego. Jak w podobnych razach zachowałby się polski rząd – aż strach myśleć, mając na uwadze jak działa na rzecz swoich obywateli, którym w Niemczech dzieci porywa Jugendamt. Dlatego podczas pobyt w tym północnym kraju liczyć na siebie i zachować szczególną ostrożność.
O autorze
Tagi