środa, 19 kwietnia 2017
Rząd cieni w Brytanii centrum rządu światowego
Turecki uczony Adnan Oktar odkrywa mózg centrum światowego zła ujawniając działania „globalnej ośmiornicy“, a w sojuszu Rosji i Turcji widzi narzędzie do przeciwstawienia się jej.
środa, 21 września 2016
Iurokracja jako przyczyna upadku
Ponad 3000 tysiące lat temu lud Izraela zdecydował o zmianie ustroju na monarchię. Po wyjściu z Egiptu i zdobyciu Kanaanu państwem rządzili sędziowie. Widać niezadowalająco.
czwartek, 12 maja 2016
Omerta złamana, to dobrze a nawet źle
Mamy oto znowu okazję przekonać się, czy Polska jest państwem poważnym, a w każdym razie czy znajduje się u progu, za którym znajduje się zbiór państw poważnych, czy tylko sezonowym.
wtorek, 29 marca 2016
Niezamierzone zapiski z podróży do przedwyborczych Niemiec

Wacława Klausa


Zapiski z podróży piszę już wiele klat, ale głównie z egzotycznych krajów. Tym razem czynię wyjątek, ponieważ Niemcy pomału stają się krajem egzotycznym.

Niemcy ponownie stały się placem boju Europy. W ciągu ostatniego stulecia nie po raz pierwszy. To smutne, nie oczekiwaliśmy tego, ale tak jest. Ale właśnie to motywuje mnie aby tam jeździć. Totalna sterylność starych partii politycznych znalazła alternatywę w postaci młodej  AfD - Alternative für Deutschland.
Popełnia jeszcze błędy początkujących, ale jest nadzieja. Dlatego wystąpiłem na kilku przedwyborczych mitingach tej partii. Swoimi przeżyciami chcę podzielić się z  tymi, którzy chcą słuchać. Mam poczucie, że w porównaniu z Niemcami, żyjemy w całkiem normalnej sytuacji politycznej. Ciągle jeszcze w tym, co się da nazwać się demokracją, zepsutą brukselskim dyktatem.
Pierwszym problemem okazało, że pomimo umówienia terminu kilku akcji długo nie było wiadomo, gdzie mają się odbyć. Tego początkowo nie mogliśmy zrozumieć. Wyjaśnienie okazało się proste: gdy tylko w niespokojnych Niemczech określono miejsce przedwyborczej akcji AfD, powstały naciski na właścicieli obiektów – sal, hal, hoteli – aby do tego n ie doszło.
Właściciele ci, wycofywali się z wcześniejszych uzgodnień. Bali się. Dlatego przez długi czas nie było znane miejsce akcji, co mnie szokowało. Wiedziałem naprzód, w którym hotelu będę mieszkać; w przypadku dwóch ostatnich akcji było to wiadomo trzy dni wcześniej.  Potem organizatorzy zwoływali uczestników przez internet – plakaty przez polityczną konkurencję, tj. lewicowych anarchistów, były niszczone.
We wiecach, w których uczestniczyłem, (moje ostatnie wystąpienie po niemiecku jest na www.klaus.cz) brały udział setki osób – ludzi spokojnych, grzecznych, czyli zachowujących się przyzwoicie. Ludzi, będących tak jak ja, zaniepokojonych obecną sytuację w Niemczech, zwłaszcza  olbrzymią falą imigrantów.
Zamieszki były tam, gdzie agresywnie występowała ekstremalna lewica. W Badenii i Wittenbergi, w przeddzień przed wystąpieniem Frauke Petry – przewodniczącej AfD, wybito wszystkie szyby w sali, gdzie miało to nastąpić. Gdy byłem tam drugi dzień, kilka ulic dalej, przy bardzo dokładnym nadzorze policji, wszędzie był spokój. Mówię o miastach: Willingen-Schwenningen i Donauschingen.
W tym ostatnim zainteresował mnie obóz dla uciekinierów z trzema tysiącami imigrantów, umieszczonych w byłych koszarach francuskich, zajmowanych przez żołnierzy jednej ze zwycięskich potęg drugiej wojny światowej.
Po półtora godzinnym spotkaniu w redakcji regionalnych  Neckarquelle zrozumiałem, że  – powtarzana  w wystąpieniach – teza, że tak w Europie jak i w Niemczech ludzie są ”manipulowani, indoktrynowani, sterowani” jak byliśmy i my w późnej erze komunizmu, jest w pełni uprawniona. Wyjaśniałem, że nie chodzi o lata pięćdziesiąte. To spotykało się z aplauzem publiczności ale dziennikarze nie chcieli tego zrozumieć.  I w tym kontekście trzeba widzieć te dzieci  w łódkach na morzu Egejskim. Starałem się wyjaśnić im, że to nie mówi nic o tym, dlaczego i skąd uciekają.
W Nadrenii-Westfalii (drugi z trzech landów niemieckich, w których odbywają się wybory parlamentarne) było podobnie. Jedyna różnica to ta, że kilka minut po moim wystąpieniu, gdy przemawiała  Frauke Petry, zaczęły wyć syreny pożarnicze i wszyscy musieli opuścić salę i hotel.
Był to fałszywy alarm (czego doświadczyłem kilkakrotnie podczas kampanii wyborczych u nas na początku lat dziewięćdziesiątych) jednak wiec, na który przyjechali ludzie z daleka, był rozwalony.
Wysłałem w tej sprawie kilka SMS-ów, reakcja była np. traka: „to jest wojna” ale i „Welcome Germany 2016“. Mile napisał mi Milan Knížák: „Przykro mi ale to przygoda. Jesteśmy z Tobą, wojaku antyeuropejskich sił. Salutuje M. K.“ Nawiasem, w trakcie tej rozbitej akcji obok mnie siedział przewodniczący AfD Nadrenii-Westfalii, Uwe Junge, 58 letni pułkownik Bundeswehry. Nie jest o więc takie oczywiste, kto należy do AfD. W akcji wziął udział przewodniczący miejscowego oddziału AfD w Neuwied (65.000 mieszkańców), nauczyciel niemieckiego i historii w miejscowym gimnazjum.
Popołudniowy spacer przez miasto, bardzo mało wyraziste -same piesze strefy – ale bez zniszczeń wojennych historycznego centrum, z bardzo pustą, powojenną architekturą, był bardzo pouczający. Jest to miasto emigrantów ale tych z lat wcześniejszych. Same libańskie, arabskie, azjatyckie restauracje i kawiarnie, same kebaby, środowisko całkowicie niejednorodne. (Niemcy ponoć mieszkają na przedmieściach, ale żadnego nie widziałem.)
Wyniki wyborów będą w każdym razie pouczające. Wiele powiedzą o Niemczech. Po przerwanych przedwyborczych akcjach, w hotelowej telewizji widziałem program o przygotowywanych wyborach w Turcji. Jakiś wysoki przedstawiciel ONZ mówił, że ONZ musi kontrolować wybory w Turcji. Może ONZ powinna obserwować wybory w Niemczech.


Tekst z 13 marca 2016 ukazał się na www.ceska-justice.cz

wtorek, 22 grudnia 2015
Wojna na horyzoncie: czy nie jest za późno aby ją powstrzymać?

- zastanawia się  Paul Craig Roberts

 

Jedną z nauk płynących z historii wojen jest i taka, że gdy tylko się zacznie wojskowa mobilizacja, zaczyna żyć własnym życiem wymykając się spod kontroli. I właśnie to zdaje się dziać przed naszymi oczami.

W przemówieniu wygłoszonym 28 września z okazji 70 jubileuszowej sesji ONZ, rosyjski prezydent Władymir Putin oznajmił, że Rosja nie może dłużej tolerować sytuacji na świecie. Dwa dni później, na wezwanie rządu syryjskiego, Rosja rozpoczęła wojnę przeciwko ISIS.

Rosja była bardzo skuteczna przy niszczeniu zapasów broni ISIS i pomagając syryjskiemu wojsku w odzyskaniu terenów zajętych przez ISIS. Rosja zniszczyła tysiące cystern, których zawartość finansowała ISIS, czyli kradziona syryjska ropa, sprzedawana rodzinie obecnego gangstera, który rządzi w Turcji.

Waszyngton został złapany z ręką w nocniku rosyjskiego zdecydowania. Ze strachu przed sukcesem działań Rosji, mogącymi doprowadzić do uniezależnienia się amerykańskich wasali i utraty ich poparcia opozycji antyasadowej i marionetkowego rządy w Kijowie, zorganizował Waszyngton zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turcję, na przeków/sprzecznie z umową pomiędzy Rosją a NATO, że nie będzie dochodzić do żadnych kontaktów w powietrzu w strefie rosyjskiej operacji w Syrii.

Choć wszelkiej odpowiedzialności zaprzeczył, uznał Waszyngton,że powściągliwa reakcja Rosji za atak, za który Turcja nie przeprosiła, do ponownego zapewniania Europy, iż „Rosja jest papierowym Tygrysem” („Russia A Paper Tiger“). Tym samym zapewnił, że dalszy nacisk na Rosję na Środkowym Wschodzie, Ukrainie, w Gruzji, Czarnogórze i wszędzie indziej, nie przedstawia żadnego ryzyka. Atak Waszyngtonu na armię Assada służy szerzeniu wiary wśród rządzących Europą, że zachowanie Rosji usiłujące uniknąć wojny jest wyrazem strachu i słabości.

Nie jest jasne, w jakim rozmiarze rosyjski i chiński rząd rozumieją, że ich niezależna polityka, potwierdzona 28 września, jest przez Waszyngton rozumiane jako „groźbę egzystencjalną” dla amerykańskiego super-rządu.

U podstaw polityki zagranicznej USA leży nie dopuścić do powstania sił zdolnych ograniczyć jednostronne działania Waszyngtonu. W przypadku Rosji i Chin zdolność ta zmienia je w cele.

Waszyngton nie jest przeciwko terroryzmowi. Przez wiele lat wspierał jego powstawanie. Terroryzm to broń, którą Waszyngton zamierz użyć do destabilizacji Rosji i Chin poprzez eksport populacji islamskiej do tych państw.

Waszyngton 8używa Syrii, tak jak użył Ukrainy, do demonstrowania bezsilności Rosji Europie i Chinom, bo bezsilność Rosji czyni z niej mniej atrakcyjnego sojusznika.

Dla Rosji odpowiedzialna reakcja na prowokację także jest niekorzystna, ponieważ zachęca do kolejnych prowokacji.

Innymi słowy: Waszyngton i wiarygodność jego europejskich wasali doprowadziły ludzkość do bardzo niebezpiecznej sytuacji, gdyż jedyną alternatywą dla Rosji i Chin jest czy zaakceptować wasalstwo wobec Ameryki, czy przygotować się do wojny.

Putina należy szanować za przykładanie większej wartości życiu ludzkiemu niż dla Waszyngtonu i jego europejskich wasali a także za unikanie wojskowej reakcji na prowokacje. Z drugiej jednak strony Rosja musi coś zrobić aby uświadomić państwa NATO, że poparcie przez nich agresji Waszyngtonu przeciwko Rosji, niesie za sobą poważne konsekwencje. Np. rosyjski rząd może dojść do wniosku, że warto sprzedawać energii państwom członkowskim NATO. Rosja mogłaby stracić pieniądze, ale to tańsze niż strata własnej suwerenności czy niż wojna.

Aby zakończyć konflikt na Ukrainie mimo chęci Europy jego eskalacji, mogłaby Rosja zaakceptować żądania zbuntowanych prowincji i połączyć je z Rosją. Aby wojna miała nadal trwać, musiałaby Ukraina zaatakować Rosję.

Rosyjska władza złożyła nadzieje na odpowiedzialną, nieprowokacyjną reakcję. Liczy na efekt dyplomatycznych działań, że europejskie rządy przyjdą po rozum do głowy i zrozumieją, że ich interesy narodowe są ważniejsze od interesów Waszyngtonu i przestaną popierać jego politykę hegemonii. Polityka Rosji jest nieskuteczna. Reasumując – rosyjska powściągliwa odpowiedzialna reakcja była przez Waszyngton użyta do sprowadzenia Rosji do roli papierowego tygrysa, którego nie trzeba się bać.

Mamy oto paradoks: usiłowania Rosji uniknięcia wojny prowadzą wprost do wojny.

Niezależnie od tego, czy rosyjskie media, Rosjanie i cały rząd to rozumie, musi to być oczywiste dla rosyjskiej armii. Wszystko czego wojskowi przywódcy rosyjscy potrzebują to przyjrzeć się składowi sił NATO wysłanych do „walki z ISIS”. Jak zauważa George Abert, amerykańskie, brytyjskie i francuskie lotnictwo, które w tym celu zostało tam wysłane, to samoloty wojskowe do walk powietrznych a nie tylko do ataków na cele naziemne. Nie mają na celu nalotów na ISIS, lecz

zagrozić rosyjskim bombowcom, atakującym naziemne cele ISIS.

Niewątpliwie Waszyngton wciąga świat do Armageddonu a Europa to umożliwia. Skorumpowane marionetkowe rządy Niemiec, Francji i Brytanii są czy to głupie, czy bezsilne aby przeciwstawić się

Waszyngtonowi. Dopóki Rosja nie przebudzi Europy, wojna jest nieunikniona.

Czy to co pokazują nieuleczalni szaleńcy i neokonserwatywni wojskowi prowokatorzy, którzy opanowali amerykańską władzę, daje Putinowi do myślenia, że wojna jest nieunikniona?

 

Tekst oryginalny: War Is On The Horizon: Is It Too Late To Stop It? ukazał się 8 grudnia 2015 na ICH.



sobota, 12 grudnia 2015
Ultimatum Jaceniuka ws. ukraińskiego długu wobec Rosji
Walentyn Katasonow opisuje grę ukraińskim długiem
sobota, 28 listopada 2015
Dla kogo Polska?

 

Histeria wokół ataków terrorystów w Paryżu, a zwłaszcza rozpacz na ofiarami i akty solidarności z Francuzami, skłaniają do zadumą nad ślepą miłością Polaków do Francji i Francuzów a niechęcią do Rosji i Rosjan, bez względu na fakty. Widać to po reakcjach (i to nie tylko medialnych) po ostatnich wydarzeniach.

Ja nie trywializuję roli owych 130 zabitych, ale bądźmy szczerzy – nie da się tego porównać do ofiar rewolucjonistów francuskich i to pod żadnym względem. My zaś Francję postrewolucyjną, zwłaszcza tę za Napoleona, hołubimy i cenimy, czego przykładem jest twórczość Waldemara Łysiaka. Co więcej, my nie potrafimy realnie ocenić motywów gry politycznej Francji, która nas popierała a to w czasie zaborów i powstań, ale też podczas formowania się niepodległości polskiej, kiedy to ważnym czynnikiem była deklaracja władz polskich spłacenia długów carskiej Rosji. Niepodległość za cudze długi, czemu nie? Teraz z kolei musimy spłacać długi Francji wobec Rosji za niedoszły kontrakt wojskowy z powodu sankcji i co? I nic Można i tak skoro nie da się inaczej, ale po co tworzyć jakąś przedziwną patriotyczną mitologię, która lasuje mózgi młodych Polaków i nie pozwala widzieć rzeczy takimi jakimi są.

Jeżeli ma nastąpić zmiana w uprawianiu polityki historycznej zapowiadanej przez PiS, to tylko na taką, która pokazałaby nie tylko fasadę, ale mechanizmy podskórne, a więc tak rolę organizacji nie jawnych, jak i banków. Inaczej nie ma to sensu, bo jedna mitologia zastąpi drugą. A że tak będzie wskazują reakcje polskich polityków na zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez Turków, których, zupełnie bez sensu, zdają się popierać wbrew oczywistym dowodom. Panująca mitologia stawia Turcję na poziomie niemal przyjaciela Polski, bo rzekomo w Stambule było puste miejsce dla posła z Lechistanu. Nie wiem, czy tak było w istocie, ale jeżeli nawet, to nic to sułtana nie kosztowało. Za to prawie wcale nie mówi się o roli Turcji w likwidacji Świętego Królestwa Węgier (Mohacz), na zlecenie Habsburgów, Hohenzollernów i za pieniądze Fugerów przy biernej postawie, czy wręcz podejrzanej roli Jagiellonów. To samo potem spotkało Polskę i nawet aktorzy częściowo ci sami i aż się prosi aby pokazać mechanizmy, w tym te kierujące Brytyjczykami i Francuzami.

Ale zamiast tego na pierwsze miejsca w mediach awansował długowłosy hochsztapler z Wrocławia, od lat dojący państwową kasę pod pretekstem artyzmu, a który „przeczołgał” nowego ministra od chałtury, tj. od kultury. To, że minister ów jest też wicepremierem ukazuje bezbronność naszego państwa wobec organizacji niejawnych, emanacją których są różne organizacje pozarządowe (NGO) propagujące „wartości demokratyczne i wolnościowe”, w tym instytucje chałtury realizujące przeróżne dziwactwa.

My to, oczywiście, niby wiemy ale co z tego? Nie jesteśmy władni jako społeczeństwo na odruch obronny jak Węgrzy chociażby. Oto mija ponad 3 tygodnie od wygłoszenia ja podająca się za profesora, a wg ciotki Wiki – prawniczka i nauczyciel akademicki, feministka, Doktor habilitowana nauk prawnych, zatrudniona na stanowisku profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Warszawskiego - Monika Stanisława Płatek, publicznie wygłosiła tezę, że hasło „Polska dla Polaków” jest sprzeczne z art. 1 Konstytucji. Aż chciałoby się za Bismarckiem zawołać: „Hundert Profesoren, Vaterland du bist verloren” - setka profesorów i ojczyzna jest zgubiona, ale tu wystarczy kilku jak w/w Płatek, która łamie zasady logiki wykładane na I roku prawa i lasuje mózgi lemingów. Wzmiankowany artykuł mówi: „Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Co jednak, gdy owymi obywatelami są Polacy? Tego już nie wiemy ale możemy się domyślać, że wg profesorzyny, skoro hasło „Polska dla Polaków” jest fałszywe, to jedyny wniosek jest taki, iż Polska nie jest dla Polaków, nawet wtedy, gdyby ci stanowili 100% społeczeństwa, a co z kolei oznacza, że Polacy w swoim kraju byliby w najlepszym razie obywatelami drugiej kategorii. Dla kogo zatem jest Polska? Tego też profesorzyna nie powiedziała i na tę okoliczność powinna być indagowana, jeśli już nie zbojkotowana. Ale nic takiego się nie dzieje, to gdzieś ginie w otchłani medialnej, a to przecież istotne aby wiedzieć, czy profesorzyna to zwykła idiotka czy też pracuje ona dla sił obcych i dla nas wrogich. W każdym z tych przypadków, czy to występujących łącznie czy rozdzielnie, powinna zostać usunięta z życia i przestrzeni publicznej, bo to co robi to wynaradawianie po prostu i na to nie może być zgody. W dodatku robi się to za nasze pieniądze. To jak z tym sznurem, o którym mówił Lenin, za który zapłacić mieli kapitaliści aby na nim zawisnąć.

Wróćmy do polityki historycznej. Jest ona ważna dla Polaków przede wszystkim, a dopiero potem, najwyżej dla zagranicy. Robienie wysokobudżetowych filmów propagandowych w gwiazdorskiej obsadzie, co się marzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, po obejrzeniu których świat miałby paść przed nami na kolana, do droga na manowce. Polska świata nie obchodzi, zwłaszcza, jeżeli my sami nie będziemy mieć poczucia własnej godności z dokonań przodków jak Chodkiewicz czy Żółkiewski i misji cywilizacyjnej I rzeczpospolitej. Dopiero to da efekt, także na zewnątrz.

W przywróceniu właściwej wizji historii nie chodzi o pokrzepienie serc, choć i to jest ważna, ale o zobaczenie spraw we właściwej proporcji przez historię właśnie. Bo nasze życie jest zbyt krótkie żeby ujrzeć procesy wokół nas we właściwej proporcji. To tak jak z górą. Stojąc u jej podnóża nie można właściwie ocenić jej wysokości, do tego potrzebny jest dystans i porównanie z innymi.

 



poniedziałek, 26 października 2015
Czy wjechaliśmy na ślepy tor?

Dziś, jak, co dzień, słońce wstało, liście na drzewach złocą się i opadają jak zawsze o tej porze roku. Wyniki wyborów więc, nie zachwiały światem przyrody, co ta, kosmosem wręcz, czego obawiali się platformiaki i różni pożyteczni idioci miotający się w panice przez ostanie kilka miesięcy.

Dlaczego to wywołuje taką panikę – trudno powiedzieć. PiS rządził przez 2 lata i nic specjalnego się nie wydarzyło. W moim mieście jeszcze kilka lat temu rządziła koalicja POPiS i też nic się nie stało. O żadnych dyskusjach programowych nie było mowy, bo to przerastało możliwości mentalne członków i sympatyków tych partii. Tym bardziej, że nie ma żadnych dowodów na to, że tym razem PiS chce władzę przejąć naprawdę a nie na niby, czyli jako taka ustawka z PO.

Skąd to przypuszczenie? Bo PO robiła wszystko, aby wybory przegrać. I niech nikogo nie zmylą ambicjonalne wyskoki platformerskich dygnitarzy. Nie oni tu decydują. Decyzje zapadają na zupełnie innym poziomie, którego umysłowość takiej, dajmy na to, Ewy Kopacz, nie jest w stanie osiągnąć. Zresztą,, metoda rozwalania grup czy organizacji jest od dawna znana i powszechnie stosowana. Wystarczy na czele umieścić kilku idiotów z przerostem ambicji a reszta zrobi się sama.

Pozostańmy przy PO. Jeżeli mam rację i upadek tej formacji został zaplanowany, mamy kilka możliwości.

Pierwsza: zbliża się jakiś kryzys i trzeba go jakoś przetrwać znajdując kozła ofiarnego. PiS nadaje się do tej roli znakomicie, gdyż to za jego rządów kryzys wybuchnie i to ta formacja się skompromituje, tym bardziej, że – zakładając, że PiS chce rządzić rzeczywiście – będzie musiał użyć siły aby utrzymać to jakoś w kupie. W wyniku bardzo możliwych prowokacji może polać się krew, a to skompromituje narodowo-patriotyczną narrację, dając pretekst do interwencji z zewnątrz.

Druga: powtórka z lat 2005-2007. PiS oddaje władzę i mamy przedterminowe wybory.

Trzecia: w wyniku kryzysu do głosu dochodzi grupa skupiająca rzesze tzw. niezadowolonych antysystemowców, pod autentycznym i charyzmatycznym przywódcą, którzy już teraz dali o sobie znać przy okazji ostatnich wyborów popierając Pawła Kukiza. Jest to szansa a zarazem zagrożenie. Szansa – bo Polska będzie mogła wyjść wreszcie na prostą. Zagrożenie - bo wymagać to będzie wymiany niemal całej kadry od góry do dołu. Przeprowadzenie tej operacji jest trudne, wymagające koordynacji w czasie nie mówiąc już nowych kadrach, których dziś po prostu nie ma. Pozostawienie dotychczasowych zaś czyni cała operację bezsensowną; stare kadry oznaczać będą obstrukcję dla nowej władzy.

W każdym przypadku obecny system musi się zawalić i to jest szansa. Szansa tym większa, że nasi unijni „kuratorzy” będą zaprzątnięci problemami z imigrantami i osłabieni. Być może to szansa ostatnia jaką Bóg w swojej łasce zsyła i następnej nie będzie. No i jeszcze jedno: trzeba się modlić, aby zanim to się stanie, PiS, na zlecenie swoich protektorów, nie wpakował nas w jakąś awanturę z Rosją. Bo mam takie przeczucie, że wjechaliśmy dopiero na pierwszy etap toru przemian i jeszcze nie wiemy, dokąd on prowadzi. I oby nie był to ślepy tor.



Tagi: wybory
10:20, mrozmarek , polityka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 sierpnia 2015
Długie ręce Wikingów

 

Szwedzkie media oskarżyły tamtejsze apteki o rasizm, ponieważ sprzedają zbyt jasne plastry.

O co chodzi? Otóż naturalizowana przez adopcję Szwedka a pochodząca z Kolumbii niejaka Paula Dahlberg, chciała kupić sobie plaster pasujący kolorem do jej skóry. Niestety, sprzedawane plastry były zbyt jasna. Poskarżyła się na to na swoim blogu określając te plastry „codziennym rasizmem" i zażądała plastrów przezroczystych. Na to „Eva Fernvall, szefowa biura ds. kontaktów z mediami szwedzkiej sieci aptek państwowych Apoteket, na antenie Sveriges Radio przeprasiła za to, że kierownictwo sieci nie kupiło plastrów, które zadowoliłyby 'nowych Szwedów'”.

Dahlberg musi mieć jakieś plecy, jest przedstawicielką lewicy, cokolwiek by to miło znaczyć, ale coś na pewno znaczy. Trudno sobie wyobrazić, że podobnie zareagowałyby szwedzkie media gdyby jakiś biały prawicowiec poskarżył się na kolor węgla, który także mógłby na nim wywierać wrażenie rasistowskiego tylko à rebours. Co więcej, znając teorię i praktykę państwa szwedzkiego można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością przyjąć, że to on oskarżony zostałby o rasizm, ponieważ polit-poprawność działa tylko w jedną stronę.

Zresztą, można także założyć, że owa Paula Dahlberg jest częścią jakiegoś większego programu. Może np. chodzić o dalsze „rozmiękczanie” Europejczyków, poczynając od Skandynawów, których uznano za szczególnie nadających się do tego celu. Wielu z nich może to wzburzyć, a wtedy reżyserzy stojący w cieniu, spuszczą ze smyczy jakiegoś Breivika, co z kolei wykorzysta propaganda do walki z nazizmem, a fala propagandy zatopi wszelkie głosy rozsądku.

 

Przypomnę, że Anders Breivik, co prawda Norweg, nie Szwed, autor dwóch zamachów: na siedzibę premiera Norwegii, w którym zginęło 8 osób, oraz na uczestników obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy, w którym zginęło 69 osób (za Wikipedią), podawał się za „przyszłego regenta Norwegii, w której władzę miałaby przejąć organizacja wzorowana na templariuszach (należał do konserwatywno-tradycjonalistycznego wolnomularstwa, w którym posiadał stopień mistrza, oraz do tajnego stowarzyszenia „templariuszy”). Jego działania jako regenta miałyby obejmować grupowanie Norwegów w rezerwatach i kontrolowanie ich rozmnażania w celu odbudowy populacji”.

 

Nie wiem jak tam Szwedzi ale Norwegowie aż tak głupi nie są i jakoś tam po cichu próbują się ratować. Eurodeputowany Janusz Wojciechowski na swoim blogu zamieścił pismo do premier Kopacz a do wiadomości Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego, Rzeczników Praw Obywatelskich oraz Praw Dziecka informując, że „Centralny urząd ds. Dzieci i Młodzieży w Norwegii zatwierdził wniosek o wznowienie współpracy Adopsjonsforum z Polską”. Ta organizacja pozarządowa, ale utrzymująca się z rządowych dotacji ma na celu „znajdowanie rodzin zastępczych w Norwegii dla sierot i porzuconych dzieci z innych krajów”, w tym także, a może przede wszystkim - . w Polsce, skąd do tego roku przeprowadzono 30 adopcji.

Odbywa się to przy poparciu polskich organizacji adopcyjnych, co rodzić musi podejrzenie, że nie chodzi tu o dobro dzieci ale o biznes, ten oficjalny i ten nie. Coraz częściej zdarzają się przypadki odbierania rodzicom dzieci pod byle pretekstem, można więc mówić o zorganizowanej formie tego procederu. Wzrost liczby takich „odbiorów” ma – moim zdaniem – znieczulić społeczeństwo na przypadki państwowego kidnapingu.

Można sobie więc wyobrazić, że to Adopsjonsforum wybierać sobie będzie dzieci, co kojarzyć się może z „dziećmi Zamojszczyzny”.

W grudniu pisałem o tym, jak Barnevern, norweska organizacja de facto sprywatyzowana przed dekadą, oficjalnie zajmująca się ochroną dzieci, w rzeczywistości jest korporacją, takim państwem w państwie, zarabiająca na odbieraniu dzieci. Im więcej dzieci zostanie odebranych, tym większe zyski uczestniczących w tym stron: dla tego, kto zdecydował o odebraniu, dla prywatnych domów dziecka, rodzin zastępczych i ubiegających się o adopcję. Jej ofiarami, rzecz jasna, padają przebywający tam Polacy. Teraz działania rozszerzono na skalę międzynarodową.

Nie jest to bynajmniej jakaś nowość. Średniowieczni Wikingowie organizowali swoje wyprawy nie tylko po bogactwa materialne, ale także i niewolników, potrzebnych do pracy ale i do utrzymania populacji na jako takim poziomie. Teraz jest tak samo tylko opakowanie i propaganda się zmieniła.

Widać to po wynikach badań genetycznych narodów europejskich (tzw. haplogrup chromosomu Y), wg których germańskość w Norwegii, choć dominuje, to jednak tylko nieznacznie, gdyż dorównują jej geny słowiańskie i celtyckie.

 Mamy więc zakrojoną na szeroką skalę akcję, która pokazuje, czym jest Polska – państwo istniejące teoretycznie. Dostarczycielem surowców, taniej siły roboczej i „ludności” dla wymierających populacji. I niech nikogo nie zmyli, że przed tysiącleciem, królową Danii Szwecji i Norwegii była Świętosława, córka Mieszka I a żona Eryka VIII Zwycięskiego oraz Swena Widłobrodego.

A to se už nevrati, pane Havranek.



niedziela, 19 lipca 2015
W cieniu greckiego długu

Tekst Thierry Meyssan'a powstał zanim jeszcze rząd grecki ugiął się przed żądaniami lichwiarskiej międzynarodówki, ale niewiele stracił z aktualności

 

Obecna debata o greckim zadłużeniu dała pretekst do różnych gróźb, przede wszystkim wobec rządu Tsiprasa i wobec Greków. Zanim zacznę dyskusję o tej gorszej stronie tej sprawy, skomentuję międzynarodową kampanię anty-grecką, aby Grecja nie opuściła eurostrefy. Przyjrzymy się historycznej stronie projektu Unii Europejskiej i euro-waluty, z którymi wyszli w 1946 r. Churchill i Truman i temu, jak na koniec Grecja skończyła w paszczy polityki międzynarodowej co wpłynęło na jej sytuację gospodarczą.

Greckie referendum wywołało ostrą debet e w UE, która ilustruje ogrom ignorancji w kwestii reguł gry. Jej uczestnicy wzajemnie targali się za włosy (darli szaty) próbując rozstrzygnąć, czy Grecy są odpowiedzialni za zadłużenie, czy nie, za to bardzo pieczołowicie unikali obwinienia wierzycieli o lichwiarstwo. Ale też wykazali ignorancję co do historii euro-waluty i przyczyn jego utworzenia.

 

Euro – anglosaski projekt zimnej wojny

 

Od powstania Traktatu Rzymskiego przed 64 laty szereg różnych podmiotów „europejskiego projektu” (CECA, CEE, UE) zmarnowały ogromne sumy pieniędzy, głównie na finansowanie propagandy w mediach. Codziennie Bruksela finansuje setki tekstów, radiowo-telewizyjnych programów, wszczepiających nam fałszywą wersję historii i muszających do uwierzenia, że obecny „projekt europejski” jest tym samym, jakim był pomiędzy dwoma wojnami światowymi.

Otwarte archiwa są ogólnie dostępne. Pokazują, że w 1946 r. Winston Churchill i Harry Truman postanowili podzielić kontynent europejski na dwie części, z ichnimi wasalami na jednej, oraz ZSRR z jego wasalami po drugiej stronie. Zabezpieczając się, przed możliwością zrzucenia podległości przez któreś z państw, zdecydowali się zmanipulować idee tego czasu.

Ówczesny „projekt europejski” nie miał bronić fałszywych wspólnych wartości, lecz stworzyć więź między górnictwem podstawowych surowców a przemysłem zbrojeniowym Francji i Niemiec tak, aby kraje te nie były zdolne toczyć między sobą wojen (teoria Louise Louchneura i hrabiego Richarda de Coudenhove-Kalergi (1)). Nie chodziło o próbę poparcia ich ideologicznych sporów ale o sprawienie, żeby już nigdy nie rozwiązywali ich siłowo.

MI6 i CIA powierzono zorganizowanie pierwszego Kongresu Europejskiego w Hadze w w maju 1946 r., w którym uczestniczyło 750 osobistości (z Francoise Mitterrandem na czele) z 16 państw. Była to próba wskrzeszenia „projektu Europy federacyjnej” (zaproponowany przez Waltera Hallsteina), na podstawie retoryki Coudenhove-Kalergiho.

Należy koniecznie ydemaskować kilka fałszywych pojęć o tym kongresie:

Po pierwsze trzeba go widzieć we właściwym kontekście. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania właśnie ogłosiły zimną wojnę przeciwko ZSRR. Sowieci zareagowali poparciem dla czeskich komunistów, którzy spróbowali legalnie przejąć władzę podczas „praskiego puczu” - (zwycięskiego lutego według sowieckiej historiografii). Waszyngton i Londyn zorganizowały Umowę Brukselską, która poprzedziła utworzenie NATO. Wszyscy uczestnicy Kongresu Europejskiego byli pro-anglosascy i antysowieccy.

 Po drugie, gdy Winston Churchill wygłosił swoją przemowę, wyrazu „Europejczyk” użył na określenie obywateli kontynentu, którzy uważali się za antykomunistów (ale nie dla Brytyjczyków, którzy Europejczykami nie są). Churchill w tym czasie nie brał pod uwagę tego, że Londyn miałby należeć do Unii Europejskiej inaczej niż jako jej nadzorca.

 Po trzecie, podczas kongresu zrodziły się dwie tendencje: „unionistyczna”, której jedynym celem było połączenie wszystkich środków do przeciwstawienia się ekspansji komunizmu, i „federacyjna” - nazistowski projekt państwa federalnego pod rządami niewybieralnej władzy.

 Kongres wyszczególnił wszystko, co od tej chwili osiągnięto począwszy od nazw CECA, EEC i EU. Przyjął podstawowe założenia dla wspólnej waluty. Ale MI6 i CIA już założyły Niezależną Ligę dla Europejskiej Współpracy (ILEC) (2), przekształconą potem w Europejską Ligę Ekonomicznej Współpracy. Jej celem było, po utworzeniu instytucji unijnych, przejście od wspólnej europejskiej jednostki rozliczeniowej – UCU do waluty euro, po to, aby państwa członkowskie nie mogły odejść. (3)

 Projekt ten realizował Francois Mitterrand 1992 r. Zważywszy na jego rolę na kongresie haskim w 1948 r. absurdem byłoby dziś uważać, że euro ma jakąś inną funkcję. To logiczny wniosek wyjaśniający, dlaczego obecna umowa nie przewiduje wystąpienia ze strefy euro. To zmusza Grecję, gdyby się na to zdecydowała, najpierw do opuszczenia Unii a dopiero potem do wyjścia ze strefy euro.

 

Włączenie „europejskiego projektu“ do systemu Stanów Zjednoczonych

 

Unia rozróżnia dwie główne fazy:

 - Pod koniec 60. lat Brytania odmówiła uczestnictwa w wojnie wietnamskiej i ściągnęła swoje jednostki z Zatoki Perskiej i Azji. Brytyjczycy przestali uznawać się za 51 stan USA i zaczęli pozwalać sobie na „własne stanowisko” w stosunkach z Waszyngtonem. Zdecydowali się także przystąpić do Unii (1973).

 - Po rozwiązaniu ZSRR USA zostały niepodważalnym głównym rozgrywającym. Brytania im pomagała i za nią poszły inne państwa. W rezultacie Unia nigdy nie rozważała rozszerzenia na wschód i tylko uchwalała rozstrzygnięcia Waszyngtonu oznajmiane przez MSZ - Jamesa Bakera. Tym samym przyjęła amerykańską strategię wojenną (4), oraz amerykański gospodarczy i socjalny model, charakterystyczny dla pewnych podstawowych nierówności.

 Greckie referendum odsłoniła barykadę; po jednej stronie europejska elita, żyjąca bez wysiłku i bezzasadnie popierająca „europejski projekt”, a na drugie klasa pracująca, która cierpi w wyniku systemu i odrzuca go; fenomen ten został wyrażony podczas ratyfikacji Traktatu z Maastricht w 1992 r. we Francji i w Danii.

 Najpierw europejscy władcy podważyli demokratyczną ważność referendum. Sekretarz generalny Rady Europy Thorbjorn Jagland (usunięty za korupcję z komitetu Nagrody Nobla) (5) powiedział, że czas trwania kampanii był zbyt krótki – 10 zamiast 14 dni, że nie była nadzorowana przez organizacje międzynarodowe (zorganizowanie tego trwa zbyt długo) i że pytanie było sformułowano niejasno (choć propozycja unijna, opublikowana w Journal Officiel, był dużo krótsza niż umowy europejskie, które były przedłożone do referendum).

 Dominujący media ogłosiły, że jeśli kraj zagłosuje na „nie”, grecka gospodarka wpadnie w przepaść.

 Ale fakt przynależności do UE i strefy euro nie gwarantuje sukcesu. Jeśli zestawimy dwie listy MFW zawierające wielkość PKB i siłę nabywczą, w pierwszej dziesiątce świata tylko jest jeden kraj – członek UE: raj podatkowy Luksemburg; Francja jest dopiero na 25 miejscu na 193 państw. W 2014 r. wzrost gospodarczy UE wyniósł 1,2%, co jest jednym z najgorszych wyników na świecie (średnia światowa: 2,2%).

Jeżeli elita europejska „projekt” ten popiera, to dlatego, że jest dla niej korzystny. Rzeczywiście, przez utworzenie jednego rynku, a potem jednej waluty, unioniści przeskoczyli na 9inny pokład. Od tej chwili nie chodzi już o spory pomiędzy państwami członkowskimi, ale o spory między klasami społecznymi, które stały się jednorodnymi w skali europejskiej. Wyjaśnia to, dlaczego bogatsze klasy bronią unii a biedniejsze liczą na powrót państw narodowych.

 

Nonsens unii i euro-waluty

 

Latami trwała debata, niezrozumiała z powodu oficjalnej nowomowy, że Europejczycy nie są nosicielami europejskiej kultury, ale tylko członkami unii . Od czasu zimnej wojny, jesteśmy przekonywani, że Rosjanie to nie Europejczycy, a opuszczenie unii w tym momencie przez Grecję oznaczałoby wystąpienie jej z europejskiej kultury, której była kolebką.

Cóż, „koty i myszy się nie znoszą”. Unię spłodzili Anglosasi wraz kilkoma byłymi nazistami, przeciwko ZSRR. Dziś Unia popiera rząd ukraiński, dowodzony przez nazistów i wypowiedziała wojnę gospodarczą Rosji, próbując zamaskować ją określeniem: „sankcje”.

Jak wynika z nazwy, Unia nie powstała aby europejski kontynent zjednoczyć, ale by go podzielić i by definitywnie zniszczyć Rosję. To postanowił Charles de Gaulle mówiąc o Europie sięgającej od „Brestu po Władywostok”.

Unioniści twierdzą, że „projekt europejski” utrzymał pokój w Europie przez ostatnie 65 lat. Nie wspominają jednak, że Unia i jej wasale zależą od Stanów Zjednoczonych. W rzeczywistości utrzymała pokój między państwami zachodnioeuropejskimi, ale nie powstrzymała rywalizacji w strefie NATO. Czy trzeba przypominać, jak członkowie UE popierali różne partie i stronnictwa w byłej Jugosławii zanim je zjednoczyli pod NATO? Czy mielibyśmy się obawiać możliwości, że gdy tylko uzyskaliby ponownie suwerenność, ponownie by się zwaśniły?

W greckiej sytuacji eksperci wyjaśniali, że jej dług nie należy przypisywać problemom narodowym, powstałym i nie rozwiązanym po zaniku państwa Osmanów, ale oszustwom prywatnych banków i przywódców politycznych. Co więcej, dług ten jest niespłacalny, tak jak długi głównych krajów. (6) W każdym razie mogły Ateny sprawy tak ułożyć, żeby odmówić spłacenia ciemnej części zadłużenia (7), opuścić Unię i zjednoczyć się z Rosją, która dla Grecji jest dużo ważniejszym historycznie i kulturowo partnerem niż brukselska biurokracja. Chęć Moskwy i Pekinu inwestowania w Grecji i utworzenia nowych instytucji międzynarodowych, jest tajemnicą publiczną. Tyle, że sytuację Grecji komplikuje członkostwo w NATO, zorganizowane przez wojskowy pucz w 1967 r. aby zapobiec zbliżeniu Grecji z Rosją. (8)

 

Przypisy:

[1] « Histoire secrète de l’Union européenne », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 28 juin 2004.

[2] The French section takes the name of the Ligue Européenne de Co-operation Economique (LECE). It was presided by Edmond Giscard d’Estaing, father of the future President de la République and creator of the ECU.

[3] MI6: Inside the Covert World of Her Majesty’s Secret Intelligence Service, Stephen Dorril, The Free Press, 2000.

[4] « Stratégie européenne de sécurité », Réseau Voltaire, 12 décembre 2003.

[5] « Thorbjørn Jagland destitué de ses fonctions de président du Nobel de la Paix », Réseau Voltaire, 5 mars 2015.

[6] « Selon la BRI, la dette des États développés est insolvable », Réseau Voltaire, 13 avril 2010.

[7] Cf. the economic theory of Alexander Sack.

[8] « La guerre secrète en Grèce », Daniele Ganser ; « Grèce, le facteur Otan », Manlio Dinucci, Traduction Marie-Ange Patrizio, Il Manifesto (Italie), Réseau Voltaire, 24 août 2013 et 7 avril 2015.

 

Całość: Behind the Greek Debt ukazała się 7 lipca 2015 na Voltarienet.org.



Tagi: euro Grecja
09:16, mrozmarek , polityka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
O autorze
Tagi