wtorek, 22 września 2015
Sprawa Mašinów
Gabriel Maciejewski na swoim blogu (http://coryllus.pl/?p=2634) zamieścił ciekawy tekst dotyczący czeskiego ruchu oporu i gry agentur w czasie ostatniej wojny światowej. Na koniec opisał działalność grupy braci Mašinów już w czasach powojennych. A ponieważ przy okazji znalazło się tam kilka uogólnień, warto do tematu powrócić.
sobota, 29 sierpnia 2015
Kto rozpalił I wojnę światową? (3)

Rano 1 sierpnia Mikołaj II przyjął niemieckiego ambasadora. Przekonywał, że mobilizacja nie stanowi dla Niemiec żadnego zagrożenia i nie ma żadnych wrogich planów. Nie można teraz mobilizacji powstrzymać z powodu rozległości kraju. Portalés zaraz przekazał treść rozmowy do Berlina. Niemcy już nie wierzyli ani słowu a rosyjska mobilizacja trwała już drugi dzień. Wedle rosyjskich planów wojennych, dobrze znanych w Berlinie, 15 dnia rosyjska armia była gotowa do ataku.

Tego wieczora cesarz podjął decyzję. Niemiecki ambasador - hrabia Portalés, przybył do rosyjskiego MSZ. „Zanim pozwolił Sazonowowi powiedzieć choćby słowo, (Portalés) powiedział szybkim trzęsącym się głosem: 'zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!, zaakceptujcie mobilizację!'” Potem niemiecki ambasador spytał, czy rosyjski rząd zamierza dać przychylną odpowiedź na prośbę z dnia poprzedniego o zawieszeniu mobilizacji. Sazonow odpowiedział: nie. Wtedy przekazał wypowiedzenie wojny. Był tak zdenerwowany, że przekazał dwie wersje dokumentu.

W przypadku planów mobilizacji Niemcy mieli taki sam problem jak rosyjski sztab generalny: musieli mobilizować się przeciwko Rosji i Francji jednocześnie. Aby uspokoić Anglików ograniczając wojnę do Rosji, cesarz Wilhelm II wysłał telegram do króla Jerzego aby potwierdzić, że kierują się radą sir Grey'a:

„Z powodów technicznych mobilizacja ogłoszona dziś po południu, musi dotyczyć dwóch frontów – wschodniego i zachodniego – zgodnie z metodyką. Nie można jej odwołać i z tego powodu się usprawiedliwiam, że ten telegram doszedł późno. Ale jeżeli Francja ogłosi swoją neutralność, poręczoną przez brytyjską flotę i armię, to, oczywiście, wstrzymam atak na Francję i skieruję siły gdzie indziej. Moje oddziały na granicy będące w stałym kontakcie telegraficznym i telefonicznym, otrzymają polecenia powstrzymania się przed wejściem do Francji.”

Niemcy wypowiedziały wojnę tylko Rosji. Sir Grey mógł pójść spać. W ostatnich dniach odwalił kawał dobrej roboty i był nieprawdopodobnie zmęczony. Była to dodatkowa okazja dla głównego dyplomaty brytyjskiego jak nie ryzykując sprawić, aby Niemcy poszły w pożądanym kierunku: walczyć tylko z Rosją!

Londyn wysłał do Berlina dwie depesze w niewielkim odstępie czasu. Pierwsza informowała o poręczeniu bezpieczeństwa Belgii. Ambasador niemiecki Lichnowski wysłał później własny telegram informując, że sir Edward Grey obiecał, że uniemożliwi Francji przystąpienie do wojny pod warunkiem, że Niemcy jej nie zaatakują. Depesza ta wprowadziła w Berlinie radosne ożywienie! Wydawało się, że uda się uniknąć strasznej wojny na dwóch frontach, a może wojny w ogóle, ponieważ Rosja byłaby bardziej ugodowa wiedząc, że będzie walczyła sama.

Ale rzeczywistość szybko zepsuła humor cesarza. Planowane akcje niemieckich wojsk dobrze zilustrowały, dlaczego sir Grey tak się upierał, aby Niemcy walczyły tylko z Rosją. To proste. Jeden z głównych niemieckich dowódców wojskowych, gen. Erich Ludendorff, wyjaśnił problem jednoznacznie: „Zaatakowanie Rosji, gdy zachód by się bronił w obecnej sytuacji oznaczałoby, jak pokazuje to wiele gier wojennych, przewlekłą wojnę i taki plan został przez generała hrabiego Ericha Ludendorff, odrzucony.”

Pośpieszne wypowiedzenie wojny Rosji w sztabie wojskowym wywołało wielkie zdziwienie. Wedle wszystkich pieczołowicie opracowanych planów miały Niemcy najpierw zaatakować Francję! Nie rozumiejąc działań swojego rządu Grossadmirał von Tirpitz, napisał: „Jakikolwiek powód, dla którego to my pierwsi wypowiedzieliśmy wojnę, jest dla mnie nieznany. Najprawdopodobniej zrobiliśmy tak ze względów formalno-prawnych. Rosjanie zaczęli wojnę bez jej wypowiedzenia a my byliśmy przekonani, że nie możemy się bronić jeżeli jej nie wypowiemy.”

Niemcy nie mogły zaatakować Rosji w pierwszej fazie wojny, ale i nie chciały nie będąc przygotowanymi. Aby to zrozumieć należy zbadać niemiecki plan wojenny. Znany jako „Schlieffenův plan“ zakładał:

Wojna jest nieunikniona

Z powodu istniejących politycznych warunków może to być tylko wojna na dwóch frontach.

Jedynym sposobem na zwycięstwo jest pokonanie wrogów jednego po drugim.

Szybkie pokonanie wojsk rosyjskich jest niemożliwe z powodu warunków panujących w Rosji i jej terytorium.

Następny atak skierowany miałby być na Zachód, ponieważ Wschód się broni.

Francuska armia musi być pokonana przed uzyskaniem pełnej gotowością przez armię rosyjską.

Francuskie frontowe umocnienia i twierdze należy szybko zniszczyć lub obejść.

Takie obejście możliwe jest wyłącznie przez ziemie neutralnej Belgii i Szwajcarii.

Taka wojenna logika zakładała konieczność ataku na Francję ale nie tylko bo i na Belgię naruszając jej neutralności. Ma to znaczenie, gdyż Francja była rzeczywistym nieprzyjacielem Niemiec zatem niemiecki sztab generalny planował najpierw jej porażkę. Rosja dla Niemiec stanowiła drugorzędne ryzyko, a gdy walki zaczną się na wschodzie lepiej będzie przejść do defensywy. Istotnym powodem, dla którego niemiecka armia miałaby zacząć od pokonania Francji było to, że do tego przygotowywano się ponad 20 lat i nie można było tego zmienić w jeden dzień.

Szpiegostwo istniało zawsze, więc konkluzje von Schlieffena nie były tajemnicą. Naruszenie przez Niemcy neutralności Belgii także było oczywiste. Z tego powodu Londyn poręczył jej neutralność zanim wybuchły działania wojenne. Porażka Francji zależała od przejścia przez Belgię, ale w takim przypadku Anglia przystąpiłaby do wojny. Jeżeli Berlin pragnął neutralności Anglii, uderzenie musiałoby pójść na wschód w sprzeczności z niemieckim planem, w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem, w sprzeczności ze wszystkim! Zapędzenie Niemiec do kąta było możliwe gdyby zaczęły wojnę z Rosją.

I właśnie tego chciał sir Grey. Nikt nie mógł mu zaręczyć, że rosyjska armia, ciągle niegotowa, sama napadnie na Niemcy. Nie można było zakładać, że Mikołaj II zrobi taki prezent (aczkolwiek w rzeczywistości tak by zrobił). W Londynie nie siedzieli głupcy. Dobrze rozumieli, że najsprytniejsze co carski rząd mógł zrobić to przygotować się do wojny ale nie walczyć i cicho śledzić niemiecko-francuskie potyczki na granicy; formalnie przygotować się do bitwy ale jej uniknąć. Tym sposobem zostaliby Francuzi osłabieni i w końcu pokonani, bo Rosja ostrożnie stałaby z boku. Taki wynik wojny nie był tym, co zaplanowali jej organizatorzy! Niemcy mogłyby dojść do porozumienia z Rosją i do dalszego konfliktu by nie doszło. Nie doszłoby więc do światowego kataklizmu, żadnego morza krwi, czy rewolucji w Berlinie i Piotrogrodzie! Do tego nie można było dopuścić: Niemcy i Rosja miały się wzajemnie zniszczyć. To powód, dla którego Brytyjczycy naciskali na Niemcy by te wypowiedziały wojnę Rosji.

W dowództwie wojskowym zapanowało silne rozczarowanie. Cesarz nie wyjaśnił wojskowym podwójnej gry Anglii, która na siłę za uszy ciągnęła Niemcy na wschód. Dlatego zachowanie władzy racjonalnie myślących generałów i admirałów szokowało. Bardzo dobrze wiedzieli, że plan nie wymagał tak szybkiego wypowiedzenia wojny. Żądali rozpoczęcia nieprzyjacielskich działań przeciw Francji. Jakiekolwiek opóźnienie walk na wschodzie byłoby dla Niemiec korzystne. Po co było brać na siebie wypowiedzenie wojny, gdy się nie planowało ataku na Rosję, przeciwko której planowano tylko się bronić?

Najzabawniejsze, że wszyscy historycy piszący o I wojnie światowej stawiali te właśnie pytania, ale żaden na nie nie odpowiedział. Dlatego, że odpowiedzi szukali w Berlinie zamiast w kuluarach brytyjskiego ministerstwa zagranicy!

Sytuacja stała się patowa. W historii wojen zawsze było tak: najpierw mobilizacja, potem wypowiedzenie wojny i dopiero bój. W 1914 r. Niemicy to odwrócili: najpierw zerwanie stosunków dyplomatycznych, a dopiero 1 sierpnia mobilizacja. Żadnej walki. Przeciwnie, po mobilizacji przyjęli Niemcy pozycje obronne. Nonsens. Po co wypowiadać wojnę, gdy się można bronić i nie wypowiadać?!

 To przykład bez precedensu. Przed onym dniem wypowiedzenie wojny było przywilejem atakującej strony. Chodziło o to, że agresor ogłasza działania nieprzyjacielskie aby móc rzucić się na swoją ofiarę z „czystym sumieniem”. W 1914 r. wszystko co zrobiły Niemcy było złe: zgodnie z planem miano pokonać Francję ale wypowiedziano wojnę Rosji. Takie zachowanie wygląda na idiotyczne, pod warunkiem, że się zapomni o grze sir Grey'a. Odwrotnie, jeśli weźmie się to pod uwagę, trzeba się zgodzić, że Niemcy nie mogły uczynić nic innego.

 W czasie gdy cesarz rozmawiał z generałami, stary niemiecki plan mobilizacyjny był zakończony a armia nadal gromadziła się na zachodzie zamiast na granicach wschodnich. Szef sztabu generalnego – Moltke, starał się wyjaśnić władcy oczywistą prawdę. Gdyby wojska niemieckie przesunęłyby się na wschód, Niemcy byłyby bezbronne gdyby Francja zdecydowała się na atak!

 To poważny argument. Po tylu wybiegach Anglików i dziwacznego zachowania Rosjan, nie można było ufać nikomu. Teraz Moltke zagrał ostatnią kartą. Zgodnie z planem Schlieffena 16 dywizja niemiecka przesunęła się w pobliże Luksemburga blisko granic do przekroczenia. Cesarz i jego kanclerz spanikowali i rozkazali wstrzymanie marszu kilometr przed granicą, aby nie naruszyć neutralności i nie sprowokować Brytanii do włączenia się do wojny. Teraz dopiero przyszedł telegram z Londynu będący odpowiedzą króla Jerzego na depeszę cesarza. Brytyjski monarcha poinformował, że o żadnych brytyjskich rękojmiach co do francuskiej neutralności nic nie wie.

 Znalazłszy się w kleszczach zrozpaczony Wilhelm II nie miał innego wyjścia jak posłuchać sir Grey'a i wypowiedzieć wojnę Rosji. Liczył na ograniczony konflikt, ale Londyn po raz kolejny zmienił zdanie i odrzucił odpowiedzialność za atak Francji na tyły niemieckiej armii. Mobilizacja we Francji trwała w pełnym toku a jej siły morskie i lądowe były w pełnej gotowości. Cesarz miał tylko jedno wyjście: zaatakować Francję samotnie.

 Niemcy zadali pytanie o to, czy Paryż pozostanie neutralny 31 lipca czy nie. Wcześniej, w kwietniu, w parlamencie zwyciężyli pacyfiści. Nowy francuski premier Viviani także był zwolennikiem pokoju i starał się wojny uniknąć i nie było dlań problemem opuścić rosyjskich „sojuszników”. Kogo interesuje, że Pointcaré obiecywał w Piotrogrodzie „wojnę”. Francja jest demokracją i poglądy premiera nie muszą być zgodne z poglądami prezydenta. To bardzo wygodne, gdy lewa ręka nie wie co robi prawa. Krótko mówiąc, francuscy przywódce odgrywali role dobrego i złego policjanta. Nie ograniczano się tylko do rozmów. 31 lipca, tj. przed wypowiedzeniem przez Niemcy wojny Rosji, na rozkaz ministra obrony, francuskie wojsko stało 10 km od granic, jako „dowód pokojowych zamiarów Francji w celu uniknięcia przypadkowych prowokacji”. Były to sugestie Grey'a dla Niemców: nie bójcie się i śmiało wypowiedzcie wojnę Rosji!

 Na drugi dzień po wypowiedzeniu wojny francuskie stanowisko nie budziło już wątpliwości. Na pytanie Niemcy uzyskali wymijającą odpowiedź: „Francja będzie działać tak, jak wymagają tego jej interesy”. Premier Viviani musiał ogłosić mobilizację 1 sierpnia dodając, że „to n ie oznacza wojny”. Zgodnie z paktem francusko-rosyjskim to Francja powinna wypowiedzieć Niemcom wojnę ale zamiast tego wygłosiła takie właśnie pokojowe oświadczenie! Było to naruszeniem sojuszu i zdradą w pierwszy dzień wojny w przekonaniu, że Niemcy zaczną walczyć tylko z Rosją, w sprzeczności z własnymi planami i zdrowym rozsądkiem.

 Francuzi, zamiast wypowiedzieć wojnę Berlinowi, do czego byli zobowiązani jako sojusznicy, odegrali życiową komedię. Motywacja naszych kolegów z Ententy była dziecinna. Rosyjski poseł w Paryżu - Izwolski 1 sierpnia donosił, że „z politycznych powodów... dla Francji nie jest ważne aby jej mobilizacja nie poprzedzała niemieckiej i aby wyglądała jak reakcja na nią” i że „byłoby lepiej gdyby wojnę wypowiedziały Niemcy a nie Francja”. Francuski marszałek Joffre raportował dowództwu „Z powodu poczucia zasad moralnych i z imperatywnych powodów dyplomatycznej integralności niezbędne jest aby to Niemcy odpowiedzialne zostały za rozpoczęcie wrogich działań.” Wszystko to jest jednoznaczne – nasi wierni „sojusznicy” ciągle mają nadzieję, że Niemcy należy poszczuć wyłącznie przeciwko Rosji. Stąd te wszystkie dyplomatyczne zabiegi.

 Po tych wszystkich odpowiedziach z Paryża, o drugiej nad ranem, cesarz wysłał telegram do Mikołaja II ponownie usiłując uratować obu. Teraz ten cały tajny plan „sojuszników” stał się niemieckim przywódcom jasny. Sir Grey oszukał dwukrotnie: raz, gdy powiedział, że Anglia w wojnie nie weźmie udziału, przynajmniej obecnie, a dwa, gdy naciskał Niemcy do wypowiedzenia wojny tylko Rosji. Potem, po rozpoczęciu konfliktu rosyjsko-niemieckiego, nie mieli Niemcy żadnej poręki o neutralności Paryża ani od Brytyjczyków ani od samych Francuzów. Paryż mógł w każdej chwili szczerze ogłosić, że wszczyna nieprzyjacielskie działania jako wierny „sojusznik” Rosji i uderzyć na Niemcy od tyłu. I na to Berlin musiał cierpliwie czekać.

 Może by się tak stało a francuscy zdrajcy weszli by do historii, gdyby by Niemcy Paryża nie oszczędzili. W chwili gdy francuski rząd dał Berlinowi odpowiedź niejasną i wymijającą, zbyteczne było czekanie na cios w plecy. Francuzi nie obiecali niczego szczególnego i byłoby niezrozumiałe, gdyby do wojny nie przystąpili. Brytyjczycy do wojny nie byli gotowi do czasu aż Niemcy nie zaatakują Francji. Ale z kolei aby zmienić swoje plany rozmieszczenia wojsk, niemieckie dowództwo i cesarz potrzebowali oficjalnej gwarancji o francuskiej neutralności. Dlatego 2 sierpnia niemiecki rząd postawił Belgii ultimatum żądając umożliwienie niemieckim oddziałom przejście przez ich kraj do granic Francji, jak zakładał plan Schlieffena. 3 sierpnia Belgia żądanie Berlina odrzuciła i zwróciła się do Anglii o pomoc. W tym samym dniu, gdy już zabrakło Niemcom kart, wypowiedziały Francji wojnę jawiąc się światu jako agresor. Anglia dała Niemcom ultimatum żądając nie naruszania suwerenności Belgii. Jak wiadomo, Niemcy tego nie mogli spełnić. 4 sierpnia Brytania przystąpiła do wojny na białym koniu jako obrońca belgijskiej wolności...

 Zakulisowe działania sir Grey'a przyniosły długo oczekiwane owoce. Kilka dni po rozpoczęciu konfliktu niemiecko-rosyjskiego i austriacko-serbskiego, wydarzenia nabrały wymiaru globalnego. Najbardziej brutalna wojna w historii ludzkości zaczęła się jako wynik starannego planowania i mistrzowskiej intrygi brytyjskiej władzy. Oznaki tego były starannie ukrywane ale kto dokładnie przeczytał literaturę poświęconą I wojnie światowej, przez góry kłamstw ujrzy przeświecający promień prawdy. W kronikach bitew morskich przeczytamy, że flota brytyjskiego króla przystąpiła do walki już w pełni zmobilizowana. Rozkaz wczesnej mobilizacji wydano 10 lipca 1914 r., na długo przed działaniami wszystkich stron konfliktu. Przypadek – mówią historycy, ale Winston Churchill, w tym czasie będący w składzie admiralicji powiedział coś innego: „Nigdy w ostatnich trzech latach nie byliśmy lepiej przygotowani.” I ma rację, tak błyskotliwe i śmiałe przygotowania do wojny nie dzieją się przypadkowo. Były wynikiem lat systematycznych starań; wynik imponujących prac dowództwa wojskowego, politycznego przywództwa, dyplomatów i szpiegów. Po to prowadzono ćwiczenia, podczas których flota się zmobilizowała i taką pozostała. Dwa tygodnie później w pełni gotowa „pokojowa” flota brytyjska przystąpiła do wojny, broniąc Belgii przed „agresywnymi” Niemcami, których mobilizacja dopiero się zaczynała...

 Assassination in Sarajevo (Epizod 3) i Who ignited First World War?(Epizod 4) ukazał się w 2010 r. na Oriental Review.







Kto rozpalił I wojnę światową? (2)

Czytelne aluzje sir Grey'a więcej wpłynęły na wojnę niż kulki Gawriło Principa.

 Akcja zbliżała się do rozstrzygnięcia. 20 czerwca prezydent Francji Raymond Pointcaré zwrócił się do Rosji: „Wojna”. Aby Mikołaj II nie obawiał się pomóc swoim słowiańskim braciom, został zapewniony, że w przypadku wojny z Niemcami, Francja wypełni swoje sojusznicze zobowiązania. Strony omówiły plan walki. Rosja, zgodnie ze zobowiązaniem, miała zmobilizować swoje siły w pełnej gotowości w ciągu 15 dni po ataku na Niemcy. Atak na Austro-Węgry zaplanowano na 19 dzień mobilizacji. Gdy władca rosyjski i francuski prezydent rozmawiali, wydarzenia zamarły, ale po wyjeździe Pointcarego. wszystko ruszyło z kopyta. Rosji pozostał jeszcze tydzień życia w pokoju.

 23 lipca „sojuszniczy” prezydent wrócił do domu a na drugi dzień Grey zaczął w pośpiechu sabotować ostatnią szansę na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Z upoważnienia cara rosyjski minister spraw zagranicznych Sergiej Sazonow zaproponował, aby Rosja, Francja i Anglia wspólnie zaatakowały Wiedeń wymuszając polityczne rozwiązanie pretensji wobec Serbii. Propozycję tę Grey odrzucił. Całą rzecz mógł pokrzyżować, gdyż czekał na austriackie ultimatum. Było ono spłonką pierwszej wojny światowej; już tylko kilka dni dzieliło jego przedłożenie od rozpoczęcia działań wojennych.

 23 sierpnia austriacki ambasador w Serbii dał mu to na co czekał. Nie przypadkowo wiedeńscy dyplomaci przedłożyli Serbii ultimatum jak tylko Pointcaré wrócił do Paryża, zatem francuski i rosyjski przywódca nie mogli zaplanować reakcji. To pasowało Niemcom i Austriakom. Dla naszych „sojuszników” miało to istotne znaczenie; po wyjeździe francuski prezydent nie musiał odpowiadać na niewygodne pytania. Zamiast tego Mikołaj II mógł po prostu „wysłać telegram”. Broń Boże aby car zaproponował wspólne wystąpienie np. aby zgodzić się na propozycję Austrii i utworzyć jakąś komisję międzynarodową, bo to by długo wyczekiwaną wojnę opóźniło. Toteż zamiast konkretnej dyskusji o stale zmieniającej się sytuacji mogli Francuzi używać banalnych frazesów. A ultimatum wygasało po 48 godzinach. Czas biegł szybko i było już za późno zapobiec wojnie. Głównym celem Grey'a było uczynić rzeczy nie do odkręcenia.

 Grey spotkał się z austriackim ambasadorem po raz pierwszy w dniu, przesłania ultimatum. Anglicy już znali jego warunki. Dla każdego, kto chociaż trochę zna się na polityce było jasne, że chodziło o wypowiedzenie wojny. Gdy rosyjski minister spraw zagranicznych Sazonow dowiedział się o tym z telegramu wykrzyknął: „To oznacza wojnę w Europie!” Lord Grey „nie rozumie”. Zamiast ostrzeżenia Austriaków przed wojną, wyraził później wyrazy współczucia, że dokument przedłożony Serbii zawiera limit czasu i odmówił dyskusji o nim dopóki nie zobaczy tekstu osobiście.

 Potem rozmawiał z ambasadorem austro-węgierskim o tym, jak wojna między czterem państwami zaszkodzi handlowi. Ambasador Mensdorf znał się na buchalterii. Cztery mocarstwa to Rosja, Austro-Węgry, Francja i Niemcy. Grey nie powiedział nic o piątym – Anglii. To nie aluzja ale dowód neutralności Wielkiej Brytanii w przyszłości. Cesarski ambasador opisał swoje wrażenia z rozmowy tymi słowy: „Był chłodny i obiektywny, jak zwykle i mówił przyjaźnie a nawet z pewną dozą sympatii dla nas.” Po rozmowie z Grey'em Austro-Węgry zostały wreszcie uspokojone i przeświadczone, że mogą zaatakować Serbię.

 Teraz wróćmy do faktów. Po otrzymaniu 10 punktowej noty od Wiednia Belgrad wpadł w histerię. W powietrzu czuć było woń strzelniczego prochu a Serbia stała twarzą w twarz z rozwścieczoną Austrią. „Nie możemy się bronić. Dlatego prosimy was o jak najszybszą pomoc” - napisał serbski książę-regent Alexander w telegramie do Mikołaja II. Serbowie dostali wskazówkę aby spełnić austriackie żądania, nie sprzeciwiać się ale podporządkować Austrii oddając swój los w jej ręce.

Ultimatum upłynęło po 48 godzinach. Od chwili jego przedłożenia zaczęła tykać bomba zegarowa. Połowa tego czasu już ubiegła gdy austriacki ambasador w Londynie dał Grey'owi kopię ultimatum. I wielki aktor - lord Edward Grey – wytrzeszczył oczy! Zmieszanemu Mensdorfowi powiedział, że jest to „coś najokropniejszego w historii dyplomacji”.

Ostatnie minuty pokoju przesypywały się jak piasek w klepsydrze a gadatliwy szef brytyjskiej dyplomacji ponownie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Sir Grey chętnie rozprawiał i nie można było nic zrobić. Czy teraz, gdy Europa cieszyła się ostatnią dobą pokoju, Brytyjczycy powiedzą coś na tyle ważnego, aby uratować miliony istnień? W żadnym wypadku!

„Dopóki Austria nie naruszy granic Serbii” - Grey - „ryzyko europejskiej wojny będzie przed nami... a jej skutki dla czterech mocarstw byłyby wprost niewyobrażalne.”

Brytyjski dyplomata znowu mówił o możliwości strat światowego handlu, potencjalnych wybuchach rewolucyjnych i groźbie rozszerzającej się biedy, ale były to tylko słowa. Co ważniejsze, ponownie nawiązał w rozmowie z ambasadorem niemieckim o możliwej wojnie pomiędzy CZTEREMA wskazując tym samym, że Brytania pozostanie neutralna! Nie dziwi, że ponownie to mówił, potrzebował tylko aby Austria przedłożyła ultimatum oraz rozpoczęła działania wojenne. Teraz, upewnieni o angielskiej neutralności, Austriacy i Niemcy zdecydowani byli na wojnę z Rosją i Francją.

25 lipca, w określonym czasie, serbski premier Nikola Pašič dal odpowiedź. Serbia zgodziła się na wszystkie warunki prócz jednego: aby przedstawiciele Austrii prowadzili śledztwo w sprawie spisku i zabójstwa arcyksięcia w Serbii, gdyż byłoby to „naruszeniem konstytucji i prawa karnego”. I choć Belgrad zgodził się na 9 z 10 warunków ultimatum, austriacki ambasador ogłosił zerwanie stosunków dyplomatycznych. Wskutek sygnałów ze strony brytyjskiej, jedna strona była przygotowana do wojny. A co się działo na stronie drugiej?

Rosyjscy dyplomaci próbowali ochronić świat. W tym samym dniu, kiedy Austria zerwała stosunki z Serbią, Sazanow zwrócił się do sir Grey'a z żądaniem, aby „jasno i ściśle” potępił Austriaków za ich działania. Żadne potępienie nie nastąpiło, ponieważ mogłoby ono wstrzymać austriackie oddziały zgromadzone na granicy z Serbią. Jednocześnie tegoż dnia rosyjski ambasador w Londynie Benckendorf, informował o wrażeniu co do angielskiej „neutralności” do Piotrogrodu całkiem opacznie: „Chociaż nie mogę podać żadnych konkretnych dowodów o wojskowej współpracy Anglii, nie zauważyłem żadnych oznak ze strony Grey'a, króla, czy wpływowych ludzi, wskazujących na fakt, jakoby Anglia poważnie rozważała możliwość pozostania neutralną. Mój pogląd jest inny niż wynikający z obecnej sytuacji.”

W Berlinie cesarz zaniepokojony rozwojem sytuacji radził w wąskim kręgu. Tego dnia brat Wilhelma II - książę Heinrich,Heinrich, dotarł do Poczdamu z wieścią od króla Jerzego V. Koronowane głowy przystąpiły do wojny dezinformacyjnej. Brytyjski monarcha powiedział do księcia Heinricha: „Będziemy się maksymalnie starać nie wplątać do wojny i pozostać neutralni”.

„Gdy oględnie wyraziłem swoje wątpliwości cesarz mi przerwał: „mam słowo króla i to mi wystarczy'” - napisał admirał Tirpitz w swoich wspomnieniach. Czas się skurczył w jednej chwili. 28 lipca austriackie działa oddały salwę na Serbię. W Petersburgu upierano się, aby Anglia wreszcie się określiła. Z Londynu nadeszła niezrozumiała odpowiedź. Tylko francuski ambasador w Rosji Maurice Paleologue mógł w pamiętnikach napisać, że jego brytyjski odpowiednik - Buchanan „obiecywał, że doradzi Grey'owi politykę przeciwstawienie się niemieckim ambicjom”.

Pod nosiskiem wojska i ministra Sazonowa, car zarządził powszechną mobilizację. To było rozstrzygające. W tymże dniu dostał telegram od cesarza Wilhelma o jego zamiarze pośrednictwa w negocjacjach między Austrią a Rosją żądając zaprzestania przygotowań wojennych.

Wieczorem Mikołaj zadecydował o zaprzestaniu powszechnej mobilizacji zastępując ją częściową w czterech okręgach wojskowych. Rozkaz dotyczący Warszawy, Kijowa, Odessy i Moskwy wysłano telegraficznie w nocy 29 lipca. Problem wszak w tym, że Rosja nie miała planów częściowej Mobilizacji!

Okazało się, że niemożliwe było prowadzenie oddzielnych przygotowań wojennych przeciwko Austrio-Węgrom mobilizując niezbędne siły przeciwko Niemcom, z którymi Rosja nie miała problemów.

W Berlinie o tym wiedziano ale rozumiano inaczej: mobilizacja oznacza wojnę. To była groźba. 29 lipca niemiecki ambasador w Rosji - Portalés odczytał Sazonowowi telegram od niemieckiego kanclerza Theobalda von Berthmann-Hollwega, w którym ten żądał zaprzestania przez Rosję przygotowań wojennych, bo inaczej Niemcy także ogłoszą mobilizację, co mogłoby doprowadzić do wojny.

W tej chwili w Londynie słyszano podobne wezwania do wyjaśnienia stanowiska brytyjskiego z Piotrogrodu. 29 lipca nasi „sojusznicy” pokazali swoje karty. Brytyjski MSZ dwukrotnie spotkał się z niemieckim ambasadorem. Podczas pierwszego nie powiedział niczego istotnego. Oczekiwał informacji o rozpoczęciu rosyjskiej mobilizacji. Gdy ją otrzymał Grey poinformował Lichnowskiego, że chętnie spota się z nim ponownie.

 Zdawało się, że niespodzianki się nie wydarzą gdy sir Grey nieoczekiwanie ogłosił... no ale niech to sam powie niemiecki ambasador: ”Grey ogłosił, że rząd brytyjski chce utrzymać z nami przyjacielskie stosunki i że tak będzie, bo konflikt ogranicza się wyłącznie do Austrii i Rosji. Gdybyśmy jednak wciągnęli do niego Francję, to sytuacja zmieniłaby się diametralnie i rząd brytyjski potencjalnie musiałby podjąć określone kroki.”

 Co to oznacza? - zapytałby niemiecki ambasador i to byłoby wszystko co mógłby zrobić, ale cesarz wysyłając telegram przedstawił własny wniosek: „to oznacza, że nas zaatakują”. Niemcy nie wiedziały, że dwa dni przedtem szczwany i przyjacielski Edward Grey gwałtownie domagał się udziału Brytanii w wojnie grożąc podaniem się do dymisji!

 Teraz Rzesza wiedziała, że w przypadku konfliktu będzie musiała walczyć także z Anglią! A to zmieniało wszystko. Wojować z imperium brytyjskim i praktycznie niewyczerpalnymi zasobami ludzkimi i surowcowymi, a prawdopodobnie ze Stanami Zjednoczonymi, oznaczało starcie z całą planetą. Nie było szans aby Niemcy w takiej walce zwyciężyły.

 Greyowe oświadczenie było dla Berlina bombą. Sam cesarz przejawił emocje: „Anglia pokazała karty i sądzę, że zostałem przyparty do muru w beznadziejnej sytuacji! Ci podrzędni sprzedajni bastardzi spróbowali nas zwieść obiadami i przemówieniami. Król mówił zagadkowo gdy w rozmowie z Heinrichem twierdził: „Zostaniemy neutralni i postaramy się takimi zostać dopóki będzie to możliwe”.

 Niestety, oświecenie niemieckiego władcy przyszło za późno. Świat był już na skraju przepaści. Jeśli zostawimy na boku zakłopotanie Lichnowskiego i gwałtowny gniew Wilhelma II, koniecznie trzeba zbadać inny fakt: sir Grey właśnie dał niemieckim dyplomatom coś całkiem nowego. Dał im właśnie ultimatum: jeżeli chcecie uniknąć wojny z Brytanią (tj. z całym światem) walczcie tylko z Rosją! Nie ruszajcie Francji!

 I to jest clou wszystkiego: Brytyjczycy nie tylko zorganizowali I wojnę światową, ale postarali znaleźć się w takiej sytuacji aby być poza walką między Austrią Niemcami a Rosją. Chcieli stać z boku, zachować „wolność działania” - używając określenia Grey'a. To logiczne jeśli pamięta się cel wojny dla naszych „sojuszników”: zniszczyć Rosję i Niemcy. Niech się zniszczą wzajemnie, a Francuzi i Brytyjczycy do walk wkroczą w ostatniej chwili. Mogą nawet wypowiedzieć wojnę aby utrzymać status quo, ale nie ma powodu wojować. „Sojusznicy”? Tak samo było w 1939 r. gdy krwawiąca Polska nie mogła doczekać się ich pomocy.

 Słowa brytyjskiego ministra zaszokowały Berlin. Sytuacja zmieniła się radykalnie. Zrozumieli, że znaleźli się w ślepej uliczce i musieli szybko znaleźć z niej drogę wyjścia. Jednocześnie okazało się, że Włochy prawdopodobnie po stronie swoich sojuszników – Niemiec i Rosji, walczyć nie będą. Obraz sytuacji nagle się zmienił: Berlin był na skraju paniki. Ostrzeżenie Grey'a przekazano do Wiednia a Niemcy usiłowali przekonać Austriaków, aby poczekali z zajęciem Belgradu jako sankcją i pozostawili sprawy do rozstrzygnięcia przez międzynarodowych mediatorów.

 W tamtej chwili organizatorzy wojny potrzebowali znowu ukłuć drugą stronę, bo Niemcy i Austriacy mieli ochotę wymigać się od wojny. Rosyjski car o zdradzie swych „sojuszników” nie wiedział i późnym wieczorem 30 lipca podpisał dekret o powszechnej mobilizacji. Rozkaz uprawomocnił się 31 lipca 1914 r. uruchamiając reakcję łańcuchową. Na rosyjską mobilizację w ten sam sposób zareagowały Niemcy, co francuski ambasador opisał, że „z powodu powszechnej mobilizacji rosyjskiej armii, Niemcy ogłosiły kriegs gefahr (alarm wojskowy)”. Niemcy zażądały by Rosja się zdemobilizowała inaczej zaczną własną mobilizację. Francuski rząd i prezydent Raymond Pointcaré zadecydowali zareagować na niemiecką mobilizację tak samo. Do rozpoczęcia wojny pozostał jeden dzień.

 Berlin znalazł się w trudnej sytuacji. Sojusznik Niemiec – Austria – już prowadziła działania wojskowe w Serbii. Rosja się mobilizowała, podobnie jak na przygotowania niemieckie Francja. Teraz już Niemcy nie miały wyboru. Gdyby nic nie robiły a tylko czekały, Rosja zaatakowałaby Austrię zmuszając Niemcy do pomocy swojemu sojusznikowi, a Francja swojemu. Wielka Brytania wkrótce także przystąpiłaby do wojny. To była ślepa uliczka bez możliwości zwycięstwa. Drugi wariant działań zaproponował sam sir Grey: walczycie tylko z Rosją, która pierwsza wyszła z inicjatywą. Pretekstem była rosyjska mobilizacja jako bezpośrednia groźba dla bezpieczeństwa Rzeszy! W ten sposób Anglicy doprowadzili do wojny Niemcy i Rosję. Lont został podpalony po obu stronach.

Berlin, prawidłowo odczytując sytuację, spróbował wydostać się z pułapki, w którą cesarz Wilhelm II sam się zapędził. Ostatnią szansą (bez straty twarzy, oczywiście) było nakłonienie Rosji aby nie mieszała się do konfliktu austriacko-serbskiego. Warunkiem było powstrzymanie rosyjskiej mobilizacji. Tirpitz cytował cesarza: „... Rosyjska mobilizacja uczyniła wojnę nieuniknioną. Teraz powstrzymać ją mógłby tylko cud. Dalsza bierność z naszej strony oznaczała by ustępstwo na rzecz nieprzyjaciela co byłoby nie do usprawiedliwienia.” I Niemcy spróbowali ów cud sprawić. 31 lipca o północy niemiecki ambasador Portalés przedstawił Rosji ultimatum. Jeżeli do południa 1 sierpnia Rosja się nie zdemobilizuje, Niemcy także ogłoszą mobilizację. Sazonow zapytał, czy to oznacza wojnę. „Nie” odpowiedział Portalés, „ale bylibyśmy jej bardzo blisko.”

W czasie gdy dyplomaci rozmawiali, niemiecki cesarz osobiście napisał telegram do Mikołaja II, w którym desperacko prosił Rosję aby zapewniła go o swoich pokojowych zamiarach. Ale w sytuacji gdy Brytyjczycy już oszukali Wilhelma, chciał dostać od cara nie tylko słowa ale zapewnienie o pokojowych zamiarach! Dylemat był prosty i tragiczny: jeśli się „kuzyn Niki” opamięta, będzie można uniknąć wojny. Ale jeśli wypowie wojnę, Niemcy będą zmuszone walczyć tylko z Rosją. Sir Grey to Niemcom obiecał! Cesarz, na granicy rozpaczy, rozumiał sytuację. Car był dużo spokojniejszy, za plecami miał „sojuszników”, innymi słowy niczego nie rozumiał! Brytyjczycy ciągle jeszcze mogli katastrofie zapobiec, wystarczyło by do północy 31 lipca 1914 jasno określili swoje stanowisko o przystąpieniu do wojny. Nie zrobili tego, bo oni tej wojny chcieli.

Kto rozpalił I wojnę światową? (1)
Kolejny tekst Mikołaja Starikowa przełamuje obowiązujące dogmaty historyczne pomimo tego, że pisany jest z pozycji rosyjskich, co czytając, należy brać pod uwagę
poniedziałek, 27 lipca 2015
Epizod 3 Zamach w Sarajewie

 

Mikołaj Starikow

 

„Austriacki i rosyjski imperator nie mają usuwać jeden drugiego i brukować drogę dla rewolucji” - arcyksiążę Franciszek Ferdynand

 Była to typowa, niczym nie wyróżniająca się wizyta wysokiego przywódcy imperium w jednym z ważnych miast. Dla nas nie byłaby interesująca, gdyby nie jedni „ale”. W wyniku łańcucha dziwnych i podejrzanych zdarzeń, w onym dniu doszło do śmierci następcy tronu austriackiego i początku pierwszej wojny światowej...

 Ten fatalny dzień rozpoczął szereg dziwnych zdarzeń i austriacki następca tronu zmarł w wyniku tychże „przypadków”. Planowo miał gość honorowy uczestniczyć w przyjęciu na ratuszu a następnie obejrzeć miejscowe osobliwości. Ale zaraz po części powitalnej na dworcu, Franciszek Ferdynand i jego żona wskoczyli do otwartego wozu i pospieszył do miasta, podczas gdy ich ochrona z jakiegoś dziwnego powodu pozostała na dworcu, co jest o tyle dziwne, że informacje o zagrożeniu zamachem krążyły już dzień wcześniej. Nawet gdy serbski poseł w Austro-Węgrzech ostrzegał przed zamachem, nie podjęto żadnych szczególnych środków ostrożności. Wybór daty: 28 czerwiec 1914 r. był także dziwny. Właśnie w tym dniu w 1389 r. armia turecka pokonała Serbię przez co tamtejsi Słowianie stracili niepodległość na setki lat. W 1878 r. Bośnia i Hercegowina w efekcie wojny rosyjsko-tureckiej znalazła się pod okupacją Austrii, a w 1908 r. została oficjalnie anektowana do cesarstwa Habsburgów. Wyznaczenie na ten dzień wojskowych uroczystości na cześć nowych „okupantów” graniczyło z prowokacją. Ale ani data, ani marszruta arcyksięcia nie zostały zmienione.

 Kolumna czterech aut z prędkością 12 km na godzinę jechała pełnym ludzi nabrzeżem Miljacka w atmosferze świątecznej. Widzowie na nabrzeżu machali na cześć książęcej pary. 18-letni obserwator przepchnął się do pierwszego rzędu. Gdy napotkał baczny wzrok policjanta uśmiechnął się i zapytał, czy może zobaczyć auto arcyksięcia i w tej samej chili rzucił na auto bombę. Kierowca kątem oka zauważył podejrzany ruch, nacisnął gaz i bomba odbijając się od płóciennego dachu pierwszego auta wybuchła pod kołami drugiego. Bomba była napakowana gwoździami. Franciszek Ferdynand nie został zraniony ale jego żona lekko w kark. Rannych zostało 20 osób z tłumu w tym dwóch policjantów. Nedeljko Gabrynowicz, bo tak się ten młody terrorysta nazywał, zaczął uciekać ale zaraz został pochwycony.

 Dziwne było to, że mimo tego nieskutecznego ataku, niczego nie zmieniono w planie wizyty. Burmistrz miasta odczytał kwiecistą mowę, ale Franciszek Ferdynand nie wytrzymał i przerwał słowami: „Panie burmistrzu, przyjechałam z przyjacielską wizytą a spotkały mnie bomby. To

okropne!”, ale po chwili opanował się i dodał: „No, proszę dalej!” Na koniec arcyksiążę już spokojny i uśmiechnięty, zapytał starosty”: „To jak myślicie, dojdzie dziś do kolejnego zamachu na mnie?”

 Nie znamy reakcji burmistrza jak i dalszych słów arcyksięcia, ale ważniejsze jest, że nie podjęto dodatkowych środków ostrożności. Spójrzmy przez analogię: bomba wybucha obok samochodu austriackiego prezydenta, a w ciągu kolejnych godzin ponownie jedzie on sobie spokojnie przez miasto machając ręką do wiwatującego tłumu. To jest niemożliwe, ale w Sarajewie tak się to właśnie dokładnie stało.

 Rząd samochodów jechał wzdłuż promenady w odwrotnym kierunku. Tym razem jechano szybciej. Żona następcy tronu siedziała obok niego wraz z wojskowym gubernatorem Bośni – gen. Potiorkem, który z szablą przy boku stał na lewym stopniu. W pewnej chwili na środku drogi kierowca pierwszego auta pogubił się i skręcił w prawo, w ulicę Franciszka Józefa. Generał zorientował się, że pojechali złą drogą i głośno krzyczał do swego kierowcy. Ten zahamował, zjechał na chodnik i stanął. Cała kolumna ustawiła się za nim, tak, aby nie spowodować korka drogowego. Dlatego samochód arcyksięcia musiał stanąć przed „Morits Schiller Delicatessen“. Całkiem przypadkiem, tam właśnie siedział sobie 19-letni terrorysta, który zapisał się do historii jako Gavrilo Princip. Ale nie tylko to było dziełem przypadku, bo także i to, że auto stanęło prawą stroną do terrorysty, tą stroną, na której nie było żadnej ochrony dla arcyksięcia i jego żony.

 Princip wyciągnął rewolwer i dwukrotnie strzelił; pierwsza kula dosięgła Zofii, druga – następcy tronu. Oboje zginęli, osieracając trójkę dzieci w wieku 10, 12 i 13 lat. Princip i jego wspólnik próbowali uciec, ale zostali złapani, pobici i skopani. Odnieśli kilka ran, a ręka Principa musiała być później w więzieniu amputowana. Natychmiast podjęto śledztwo. Trzeba było odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto zorganizował zamach. I oto kolejna dziwna sprawa: prowadząc dochodzenie w sprawie zaniedbań ochrony Franciszka Ferdynanda, austro-węgierskie ministerstwo sprawiedliwości wykazało olimpijski spokój. Śledztwo wcale nie było szybkie, jednak niebawem nastąpiła fala zatrzymań i pojawił się jasny obraz sprawy.

 Gavrilo Princip powiedział, że zastrzelił arcyksięcia ponieważ „ucieleśniał austriacki imperializm, prezentował austriackie poglądy najgorszego wroga serbskiego narodu”. Po serii przesłuchań zbrodnia została całkowicie wyjaśniona: Franciszek Ferdynand został zabity przez Serbów – studentów uniwersytetu w Belgradzie i członków „Młodej Bośni”, którzy przyjechali z Serbii w tym konkretnym celu. Organizacja ta po raz pierwszy pojawiła w 1912 r. z programem oswobodzenie Serbii spod austriackiego jarzma i utworzenia niezależnego państwa zjednoczonego z prowincjami okupowanymi przez Austrię. Z niej powstała kolejna organizacja - „Czarna ręka”, pod przywództwem pułkownika Apisa.

 Jednak tragiczne te wydarzenia rodzą podejrzenia, że w zamachu na arcyksięcia umoczeni są austriacko-węgierscy gracze. W rzeczywistości wielu w cesarstwie nie było zadowolonych z polityki władcy. Franciszek Ferdynand miał żonę Czeszkę i przejawiał sympatie słowianofilskie. Chciał wzmocnienia monarchii nadając prawa Słowianom zrównując ich z obywatelami niemieckimi i węgierskimi. Takie pomysły irytowały polityków we Wiedniu i Budapeszcie. Gdyby do tego doszło, ziemie znajdujące się pod węgierskim panowaniem, otrzymałyby autonomię i samorządy. To może wyjaśniać dziwne zachowanie austriackich służb bezpieczeństwa.

 Ale prostota i oczywistość nieszczęsnego mordu na arcyksięciu i jego żonie jest złudna. Na myśl austro-węgierskiego przywódcy nie przyszło, że w prowadzeniu śledztwa uczestniczyli konspiratorzy. Ujawnienie szczegółów zbrodni przez policję wskazuje, … że sama to zorganizowała!

 Ci, co stali za 18 zamachowcami, chcieli więcej niż śmierci samego arcyksięcia. Aby austriaccy śledczy dotarli do tych, którzy byli faktycznie odpowiedzialni, trzeba by było wykonawców pochwycić żywymi. Dlatego wszyscy dostali ampułki z trucizną! I gdy zobaczyli, że nie uciekną, Nedeljko Gabrynowicz i Gavrilo Princip zażyli truciznę, tyle że ta nie zadziałała! Ten na pozór przypadek, jest kluczowym ogniwem w łańcuchu dalszych tragicznych wydarzeń! Przezorność konspiratorów jest godna uwagi: wyposażyć zamachowców „bezpieczną” trucizną i dać im czas na strzelenie. Tłum i bliskość straży arcyksięcia przy drugiej próbie nie dały czasu zabić się zamachowcom, którzy wpadli w ręce systemu sprawiedliwości.

 Całe śledztwo oparto na zeznaniach terrorystów! Gdyby policja zamiast nich miała dwa trupy, śledztwo by zakończono. Ale dzięki dziwnej truciźnie śledczy dostali nie tylko nitkę ale całą linę, dzięki której mogli dotrzeć do kłębka zagadki. Kto dal zamachowcom bezpieczną truciznę? Ktokolwiek to był, chciał, aby szybko znaleziono podejrzanych i skierowano gniew przeciwko Serbom. Sami Serbowie nie mieli interesu aby policja ujęła zamachowców żywcem; to by tylko skierowało podejrzenie na nich. Austriackim tajnym służbom wystarczyło słabo strzec parę książęcą i „zaniedbać” ochronę we właściwym momencie. I to wszystko, co musieli zrobić.

 To jednak wierzchołek góry lodowej. Członkowie Młodej Bośni dostali truciznę od innej organizacji...

 Szukając prawdziwych organizatorów zabójstwa austriackiego następcy tronu należy założyć, że ktokolwiek to był, chciał wywołać konflikt i to dużo większy niż tylko wojna austro-serbska . Nie byli to ani Serbowie ani Austriacy. Odwet Wiednia za skrytobójstwo doprowadził do wybuchu I wojny światowej. Ale najpierw należy zapytać, czy serbscy inspiratorzy zamachu dążyli do czegoś większego? Chcieli konfliktu aż w takim rozmiarze?

 W interesie serbskich nacjonalistów i niektórych polityków węgierskich była by śmierć arcyksięcia, ale tylko to. Wielkiej wojny nie chcieli. Serbia chciała załagodzić spory z Cesarstwem, ale nie walczyć. Na to w 1915 roku była za słaba. Jej armia opuściła kraj, została załadowana na statki i ewakuowana do Grecji. Austro-Węgry wykorzystały zamach jako pretekst do pokonania uciążliwej Serbii. Jednak mała, zwycięska na początku kampania, skończyła się wielką wojną, rozpadem Cesarstwa i utratą przez Habsburgów tronu na zawsze.

 Nie przypadkiem, że sir Edward Grey, były brytyjski minister spraw zagranicznych napisał w pamiętnikach: „Prawdopodobnie świat nigdy nie pozna całej prawdy o zamachu na Franciszka Ferdynanda. Wydaje się, że nigdy żaden człowiek o tym zabójstwie nie będzie wiedział wszystkiego, co wiedzieć należy.” O jaką tajemnicę tu chodzi? Śledczy szybko ujęli i pokazali zamachowców. Ale brytyjskie MSZ mówiło coś innego: miesiąc po zamachu na arcyksięcia wybuchła I wojna światowa, w której zginęło wiele dziesiątek milionów ludzi. Jak to się stało? Tego nikt nie potrafi wyjaśnić. Dlatego spróbujemy wyjaśnić, komu potrzebna była wojna o tak bezprecedensowym zasięgu.

 Aby właściwie określić, kto skorzystał na zabójstwie arcyksięcia, wystarczy spojrzeć na wynik I wojny światowej. Zniszczyła ona dwóch głównych konkurentów Wielkiej Brytanii – Rosję i Niemcy. Gdy Rosja nie została rozbita w efekcie wojny z Japonią i dokładnie zaplanowanej rewolucji, Londyn rozpoczął staranne przygotowania do nowego, bardziej ambitnego projektu. Jego cele były imponujące i okazałe. Żelazo należy kuć kiedy gorące. Polityczna mapa tej doby mogła zostać zmieniona tylko wielką europejską wojną. W planach mogły być granice krajów i nawet ludzi zmienionych nie do poznania. Do zniszczenia Rosji Brytyjczykom nie wystarczała wojna, potrzebna była wojna światowa. Do zniszczenia Niemiec, gdzie nie było nawet śladu rewolucyjnego ducha, była potrzebna wojna o niespotykanej sile. Tylko totalna katastrofa mogła zmusić niemieckich mieszczan do pogardzenia swoim cesarzem.

 Zniszczenie Rosji i Niemiec mieściło się w priorytetach odwiecznej polityki brytyjskiej: nie dopuścić do powstania na europejskim kontynencie silnego państwa, a już silnego bloku państw w szczególności. Sojusz rosyjsko-niemiecki to najgorszy koszmar Anglików. Główny cel Brytyjczyków: nie dopuścić do tego aliansu i dalej – zmusić te państwa do śmiertelnej walki przeciwko sobie. Nie było to łatwe. Na początku XX w. między Rosją a Niemcami nie było sporów mogących być powodem konfliktu. Państwa te rządzone były przez dwóch kuzynów: Mikołaja i Wilhelma, między którymi panowały dobre stosunki. Dlaczego mieliby zacząć się bić? Dla urodzonych pod koniec XX w. to Niemcy były aroganckim agresorem, który dwukrotnie w ciągu stulecia przywiódł Rosję na skraj śmierci. Ale przed I wojną światową wyglądało to inaczej. Dla Rosji Niemcy były tradycyjnie przyjacielskim reżimem, z którym Rosja nie walczyła od czasu wojen napoleońskich, a więc jakieś 100 lat. Trzeba było czegoś szczególnego, aby te dwa kraje o tym zapomniały. Dlatego sprowokowanie między nimi konfliktu stało się celem polityki brytyjskiej. Francja także starała się o to samo, co było częścią jej polityki zagranicznej. Dzięki wojnie mogła odzyskać Alzację i Lotaryngię, ale nie mogła Niemiec zwyciężyć sama. Kto poza nią mógł walczyć o „wzniosłe cele” - powrót tych ziem na matczyne łono a potem rozpaść się? Rosja, rzecz jasna.

 Zabójstwo austriackiego następcy tronu było niezbędnym elementem, ostatnią cegłą w planie rozpalenia światowego pożaru. Było to wielkie, precyzyjne dzieło; rozpoczęło się zaraz po wojnie rosyjsko-tureckiej i trwało niemal dziesięć lat. Trzeba było przygotować przeciwników a później przygotowania doprowadzić do logicznego końca: zapalenia lontu przyszłej wojny, w istocie wojny ŚWIATOWEJ . I nie było do tego lepszego miejsca niż Bałkany, z wielowiekowymi politycznymi intrygami, konspiracjami i wojnami. Śmierć nieszczęsnego arcyksięcia, była więc prowokacją prowadzącą do wojny. I tak się stało; w niecały miesiąc po strzałach Gavrilo Principa, Niemcy wypowiedziały Rosji wojnę!

 Krąg się zamknął: Anglia weszła w sojusz z Rosją, aby nie dopuścić do zawarcia przez nią zbliżeniu z Niemcami i aby wojna zniszczyła dwóch konkurentów!

Za zabójstwem Franciszka Ferdynanda stały brytyjskie i francuskie służby:

W interesie Brytanii leżało aby szybkie śledztwo doprowadziło do Serbii, a tym samym wywołać konflikt między Serbią a Austrią; tak samo aby Rosja (sojusznik Serbii) i Niemcy (sojusznik Austro-Węgier), zaczęły walczyć.

 Zgodnie z brytyjskim planem, w wyniku wojny i rewolucji, miałaby Rosja stracić wszystkie swoje granice, stać się słabą republiką i skończyć w finansowych sidłach swoich „dobroczyńców”. Ten sam los spotkać miał Niemcy. Śmiertelna rana zadana przez Gavrilo Principa była sygnałem rozpoczęcia tych wszystkich nieszczęść...

 Inny problem powstał podczas przygotowań do rosyjsko-niemieckiej konfrontacji. Carat zawsze trzeźwo oceniał swoje siły zbrojne i nigdy nie zamierzał przystąpić do wojny z Niemcami i ich sojusznikiem - Austrią, a więc z dwoma potęgami naraz!

 Aby się jednak Rosja do wojny włączyła, trzeba było ją przekonać, że ma „lojalnych sojuszników”, którzy nie zostawią cara w potrzebie. To ten sam scenariusz, który nas (Rosję – MM) wciągnął do wojny z Japonią, tyle że w większym wymiarze – gwarantował carskiej władzy sojusz by następnie zostawić ją na lodzie z nieprzyjacielem w momencie największego zagrożenia. Przedwojenne wydarzenia do tego scenariusza pasowały. Anglia, nasz najbardziej nieprzejednany wróg, drastycznie zmieniła stanowisko i stała się naszym „sojusznikiem”. Na spotkaniu angielsko-rosyjskim w 1907 r., Piotrogród wstąpił do koalicji francusko-angielskiej - „Trójprzymierza” (Entente – z franc. Entente Cordiale). Synowie Albionu, tak często psujący krew dyplomatom rosyjskim, a którzy wywołali tyle wojen aby osłabić nasz kraj, zostali naszymi „sojusznikami”. Człowiek powinien być bardzo ostrożny. Jednak Mikołaj II był łatwowierny a stając się narzędziem w rękach wrogów udających przyjaciół, drogo za to zapłacił.

 Anglia zmobilizowała wszystkie siły do przygotowania przyszłego konfliktu. A za nią wynurzyła się sylwetka kolejnego przyszłego „sojusznika”. USA, hojnie finansujące japońską agresję i rosyjską rewolucję, nie spoczęły na laurach i po cichu wkroczyły na scenę. Zmieniło to całą dotychczasową światową równowagę sił. Kiedyś to brytyjski pies merdał swoim amerykańskim ogonem, teraz ogon zaczął merdać psem.

A może ci, którzy obmyślili I wojnę światową zwyczajnie nie rozumieli, jakie owoce ich praca przyniesie..? Dlaczego nasi „sojusznicy” weszli do tego konfliktu tak ochoczo? Odpowiedź jest prosta: I wojna światowa nie zniszczyła żadnego państwa demokratycznego. Konstrukcja państw demokratycznych jest stabilniejsza niż monarchii. W dobie globalnego kataklizmu do władzy dochodzi nowa partia, inny rząd, lub nowy przywódca ale nigdy nie dochodzi do rewolucji albo społecznych wybuchów. Monarchie nie mają tak bajecznego piorunochronu – prostą zmianę politycznego umeblowania. W monarchii jest inaczej. Bez względu kto będzie wodzem, carem czy cesarzem, w czasie wojny to on jest odpowiedzialny osobiście. Zmienić cara jest trudniej niż zastąpić premiera. Zatem monarchia nie może zmienić swojej głowy państwa, ludzie powstaną aby zmienić formę władzy. A rewolucja w czasie wojny prowadzi wyłącznie do porażki.

Taka szczególna stabilność demokratycznego władztwa w czasie różnych kryzysów dała jej rządom

możliwość podjęcia decyzji wywołania globalnego konfliktu, aby zniszczyć monarchistycznych konkurentów. Z tego powodu Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone weszły do konfrontacji i rozjechały monarchie z cała mocą. Wystarczy zobaczyć efekty I wojny światowej: USA nic nie straciły a wydały góry pieniędzy na kontrakty wojskowe i tylko się wzmocniły. Anglia zniszczyła swych niebezpiecznych rywali – Rosję i Niemcy, i wyszła z tego mocno osłabiona. Jednakże w porównaniu z innymi państwami wynurzyła się jako oaza prosperity. Francja wyszła z tego najgorzej. Wojna zniszczyła jej terytorium powodując ogromne ludzkie i gospodarcze straty. Mimo to Francuzi i tak osiągnęli soje cele: „zwymiotowali” wojnę z Prusami i odzyskali utracone terytoria prowincji! Nemesis Paryża – Niemcy, leżały rozbite w proch, a ciężkie straty armii francuskiej nie były niczym więcej niż kosztami na usunięcie niebezpiecznego sąsiada.

 Prawda o organizatorach sarajewskiego zamachu już została poznana. W każdej grze każdy aktor ma dobrze rozpisaną rolę. Wejście na scenę, powiedzenie swojej kwestii i wykonanie określonych gestów. Potem przychodzi czas powrotu za kurtynę. I wszyscy kluczowi aktorzy i świadkowie dramatu: zabójstwo arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, odeszli w zaświaty. Nedeljko Gabrynowicz opuścił ten padół pierwszy. Wkrótce, 1 maja 1918 r., podążył za nim Gavrilo Princip, umierając na gruźlicę w więzieniu, tak jak jego wspólnik. Swoje role młodych terrorystów zakończyli na dwa sposoby: zabili arcyksięcia i wysłali Austriaków na „właściwą” drogę. Grali zgodnie ze scenariuszem napisanym przez wojskowych i politycznych organizatorów zamachu. Pułkownik Apis Dmitrijevič, szef organizacji nacjonalistów serbskich „Czerna Ręka”, walczył na froncie wojny, którą pomógł wywołać cztery lata wcześniej, gdy nagle został aresztowany na rozkaz własnego rządu. Ważny organizator zakulisowych rozgrywek teraz był niepotrzebnym świadkiem: ludzie szefa wywiadu serbskiego sztabu generalnego postawili go pod sąd wojenny, który bezzwłocznie postawił go przed plutonem egzekucyjnym.

 „Polityczny” organizator zamachu w Sarajewie - Vladimir Gačinovič, także zmarł w podejrzanych okolicznościach. Był jednocześni członkiem trzech organizacji oskarżanych o zamach”: Młodej Bośni, Obrony Cywilnej i „Czernej Ręki. Był także głównym ideologiem i najbardziej wpływowym członkiem Młodej Bośni, która zamachu dokonała. To Gačinovič przekazał kontakty w tych organizacjach rosyjskim konspiratorom, którzy użyli ich później do rozpętania rewolucji. Jego przyjacielem był socjalista Natanson i socjal-demokraci Martow, Lunacharski, Radek i Trocki. Ten ostatni nawet po jego śmierci wychwalał go. Ale w sierpniu 1917 Vladimir Gačinovič nagle zachorował. Była to tak niezrozumiała i zagadkowa choroba, że szwajcarscy lekarze badający go dwukrotnie niczego nie znaleźli. Miesiąc później Gačinovič zmarł...

 Pierwsza kula trafiła arcyksiężną w pierś. Zdołała tylko westchnąć i upadła na siedzenie. „Suknia, suknia” - mamrotała, patrząc jaki czerwona plama rozszerza się na białym jedwabiu. Ale to nie była jej krew. Druga kula trafiła w kręgosłup jej męża, przeszła przez mundur i rozerwała tętnicę szyjną. Następca tronu ścisnął szyję ale krew przeciekała mu przez palce wsiąkając w śnieżnobiałą

suknię jego żony i w jego niebieski mundur.

„Sofie, Sofie, nie umieraj! Żyj dla naszych dzieci!“ mruczał Franciszek Ferdynand i upadł koło swojej żony. Ale ona już go nie słyszała, zmarła chwilę wcześniej. W tej chwili nowa krew trysnęła

przez ręce generała Potiorka, który trzymał je na szyi arcyksięcia usiłując mu pomóc. Eskorta stała z boku.

Szyja, jego szyja! - krzyczał ktoś histerycznie. Fotograf stojący w pobliżu skorzystał z okazji i uchwycił każdy moment strzałów.

 Czyjeś palce starały zawrzeć ranę Franciszka Ferdynanda ale krew nadal płynęła jak rzeka. Wstrzymanie krwawienia tętnicy szyjnej nawet w spokojnych warunkach nie jest łatwe, ale tu dodatkowo przeszkadzał kołnierzyk. Arcyksiążę zapinał mundur bardzo sztywno i ze swym zwykłym humorem żartował, że „krawiec musiał ubranie przyszyć bo inaczej guziki by uleciały”. Teraz, w ten sądny dzień, jego adiutanci rozpaczliwie starali się jego niebieski mundur rozpiąć aby zatamować krwawienie. Nikt nie miał nożyczek. Generał Potiorek ocknął się pierwszy.

„Do Szpitala, prędko!” - krzyczał do swego kierowcy, gdy go otrząsnął z szoku. Auto ruszyło gwałtownie. Na tylnym siedzeniu umierał Franciszek Ferdynand w ramionach dwóch adiutantów, którzy z marnym skutkiem starali się ranę uciskać. Arcyksiążę oddychał jeszcze 15 minut po utracie świadomości. Chwilę potem zmarł w aucie obok swojej żony; jej biała suknia była przesiąknięta krwią obojga małżonków.

 

Miesiąc później krew zalała całą Europę...

 

 Episode 3. Assassination in Sarajevo na Oriental Review.



środa, 03 czerwca 2015
W 100 lecie pogromu Ormian

Jeżeli świat nie reaguje nie zareaguje na zbrodnię ludobójstwa jednej nacji, zbrodnia powtórzy się na innej. Brak reakcji na ludobójstwo Ormian na początku XX w. spowodował kolejne, podczas II wojny światowej – tak podsumował swoje spotkanie w miejscowej bibliotece Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ksiądz katolicki obrządku ormiańskiego, duszpasterz Ormian w Polsce Południowej.

Spotkanie wpisało się w cykl ogólnopolskich imprez poświęconych 100-letniej rocznicy ludobójstwa Ormian, przypadające na 24 kwietnia. Tego dnia 1915 r. Mehmet Talaat Pasza, tworzący wraz z Enwerem Paszą i Dżamalem Paszą triumwirat rządzący Turcją, nakazał aresztowanie ok. 200 przedstawicieli inteligencji ormiańskiej w Konstantynopolu. Wkrótce doszło do eskalacji aresztowań, zbiorowych przesiedleń i mordów Ormian w całej Turcji. W wyniku wielu akcji „Młodoturków”, bo tak określa się grupę, która po obaleniu sułtana przejęła w Turcji władzę, wymordowano ok. 1,5 miliona Ormian oraz 250 tys. chrześcijańskich Asyryjczyków.

Polityka „Młodoturków” zmierzała m. in. do ujednolicenia etnicznego i religijnego ludności państwa. W wyniku ruchów narodowowyzwoleńczych w XIX w. imperium Osmanów zaczęło się rozsypywać. W wyniku przegranej przez Turcję I wojny bałkańskiej, powstały nowe państwa: Grecja, Serbia, Bułgaria, Rumunia. Ormianie stanowili najsilniejszą chrześcijańską mniejszość etniczną i religijną, ale też tamtejszą elitę opanowując tzw. wolne zawody.

Dzisiejsza Armenia to mały, 3 milionowy kraj, położony na południe od Kaukazu, ale w starożytności była znacznie większa, zajmując południowe tereny od Morza Czarnego i Kaspijskiego. To jedno z najstarszych królestw świata, założone, jak głosi legenda, przez potomków Noego, którego arka, po ustąpieniu wód potopu, osiadła na górze Ararat. Znacznie pewniejsze dane wskazują, że Armenia jako pierwsze państwo przyjęło chrześcijaństwo, wprowadzane tam już w czasach apostolskich przez świętych Bartłomieja i Judę Tadeusza. Z czasem Ormianie byli spychani na Płaskowyż Armeński najpierw przez Arabów, a następnie przez Turków.

 

Tyle ks. Isakowicz-Zaleski. My jednak na tym blogu nie możemy zadowalać się tak prostą narracją, wiemy bowiem, że żadne poważne ruchy społeczne i polityczne nie wybuchają spontanicznie, lecz są efektem wielu różnych działań zakulisowych nie mówiąc już o tym, że wymagają pieniędzy.

Poniżej wyjaśnienie Nathanaela Kapnera, Żyda - konwertyty na prawosławie, które cytuję, gdyż wyjaśnia ciąg przyczynowo skutkowy tych wydarzeń na tle historycznym (całość wraz ze spisem źródeł na: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zydzi-uknuli-holokaust-ormian-nathanael-kapner-2015-05). Uważa on, że Ruch Młodych Turków, inaczej - Komitet Jedności i Postępu, powstał pod koniec XIX w. na skutek gry interesów naftowych Rotszyldów na Morzu Czarnym. Chcieli oni opanować tamtejsze pola naftowe, powołując spółkę Baku-Oil. Do tego niezbędna była operacja „Tworzenie stabilności” na zapalnym terenie. Wg Kapnera „niestabilność talentów finansowych i intelektualnych ormiańskich chrześcijan na tym terenie 'nie była dobra dla biznesu'”. Do operacji zaangażowano salonickich Żydów i propagandystów jak rosyjski syjonista Władimir Żabotyński, redaktor dziennika The Young Turk. Propagandowo Młodoturcy głosili hasła nacjonalistyczne, jak utworzenie Wielkiego Turanu od Bosforu po Ałtaj oraz panislamizm.

 Nastąpiła zbieżność interesów. Syjoniści dążyli do utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, do czego potrzebna im była rozbita Turcja, a Dom Rotszyldów dążył do kontroli Turcji i hegemonii na całym Bliskim Wschodzie. Oznaczało to finansowanie żydowskich Młodych Turków i rewolucyjnych wywrotowców.

 

Spójrzmy na kalendarium Kapnera:

1680: Sabbatai Zvi, turecki Żyd, w Salonikach ogłasza się żydowskim Mesjaszem. po zgromadzeniu wyznawców – tysięcy Żydów, poprowadził ich do syjonistycznego eksodusu do Palestyny. Po drodze postanowił zostać muzułmaninem. Wielu z jego zwolenników postrzegało to jako boży plan i także przeszło na islam.

1716: W Salonikach powstaje grupa zwana “Donmeh” spośród zwolenników Sabbatai Zvi pod kierownictwem jego następcy Baruchya Russo. Na początku lat 1900, Donmeh liczyła setki tysięcy członków. Byli znani jako „krypto Żydzi”, bo choć wyglądali jak muzułmanie, nadal byli Żydami praktykującymi żydowski okult – kabałę, której nauczał Sabbatai Zvi. Nadal była w nich żarliwa (jeszcze tajna) syjonistyczna wizja.

1860: Żydowski syjonista węgierski Arminius Vambery zostaje doradcą sułtana Abdüla Mecita, a potajemnie pracuje jako agent Lorda Palmerstona z brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Vambery próbuje zawrzeć pakt o utworzeniu Izraela między syjonistycznym liderem Theodorem Herzlem i sułtanem Abdulem Mecitem, ale ponosi fiasko.

1891: Spośród członków Donmeh tworzy się syjonistyczna grupa polityczna zwana Komitetem Jedności i Postępu, później nazwana Młodzi Turcy. Grupą kieruje żydowski mason Emmanuel Carraso, który z pomocą Rotszyldów organizuje tajny Komitet Jedności i Postępu w Genewie.

1895-1896: Sefardyjscy Żydzi w Salonikach razem z Turkami dokonują rzezi na ormiańskich chrześcijanach w Istambule.

1902 & 1907: W Paryżu odbywają się dwa kongresy Młodych Turków w celu zaplanowania, przygotowania i realizacji penetracji armii sułtana prowadzących do zamachu wojskowego w 1908.

1908: Bunt Młodych Turków i zmuszenie sułtana Abdula Hamida II do uległości.

1909: Żydowscy Młodzi Turcy gwałcą, torturują i mordują ponad 100.000 Ormian w mieście Adana, znanym też pod nazwą Cilicia.

1914: Żydowscy Młodzi Turcy stwarzają chaos, zamęt i popierają płatnego serbskiego zabójcę Gavrilo Principa, co prowadzi do I wojny światowej.

1915: Zorganizowany przez rządzących Żydów z Młodych Turków ormiański holokaust pozostawia 1.5 mln ormiańskich chrześcijan zagłodzonych, torturowanych i wymordowanych.

1918: Przywództwo zdobywa Żyd Mustafa Kemal ‘Ataturk’.

1920: Rosyjscy bolszewicy żydowscy dostarczają Ataturkowi 10 milionów rubli w złocie, 45,000 karabinów i 300 karabinów maszynowych oraz amunicję.

1921: Ataturk zajmuje Port Baku razem z rosyjskimi bolszewikami żydowskimi przekazując go bolszewikom 5 dni później. Rotszyldowie są zachwyceni.

1922: Żydowscy Kemaliści organizują pożar Smyrny, co skutkuje ‚czystką etniczną’, ponad 100.000 ormiańskich i greckich chrześcijan poddano torturom, głodowi, gwałtom i mordom.”

LIST BRYTYJSKIEGO AMBASADORA W IMPERIUM TURECKIM SIR GERALDA LOWTHERA DO SIR CHARLESA HARDINGA – 29 maja 1910:

Wkrótce po rewolucji w lipcu 1908, szybko się okazało, że wielu z czołowych członków Młodych Turków było masonami. Zauważono, że Żydzi wszelkiego koloru, tubylczy i zagraniczni, byli entuzjastycznymi zwolennikami nowego rozdania, aż, jak wyraziło to wielu Turków, do kiedy Hebrajczyk został potencjalnym szpiegiem Młodych Turków, Turcy zaczęli mówić, że ruch ten był raczej żydowski, a nie turecka rewolucja”. -

Emmanuel Carraso: Włoskiego pochodzenia funkcjonariusz B’nai B’rith. Wielki Mistrz Loży Zmartwychwstałej Macedonii w Salonikach, w 1890 w Salonikach ustanowił ‚tajny’ Komitet Jedności i Postępu.

Tallaat Pasha (1874-1921): Uważano go za Turka, a naprawdę był „Żydem z Donmeh”. Minister Spraw Wewnętrznych Turcji podczas I wojny światowej, członek loży masońskiej Carasso i wielki mistrz masonerii szkockiego rytu w Turcji, główny architekt holokaustu Ormian i dyrektor deportacji. Napisał: „Kontynuując deportację Ormian do ich miejsca przeznaczenia w czasie wielkiego mrozu zapewniamy im wieczny odpoczynek”.

Djavid Bey: “Żyd z Donmeh”. Minister finansów Talaata zorganizował finanse rewolucji w Turcji z Rotszyldami. Później zabity przez Ataturka jako rywal.

Messim Russo: Asystent Djavida Beya.

Refik Bey, AKA Refik Saydam Bey: Redaktor dziennika Młodych Turków, Revolutionary Press; premier Turcji w 1939.

Emanuel Qrasow: Żydowski propagandysta Młodych Turków. Szefował delegacji informującej sułtana Abdula Hamida II o tym, że „naród usunął cię z urzędu”.

Wladimir Żabotinsky: Rosyjski syjonista który w 1908 przeprowadził się do Turcji. Wspierany przez londyńską B’nai Brith i holenderskiego milionera żydowskiego Jacoba Kanna; redaktor dziennika Młodych Turków. Później zorganizował terrorystyczną partię polityczną Irgun w Izraelu.

Alexander Helphand, AKA Parvus: Finansista/łącznik Rotszyldów z rewolucji Młodych Turków, redaktor The Turkish Homeland.

Mustafa Kemal ‘Ataturk’ (1881-1938): Żyd pochodzenia sefardyjskiego (hiszpańskiego). Chodził do żydowskiej szkoły podstawowej znanej jako Semsi Effendi School kierowanej przez Żyda Simona Zvi. Kiedy w 1933 do władzy doszedł Hitler, Ataturk przyjął w Turcji ponad 12.000 Żydów

 

Abe Foxman z Anti Defamation League (ADL) neguje holokaust Ormian, a ściślej, nie chce uznać tej rzezi jako ludobójstwo. Gdyby tak się stało, Żydzi straciliby monopol na ludobójstwo (hebr. Shoah – zagłada), a więc i na męczeństwo oraz to wszystko co się z nim wiąże. Poza tym obawia się, aby nie powiązano Żydów ze zbrodniami na innych narodach, co stanowiłoby rysę na „Religii Holocaustu”.

 

Foxman wielokrotnie wznawiał sprzeciw ADL wobec formalnego uznania przez Amerykę holokaustu Ormian, nazywając proponowaną rezolucję Kongresu „odwracaniem uwagi”. To stanowisko jest niespójne z misją ADL – „gwarancji sprawiedliwości i sprawiedliwym traktowaniem wszystkich obywateli”.

Ale Żyda Abe Foxmana i rasistowskiej organizacji ADL nie obchodzi żadna inna grupa etniczna, tylko ich własna. I będą kłamać i tłumić fakty historyczne (i wszystkie fakty historyczne dyskryminujące Żydów) o holokauście Ormian i odegranej w nim roli Żydów. Foxman i wszyscy Żydzi robią to żeby podtrzymać swój wizerunek „niewinnych ofiar”.

NIE MOŻEMY POZWOLIĆ ŻYDOM by dalej udawało się im tłumienie faktów historycznych inkryminujących Żydów. Abe Foxman i jego rasistowscy żydowscy przyjaciele chcieliby wsadzać do więzienia rewizjonistycznych historyków za kwestionowanie szczegółów o żydowskim holokauście w Niemczech.

Ale to Foxman i reszta żydowskich cenzorów powinni zostać wrzuceni do więzienia za negowanie holokaustu Ormian. Dlaczego Żydzi stale stosują jedynie podwójne standardy? Czy nie mamy wszyscy dosyć tego i wszystkich tych Żydów?

Na przykład ja, brat Nathanael Kapner, były Żyd, a teraz prawosławny chrześcijanin, będę robił wszystko co mogę by demaskować Żydów. Bo Żydzi nie są niewinnymi ofiarami prześladowań przeciwko nim, ale sprowadzili na siebie odwet w czasie ich historii „wędrówek pośród narodów”.

Żydzi faktycznie są najbardziej zażartymi sprawcami rasistowskich zbrodni jakie widział świat. I holokaust Ormian za który odpowiadają Żydzi jest wyraźnym przykładem ich żydowskich rasistowskich zbrodni.

 

Jack Manuelian w publikacji: „The Pounding Fathers of Modern Turkey” – „Ojcowie założyciele współczesnej Turcji”(http://www.atajew.com/2000/02/founding-fathers.html) napisał: Holocaust Ormiański był poligonem doświadczalnym późniejszego Holocaustu żydowskiego.

 

Historia lubi się powtarzać i właśnie z tym mamy do czynienia obecnie. Chrześcijanie prześladowani są na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce zwłaszcza przez Państwo Islamskie i tymi, którzy za nim stoją.



piątek, 15 maja 2015
Zdradzona Polska

ORIENTAL REVIEW opublikował tłumaczenie trzech rozdziałów pracy Mikołaja Starikowa, rosyjskiego historyka, publicysty i działacza politycznego “Who Made Hitler Attack Stalin” (St .Petersburg, 2008), pozytywnie oceniającego wkład Stalina w Historię. Tekst ukazywał się w kilku odcinkach, tu, dla wygody czytelnika, połączonych w jeden tekst, z pewnymi skrótami. Może on szokować, gdyż tezy w nim zawarte sprzeczne są niekiedy z tym, co głosi się u nas. Mimo to warto wiedzieć, że nasza interpretacja historii nie jest jedyna, są inne narracje, a także zastanowić się nad niektórymi kwestiami, które dziś nabrały aktualności. Bo podobnie jak wtedy, tak i dziś Polska jest traktowana jako pionek w rozgrywce z Rosją. I to niezależnie od takich czy innych historycznych narracji.

 

 

Mikołaj Starikow



Prawda o korzeniach niemiecko-polskiego konfliktu, który doprowadził do wybuchu drugiej wojny światowej zawsze była pieczołowicie skrywana. Aby ukryć ohydną polityczną postawę zachodnich potęg, należało w pierwszym rzędzie wytworzyć mit, że Hitler był szaleńcem z manią panowania nad światem, że dlatego jego agresywna natura zmusiła go do ataku na wszystkich swoich sąsiadów, jednego po drugim, aż dopiero siły postępowej ludzkości położyły temu kres. Także w ostatnich latach wymyślono kolejny mit, że druga wojna światowa była tylko pojedynkiem między dwoma dyktatorami, podczas którego „niewinne ofiary”, jak Polska i kraje nadbałtyckie, zostały zmielone przez młyńskie kamienie historii.

 W 1939 r. Hitler nie myślał o wielkiej wojnie i wcale nie śnił o władzy nad światem. Chciał być równym partnerem dla USA i Wielkiej Brytanii i nie przygotowywał się do wojny z nimi. Ale nie łatwo jest zostać dopuszczonym do klubu wybrańców Mocy. Dla Hitlerowskich Niemiec „wejściówką” miał być zniszczenie Związku Sowieckiego. Gdy Hitler odrzucił rolę w napisanym dla niego w Londynie scenariuszu (aneksja Rusi Zakarpackiej w marcu 1939, mająca służyć za casus beli do wojny z ZSRR), Zachód nagle zmienił politykę na antyhitlerowską. Przywódcy Anglii i Francji wygłaszali przemowy potępiające agresywną postawę Hitlera. Szczególnie twardymi sojusznikami Londynu i Paryża zostali Polacy.

 W tym czasie było to dość dziwne, bo stosunki Warszawy z nazistowskimi Niemcami, były subtelne ale przyjacielskie, co nie powinno dziwić, bo obydwa zawdzięczały swoje powstanie Francji, Brytanii i Stanom Zjednoczonym. Jakiekolwiek wątpliwości rozwiewają się po przyjrzeniu się datom, gdy polskie państwo powstawało: 11 listopada 1918. Właśnie tego dnia delegacja niemiecka podpisała porozumienie z przedstawicielami Ententy w lasku Compiegne (ściślej: w wagonie kolejowym w środku lasku – przyp. MM), o bezwarunkowej kapitulacji, a zaraz potem państwa zachodnie uznały powstanie Polski.

 W niecałe pół roku później, w marcu 1919, Polacy zaczęli dążyć do odbudowy państwa w granicach z XVI stulecia. A ponieważ oznaczało to przejęcie części ziem leżących w Rosji, otrzymali pomoc. Amerykanie dostarczyli mundurów i żywności. Mimo to Polski „od morza do morza” nie udało się wskrzesić.

 Woli walki jednak nie stracili. Odparci na wschodzie zaczęli walki na zachodzie. W październiku 1920, przez niewymuszone naruszenie Umowy Suwalskiej (umowa podpisana 7.10.1020 r. pomiędzy Polską a Litwą ustanawiająca zawieszenie broni i linię demarkacyjną na Suwalszczyźnie, zerwana wskutek „buntu” gen Żeligowskiego – przyp. MM), polskie jednostki opanowały Wilno i region wileński niezawisłej Litwy. 7 miesięcy później Polska rozpoczęła inwazję na Niemcy, które pogrążone były w anarchii i chaosie, w celu zajęcia Górnego Śląska, bogatego regionu przemysłowego i węglowego. Historyczne tło tych wydarzeń jest wielce interesujące. Na pokojowej konferencji w Wersalu postanowiono rozstrzygnąć polsko-niemiecki spór w drodze referendum. Polska ostro agitowała polską część populacji a nawet wywołano przy nadążającej się sposobności powstanie aby postawić Niemcy i społeczność międzynarodową wobec faktów dokonanych. Jednak niemieccy ochotnicy i policja powstanie zdusili; referendum odbyło się 20 marca 1020 r., w którym za przyłączeniem Śląska do Niemiec oddano podwójną większość głosów.

 3 maja 1921 r. wybuchło powstanie, poparte przez polskie wojsko. Francja, Brytania i USA poparły Polskę ostrzegając rząd weimarski przed interwencją. Przeciwko powstańcom walczyli jedynie niemieccy ochotnicy („Freikorps“). W efekcie, podczas konferencji ambasadorów głównych mocarstw i państw stowarzyszonych, aneksję Śląska uznano przyznając Polsce 30% regionu, na którym znajdowało się 95% zasobów węgla.

 Nowa Polska powstała w atmosferze agresji i naruszania umów. Właśnie takie opinie, jak i istnienie obozów koncentracyjnych stały w sprzeczności z ideą demokratycznego państwa. Polska, w przyszłości „ofiara” nazistowskiej agresji, nigdy nią nie była.

 Gdy rządy w Polsce w 1926 r. przejął Józef Piłsudski, rząd stał się wojskową dyktaturą nieróżniącą się od nazistowskiej. Nic dziwnego, że pomimo konfliktów z powodu Śląska, gdy do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler, stosunki polsko-niemieckie bardzo się ociepliły. Polska była pierwszym krajem, z którą nowy niemiecki kanclerz podpisał 26 stycznia 1934 r., mający obowiązywać 10 lat, pakt o nieagresji. Po nim nastąpiło kilka dalszych dwustronnych porozumień, mających jedną cechę wspólną: dyskusję o wspólnej akcji przeciwko Związkowi Sowieckiemu.

 Rozmowy między nazistowskimi Niemcami a II Rzeczpospolitą o wspólnym marszu na ZSRR trwały dość długo ale dopóki Hitler nie zbliżył się do sowieckich granic były raczej teoretyczne niż praktyczne. Bezprzykładny podział Czechosłowacji w październiku 1938 r. z błogosławieństwem mocarstw zachodnich (Polska wtedy zajęła Zaolzie), oznaczało pry6tzblienie się wojsk niemieckich do ZSRR. Były nawet plany rozwiązania sporów terytorialnych między Niemcami a Polską w przyjacielski sposób. „W 1938 r. sojusznicy zgodzili się, że Polska zostanie satelitą Niemiec” - pisze brytyjski historyk A. J. P. Taylor. „Szczyt” niemiecko-polskich relacji - „miesiąc miodowy” - przypadł na czas zaraz po Monachium: koniec 1938 i początek 1939 roku.

 Wraz z przejęciem władzy przez Hitlera Polska zaczęła mieć osobliwe podejście do Niemców. Pro-nazistowskie organizacje etnicznych Niemców jako Związek Niemców w Polsce i partia Młodych Niemców w Polsce, szybko rosły w siłę. Obie organizacje finansowane i zarządzane były z Niemiec i nawet wysyłały przedstawicieli do polskiego sejmu. Nazistowskie idee były publicznie propagowane wśród miejscowych Niemców. W 1937 r. wydawano w Polsce 150 niemieckich czasopism, w tym 20 dzienników. Większością z nich kierowało ministerstwo propagandy Rzeszy kierowane przez Josepha Goebbelsa.

 Stosunki między rządami obydwu państw odbywały się na różnych poziomach. Prominentni Polacy gościli w III Rzeszy, a nazistowscy przywódcy – w „bratniej” Polsce. W styczniu 1938 r. Oberst-Gruppenführer SS - Kurt Daluege - przyjechał do Warszawy a dwa miesiące potem był już we Wiedniu organizując „referendum”. Daluege, dowódca niemieckiej policji (Sipo), swobodnie rozmawiał o tajnikach swej profesji z generałem Kordianem Zamorskim – szefem polskiej policji państwowej, która używała okrutniejszych metod niż niemiecka: bicie, tortury, bezprawne aresztowania, strzelanie do zatrzymanych przy najmniejszych oznakach oporu lub próby ucieczki. Działania te nie były stosowane wobec pospolitych przestępców lecz przeciwko przeciwnikom politycznym, komunistom i ukraińskim nacjonalistom.

 Niemiecko-polska współpraca była tak ścisła, że Kordian Zamorski został zaproszony na doroczny zjazd partii narodowo-socjalistycznej do Norymbergi, gdzie spotkał się z Hitlerem. Należy podkreślić, że cudzoziemcy na zjazd NSDAP zapraszani bywali sporadycznie, a jeszcze mniej z nich miało okazję spotykać się z Führerem. Ale nie tylko z Niemcami dowódca polskiej policji miał dobre kontakty. 7 października 1938 r. gen. Kordian Zamorski odwiedził Kurta Daluege w Berlinie, podczas swojej podróży do Rzymu na zjazd włoskiej partii faszystowskiej.

 Ale przyjazne stosunki polsko-niemieckie nie ograniczały się tylko do kontaktów szefów bezpieczeństwa obu państw. W grudniu 19938 r. przybył do Warszawy niemiecki minister sprawiedliwości Hermann Frank, a 18 lutego 1939 r. przybył nawet Reichsführer-SS - Heinrich Himmler/.../

 Hitler, który w tym czasie był jeszcze gotów dotrzymać zobowiązań wobec Zachodu, początkowo

koncentrował się na dwóch kwestiach w stosunkach z Warszawą: zwrotu Rzeszy ziem utraconych na rzecz Polski po I wojnie światowej oraz wsparcia ze strony wojska polskiego podczas planowanej wojny ze Związkiem Sowieckim. Ponieważ ta druga kwestia była ważniejsza, na temat pierwszej wypowiadał się nad wyraz dyplomatycznie. Wobec Polski zachowywał się jak gentleman, przynajmniej do czasu gdy sami Polacy nie naruszyli układów z Niemcami wykonując zalecenia Londynu.

 Niemcy zaproponowali pokojowe i cywilizowane rozwiązanie terytorialnego problemu; na spornych terenach zadecydować miało referendum, jak w przypadku korytarza gdańskiego. Gdyby obywatele „korytarza” zdecydowali o przyłączeniu do Niemiec, Polska dostałaby linię kolejową o statusie eksterytorialnym oraz autostradę Reichsautobahn, dającą dostęp do Bałtyku. Gdyby „korytarz” został pod kontrolą polską, mieliby mieć możliwości transportowe. Poza tym Hitler nie chciał zwrotu Gdańska a darmo. Rekompensatą miałaby być część sowieckiej Ukrainy w ramach ustalenia i gwarancji nowych granic Polski przez nowy polsko-niemiecki pakt o nieagresji oraz gwarancje praw Polaków w Gdańsku. Te propozycje Polska odrzuciła. Decyzje o stosunkach polsko-niemieckich podejmowane były daleko od polskich granic.

 21 marca 19939 r. Polacy drastycznie zmienili swoje stanowisko wobec propozycji niemieckich. Tego dnia Niemcy mieli postawić ultimatum: Polska ma przekazać Gdańsk i „korytarz” Niemcom. Nie była to prawda. Niemcy nie proponowali niczego nowego, czekając na odpowiedź na stare propozycje. Odpowiedź miał przekazać minister spraw zagranicznych - Józef Beck, który tego dnia oczekiwany był w Berlinie. Ale nie pokazał się tam. Zamiast niego odpowiedź przekazał polski ambasador - Józef Lipski. Szef niemieckiego MSZ - Joachim von Ribbentrop, oczekiwał od polskiego ambasadora, że Warszawa niemieckie propozycje przyjmie, a także, chciał wiedzieć, dlaczego Józef Beck zamiast do Berlina poleciał do Londynu.

 To akurat łatwo wyjaśnić: jak tylko Hitler okazał czelność dogadywać się ze Słowakami i Ukraińcami, kierunek polityki brytyjskiej zmienił się, a zaraz potem także zmieniła swój ton „niezależna” polska szlachta. 21 marca 1939 r. Brytania „nagle” zaproponowała Francji i ZSRR podjęcie rozmów w celu powstrzymania „dalszej agresji w Europie”. Tegoż dnia przywódcy państw zachodnich rozważali w Londynie co zrobić z Hitlerem, który wymknął się spod kontroli. Minister SZ „niezawisłej” Polski przyleciał także i miał po temu dobry powód – nowa „jednolita polityka”. Przedtem robili co mogli aby dogadzać Niemcom, ale teraz musieli stawiać się im jak najtwardziej. I aby Polska nie zmieniła tonu wobec Niemiec, Anglia, bez jakiejkolwiek prośby ze z polskiej strony, wydała porękę wojennej ochrony.

 Po pięciu dniach – 26 marca 1939 r. ambasador RP w Berlinie - Lipski przekazał Ribbentropowi memorandum rządu polskiego odrzucające propozycje niemieckie dotyczące Gdańska. Lipski na koniec powiedział, że „jakiekolwiek dalsze próby niemieckich planów, zwłaszcza dotyczących powrotu Gdańska do Rzeszy, oznaczać będzie wojnę z Polską”.

 Był to zwrot polskiej polityki o 180 stopni. Hitler zrozumiał, że dalszych rokowań z Polską nie będzie i że Polska gotowa jest bronić swojego stanowiska siłą. I żeby Berlin pozbył się jakichkolwiek złudzeń, Polacy podjęli szereg wrogich akcji: większość personelu ambasady RP w Berlinie jak i członkowie społeczności emigracyjnej, wysłali swoje rodziny do Polski; polscy studenci w Berlinie wrócili do domów, a polskim konsulom nakazano spalić wszystkie tajne dokumenty i archiwa. 23 marca zarządzono częściową mobilizację polskiej armii, a na drugi dzień przekazano Niemcom „szorstkie” memorandum. 27 marca prezydent RP wydał dekret uchwalający dodatkowe 1,2 mld zł na obronę.

 Tak zrobił kraj mający z Niemcami pakt o nieagresji! Była to ta sama Polska, która jeszcze tydzień wcześniej uważana była za głównego partnera Führera w planowanej kampanii wschodniej. Tym samym Hitler musiał kampanię odłożyć. Ten gest także prowadził wprost do wojny. Warto zauważyć, że nic w postawie Niemiec nie skazywało na zagrożenie dla Polski. Nie było żadnej mobilizacji w Rzeszy, ani gróźb wobec Warszawy, ani też planów ataku na Polskę! Nawet najzacieklejszy krytyk agresji Hitlera musi przyznać, że dopiero 1 kwietnia 1939 r. Hitler wydał rozkaz przygotowania planu ataku na Polskę. I dopiero w połowie kwietnia zaledwie zarys takiego planu był gotowy.

 Dla Hitlera stało się jasne, że Niemcy nie mogą opuścić ziem należących teraz do Polski, państwa rządzonego z Londynu, wypełniającego wszystkie polecenia Brytyjczyków. Tak samo jak część wschodnią Niemiec odciętą od reszty przez polską „barykadę” i jakby z nożem na szyi. Hitler musiał walczyć nie dlatego, że był maniakalnym agresorem, lecz dlatego, że jego gospodarka była zmilitaryzowana. Musiał więc podjąć decyzję co do kierunku dalszego postępowania. I czy to będzie wschód, czy zachód, Polska może zaatakować Niemcy kiedykolwiek to będzie dogodne dla Londynu. Hitler musiał podjąć decyzję i to szybko.

 Jakie sprawy zaprzątały przywódców wielkich mocarstw wiosną i latem 1939 r.?

 - Głównym celem Hitlera było nie dopuścić do sytuacji, gdy ZSRR przystąpi do wojny. W nadziei, że Anglia i Francja ponownie zdradzą swojego sojusznika – Polskę - Führer zamierzał wyeliminować zagrożenie z tej strony bez ryzyka starcia z Rosją. Później będzie można ponownie usiąść do stołu rokować z Brytyjczykami, ale wówczas mógłby wymagać, aby traktowano go jak równego.

 - Stalin miał taki sam cel – zneutralizować niebezpieczeństwo niemieckiego ataku. Mógł, rzecz jasna, zawrzeć alians z Francją, Anglią i Polską, ale przywódcy państw zachodnich takiej umowy by nie podpisali. I tak się stało. Nawet gdy niemiecki atak był już nieunikniony, Polska posłusznie wykonywała rozkazy Londynu odmawiając podpisanie sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Z tego powodu Stalin nie miał innej możliwości niż podpisanie ugody z Hitlerem.

 - Głównym celem dyplomacji francuskiej i brytyjskiej było podburzenie Niemiec przeciw Rosji. Dlatego zdecydowano zachęcać Hitlera do ataku na Polskę, co miało być początkiem niemiecko-sowieckiego konfliktu, ale Hitler nie był idiotą. Pamiętał dobrze pierwszą wojnę światową i nigdy by się nie zdecydował na wojnę z Polską ryzykując wojnę na dwóch frontach: z Anglią i Francją – na jednym, a ze Związkiem Sowieckim – na drugim. Jeżeli tak postąpił to tylko dlatego, że był pewny, iż ani Londyn ani Paryż nie przyjdzie z pomocą Polakom. W tym scenariuszu Brytyjczycy i Francuzi staliby z boku, a włączyliby się dopiero wtedy, gdyby ci się wykrwawili.

 Dopiero teraz możemy zrozumieć czyny w/w graczy. 16 kwietnia 1939 r. Stalin zaproponował Europejczykom podjęcie wspólnej akcji przeciwko Hitlerowi. Szef sowieckiego MZS - Maksym Litwinow, powiedział brytyjskiemu ambasadorowi o gotowości podpisania trójstronnego paktu o wzajemnej pomocy między Anglią, Francją, a Rosją. Ta specyficzna propozycja pozostała bez odpowiedzi.

 30 kwietnia 1939 r. Hitler nieoficjalnymi kanałami zrobił ostatni krok by porozumieć się z brytyjskimi „przyjaciółmi” ostrzegając, że w przeciwnym razie zmuszony będzie do rokowań z Kremlem. Brytyjczycy wyśmiali już samą myśl o porozumieniu między nazistami a bolszewikami. Byli przekonani, że doprowadzili do władzy w Niemczech nieprzejednanego wroga komunizmu.

 W ciągu 75 dni „wymiany poglądów” między dyplomacją wschodnią a zachodnią, przez 16 dni mocarstwa zachodnie badały reakcje sowietów, a przez dalsze 59 dni celowo zwlekano grając na czas. Stalin nie mylił się nie wierząc w szansę aby Brytyjczycy i Francuzi grali fair. Doszedł do wniosku, że jedynym wyjściem jest ugoda z Hitlerem. 3 maja 1939 r. dał Hitlerowi pierwszy sygnał zastępując na stanowisku ministra SZ anglofila Maksyma Litwinowa, Wiaczesławem Mołotowem.

 Hitler docenił „zmianę”. Żądania Niemiec były jasne i sprowadzały się do likwidacji jakiegokolwiek zagrożenia ze wschodu. Poza tym spieszył się: dzień 26 sierpnia 1939 r. była datą ataku na Polskę, dlatego potrzebował wcześniejszej umowy z sowietami i czym wcześniej, tym lepiej. Istotę niemieckiej propozycji i podejścia do sytuacji najlepiej zilustruje tekst telegramu wysłanego przesz niemieckiego MSZ Joachima von Ribbentropa do niemieckiego ambasadora w Moskwie, Friedricha-Wernera hrabiego von der Schulenburg, z 14 sierpnia 1939:

„Żądam aby zwrócił się pan do pana Mołotowa osobiście i przekazał mu co następuje:ideologiczne spory pomiędzy narodowo-socjalistycznymi Niemcami a Związkiem Sowieckim były w latach minionych jedynym powodem, dla którego Niemcy i ZSRR znalazły się w dwóch wrogich obozach... Należy zakończyć raz na zawsze czas nieprzyjaźni w polityce zagranicznej i wyznaczyć drogi dla przyszłości obydwu krajów... Żywotne obszary Niemiec i ZSRR stykają się wzajemnie i w swoich kluczowych interesach nie różnią się... Niemcy nie mają żadnych agresywnych zamiarów wobec ZSRR. Rząd Rzeszy jest zdania, że między Bałtykiem a Morzem Czarnym nie ma problemu, którego by nie można było rozwiązać ku pełnej satysfakcji obu państw... W żywotnym interesie obu krajów jest uniknięcie w przyszłości ich zniszczenia, co odbyłoby się z korzyścią tylko dla zachodnich demokracji. Kryzys powstały w relacjach niemiecko-polskich w wyniku polityki angielskiej jak i angielskim nawoływaniom do wojny i i sojuszy związanych z tą polityką, czyni pilnym wyjaśnienie niemiecko-rosyjskich stosunków...”

 A co w tym czasie działo się w Paryżu i Londynie? Tam także zdecydowano się zawrzeć umowę ze Związkiem Radzieckim, a konkretniej – ponownie użyć podstępu i grać na czas – w celu nie dopuszczenia do podpisania przez Niemcy i ZSRR paktu o nieagresji. Przecież brytyjskie tajne służby wiedziały , że 26 sierpnia miał nastąpić niemiecki atak na Polskę. Gdyby więc do tego czasu Stalin z Hitlerem nie dogadali się, było wielce prawdopodobne, że wojna wybuchłaby między nimi. Dlatego zachodni dyplomaci skupili się na „grze o czas”.

 23 lipca 1939 r. lord Halifax informował sowieckiego ambasadora w Wielkiej Brytanii – Iwana Majskiego, że jego rząd JKM zgodził się na rozpoczęcie negocjacji. Użyli wszystkich środków do przeciągania sprawy w czasie. Np. jej delegacja do Moskwy zamiast lecieć samolotem płynęła pomału statkiem o nazwie City of Exeter, co dało im 5-6 dni... W efekcie rokowania rozpoczęto 11 sierpnia. Skład zachodniej delegacji jest także wymowny. Sowieci wysłali przedstawicieli najwyższych kręgów wojskowych: komisarza obrony Klemensa Woroszyłowa, naczelnika sztabu - Borysa Szaposznikowa, dowódców marynarki i lotnictwa – Mikołaja Kuzniecowa i Aleksandra Loktjonowa. Brytyjczycy i Francuzi przesłali generałów „drugiego garnituru”, w dodatku bez pełnomocnictw do podpisywania dokumentów... Po co więc przyjechali? Odpowiedź daje pkt 8 instrukcji: „Przeciągnąć rokowania jak można najdłużej”. Kolejne punkty są także dziwne: „podtrzymywać rokowania w nadziei, że one same będą dostatecznie odstraszające” i „maksymalnie starać się ograniczyć ogólne sformułowania”.

 Kiedy zachodni historycy i politolodzy zaczynają dyskusje nt. odpowiedzialności Stalina za wybuch II wojny światowej, zwykle niechętnie mówią o faktach. Grają na emocjach swych czytelników i słuchaczy. Dziś wszyscy dobrze znają okrucieństwa i zbrodnie nazizmu. Podobnie postrzega się Związek Sowiecki z powodu zawarcia paktu o nieagresji z diabłem. A ponieważ Hitler napadł na Polskę tydzień po podpisaniu tego dokumentu, Niemcy nie są jedynym krajem, mogącym być oskarżonym o agresję. To nawet logiczne, o ile pominie się kilka „nieistotnych” przypadków:

1. Nie tylko Związek Sowiecki ale także Anglia, Francja, a nawet sama Polska, miały z nazistowskim Niemcami własne „pakty o nieagresji”. To normalna praktyka w stosunkach międzynarodowych.

2. Wojna niemiecko-polska zaczęłaby się też, nawet gdyby Związek Sowiecki paktu z Niemcami by nie podpisał. A kilka tygodni później, jesienią 1939 r., włączyłaby i ZSRR – walki z Japonią zaczęły się wiosną tego roku po tym, jak Japonia zaatakowała Mongolię.

 Jeśli pominiemy jałowe słowa moralistów, nie przejmujących się faktami, dojdziemy do gołej prawdy. Stalin nie miał innego wyboru niż dogadać się z Hitlerem aby odwrócić agresję od własnego kraju.

 Hitler nie rozpoczął wojny z powodu jakiegoś dokumentu, który był mu całkiem obojętny, ale z powodu dziesięcioletniej skrupulatnie planowanej i organizowanej finansowej i dyplomatycznej pomocy, mającej na celu nie tylko odnowę niemieckiego państwa, ale bezprecedensowy wzrost jego siły. I pomocy tej nie udzielał Stalin, lecz zachodnie moce i bankowe elity.

 Stalin nie miał wyboru ale Anglicy i Francuzi już tak. Ich delegacje przybyły na rozmowy do Moskwy na długo przed Joachimem von Ribbentropem. Mogli więc dogadać się ze Stalinem gdyby tylko chcieli. Stalin przyjął propozycje Berlina gdy zorientował się, że żadnej umowy z Francją i Brytanią nie będzie. Niemiecki poseł von der Schulenburg zaproponował pakt Mołotowowi 19 sierpnia, a 21 sierpnie Mołotow przekazał odpowiedź Stalina. Kończyła się frazą streszczającą anglo-amerykańską politykę względem Hitlera w ostatnich latach: „Rząd Sowiecki upełnomocnił mnie, że zgadza się na przyjazd Herr von Ribbentropa do Moskwy, 23 sierpnia tego roku.“

 Polska została załatwiona, Francja i Anglia skazały ją na śmierć. Minął więcej niż rok, a Francja stała się kolejnym kozłem ofiarnym polityki brytyjskiej, ze wszystkimi jej zdradami i oszustwami. Ale zanim Hitler wkroczył do Paryża, pierwsza była Warszawa... Polska doznała porażki z prędkością światła. Kolumny niemieckich czołgów łatwo radziły sobie z polską obroną. 8 września 1939 r. jednostki pancerne zbliżyły się do Warszawy, która bohatersko się broniła ale 27 września skapitulowała. Elita rządowa, która doprowadziła kraj do masakry nie

miała ochoty wykazywać bohaterstwa i już 5 września znalazła się w Lublinie a dwa dni później przekroczyła rumuńską granicę. Za nią uciekł sztab wojska. Zamiast strzelać i strącać niemieckie samoloty i ginąć na polu bitwy, ok. 500 polskich samolotów odleciało do Rumunii, na Litwę i Łotwę.

 W Polsce nie ogłoszono żadnej mobilizacji. Dwa dni przed wybuchem wojny, tj. 29 sierpnia 1939 r. rozważano taką możliwość, ale w końcu zrezygnowano. Plakaty, które zaczęto rozwieszać na murach polskich miast i wsi wzywające do wojskowej mobilizacji, zostały zerwane. Dlaczego polscy przywódcy postąpili w taki sposób? Ponieważ ambasadorzy brytyjski i francuski oficjalnie zażądali od Polski rezygnacji z jakiejkolwiek działań mobilizacyjnych do 31 sierpnia. Oczywiście, rządy zachodniej demokracji dobrze wiedziały, że do inwazji niemieckiej dojdzie 1 września rano. Żądanie to miało jeden cel: umożliwić niemieckiej armii zadania pierwszego ciosu.

 Polacy bardzo szybko pojęli gorzką prawdę. 1 września szef MSZ – Józef Beck, ten sam, który w kluczowym momencie rozmów niemiecko-polskich poleciał do Londynu zamiast do Berlina, natychmiast zadzwonił do ambasadora brytyjskiego w Warszawie - Howarda Kennarda informując go o wybuchu wojny. Warszawa oczekiwała na natychmiastową pomoc sojuszników i ta nadeszła: Francuzi i Brytyjczycy przekazali rządowi Niemiec notę informującą, że oba kraje dotrzymają zobowiązań sojuszniczych wobec Polski jeżeli Niemcy inwazji nie zaprzestaną. To upewniło Berlin, że noty te są tylko ostrzeżeniem, a nie żadnym ultimatum. Brytyjski i francuski szef MSZ nie podtrzymali iluzji Hitlera, że ich kraje przyjdą Polsce z pomocą. Ich głównym celem nie było wstrzymanie niemieckiej inwazji i doprowadzenie do rokowań lecz aby walki rozgorzała na tyle, by tym prędzej niemieckie wojska zaatakowały Rosję. Mimo, że 1 września król brytyjski wydał rozkaz mobilizacji wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki, a francuski premier wydał podobny dekret, Hitler był pewny, że sojusznicy walczyć nie będą. Była i taka możliwość, że nie dojdzie nawet do wypowiedzenia wojny, gdyby Polacy zostali jak najszybciej dobici a wtedy powód do wojny by zniknął. Ale nawet w przypadku wypowiedzenia wojny można by było rozpocząć co rychlej rokowania z Zachodem, pod tym jednak warunkiem, że Polska zostałaby unicestwiona.

 Tak postrzegali sytuację przywódcy niemieccy. Ale i polscy przywódcy pomału zaczęli pojmować podstępną grę zachodnich dyplomacji oraz że obietnice Anglii i Francji były pustymi słowami. Gdzie były obiecane samoloty? Dlaczego sojusznicze lotnictwo nie bombardowało niemieckich celów? Dlaczego Francja nie udzieliła Polsce pomocy zgodnie z umową? Kiedy Francja wypowiedziała Niemcom wojnę? Pytania te zadał polski ambasador francuskiemu ministrowi SZ - George'owi Bonnetowi w Paryżu. Odpowiedź Bonneta dała jasno do zrozumienia, że Paryż chciał dać Hitlerowi kilka dni „forów”, aby niemiecka armia zniszczyła polskie siły oporu. Poinformował mianowicie, że rząd Francji może wysłać ultimatum tylko za „zgodą parlamentu, który miał się zebrać po południu”. I dopiero po 48 godzinach od wysłania ultimatum można było wypowiedzieć wojnę.

Odpowiedź ta przeraziła polskiego ambasadora. Rozpacz Polaków była aż nadto zrozumiała: zrobiliśmy wszystko, co nam kazaliście; teraz to do nas walą z całej siły a żadnej pomocy nie dostajemy. Polacy stracili cierpliwość i już nie prosili lecz żądali tego, co im obiecywano. Wieczorem, 2 września, po posiedzeniu parlamentu francuskiego, ambasador polski ponownie zwrócił się do ministra Bonneta, który oznajmił, że kwestia niemieckiego ultimatum musi być jeszcze omówiona na radzie ministrów. „Więc ambasador polski zirytował się i powiedział Bonnetowi co o nim myśli i zażądał aby natychmiast przedłożono Niemcom ultimatum.” taka sama scena odegrała się w stolicy Anglii. W nocy, 3 września, polski ambasador w Londynie dostał wskazówki aby natychmiast udać się do lorda Halifaxa i przypomnieć mu o zobowiązaniach brytyjskiego rządu.

Zachód rozpoczął haniebną, brudną grę znaną w historii jako „dziwna wojna“. 3 września Francja i Wielka Brytania faktycznie wypowiedziały Trzeciej rzeszy wojnę. Polska misja wojskowa opuściła Warszawę odlatując do Londynu. Możemy założyć, że polscy generałowie przyjęliby wszelkie propozycje wspólnych akcji zmierzających do pokonania agresora, tak jak łatwo możemy wyobrazić sobie emocje jakich doświadczyli. W dodatku polska misja musiała czekać cały tydzień, aż została przyjęta przez szefa brytyjskiego sztabu generalnego - Edmunda Ironsida!

Gdy wreszcie zgodził się spotkać, od razu powiedział, że brytyjski sztab nie ma żadnego planu pomocy Polsce i poradził aby kupili broń … od państw neutralnych. W reakcji na wściekłość Polaków gen. Ironside trochę złagodniał i obiecał sprzedać im 10,000 przestarzałych karabinów Hotchkiss i 15-20 milionów nabojów do nich. Niemieckie czołgi były coraz bliżej Warszawy, a naloty likwidowały polskie dywizje wokół miasta. Aby przetrwać Polska potrzebowała dział przeciwczołgowych i przeciwlotniczych, ale Brytyjczycy proponowali, aby przeciwko czołgom i samolotom postawili przestarzałe karabiny!Ale to nie koniec zdrady! Bezużyteczne karabiny miały zostać przekazane za 5-6 miesięcy, podczas gdy wojna Niemiec z Polską skończyła się w niecały miesiąc. „Pomoc” Londynu polegała na tym, że obiecywanej pomocy w ogólne nie było. Polska została haniebnie oszukana przez swoich sojuszników. Zdrada ta nie da wyjaśnić głupotą, lub po prostu ślepotą, gdyż łatwo zrozumieć rzeczywiste cele Paryża i Londynu. I na odwrót, ich perfidia była logiczną konsekwencją wszystkich przedwojennych dyplomatycznych zamętów w zachodnich rządach i była podstawowym wynikiem brytyjskiej i francuskiej polityki.

Nie ma żadnych wątpliwości, że przywódcy Polski dokładnie zrozumieli haniebność czynów swoich sojuszników. Wymowny fakt: polski rząd na uchodźstwie (najpierw w Paryżu a potem w Londynie), utworzony został z innych ludzi niż przedwojenny. Powód był oczywisty: ci, którzy mieli do czynienie z Brytyjczykami, nie chcieli już dla nich pracować. I odwrotnie, dla samych Brytyjczyków łatwiej było rokować z ludźmi, których nie oszukali.

 

 Całość: Poland Betrayed na orientalreview.org



O autorze
Tagi