piątek, 15 sierpnia 2014
Agrest i rosyjska dusza

 

W czasach komuny, gdy jeszcze chodziłem do szkoły powszechnej, miało miejsce takie oto zdarzenie: do klasy chodziła córka marynarza. Dziś to nic nie znaczy, a mało kto wie, na czym ta praca polega, bo nie mamy (tzn jako państwo) już prawie żadnej marynarki ani rybołówstwa, ale wtedy było, a pracujący „na morzu” byli swego rodzaju elitą; nie intelektualną, ale finansowa. Zarabiali dobrze, mieli dostęp do zagranicznych pieniędzy, rynków i towarów, co wystarczyło do stwarzania powyższego wrażenia. Nie muszą dodawać, że trochę przemycali, na co władze patrzyły przez palce. Z jakiego powodu – o to już mniejsza, bo chodzi mi o co innego.

Oważ dziewczyna – Bożena, wyróżniała się na tle innych uczniów, choć dobrze już nie pamiętam, czy urodą, czy też lepiej była ubrana – traktowana była przez nauczycieli z pewnym respektem, bo to na dzień nauczyciela, czy na konie roku coś tam im przyniosła; nie tradycyjne goździki, ale coś lepszego, nawet niż dobra czekolada. Do czasu, gdy na jednej z lekcji prowadzonej przez będącą na zastępstwie nauczycielkę, na pytanie skierowane doi wszystkich, co ostatnio lubią jeść, odpowiedziała, że winogrona. Nauczycielka zastygła, po czym stwierdziła, że na pewno nie, winogron u nas (tzn. w sklepach) nie ma, więc nie mogła ich jeść i był to zapewne agrest. Dziewczyna upierała się jednak przy swoim, co tylko rozjuszyło nauczycielkę, która widać, chciała sobie u władzy nabić punktów. Małe zielone, a czasami czerwonawe? Tak? To agrest! Nie, to winogrona! Mała aferka, jaka z tego wynikła skończyła się kilkoma pogadankami na temat szkodliwości owoców egzotycznych dla zdrowia Polaków, bo ich żołądki nie są do nich przyzwyczajone, a o które ludowa władza dba, dlatego nie ma ich w sklepach.

Piszę o tym dlatego, że teraz, sytuacja odwróciła się całkowicie. Sklepy zawalone są owocami egzotycznymi, a od lat nie spotkałem owoców takich jak agrest, porzeczka. Nie tylko w sklepach, ale na ogrodach działkowych i tych zrzeszonych w PZD (będących członkiem SLD) ani innych. W ogrodach zapanowała moda na rośliny ozdobne, często także z importu.

Wydawałoby się więc, że w rezultacie restrykcji „złowrogiego Putina” owoców tradycyjnych będzie w handlu więcej i to w godziwych cenach. Tymczasem na neon24 przeczytałem, że np. ceny porzeczek sprzedawanych przez sadowników to30-60 gr/kg, podczas gdy w „Biedronce” to 9,98 zł/kg , czyli 3150 % ceny w skupie. Tego sprawdzić nie mogę bo w dyskontach w moim mieście porzeczek, agrestu, itp. po prostu nie ma, w innych sklepach także, choć nie wykluczam, że gdzieś to można kpić pokątnie.

Nie tylko o te owoce chodzi. To także dotyczy utylizacji przez kompostowanie nadmiaru nie sprzedanych do Rosji owoców i warzyw w nadziei, że Unia im za to zapłaci, czego oczywiście nie zrobi, by raz – nie ma pieniędzy, a dwa – rolnicy francuscy i inni mają większą siłę przebicia i są lepiej zorganizowani niż nasi – buńczuczni przed kamerą a safandułowaci w działaniu. Jakby tego wszystkiego było mało, telewizornia pokazuje jakiegoś chłopa, który powiada, że nieurodzaj jest lepszy od urodzaju, gdyż ceny są wyższe a mniej się trzeba narobić.

Tyle tropów, tyle tematów i nic. Żadnego dziennikarstwa, nie tyle nawet śledczego, bo takiego nie ma to mit, ale brak nawet próby wyjaśnienia tych zjawisk, znalezienia wspólnego mianownika. Większość tzw. dziennikarze nie są w stanie zrozumieć koincydencji prostych, dlatego pewnie zostali zatrudnieni, bo tym, którzy płacą potrzebni są tępi propagandyści. Nic takiego też ani w hodowli Lisów, ani u Durczoka, czy innych.

A przecież nie trudno zauważyć, że w rolnictwie nie liczy się produkt a dystrybutor. Tak samo jest w przemyśle, ale i w kulturze – o czym często pisze Coryllus, a co ma prowadzić najpierw do odmóżdżenia, potem do zniewolenia. W tym przypadku polityka dyskontowa, rolna w skali UE z całym systemem dopłat za nieróbstwo, ma jeden cel i cel ten jest widoczny jak słoń w menażerii: likwidacja polskiego rolnictwa i zastąpienie rodzimych produktów importowanymi. A więc odwrotnie niż w Rosji, w której sankcje mają zlikwidować import i odrodzić tamtejsze rolnictwo. I to niezależnie od tego, czy sankcje są autorskim pomysłem unijnych przygłupów, czy dalekosiężnym działaniem „złowrogiego Putina”, który celowo wmanewrował UE w sankcje aby odrodzić nie tylko rolnictwo ale ducha narodowego Rosji.



O autorze
Tagi