piątek, 18 listopada 2016
Moralność Wacława Havla i jego rodziny; udokumentowane fakty o ich życiu są mało chwalebne
Tomáš Guttmann obala kolejny mit autorytetu moralnego
piątek, 23 stycznia 2015
Kolejny atak na Zemana


Miłosz Zeman stał się celem ataku tym razem iDěs, który twierdzi, jakoby Słowacy byli wstrząśnięci  prezydenckim skłonnościom do alkoholu, wulgarnościom oraz mizerią intelektualną w wypowiadanych opiniach. Na dowód powołuje się na słowacki Dennik N i artykuł niejakiego Marka Chorvatoviča. Rzecz w tym, że ówże Dennik N a i sam Chorvatovič nie jest znany ani w Czechach ani na Słowacji, co każe domniemywać, że mamy tu do czynienia z kolejną manipulacją.
Nie wiadomo również na czym opierają się inkryminowane czyny prezydenta Czech, bo w tekście próżno ich szukać. Jest natomiast porównanie Zemana z „przywódcą słowackich ekstremistów” Marianem Kotlebą.
Nie wdając się w szczegóły należy wyjaśnić, że cały ekstremizm Kotleby, praworządnie wybranego polityka, który niczym nagannym się nie wyróżnił, polega na tym, że nie lubi on Unii Europejskiej.
W każdym razie tyle można z tekstu Chorvatoviča wydedukować, a to dlatego, że w zeszłym roku odmówił on podpisania umowy na projekt finansowany przez fundusz europejski mający na celu integrację osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem poprzez „wytwarzanie” domów i mieszkań w istniejących i zamieszkanych dzielnicach miast, zamiast, jak dotychczas, w osobnych ośrodkach.  Kotleba twierdzi, że podpisanie takiej umowy naruszyłoby prawo.
To tyle o Kotlebie, a co takiego powiedział Zeman?  Powiedział, że nie popiera sztucznego wyrównywania szans wśród dzieci w taki sposób, żeby dzieci upośledzone chodziły do klas z normalnymi, gdyż jest to szkodliwe dla obu. To wszystko!
Ale dla babiszowego iDnes, lansującego poglądy havloidów, jak w Czechach określa się spadkobierców mentalnych Wacława Havla, to i trak za dużo. Czescy komentatorzy spoza głównego nurtu twierdzą nawet, że za atakami na prezydenta Zemana stoją USA
A przy okazji warto przyjrzeć się właścicielskiej w strukturze mediów na Słowacji. Proszę porównać pozycję Projektu N (po prawej).




Tagi: Czechy Zeman
16:30, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 marca 2014
Adopcja cygańskich dzieci

 

 

Teresa Boučková , czeska pisarka, córka Pawła Kohouta, wraz z mężem zaadaptowała dwoje cygańskich chłopców, każde z innej matki, w nadziei, że zmiana środowiska zmieni ich naturę. (Później urodziło im się własne dziecko.) Prawda okazała się inna. Swoje doświadczenia opisała w książce „Rok kohouta”. Książkę tę mało kto w Polsce przeczyta, a sprawa jest ważna z kilku powodów: 1/ problem adopcji jako takiej; 2/ adopcja dzieci innej narodowości, zwłaszcza jak w tym przypadku – cygańskich; 3/ problem Cyganów i szans na ich asymilację; 4/ zderzenia kulturowe i cywilizacyjne.; 5/ dziedziczność a wychowanie, itd. Dlatego prezentuję poniżej tłumaczenie wywiadu jaki Boučková udzieliła Czeskiej Telewizji (ČT24) pt. „Po prostu, chciałam mieć rodzinę". Prowadząca - Daniela Drtinova – zgodnie z kanonami politpoprawności jak diabeł święconej wody unika kwestii cygańskiej, ani razu nie wspominając, że owi chłopcy to właśnie Cyganie. Czytając wywiad trzeba o tym pamiętać. Podobnie jak o tym, że mówi to osoba, która na własnej skórze doświadczyła tego, czego nie znają, a o czym lubią rozprawiać przeróżni jajogłowe pięknoduchy.

 

  • Kiedy ostatnio widziała pani swoich synów?

 

TB: Chyba dwa lata temu w Boże Narodzenie.

 

  • Gdzie teraz żyją?

 

TB: Nie wiem. Wałęsają się gdzieś po Pradze. Gdy jadę rowerem do centrów handlowych, czy podobnych miejsc, gdzie spotkać można bezdomnych, patrzę, czy ich tam nie zobaczę. Z tego powodu denerwuję się, bo spotkałam ich tam kilkakrotnie, ale to było dawno.

 

  • Czy całkowicie straciła pani z nimi kontakt? Nawet nie dzwonią?

 

TB: Mam teraz inny numer, którego nie znają. Tamten numer zlikwidowaliśmy. Czasami dzwonią do innych, którzy mają stale ten sam numer. Muszę jednak podkreślić, że aby do naszego spotkania doszło, muszą spełnić podstawowy warunek: zmienić styl życia; dopiero wtedy ucieszymy się z ich wizyty.

 

  • Było aż tak źle, że nie chcieliście ich widywać?

 

TB: To bardzo trudne, ale tego zrobić nie mogłam. Ta sytuacja nas rozbiła, chyba najbardziej mnie, ale się boimy. Strasznie się boimy tego poczucia marności i rozpaczy. Możemy tylko się odciąć i czekać.

 

  • Zostawiła pani ich losowi?

 

TB: Sami go wybrali. Gdzieś się podziewają. Mieszkamy ciągle w tym samym miejscu. Gdyby tego chcieli, wiedzieliby, gdzie nas znaleźć.

 

  • Średni syn był nawet w zakładzie zamkniętym? Nie można było inaczej?

 

TB: Obaj chłopcy tam byli. Nie można było. Gdzieś po siedemnastym roku życia tak się zmienili, że straciliśmy nad nimi kontrolę, a przecież ciągle byliśmy za nich odpowiedzialni. Trudno to wyjaśnić. W zakładzie byli pół roku, ale większość czasu spędzili na ucieczce.

 

- Brali dragi, kradli, a wyście za to płacili. Kiedy się wasza odpowiedzialność jako adopcyjnego rodzica skończy? Chyba już mają lub zbliżają się do pełnoletności?

 

TB: Myśleliśmy, że z tej traumy się nie wyleczymy. To był szok, że rodzinna sytuacja tak szybko zmieniła się na gorsze. Chłopcy byli problematyczni ale jakoś przez długi czas udawało nam się utrzymywać ich w ryzach. Później się wymknęli. Próbowali narkotyków ale nie to było głównym problemem. Coś, jakaś wielka siła ciągnęła ich do innego życia i nadal na nich działa. Po prostu nie chcieli żyć tak jak my i z nami.

 

  • Kiedy rozmawiała pani z dziećmi, o tym co robią źle, jak krzywdzą tych, co o nich dbają i chcą jak najlepiej, co odpowiadali?

 

TB: W taki sposób nie dało się dyskutować. Właściwie to ciągle rozwiązywaliśmy jakiś problem. Oni to odbierali jako ubliżanie, że zmuszamy ich żyć nie tak jak oni by chcieli. Oczywiście, oni mieliby inne zdanie na ten temat. Przestali chodzić do szkoły, na praktyki, nie chcieli cokolwiek takiego robić. Chcieli się wałęsać, ale także przyjść do domu, najeść się i wyspać. Tak jednak żyć nie mogli.

Tłumaczyliśmy im, że w ten sposób żyć na dłuższą metę się nie da. Nie da się w nieskończoność zadłużać, nie płacić bieżących rachunków, ubezpieczenia zdrowotnego. Dług narasta i w pewnym momencie ciężko będzie z tego pociągu wysiąść.

 

  • Czy wychowanie nic tu nie zmieni? Mówi się, że gdy dziecko czuje miłość, można jakimś sposobem prowadzić je przez życie. Ma pani inne doświadczenie?

 

TB: Prawie przez cały czas też tak sądziliśmy i tak robiliśmy. Wszystko załamało się gdzieś koło siedemnastego roku życia. Oni już nas nie chcieli słuchać. Dzisiaj sądzę, że to było niemożliwe. Spotykamy się z krytyką, że to myśmy zawinili i nie widzimy własnych błędów. W rzeczywistości, jak każdy rodzic, popełniliśmy wiele błędów, ale żeby to miało aż taki wpływ, co to to nie. Byliśmy porządnymi rodzicami, ale na to nie mieliśmy wpływu.

 

  • Jaki to miało wpływ na waszego najmłodszego syna (rodzonego – przyp. tłum.)?

 

TB: Przez wiele lat żyli jak bracia. Dopiero w ostatnim czasie było ciężko ale syn nie chciał o tym mówić. Sam musi to jakoś przeżyć, przepracować w sobie. To nie jest proste. Kilka razy spotykał swoich braci na ulicy gdy byli w nieciekawym stanie. To trudne dla wszystkich.

 

  • Przeżyła pani piekło, o czym jest książka „Rok kohouta”. Czy to sposób na terapię, jak wydostać z siebie wewnętrzne piekło?

 

TB: Wielu ludzi przeżywa jeszcze większe piekła. Gdy się naraz rozpada świat wartości budowany przez lata, znajdziemy się w piekle. Początkowo nie mogła z niego znaleźć drogi wyjścia, ani siły. Byłam tym tak przytłoczona, że aż się dziwię. Jednak zawsze walczyłam ze ślepym losem ale wtedy nie byłam zdolna do niczego. Była bezsilna.

Ale jeśli człowiek przez długi czas ma jakieś kłopoty, to się jakoś całkowicie zmienia. Dałam tym dzieciom 20 lat życia, a po tym czasie doszłam do wniosku, że to wszystko na nic. A z tym ciężko się pogodzić. Pisanie mi pomogło; odbiłam się od dna.

 

  • Pisała pani zapiski w formie dziennika pisarza, który nie może pisać. Jak ta książka powstała?

 

TB: Zapiski powstawały w najgorszych momentach, gdy litowałam się na sobą, wypłakiwałam się w nich, bo cały smutek był we mnie. Nie da się tym dzielić z ludźmi. Może to nie wydawać się aż tak groźne, ale ta ciężka sytuacja prowadzi do głębokiej depresji.

Zrozumiała, że nikt mi pomóc nie może, to muszę zrobić sama. Trzeba znaleźć odwagę aby sytuację z adoptowanymi dziećmi rozwiązać radykalnie. To trudne, bo istnieją związki wynikające z adopcji. Podjęte kroki muszą usunąć zagrożenia dla rodziny, ale oznacza to to także odporność na opinię społeczną; wielu ludzi widzieć będzie dzieci jako adoptowane, z których nie byliśmy zadowoleni.

Ale się z tego otrząsnęłam. Gdy minął rok a ich odejście stało się trwałe, zaczęłam prowadzić zapiski. Pracowałam jak nad powieścią i sądzę, że książka nie ma wyłącznie dokumentalnego charakteru, bo też to nie jest dokument. Mam nadzieję, że książka ma wartość sama w sobie. Nawet gdy ja zostanę zapomniana, książka dalej będzie mówić. Taką przynajmniej mam nadzieję.

 

  • Dla pani książka była terapią. Chłopców adoptowaliście, gdy byli mali. Nie mogliście wybierać, za was wybrała pracownica socjalna. Potem, cudem, urodziło się wam własne dziecko. Zastanawiała się pani nad losem, który panią doświadczył? Choć to może głupie co mówię, ale czy to nie była jakaś forma twórczego cierpienia, z którego powstała książka? Czy nie była to siła wyższa, która prowadziła panią przez życie?

 

TB: Przecież nie brałam dzieci po to, aby po 20 latach napisać książkę(...) Wolałabym tej książki nigdy nie napisać i cieszyć się chłopcami, tym, że żyją właściwie i odpowiedzialnie. Tak się nie stało. W miarę pisania cały ten smutek i poczucie daremności ze mnie opadał. Ale też nie myślałam, że będę sławna z powodu książki, choć była to skuteczna terapia(...)

 

  • Spójrzmy na mentalność niechcianych dzieci wychowywanych w domach dziecka. Może powstają zaburzenia emocjonalne do tego stopnia, że jedynie podniety fizyczne mogą je zaspokoić i przez co nie są zdolni do uczuciowych więzi?

 

TB: Mówi się, że sfera uczuć powstaje u człowieka w pierwszym roku życia. Ci chłopcy pierwszy rok życia spędzili w przytułkach, zmieniali się wokół nich ludzie, w brzuchach matek byli niechciani. Musi więc powstać zadra na całe życie.

Gdy człowiek jest mały, można to jakoś korygować, ale dojrzewanie charakter ujawnia. Mówi się, że w okresie dojrzewania dostaje się małpiego rozumu ale potem to mija. Będę szczęśliwa, gdy choćby to tylko się zmieni a chłopcy zmądrzeją. Niestety, wiem, jacy są i żadnej sfery uczuć u nich nie widzę.

 

  • Ale nie można powiedzieć, że te dzieci są złe, one są wewnętrznie skażone…

 

TB: Że są złe, to nie. Chodzi o jakiś defekt osobowości, o jakiś brak emocjonalny w charakterze człowieka. Są i wyjątki. Są dzieci adoptowane (niechciane, odepchnięte), którym wyszło, sprawdziły się. Pewnie zależy to od tego, co mają po rodzicach, oraz jak szybko trafią do nowej rodziny.

 

  • Jak się zachowywały dzieci, gdy trafiły do was z zakładu? Inaczej niż dzieci, które od początku są ze swymi rodzicami?

 

TB: Mogłam to porównać. Adoptowane nie płaczą długo, bo wiedzą, że płacz nikogo nie przywoła.

Są jakby na planie filmowym. Dziecko z normalnej rodziny jest tak zafiksowane na matkę, że ciągle się za nią ogląda. Później to się zmienia. Boją się każdej nowej twarzy, są bardzo niezrównoważone. Długo liczyłam, że stopniowo da się chłopców psychicznie zrównoważyć. Czasami wszystko na to wskazywało. Ale każda nowa sytuacja odbiegająca od normy wszystko niszczyła tak, że reagowali nieodpowiednio. Takie dzieci są w jakiś sposób niedojrzałe.

 

  • A co z inteligencją?

 

TB: To osobna sprawa. Jeden z naszych adoptowanych synów jest bardzo inteligentny, a drugi mniej bystry, bardziej uczuciowy. W przypadku tego bystrego przypuszczaliśmy, że się emocjonalnie z nami zwiążę, ale tak się nie stało.

 

  • Determinanty psychiczne są silniejsze...

 

TB: Czegoś tam brakuje. Przejawia się to gdy dziecko przestanje szanować proponowane i narzucone modele rodziny. Naraz chce czegoś innego i samo nie potrafi się przed tym powstrzymać

 

  • Jaki to miało wpływ na wasze więzi małżeńskie? Umocniło je czy osłabiło?

 

TB:Chwilami było źle. Związki małżonków, którzy adoptują dwójkę dzieci, a którzy w trakcie wychowania nie rozejdą się, są naprawdę silne. Nasze siły były na wyczerpaniu, ale to właśnie dodatkowo nas związało/... /

 

  • Powiedziała pani, że adopcji by zakazała, urażając tym wielu ludzi, którzy mieli więcej szczęścia. Rzeczywiście adopcję, jako instytucję, należałoby zlikwidować?

 

TB: nie powiedziałam,że bym zakazała, ale zlikwidowała; nie mogę niczego zakazywać. To bardzo trudne. Większość z adoptujących dzieci chciałaby mieć rodzinę, pragną potomstwa, ale na swoje nieszczęście mieć nie mogą. Tyle, że może stać się i tak, jak u nas, gdy wszelkie iluzje runęły a wraz z nimi wszystkie wartości i całe życie. Dotyczy to wszystkich stron. Nasi chłopcy z nami nie chcieli żyć – w każdym razie w ten sposób. Może lepsza byłaby jakaś forma opieki zamiast adopcji do osiemnastki, tyle że tu w grę wchodzą kwestie majątkowe itp.

Opieka taka byłaby czystą formą: dziecko zyskuje zastępczych rodziców i wszyscy to wiedzą. Nasi chłopcy też wiedzieli, że są adoptowani, niczego przed nimi nie ukrywaliśmy. Ale gdy to zaczęło się rozpadać i to my ponosiliśmy materialną odpowiedzialność i wszystko wskazywało, że ponosić będziemy nadal, uznałam, że coś jest nie w porządku.

 

  • Czy specjaliści rodzinni mieliby bardziej informować romantycznie do adopcji nastawione pary, co siedzi w głowach tychże dzieci? Mieliby ostrzegać, że dzieci dojrzewają ale psychiczne traumy mogą pozostać? Wiedzą o tym pary?

 

TB: Mogą wiedzieć. Np. na stronach internetowych dotyczących adopcji strasznie mnie krytykują, jaka to jestem niszczycielką adopcji, jak zabieram dzieciom szansę otrzymania rodziny. Myślę jednak, że nie można mówić tylko o pozytywnych stronach adopcji i jak to zostaniemy za to nagrodzeni. Dobrze wiedzieć, że mogą nadejść ciężkie chwile. Nie po to aby ciągle żyć w obawie gdy tak się stanie, ani żeby wiedzieć, że nie musi być dobrze i w wielu przypadkach nie jest, ale żeby niczego nie ukrywać...

 

  • W czym jest największe ryzyko adopcji, gdy biologiczni rodzice są nieznani? Jak by tu pani doradziła rozważającym ten krok na podstawie własnych doświadczeń?

 

TB: Polega to na tym, że gdy dzieci dorosną, lub zaczną dorastać, naraz uświadomicie sobie, że jesteście całkiem innymi ludźmi, że wasze życie nie ma na n ich żadnego wpływu, że dawaliście przykład a tam nic nie zostało. Niczego nie zasialiście, bo te różnice są zbyt duże.

Nie znam skali. Ludzie, którzy chcą wziąć dziecko bo nie mają lub nie mogą mieć własnego, czy też dlatego, że chcą dać miłość i rodzinę opuszczonemu dziecku, powinni wiedzieć, że mogą nastąpić zdarzenia, których nikt nie przewidzi... Że to dziecko jest zdeterminowane psychicznie i wychowanie niewiele zmieni... Nie każde, rzecz jasna, musi być takie, zależy to od jego rodziców. Już samo to ma znaczenie, że je matka opuściła, a ojciec jest nieznany. Po tym można przewidzieć co najwyżej połowę wydarzeń. To wielki problem. Dziecko dorasta, a wam także przybywa lat, człowiek jest już zmęczony i nieraz stwierdzi, że już nie ma sił i nie może złapać oddechu.

 

  • Gdyby przyjaciółka poprosiła o radę, co by pani powiedziała? Adoptować czy nie adoptować dziecka? Jak postępować a czego się wystrzegać?

 

TB: Najpierw bym się spytała o powody, dlaczego chce adopcji? Powód musi być mocny i jasny. Postawa romantyczna nie ma racji bytu gdy zaczną się problemy. Powód musi być równie silny dla obu małżonków, bo oboje muszą się wspierać w ciężkich chwilach. Reszta to kwestia dyskusji, ale podkreślam: najważniejsze to wiedzieć, czego i dlaczego się chce.

 

  • Co wam ostatecznie pomogło odbić się od dna, że was nie zmieliło?

 

TB: Prawdę mówiąc – nie wiem. Może to, że było ich trzech a nie dwóch: został nam w domu jeden syn. Sytuacja zmusza do wyciągnięcia ostatnich sił, tak że na koniec dziwimy, że mamy więcej sił niż sądziliśmy/.../

 

 

08:12, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2012
Trasy korupcyjne nie u nas

Na tegorocznych targach turystycznych Holiday World w Pradze została zaprezentowana nowa atrakcja pod nazwą „Tras korupcyjnych”. Jej autorem jest  publicysta, tłumacz, dramaturg i filozof - Petr Šourek, właściciel biura podróży Corrupt Tour.
Założenie jest proste: przypadki związane z korupcją opisywane są w gazetach, dlaczego więc nie umożliwić ich oglądania? Będzie to zabawne, a zarazem pouczające.  Tyle tylko, że prezentowane „eksponaty” nie są porażające, przynajmniej dla nas.
Wyprawa  do Usti to jedna z czterech oferowanych tras. Na zwiedzających czekają: ustecka kolej linowa za 80 mln koron, „lewe” budowle lokalnego „ojca chrzestnego”, ogrody za 83 mln, gdzie jedna ławka kosztowała 60 tys. i zjeżdżalnia za 580 tys. koron.
Pozostałe trasy biegną przez Pragę. Np. „Praskie safari – po gniazdach praskich ptaszków” to objazdowa, półtoragodzinna wycieczka po willach polityków i przedsiębiorców oskarżanych o podejrzane związki. „Szpitale na peryferiach prawa” - to trasa po szpitalach, których budowa była co najmniej kontrowersyjna. Kto weźmie w nich udział dodatkowo otrzyma odznakę „pacjenta po protekcji”.
Zgódźmy się co do jednego. Kwoty po przeliczeniu na złotówki znowu nie tak duże.W polskich warunkach to żadna atrakcja.
Kilka dni temu "Rzeczpospolita" opisała trwały system korupcyjny w polskiej administracji publicznej gdzie w zamian za gwarancje pracy i korzyści materialne pracownicy największych instytucji publicznych jak MSWiA, ZUS, policja i straż pożarna podpisywali z firmami kontrakty na niebotyczne sumy, z aneksami uniemożliwiającymi w praktyce ich zerwanie. „Budżet w ciągu ostatnich kilku lat mógł stracić na tym nawet do 10 proc. wartości publicznych zamówień informatycznych wartych w ostatnich latach kilkadziesiąt miliardów złotych. Co gorsza, Polska może być teraz zmuszona do zwrotu Unii pieniędzy otrzymanych na informatyzację”.  Albo stadion narodowy, o którym jakoś nie możemy się dowiedzieć, dlaczego jest taki drogi. Czego jak czego, ale korupcji u nas nie brak i gdyby pójść czeskim wzorem, pracy starczyłoby dla większości, a kto wie, czy nie dla wszystkich biur turystycznych. Nie ma chyba miasta, ba, osiedla, gdzie nie można by wskazać przykładu niejasnego zbiegu okoliczności. Dlaczego więc u nas nie jest to turystyczną atrakcją?
Może dlatego, że korupcja w Polsce nie jest żadną atrakcją. Jest normą, elementem stylu życia, funkcjonowania na którą jest konsensus znacznej części społeczeństwa. A może dlatego, że naszym „państwie prawa” nie ma miejsca na coś takiego. Zaraz posypałby się pozwy do sądów a to o naruszenie dóbr osobistych, a to o naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych, nie mówiąc już o art. 212 kk.

10:30, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 stycznia 2012
Król i Bard

Śmierć Wacława Hawla i rozgłos jaki nadano temu wydarzeniu przyćmił głosy krytyczne wobec nie tyle osoby zmarłego, co do oceny jego rządów. Czesi, zwłaszcza ci na emigracji, sporo o tym piszą, ale mniejsza o to. Poniżej tekst pieśni barda czechosłowackiej i czeskiej niepodległości - Karela Kryla. Po tzw. aksamitnej rewolucji nie powrócił na stałe do kraju. Zmarł na emigracji.

 

 

Demokracja

 

Demokracja rozkwita

byt z kosmetyczną wadą

ci którzy kradli przez lata

dwa razy dziś tyle kradną

ci co nas kiedyś dręczyli

dziś wyrzucają nas z pracy

a z tych, co prawdę śpiewali

dziś uczynili zdrajców

 

A demokracja kwitnie

bez nas i pragmatycznie

bredzimy wspólnie przy piwie

jak bredziliśmy zawsze

proboszcz przyrzekał niebiosa

a czyha na majątki

my nakarmimy forbsa

za dwie czy za trzy piątki

 

A demokracja włada

śpiewa nam Gott i Walda

łykamy soję bez sadła

u wujka Mc Donalda

król Wacław* jeden jest partią

wazeliniarskim swędem

pod tą partyjną strzechą

się u koryta zejdziem

 

Demokracja zasiadła

od Hummenia po Asze **

wdzięk aksamitny władza ma

i zęby wyłamane

wprzęgli nas w nowe uprzęże

i znów nas chomąt pali

dają nam nowe angaże

byśmy spokojnie stali

 

Demokracja dojrzała

jak wrzody na żołądku

bez uczciwości bez prawa

bez jakichkolwiek względów

pomyłka to subiektywna

jakby złudzenie optyczne

że miejsce serca brzucho ma

a miejsce duszy w gębie...

 

(Tłumaczenie własne. Zdjęcie - źródło: allstarprics.net)

 

*Chodzi o Wacława Hawla

**Asz i Hummen – dwa najdalej leżące miasta w Czechosłowacji na osi wschód-zachód

Aż chciałoby się zapytać, nawiązując do słów innej piosenki: co ci przypomina widok znajomy ten?

16:05, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2011
Partia Wolnych Obywateli


14 lutego 2009 r. zarejestrowana została nowa czeska partia polityczna, w zamyśle jej twórców - liberalno-konserwatywna – Partia Wolnych Obywateli (Strana svobodných občanů). Jej logo to biały baran na zielonym tle, zaś program – dotyczy głównie sprzeciwu wobec Traktatu Lizbońskiego.
Członkami komitetu założycielskiego, który 19 stycznia złożył w ministerstwie spraw wewnętrznych wniosek o rejestrację byli m. in.: Petr Mach – ekonomista i współpracownik prezydenta Wacława Klausa, pisarz i dziennikarz Benjamin Kuras, filozof - Miloslav Bednář, manager -  David Hanák, Jaroslav Bachora – przedsiębiorca, wydawca, redaktor, sekretarz fundacji Wacława Klausa, Jiří T. Payne – były poseł i doradca prezydenta republiki. 
W oświadczeniu założycieli czytamy: z obawami o przyszłość i demokrację w Europie, niezawisłość czeskiego państwa i wolności obywateli obserwujemy narastającą arogancję niektórych przedstawicieli władz Unii Europejskiej i coraz większy nacisk na stłamszenie jakichkolwiek dyskusji jej kształcie. Coraz więcej partii i polityków temu naciskowi ulega.
Za szczególnie niebezpieczny przejaw niedemokratycznych trendów we UE uznajemy nacisk na przyjecie Traktatu Lizbońskiego, który narusza podstawowe zasady UE, według których traktat odrzucony przez choćby jedno państwo (np. przez irlandzkie referendum), nie może obowiązywać.
Traktat Lizboński nie różni się w istocie od wcześniejszej Konstytucji, odrzuconej w referendach przez Francuzów i Holendrów.
Dlatego uważamy:
1/ Jesteśmy za zachowaniem Unii Europejskiej i umów uchwalonych przez czeskich obywateli w referendum o wstąpienie do UE w 2003 r., które ma TL zmienić/.../
2/ Chcemy nowej umowy, która by zwięźle i zrozumiale gwarantowała zachowanie demokracji we wszystkich państwach członkowskich UE.
Punkty 3/  i 4/ dotyczą wobec powstania nowego superpaństwa i likwidacji weta w systemie głosowania.
5/ Dla Republiki Czeskiej Traktat Lizboński jest wyjątkowo niekorzystna: nie daje dostatecznej gwarancji, że nie dojdzie do prób zniesienia dekretów Benesza lub prób o nadanie ważności pretensji majątkowych wobec RCz.
6/ Jeżeli UE nie będzie respektować odrzucenia Traktatu Lizbońskiego przez państwa członkowskie (i w ten sposób naruszy własne prawa …), potwierdzi swój niedemokratyczny charakter i tym między innymi zagrozi NATO.
SSO  zachowanie duchowego, kulturowego, politycznego dziedzictwa cywilizacji zachodniej a jednocześnie wolność w działaniach obywateli.

PS. Pomimo apelu, 18 lutego parlament czeski ratyfikował Traktat Lizboński. Za – głosowali czerwoni, różowi i zieloni oraz część rządzącej ODS.



09:36, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
Kulisy powstania Czechosłowacji 1


Tomáš Krystlík, urodzony w 1947 w Pradze czesko-niemiecki pisarz, dziennikarz, autor wielu artykułów i esejów. Jego ostatnia książka „Przemilczana historia” ("Zamlcene dejiny") kwestionuje oficjalną wersję historii lat 90.tych w Czechach. Poniżej przedstawiamy fragmenty eseju „Okoliczności powstania Czechosłowacji” („Okolnosti zrodu ČSR”), który ukazał się na stronie zvedavec.org, a który prezentuje ciekawy poglądy na obowiązującą oficjalną wersję wydarzeń po I wojnie światowej. Z uwagi na obszerność podzielony został na części.
„Nasze nieszczęście zaczęło się wraz z upadkiem starej Austrii” (Emil Hácha)
Poglądy Tomasza Garrigue Masaryka
Masarykowe pojmowanie historii podobne są do totalitarnych: „historia nie jest wiedzą i pouczeniem o tym, co było dawno, lecz o tym co będzie, także ja, z mą świadomością i sumieniem, jestem historią”. Tu są jego korzenie własnych celów, pojmowania polityki i niezłomnej woli do odegrania wielkiej roli w dziejach. Wielu jego poglądom brak uzasadnienia, a służyły politycznym celem. Np. w książce „Rosja a Europa” twierdzi, że „członkowie Kościoła katolickiego kłamią więcej niż protestanci”. Masaryk chciał po platońsku zmienić społeczeństwo, nadać wiodącą rolę królom-filozofom, a więc sobie.
Postawa, jaką zajął w procesie Leopolda Hilsnera, oskarżonego o mord rytualny Żyda, dał mu później poparcie amerykańskich żydów w I wojnie światowej, zwłaszcza L.D. Brandeisa, pochodzącego z Czech sędziego Sądu Najwyższego USA i przyjaciela prezydenta Wilsona. Dzięki ich pomocy dostał w 1918 roku 10 milionów dolarów pożyczki dla jeszcze nieistniejącej Czechosłowacji.  Istnienie Austro-Węgier długo uznawał za bezsporne, lecz z początkiem wojny zmienił pogląd odgrywając znaczącą rolę w procesie rozpadu monarchii. Przed wojną był przeciwnikiem rewolucji i jej taktyki, ale już w czasie wojny został rewolucjonistą nazywając wojnę „światową rewolucją”.  Przed wyjazdem na emigrację namawiali go czescy narodowcy, aby walczył o czeskie królestwo w znaczeniu ustrojowym państwa, a nie zasad etnicznych.
W 1912 r. z krytyką Masaryka wystąpił historyk Józef  Pekař. Jego zdaniem czeska świadomość narodowa i charakter nie mogą być wynikiem reformacji, jak twierdził Masaryk, ponieważ nie mógłby przeżyć okresu po bitwie pod Białą Górą. Masaryk świadomie przejął romantyczne poglądy  Františka Palackého na historię. Według  Johanna G. Herdera Masaryk i Polacky zgodnie głosili, jakoby Słowianie byli łagodni, cierpliwi, pokojowo nastawieni w odróżnieniu od agresywnych Germanów. Prowadzi to do błędnej konkluzji, jakoby Polacy czy Rosjanie nie byli wojowniczy, co jest nonsensem.
Pekař zarzucał Masarykowi, że ten traktuje historię wybiórczo, uznając to, co zgodne jest z jego koncepcją i pomija wszystko inne. „Masaryk jest bardziej agitatorem niż badaczem, a ambicja, pasja i anty katolickość obniża  jego zdolność rozpoznawania rzeczywistości.  Pekař miał dużo szczęścia, że po wojnie nie był ścigany z prawa ochronie republiki z 1923 r. (obraza prezydenta), gdzie dowód prawdy jest wyłączony, a kara więzienia grozi do 1 roku, które wprowadził Masaryk, jeszcze jako obywatel C.K.
Początek wojny
W sierpniu 1914 r. odwiedził Masaryka w Pradze amerykański kupiec Emanuel Voska, zbierający informacje gospodarcze i polityczne dla Henry'ego Wickhama Steeda, redaktora działu zagranicznego Times'a i angielskiego szpiega zarazem. Obaj znali się już wcześniej, a „czwartym do brydża” był rosyjski  wysłannik w Anglii hrabia von Benckendorff.
Ustalono, że w Anglii, Rosji i Ameryce powstanie tajna sieć informatorów i sieć kurierska do Pragi i USA, które wtedy była jeszcze neutralne. Masaryk ujawnił swój zamiar wyjazdu  do Anglii. Miał liczne informacje z frontu, ekonomiczne, finansowe i inne, które następnie sprzedawał Steedowi, za co otrzymywał zapłatę przez osoby trzecie na konta w USA, z których telegraficznie przekazywane były do Anglii. Tak powstała prywatna tajna służba, sprzedająca informacje wywiadowi angielskiemu i amerykańskiemu.
Brytyjski szpieg
Na kilka miesięcy przed wybuchem wojny Masaryk publicznie poręczył za policyjnego konfidenta Karla Švihy, który jako przewodniczący poselskiego klubu partii narodowych socjalistów, w tajemnicy zaproponował rządowi austriackiemu, że za pieniądze zapewni głosy klubu za projektami ustaw dotyczących obronności państwa, co jednak wyszło na jaw. Po sprawie Hilsnera miało to negatywny wpływ na opinię o Masaryku, choć z drugiej strony pomogło mu uzyskać paszport w czasie wojny.
W Holandii Masaryk nawiązał kontakt z Secret Service, po czym wrócił do Pragi. Wiedział, że Brytyjczycy boją się wejścia Rosji do Czech. Rozszerzeniu wpływów Rosji w Europie środkowej miało przeszkodzić utworzenie Czechosłowacji, co wymagałoby zgody ententy i przegranej Austro-Węgier. Jednak politycy czescy nie chcieli państwa czeskiego obejmującego jednolite etnicznie i językowo terytorium, lecz państwa w granicach korony świętego Wacława, a więc tereny niemieckojęzyczne, a nawet do Adriatyku, gdyż takie granice miały Czechy za Przemysła Otokara II, który, wojował także przeciwko Prusom nad Bałtykiem i założył Królewiec.
W połowie października 1914 r. Masaryk otrzymał od Vosky'ego tysiąc dolarów w markach. Podczas drugiego pobyty w Holandii przekazał informacje austriackich łodziach podwodnych, rumuńskich planach mobilizacyjnych, itp. Jednak ze względu na ciągle żywe afery, w jakie był zamieszany, i brak pełnomocnictw państw ententy, jego wpływy polityczne w Czechach były znikome.
Masaryk współpracował także z austriackimi urzędami. Gdy w grudniu 1914 r. zabrał swoją, niezrównoważoną psychiczne córkę Olgę na Capri, odwiedził w Wiedniu byłego późniejszego premiera  Ernesta von Körbela, zapewniając go o lojalności ustnie i pisemnie. Był to błąd, który wzbudził podejrzenia austriackiej policji, ale ostrzeżony do kraju już nie wrócił.
Były po temu i inne powody. Secret Service znała plan Karela Kramarza, przywódcy narodowych Młodoczechów, a później pierwszego premiera Czechosłowacji, utworzenia federacji słowiańskiej pod przewodem Rosji, co pozwalało tej ostatniej osiągnąć wpływ w Europie Środkowej.  Aby temu przeszkodzić dali Brytyjczycy Masarykowi instrukcję, aby ogłosił niepodległość ziem czeskich na terenie CK. Nie przypadkiem pierwsze memorandum nazywało się Niepodległe Czechy ( Independent Bohemia), którego autorem był Robert Seton-Watson. Zmieniło to nastawienie samego Masaryka, który teraz widział Czechy w historycznych, a nie etnicznych granicach.
W marcu 1915 w Pradze powstał tajny komitet do kontaktów z emigrantami politycznymi z Přemyslem Šámalem, Edvardem Benešem, Josefem Scheinerem, Karlem Kramářem i Aloisem Rašínem. Żądanie Masaryka, aby do pracy za granicą przyłączyli się inni pozostało bez echa. Były po temu powody obiektywne: trudno było w czasie wojny otrzymać paszport, a jeszcze trudniej przeżyć  na obczyźnie. Masaryk dostał pieniądze od Šámala, Scheinera, Beneša, ale głównym źródłem dochodów były te za sprawozdania od Brytyjczyków oraz zbiórki rodaków w USA. Ważną rolę odgrywał František Kopecký (ps. Zeno), pracownik austro-węgierskiego konsulatu w Nowym Jorku, załatwiający różne dokumenty, głównie paszporty dla Voskovo-Masarykowych agentów, wyjeżdżających do wrogich państw. (Ciekawostka, że wydania pamiętników Kopeckiego zabronił rząd czechosłowacki w obawie przed popsuciem stosunków z Anglią, bowiem głównym celem tworzonej na tej bazie propagandy było wciągnięcie Ameryki do wojny.)
Znaczną rolę odegrał amerykański milioner  Charles R. Crane, przyjaciel i doradca prezydenta Woodrowa Wilsona, wspierający finansowo jego kampanię w 1012 r. W posiadłości Crane'ów przebywał syn Masaryka, Jan, który w 1924 r. ożenił się nawet z ich córką Frances Leatherby. Syn Crane'ów, Richard był sekretarzem ministra spraw zagranicznych USA Lansinga, a po wojnie został pierwszym wysłannikiem USA do Czechosłowacji. Inny syn, John, był po wojnie doradcą Masaryka opłacanym z państwowej kasy, a portret Slavii, słowiańskiej bogini, do którego pozowała druga córka Crane'a – Josephine, znajdował się na pierwszych banknotach czechosłowackich.
Daje to pewne pojęcie o pozycji i kontaktach Masaryka. 3 mają 1915 r. zwrócił się Masaryk do Crane'a żądając pieniędzy za pozyskiwanie cennych informacji. Gdy żądane 80 tys. dolarów nie nadchodziło, czego powodem była ostrożność Crane'ów, bądź co bądź polityków neutralnych jeszcze Stanów Zjednoczonych, zaczął Masaryk naciskać na  pośrednictwo Voska. W liście pisał, że cząstkowe kwoty jakie otrzymuje w wysokości 2000 dol. starczają mu zaledwie na osobiste potrzeby, ale brakuje na polityczne działania. Założono wówczas specjalny rachunek, na który przelewano pieniądze pod pretekstem zbiórek.
 Propagandzista
Od września 1015 r. przebywał Masaryk w Londynie, dokąd przyjechał na serbskim paszporcie wydanym w ambasadzie w Paryżu. Tu rozwinął działalność. Jednocześnie Voska zbierał materiały kompromitujące wrogów Masaryka podając się za sekretarza czeskich narodowców w USA. Jednak w promowaniu Masaryka miał skłonność do przesady, np. załatwił artykuł w New York Times jakoby córka Masaryka przebywała w austriackim więzieniu wojennym. Na tej podstawie interweniowała amerykańska ambasada we Wiedniu żądając wypuszczenia żony i córki do USA. Masaryk telegrafował do Voska, aby do tego choćby przypadkiem nie doszło i żeby nie dopuścić, aby opuściły one Pragę. Nie bez powodu. Od 1916 r. propaganda brytyjska kolportowała pamflet z przedmową TGM o austriackim terrorze w Czechach określając liczbę ofiar na 4ooo, z czego 956 to Czesi, w tym kobiety. W rzeczywistości były tylko cztery ofiary cywilne i żadna kobieta.  Ok. tysiąca Czechów wcześniej skazanych na śmierć w wyniku amnestii wyszło na wolność. Przyjazd żony i córki byłby dowodem jego kłamstw. Jak wyglądał ten terror świadczy najlepiej fakt, iż syn Masaryka – Jan za zasługi wojenne  został odznaczony i awansowany do stopnia nadporucznika c.k. armii.
Nie wszyscy dali się na to nabrać masarykowej propagandzie. Np. František Iška, vydawca i redaktor chicagowskiego Vesmíru publicznie zarzucił Masarykowi kłamstwa. Aby go skompromitować wysłał Voska swych ludzi z prawdziwymi austriackimi paszportami do Pragi i Wiednia, gdzie mieli sfabrykować dowody na austriacką agenturalność  Iški.
19 listopada 1916 r. czescy posłowie w wiedeńskim parlamencie odrzucili zagraniczne działania Masaryka uznając znaczenie cesarstwa dla narodu czeskiego. Po pół roku poparli przekształcenie monarchii na federację.
Francuski szpieg Beneš
W 1915 r. Beneš wyjechał do Szwajcarii i wkrótce dołączył do Masaryka. Jego nauczycielem był jego były profesor z Dijon - Louise Eisenmanna, działający we francuskim wywiadzie. Z nim współpracował  Beneš dostarczając informacji o sytuacji w Austro-Węgrzech. I tak jak w przypadku Masaryka, gdy na rzecz niepodległego państwa czeskiego działał Steed i Seton-Watson, tak w przypadku  Beneša był to historyk Ernest Denis.
Masaryk w Rosji
W maju 1917 r. przybył Masaryk do Rosji jako wysłannik rządu brytyjskiego z paszportem na nazwisko Thomas George Marsden, co potwierdza inny brytyjski szpieg - Sommerset W. Maugham. Jego celem było szerzenie probrytyjskiej propagandy oraz zdobywanie istotnych informacji. Służyła temu współpraca z rosyjską prasą, m. in. z Wiadomościami Rosyjskimi, w których napisał (17.10.1917) że Austro-Węgry straciły na wojnie 30-40 tys. żołnierzy, a także, że posłowie do parlamentu oraz przywódcy polityczni narodowości czeskiej, włoskiej i in. zostali aresztowani i skazani na śmierć. Jaka była wiarygodność tych informacji świadczy fakt, że ze 107 czeskich posłów tylko dwóch było skazanych na śmierć, ale na trzy miesiące przed publikacją masarykowego tekstu w zostali  ułaskawieni i wypuszczeni na wolność.
Drugą rolą w rosyjskiej grze Masaryka było przywództwo czeskiego ruchu oporu. Za wrogów posłużyli: międzynarodowy kapitalizm i Watykan. Czechów i Słowaków wzywał do przechodzenia pod sztandary legii, co miało dać początek czeskiej armii.
Z Piotrogrodu obserwował Masaryk wybuch rewolucji październikowej, ale wnioski wyciągał błędne. nieprzyjaciela widział na prawicy, w tym przypadku w Kiereńskim. Jego wysiłki szły w kierunku przerzucenia czeskich legii (ok. 40 tys. żołnierzy) z Rosji do Francji, a najbardziej obawiał się użycia ich przeciw bolszewikom. Zdaniem Krystlika legie mogły zdusić rewolucję w zarodku zdobywając Piotrogród.
Odwrotne zdanie mieli Štefánik, Kramář,  Voska a zwłaszcza Dürich,. Beneš lawirował ale zasadniczo także był przeciw. Zresztą  Düricha Masaryk zdyskredytował pomówieniami i usunął z z rady narodowej.  Dürich nie mając za sobą prasy musiał przegrać.
Co więcej, w memorandum przedłożonym prezydentowi Wilsonowi proponował uznanie władzy bolszewickiej i udzielenia jej gospodarczej pomocy. „Będziemy wobec bolszewików lojalni, ponieważ kochamy Rosję  i chcemy, aby była silną i wolną demokracją „ - to przykład masarykowej retoryki. W 1920 r. w przemówieniu do żołnierzy w święto św. Wacława powiedział: „Na obczyźnie uświadomiłem sobie, że moja działalność dyplomatyczna nie będzie skuteczna jeśli nie znajdzie oparcia w zbrojnej walce mojego narodu. Dlatego zdecydowałem się was zorganizować”. Tymczasem z powołaniem wojska nie miał nic wspólnego. O jego istnieniu dowiedział się gdy już istniało i było na froncie. Konflikty między legionistami a bolszewikami postrzegał Masaryk jako wynik austriackich i niemieckich intryg, a on sam  może z sowietami paktować „jak rewolucjonista z  rewolucjonistą”.
Masaryk a Wilson
Na prośbę wysłannika prezydenta USA Woodrowa Wilsona napisał Masaryk wspomniane już skandaliczne memorandum o sytuacji w Rosji. Dlatego też Wilson wstrzymywał się ze spotkaniem z Masarykiem przez kilka tygodni. 24 czarwace 1918 r. uchwalił własne memorandum o bezwarunkowym uznaniu niezależnej Polski, Czechosłowacji i Jugosławii. Jednocześnie USA nie uznały rządu z Masarykiem na czele z powodu jego probolszewickich skłonności. To zmusiło go do zmiany polityki o 180 stopni ogłaszając wystąpienie czechosłowackich legii przeciwko bolszewikom, a zaraz potem wzywał do zbrojnej interwencji w Rosji.
Niejasne finanse
O różnych finansowych zbiórkach i innych źródłach dochodów Masaryka już wspomniano wyżej. Zainteresowanych dalszymi szczegółami odsyłam do oryginału tekstu. Dość powiedzieć, że były to dziesiątki, setki tysięcy, a w przekroju tych kilku lat wojny – miliony  dolarów. Najważniejsze jednak jest to, że  różnica pomiędzy „przychodem” a wydatkami była wielka.
Niejasne też jest źródło pochodzenia kwot na niektórych kontach. Np. w testamencie z 1917 r. zapisał córce Alicji 1400 funtów, a Oldze – 2 tys. z tzw. amerykańskiego konta, na którym zgromadził łącznie 16 tys. funtów. W marcu 1923 r.  członków rodziny własnej i Beneša podarował  łącznie 10 250 000 milionów koron czeskich. Nie mniej hojny był dla sprzymierzonych dziennikarzy i polityków.
 Z   Benešem wydawał  gazety propagujące ich poglądy wśród emigracji. Do współpracy pozyskali znane nazwiska takich tytułów jak  Le Temps, Journal des Débats, Le Matin, Observer i Spectator, opłacanych z czeskich finansów. Jak podają Urban i Kalvoda, za pierwszej republiki na takie cele Beneš wydał dziesiątki milionów koron za pochwalne teksty o Masaryku i jego polityce. Część z tych pieniędzy pochodziła z budżetu państwa.
Czechosłowackie MSZ subwencjonowało z tajnych kont gazety w prawie całej zachodniej Europie opisujące wielkie czyny  Edwarda Beneša.. Jak opisuje Kalvoda, Beneš dostawał państwowe pieniądze „do ręki” i nie informował, na co potrzebuje. Np. w 1934 r. wziął 4,5 mln koron.  Pochodzenie pieniędzy, jakim po wojnie dysponowali Beneš i Masaryk do dziś nie wyjaśniono. Prócz znanych źródeł jak zbiórki rodaków, gratyfikacje za sprawozdania wywiadowcze, pożyczki na konto jeszcze nieistniejącego państwa, wiele wskazuje na carski skarbiec jako źródło dochodów za pobyt czechosłowackich legii na Syberii. Klimek powołuje się na historyka Z. Sladka, twierdzącego, że Masaryk brał wielomilionowe prowizje za udział w zyskach Legiobanku „na cele narodowe”.
Z kolei Beneš pozwalał sobie na luksusy mające wskazywać na jego wysoka pozycję. Np. w Paryżu, podczas wojny,  oprócz mieszkania, wynajął dwa korty tenisowe, a po wojnie urządził swoje siedziby meblami i obrazami z państwowych zbiorów. Zamiłowanie do luksusów szło w parze ze skąpstwem.  Ponoć Beneš często zapominał dawać napiwki obsłudze, co musieli robić za niego współpracownicy.

 Zamiatanie pod dywan
Najprawdopodobniej po wybuchu wojny austriackie służby uznawały Masaryka za swojego szpiega. Niczego jednak nie można być pewnym, gdyż już w listopadzie 1918 r. Voska wywiózł do Pragi w trzech wagonach wszystkie materiały z austriackiego archiwum MSW. Rok później nielegalnie przewiózł samochodem do  ČSR prywatne dokumenty rodu Habsburgów. Na skutek skargi Austrii dokumenty zwrócono, jednak można przypuszczać z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, iż wszelkie materiały kompromitujące obu polityków i ich otoczenie zostały zniszczone, a tyczące się innych czynnych polityków zatrzymane lub skopiowane i używane do wywierania nacisków.
Rosyjski  skarb

Na początku 1918 r. sowiecki rząd zarządził ewakuację części carskiego skarbca do Kazania gdzie  od 6 sierpnia tegoż roku stacjonowały jednostki czechosłowackie. Ówczesny naczelnik finansowy czechosłowackich wojsk w Rosji, a późniejszy dyrektor Legiobanku -  František Šíp chciał oficjalnie przejąć 2000 pudów złota (1 pud = 16,38 kg) z przeznaczeniem na emisję czechosłowackiej waluty. Cały skarb wynosił 61500 pudów złota w rożnej formie, do tego  kosztowności ze srebra, platyny, irydium i diamentów i innych kamieni oraz kilka wagonów worków rublowych banknotów wraz matrycami i urządzeniami do ich druku. Do przewiezienia tego potrzeba było co najmniej 100 wagonów, ale po kilkunastu miesiącach zorganizowano 28. Jednak tylko jednej nocy z 12/13 stycznia 1920 r., mimo ochrony, zginęło 13 skrzyń ze złotem, a już 1 marca pojawiły się oddziały armii czerwonej. Tego dnia powstała mieszana komisja mająca przekazać skarb sowieckiej władzy. Z protokołu wynika, że było tego 5143 skrzyń oraz 1678 wojskowych  tłumoków, jednak co zawierały – tego już nie podano. Wiadomo natomiast, że czechosłowaccy żołnierze za wszystko płacili plikami rubli, które prawdopodobnie sami drukowali w specjalnie do tego przygotowanych wagonach.
W Kazaniu, wraz z rosyjskim, w ręce czechosłowackiego wojska wpadł także państwowy skarbiec rumuński, który został przewieziony do Samary w trzech pociągach.  Zniknął jednak bez śladu i do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Podobno został przekazany dowódcy czechosłowackich oddziałów.
Tymczasem na skutek ofensywy admirała Kołczaka rosyjski skarbiec wpadł w jego ręce.  Co prawda nie nacieszył się nim długo i w wyniku ofensywy bolszewików musiał się wycofać. Do przewiezienia skarbu użyto pociągu. Dziwnym trafem po drodze kontrolowanej przez oddziały czechosłowackie, skład miał kilka awarii i choć nie ma na to dowodów, istnieje podejrzenie, że nie były one przypadkowe. Tak czy owak, w trakcie tego transportu ze 124 skrzynek zniknęło osiem.
W czerwcu 1919 r. min. finansów  ČSR Alois Rašín wydał poselstwu do Rosji instrukcję, aby za wszelką cenę skarbiec carski trafił do Pragi. Podobne instrukcje przekazał dowództwu legii z Paryża Beneš z tym, że złoto miało zostać przewiezione do Władywostoku gdzie miało czekać na decyzję państw sprzymierzonych.
Ostatecznie wszystko lub prawie wszystko przekazano bolszewikom. Prawie – bo  rożne źródła rożne podają liczby od 18 do 28 wagonów i tonażu 18-20 pudów. Ostatnio w telewizyjnych dyskusjach pojawia się i taka hipoteza, że w Kazaniu w ręce wojsk czechosłowackich wpadło złoto wartości 800 mln $, a gdy przekazywano je w Irkucku bolszewiom było już tego za 210 mln $, tyle bowiem przejęli od Kolczaka.
Kolczak miał część złota użyć jako poręczenie za kredyty zaciągnięte od rządów Anglii, Francji i Japonii i częściowo od banków: Baring Brothers a Kidder Peapody & Comp oraz na zakupy zagraniczne, zatrzymane zresztą przez kozackiego generała Semenowa, który w 1925 r. przeszedł na stronę bolszewików.  Pomimo usilnych prób nie udało się jednoznacznie wykazać, co stało się z carskim skarbem i jaka jego część trafiła do czechosłowackiego państwa, i czechosłowackich polityków.

09:26, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
Kulisy powstania Czechosłowacji 2


Plądrowanie Syberii, Legiobank i Komisja Centralna

TECHOD – Oddział Techniczny to specjalny organ dowództwa czechosłowackich wojsk w Rosji, zajmujący się zarządzaniem syberyjskimi kopalniami i handlem  surowcami, skupem metali szlachetnych i biżuterii, wełny, kauczuku, korzeni, itp. Mózgiem przedsięwzięcia był  František Šíp -  szef finansowej sekcji politycznego dowództwa legii. Dokumentacja sztabu 1 dywizji pokazuje, że latem 19920 r. doszło do tajnego transportu 750 skrzyń statkiem Sheridan z Władywostoku do Triestu, a stamtąd do Czechosłowacji pociągiem sanitarnym pod łóżkami żołnierzy umysłowo chorych. W liście do stryja Šíp pisze: „...złowiłem w tym czasie trochę złota/.../ Złoto, rzecz jasna, kupowałem w na rachunek Legiobanku w drobnych partiach i zaczynam ci to wysyłać. Na razie wyślę trzy skrzynie rożnymi statkami...”
W 1918 r., na Syberii, powstaje Bank Czechosłowackich  Legionistów  Legionbanka z kapitałem założycielskim w wysokości 18 mln franków francuskich, pochodzących z dopłaty francuskiej armii dla żołnierzy biorących żołd w tej walucie oraz 7,5 mln rubli z czegoś co było odpowiednikiem wojennej kasy oszczędności. Rzecz jasna, z tego żołdu żołnierze nie zobaczyli nawet centyma.
Legiobank miał swoje oddziały w Charbinie, Władywostoku, Tokio, Szanghaju, Manilii, Singapurze, Trescie i Pradze, a jego szefem został František Šíp. Tylko w Rosji bank zatrudniał 254 osób. Całością zarządzała Czechosłowacka Centralna Komisja Gospodarcza we Władywostoku (ostatnia nazwa z kilku), potocznie zwana Centrokomisją, mająca jeszcze więcej oddziałów na świecie niż Legiobank. Głównym jej celem był skup wszystkiego, co produkowano  wzdłuż przebiegu linii transsyberyjskiej i dalej wynajętymi statkami przez Władywostok i w zaplombowanych wagonach, prawdopodobnie na podstawie sfałszowanych listów przewozowych koleją do ČSR. Centrokomisja zarządzała ogromnym majątkiem wojskowym, który później likwidowała, stając się ogromnym przedsiębiorstwem obracającym miliardami w różnej walucie i przez nikogo nie kontrolowanym. Oficjalny jej bilans wykazuje stratę  68 mln koron.
Ciemną kartą czechosłowackich wojsk w Rosji jest sprawa przekazania adm. Kolczaka i jego sztabu, którzy oddali się Czechom pod ochronę – bolszewikom w Irkucku.  W myśl umowy o przymierzu podpisanej z bolszewikami 7 lutego 1920, wojska czechosłowackie za możliwość odjazdu do Władywostoku zobowiązały się przekazać ich sowietom wraz z carskim złotem.
Już w momencie podpisania tej umowy los ich był przesądzony: rozstrzelanie. Umierając Kolczak krzyknął: „Spasibo wam czecho-sobaki”, które to określenie podobno do dziś funkcjonuje wśród mieszkańców Syberii.

Osobowości Masaryka a Beneša
 Obaj różnili się nie tylko wiekiem, ale światopoglądem. O ile ten pierwszy dopuszczał możliwość przyznania się do błędów oraz improwizacji w dyplomacji, to ten drugi już nie utrzymując, że swoje sukcesy  zagraniczne zawdzięcza „polityce uprawianej świadomie i naukowo”, w tym filozofii i socjologii .
Mieli też wiele wspólnego. Np. brania za rzeczywistość własnych politycznych iluzji, co ujawnia się w masarykowej postawie wobec bolszewizmu i beneszowych zachwytach na Ligą Narodów, a później Stalinem. Obydwaj też definiowali naród czeski jako wynik plemiennego zjednoczenia; pojęcie narodu w sensie politycznym, było im obce.
W pismach Masaryk politykę podporządkowywał etyce, w praktyce już się tym nie przejmował. Obce mu były takie wartości jak obrona prawdy.
Masaryk, Voska, Beneš i Štefánik byli szpiegami. Dwaj pierwsi – brytyjskimi, następni – francuskimi. Moralność szpiegowska kłóci się z etyką człowieka, który nie ma niczego do ukrycia, dlatego ich polityczne postępowanie często było amoralne, wręcz sprzeczne z głoszonymi zasadami
Masaryk nie ujawniał emocji. Lubił jeździć konno, ale traktował instrumantalnie. Gdy któryś koń okulał, po prostu go zmieniał i więcej się nim nie interesował. Był tylko środkiem dla utrzymania formy. 
Masaryk zatrudnił byłego komornika cesarskiego. Ten się jednak uskarżał: gdyby pan prezydent chociaż się raz uśmiechnął i zamienił choćby słowo! Już rok otwiera przed nim drzwi a on ani razu nie zapytał, jak się ma. To cesarz pan był pod tym względem zupełnie inny. Prezydencki majordomus, Felix Nevřela, były legionista wspomina o rozkazach  Masaryka, zawsze bez słów, tylko ruch i wskazanie i dodaje:  „Po siedemnastu latach służby słyszałem tylko raz z jego ust pochwałę i to wypowiedzianą nie wprost, do nikogo konkretnego: 'Hm, to jest pięknie'”. Dystans utrzymywał z pracownikami kancelarii. Naczelnik Kancelarii Wojskowej - Otokar Husak wspomina, że gdy mu coś referowano, trzeba się było mieć na baczności, uważać na gesty i wiedzieć kiedy skończyć.
ęłęó

Dysonanse, różnice, spory.

Masaryk i Štefánik nie znosili Düricha,  z kolei Štefánik i Beneš – Zejména, a Beneš zazdrościł Štefánikowi. Godzinami opowiadał „o astronomie, których chciał uchodzić za wojaka, o rolniku uważającym się za arystokratę, o polityku mającym się za  geniusza, gdy w rzeczywistości to tylko pomyleniec.” Nie ukrywał, że nie znosi aury otaczającej  Štefánika, a ten mu się odcinał mówiąc o Benešu jako o prymitywnym socjaliście, papierowym rewolucjoniście i pokręconym dyplomacie. Obaj ubiegali się o stanowisko ministra spraw zagranicznych, na które to Masaryk, bez konsultacji z kimkolwiek powołał Beneša.. Korespondencja między nimi pokazuje jak obaj starali się odsunąć  Štefánika od jakichkolwiek dyplomatycznych funkcji. Obawiali się tego, co mógłby on powiedzieć o ich działaniach podczas wojny, które tak usiłowali ukrywać. Na przykład, że we Francji przegrał  Beneš w ruletę znaczne sumy nie swoich pieniędzy, o czym pisał Le Petit Parisien. Podczas spotkania w Szwajcarii  Štefánik zażądał wyjaśnień, których  Beneš odmówił. Wówczas zagroził mu, że po wojnie stanie przed sądem narodowym. Choć trudno wyobrazić sobie ascetycznego  Beneša przegrywającego w roletę, to w prywatnym liście do Rudolfa Markoviča z kwietnia  1919 r. pisał: „Miałem ze  Štefánikiem konflikt. Musisz to wiedzieć, ale zachowaj to dla siebie. Myślę, że to oznacza między nami (tj. Benešem a  Štefánikiem) koniec”. Wkrótce  Markovič został rządowym komisarzem zvoleńskiej żupy.

Hipotezy nie do końca zweryfikowane

4 mają 1919 r. na lotnisku Vajnory  w Bratysławie miał wylądować włoski wojskowy samolot ze Štefánikiem na pokładzie, jednak tuż przed samolot spadł na ziemię, a pasażerowie zginęli. Wojskowi, którzy coś mogli wiedzieć o zestrzeleniu samolotu, nie trzymający języka za zębami stanęli przez utajnionym sądem. Już po pierwszych policyjnych działaniach zaczęli umierać, Podczas przelotu nad koszarami, gdy samolot był 100 metrów nad ziemią, wystrzelono do niego salwę z karabinów. Samolot zaczął płonąć.  „Dostaliśmy rozkaz, że przyleci nieprzyjacielski samolot i musimy go zastrzelić” mieli mówić żołnierze. Zgromadzen na lotnisku, gdzie również słyszeli strzały. Dwaj żołnierze -  Jiří Forman z Pilzna i Oldřich Fořt z Litomyśla zauważyli, że są śledzeni i uciekli do Francji, gdzie tapetowali i malowali pokoje. Do kraju wrócili po wyjeździe Beneša do Anglii na jesienią 1938 r. Ze zdziwieniem stwierdzili, że z ich kolegów żyje tylko dwóch, którzy trzymali język za zębami. Cała czwórka przeżyła wojnę, ale w maju 1945 r. zostali aresztowani i skazani  16 i 20 lat więzienia.
W oficjalnym protokole śledztwa za główną przyczynę katastrofy podaje się nagły podmuch wiatru podczas wykonywania manewru lądowania. Ciało Štefánika znaleziono dalej od wraku samolotu, dalej niż znajdowały się ciała włoskich pilotów. Zrodziły się podejrzenia, że Štefánik był już martwy w samolocie i został zamordowany we Włoszech. W każdym bądź razie nie udało się udowodnić innej wersji niż oficjalna.
Tym, kto jeszcze brał udział w przejęciu rosyjskich pieniędzy i innych kosztowności przez Masaryka i Beneša w i przewiezienia ich do kraju, był pierwszy minister finansów ČSR Alois Rašín, z zawodu prawnik, z zainteresowań - ekonomista. Utrzymywał wysoki kurs korony i prowadził politykę zrównoważonego budżetu obawiając się długów i inflacji, głównie tnąc wydatki. W ciągu doby od zamknięcia granic oddzielił czechosłowacką walutę od austro-węgierskiej, stemplując ją, i chroniąc w ten sposób przed dewaluacją. W tym czasie cesarska mennica produkowała pieniądze bez ograniczenia.  Dziś mało się mówi, że połowę ostemplowanych banknotów po prostu skonfiskował właścicielom pod pretekstem pożyczki państwowej na niesłychanie niski – bo 1%, a rząd wycofał je z obiegu.
Wysokim i sztucznym kursem korony  Rašín. Bardzo zaszkodził gospodarce, ponieważ inwestorom zabrakło środków na inwestycje a więc i na rozwój techniczny, zaś czechosłowackie banki miały za mało pieniędzy na kredyty. Ponadto wysoki kurs korony czynił eksport nieopłacalnym. Na kilkadziesiąt lat osłabiło to rozwój gospodarczy kraju, zwłaszcza konkurencyjność (przed wojną na terenie Austro-Węgier wyroby czechosłowackiego przemysłu sprzedawały się w całości, wypierając z rynku analogiczne produkty niemieckie)
Przykładem ilustrującym niechęć Rašína jest odmowa podpisania uwolnienia dewiz na zakup lokomotyw i wagonów kolejowych, których państwo na gwałt potrzebowało. Rašín został zastrzelony przez lewicowego anarchistę gdy wychodził ze swojego domu. Śledztwo umorzono, ale dziś otwarte pozostaje pytanie, komu ta śmierć przyniosła korzyść? Istnieją dowody obaw Masaryka żeby go „nie odstrzelili jak  Rašína” Być może prawda, kto stał za tym zamachem na zawsze pozostanie tajemnicą.
Przypadek Perglera
Karel Pergler kierował czeską polityką w USA w czasie I wojny światowej. Powojnie został w Waszyngtonie pierwszym oficjalnym dyplomatą w randze chargé d´affaires  Czechosłowacji. W 1920 r. został wysłany do Japonii, a ponieważ  Benešowi się nie podobał, przydzielono mu współpracowników, którzy mieli znaleźć pretekst do jego odwołania. Jeden, a właściwie jedna z nich -  Barbara Eliášová tak pisała do Hanny Benešowej: „Zostaliśmy, jak wiesz, wysłani z Perglerem, aby mu skręcić kark”. Rozgłaszano na przykład, że Pergler kręci lody na sprzedaży fortepianów, lub, że na podstawie sfałszowanych dokumentów udzielał sobie pochwał i podwyższał pensje.
W Japonii dostał się Pergler w krąg wielkich interesów Legiobanku, Centrokomisji czechosłowackich legii w Rosji, których szlak wiódł właśnie przez Japonię. Gdy zarzuty przeciwko Perglerowi się nie potwierdziły,  Beneš zniszczył jednego z emisariuszy w Tokio - Jana Reichmanna, usuwając go zw służby dyplomatycznej. Na skutek nacisków TGM ostatecznie Perglera odwołano w 1921 r. pod pretekstem nieporządku w ambasadzie. O swoim zawieszeniu dowiedział się z gazet. Wykluczony ze służb czechosłowackich przebywał w USA gdzie ukończył prawo. 
No i krytykował  Beneša, który – jego zdaniem – nie miał pojęcia o polityce międzynarodowej a dokumenty znajdujące się w parlamencie brytyjskim dowodzą, że kłamał podczas paryskich negocjacji pokojowych. Pergler nalegał  na federacyjną formę Czechosłowacji. W 1929 r. dostał się do Zgromadzenia Narodowego. Występował przeciw już wtedy istniejącej praktyce, że kandydaci do parlamentu dawali przywódcom swoich partii pisemne, podpisane ale nie datowane zrzeczenia się swojej funkcji. Żądał też, aby parlament przeprowadził dochodzenie w jaki sposób przedstawiciele władzy zdobyli swoje majątki. Za to został oskarżony, że swój mandat posiada bezprawnie, ponieważ nie ma czechosłowackiego obywatelstwa. Zarzut, rzecz jasna, według prawa międzynarodowego nie miał sensu, gdyż każdy przedstawiciel dyplomatyczny danego państwa już tym samym uzyskuje obywatelstwo. Sądy czechosłowackie odmówiły weryfikacji jego mandatu co wykorzystano aby zakazać Perglerowi najpierw pobytu a potem wjazdu na teren Czechosłowacji. W 1932 r. na zawsze opuścił kraj wyjeżdżając do USA, gdzie został profesorem, a później dziekanem wydziału prawa Uniwersytetu w Waszyngtonie. 
Za aferą Perglera kryła się obawa, aby badanie sposobu zdobycia majątków przez polityków nie  doprowadziło do bardzo dziwnych wyników, zwłaszcza w przypadku Beneša, a nawet Masaryka. Istniała groźba wypłynięcia na wierzch faktów, że podczas wojny Masaryk nie tylko przywłaszczył ogromne sumy od amerykańskich Czechów, ale od Brytyjczyków też dostawał pieniądze za szpiegowskie informacje i propagandowe działania. Z pieniędzy tych utrzymywał swoją córkę , Olgę i Edwarda  Beneša. Po wojnie jednak tak Masaryk jak i Beneš utrzymywali, że na emigracji każdy utrzymywał się z własnych środków.
Na wielkim publicznym wiecu w Chicago  Pergler ogłosił za bezprawny reżym Beneša i Masaryka. Nie są  respektowane prawa jednostek, a cenzura jest gorsza niż była w CK. Państwem rządzi tzw. „realistyczna” klika, używająca sił państwa we własnych interesach, czego wcześniej nie było. Np.  paragraf 11 ustawy o ochronie republiki zajmujący się prezydentem, zabrania jego krytyki i nie dopuszcza dowodu prawdy w przypadku oskarżenia prezydenta przed sądem, co stawia go ponad prawem. O jego czynach i wypowiedziach nie wolno powątpiewać pod groźbą kary, co nie śniło się nawet filozofom.
Karel Pergler krytykował także sposób w jaki traktowani są Słowacy, ponieważ w 1929 r. Masaryk nazwał Umowę Pittsburską (zawartą 30 mają 1918 r. w tym mieście pomiędzy Masarykiem a Słowakami, gwarantującą im w nowo powstałym państwie autonomię) fałszerstwem dokonanym przez Amerykanów. W 1918 r. Masaryk potrzebował pieniędzy oraz moralnego i politycznego wsparcia amerykańskich Słowaków, więc sam wyszedł z propozycją umowy i osobiście ją podpisał  (ratyfikowana 12 listopada 1918 r.).  Zgromadzenie Rewolucyjno-Narodowe, a w dwa ni później, w dzień swojego wyboru dokładną kopię podpisał tenże Masaryk już jako prezydent republiki. Na umowie są zatem dwa jego podpisy. Zapis brzmi m. in.: „Słowacja będzie mieć swoją własną administrację, swój sejm i sądy”. Po wojnie Masaryk poparcia Słowaków już nie potrzebował, a umowę zignorował.
Pergler nie był pierwszą ofiarą prześladowań za starania ujawnienia prawdy o pieniądzach ze zbiórek Czechów i Słowaków w USA. Przed nim próbował tego Václav Vondrák, założyciel pierwszej czeskiej jednostki wojskowej w Rosji. Masaryk natychmiast fałszywie go oskarżył, a Vondrák, na podstawie prawa o ochronie republiki, nie mógł się bronić i zniechęcony, w 1927 r. opuścił kraj.

Zakończenie

Herbert A. L. Fisher, historyk, a w czasie I wojny światowej brytyjski minister, w swojej Historii Europy  napisał: „Prawdopodobnie najdobitniejszym pomnikiem sukcesu wojennej propagandy jest nagłe pojawienie się republiki Czecho-Słowackiej... Większość państw powstała mieczem lub przez kolonizację. Czecho-Słowacja jest dziełem propagandy”.  A propaganda, jak wiadomo, to zamilczanie rzeczy ważnych, oszczerstwa i kłamstwa.
Masaryk, Beneš, Štefánik czy Voska odrzucali i psuli każdą okazję zawarcia pokoju do czasu, aż powstanie Czechosłowacji stało się pewne, tj. cztery miesiące przed końcem walk. Pomagały im w tym kontakty z wpływowymi ludźmi państw sprzymierzonych. Są więc współwinnymi wielu nieszczęść, ofiar i zbytecznego cierpienia. Byli tego świadomi, ale z tego powodu nie cierpieli.  Beneš ujął to tak: „Wiedzieliśmy, że możemy osiągnąć nasze cele narodowe jedynie wtedy, gdy trwać będzie wojna, a więc tak długo, dopóki nie przygotujemy zwycięstwa”. Ale tym zajmuje się już tekst Ladislava Josefa Berana „Strategia naszego 'wyzwolenia'”.

Bibliografia:
Beneš, Edvard: K budoucímu míru, Praha 1919
Beneš 3, Edvard: Odpověď ministra věcí zahraničních na interpelaci posl. dra Lodgmana a druhů o spojitosti mezi ruským zlatým pokladem a legionáři (tisk 5211/IV) z 24. 08. 1925,
Beran 3, Ladislav Josef: Strategie našeho „osvobození“, CS-magazín 06/2007, www.cs-magazin.com
Boj o směr vývoje československého státu, Praha 1965
Brož, Ivan: Masarykův vyzvědač, Mladá fronta, Praha 2004
Clementis, Svätoboj: Zlaté preklatie, www.prop.sk/zlate.htm
Ďurica, Milan S.: Dejiny Slovenska a Slovákov, Slovenské pedagogické nakladateľstvo, Bratislava 1995
Firt, Julius: Knihy a osudy, Köln, 1972
Groulík, Karel: Böhmens Irrweg durch das 20. Jahrhundert, České Budějovice 1994
Husák, Otakar: Můj Masaryk, Praha 1948
Irwing, William Henry, Voska, Emanuel Victor: Spy and Counterspy, New York, 1940
John, Miloslav: Čechoslovakismus a ČSR 1914-1938, Baroko & Fox, Praha 1994
Jaksch, Wenzel: Cesta Evropy do Postupimi, Institut pro Středoevropskou kulturu a politiku, Praha 2000. Pozor! České vydání je neúplné, z pěti kapitol originálu jsou v českém vydání pouze tři
Jaksch 2, Wenzel: Europas Weg nach Potsdam, Wissenschaft und Politik, Köln 1970
Kalvoda, Josef: Geneze Československa, Panevropa, Praha 1998
Kalvoda 2, Josef: Role Československa v sovětské strategii, Dílo, Kladno 1999
Kalvoda 3, Josef: Z bojů o zítřek, Moravia Publishing Inc, Toronto 1995, 1996, Dílo 1998
Klimek, Antonín, Boj o Hrad I., Panevropa, Praha 1996
Klimek 2, Antonín: Velké dějiny zemí Koruny české XIV., Paseka, Praha 2002
Klimek 4, Antonín: Velké dějiny zemí Koruny české XIII., Paseka, Praha 2002
Kovtun, Jiří: Republika v nebezpečném světě. Éra prezidenta Masaryka 1918-35, Torst, Praha2005
Kvasnička, Ján: Československé légie v Rusku 1917-1920, Bratislava 1963
Lodgman, Rudolf: Interpelace poslance dra Lodgmana a druhů ministrovi pro věci zahraniční o spojitosti mezi ruským zlatým pokladem a legionáři ze dne 04. 06. 1925; větší část interpelace tvoří citace článku z Osteuropäische Korrespondenz 11/1925 „Osud bývalého ruského zlatého pokladu a česká emigrační politika“
Lazarevský, Vladimír: Rusko a československé znovuzrození, Praha 1927
Ludvík, Zbyněk, Bureš, Václav: Černá kniha minulosti, Frankfurt am Main 2001
Masaryk, Tomáš: Rukověť sociologie: podstata a methody sociologie, Naše doba, 8/1901
Masaryk 2, Tomáš: Otázka sociální, Praha 1947
Masaryk 3 a revoluční armáda, Praha 1922
Medek, Rudolf (ed.): Za svobodu. Obrázková kronika československého revolučního hnutí na Rusi 1914-1920, Za svobodu, s. s r. o., Praha 1929
Motl, Stanislav: Ukradli češi ruské zlato?, Reflex 43/2006
Na vlastní oči, TV NOVA, 28. 03. 2007
Pecháček, Jaroslav: Masaryk, Beneš, Hrad, München 1984
Pekař, Josef: Masarykova česká filosofie, Český časopis historický, XVIII/1912
Peroutka, Ferdinand: Budování státu, Lidové noviny, Praha 1991
Sak, Radim: Anabáze: Drama československých legionářů v Rusku (1914-1920), H&H, Jinočany 1996
Sládek, Zdeněk: Ruský zlatý poklad v Československu?, Slovanský přehled č. 3/1965
Sládek, 2, Zdeněk: Evakuační akce československých vojsk v sovětském Rusku (1919-1920),
Československo-sovětské vztahy IV, Univerzita Karlova, Praha 1975
Spahn, Martin, Sakharow, Konstantin W.: Die Wahrheit über die tschechische Legion im Weißen Sibirien, Berlin 1936
Sychrava, Lev: Duch legií, Památník Odboje, Praha 1921
Urban, Rudolf: Tajné fondy III. sekce. Z archivu ministerstva zahraničních věcí Republiky česko-slovenské, Praha 1943
Voska, Emanuel Victor: Paměti kapitána E. V. Vosky, Jas VII-XIX, Praha 1933, 1934, 1935
Weikert, Josef: Wie ein „Kuttelwascher“ und ein „Schuster“ einen Goldschatz erbeutet haben, Sudetenpost, Linz 4/2007

Tłum. i opr. Marek Mróz

Tekst ukazał się w miesięczniku "Opcja na Prawo"
Oryginał ukazał się na stronie CS-Magazín


09:25, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 września 2011
Sprawa Mašinów
Sprawa Mašinów W związku ze śmiercią Ctirada Mašina publikują swój tekst z 2009 r. Najpierw, premier Czech Mirek Topolanek wręczył medal in memoriam za zasługi poniesione w walce z komunistycznym reżimem braciom Józefowi i Ctiradovi Mašinom mieszkającym na stale w USA. Trzeci medal wręczył po powrocie do kraju Milanovi Paumerovi. Plan Topolanka do ostatniej chwili trzymany był w tajemnicy i był przełomem obowiązującego od aksamitnej rewolucji tabu. Do tej pory na coś takiego nie odważył się nikt. Dla jednych są bohaterami, dla innych – bandytami. Być może podział ten wynika z faktu, że stali się wyrzutem sumienia dla Czechów godzących się mniej lub bardziej dobrowolnie na współpracę z komunistami. Oni nie tylko na współpracę nie poszli, komunistów nie uznali, ale co najażniejsze, cała wyżej wymieniona trójka dokonała brawurowej i udanej ucieczki z Czechosłowacji do Berlina Zachodniego. Było to w 1953 r. Mašinovie to nie rozbitkowie społeczni, jak byli przez lata przedstawiani przez komunistyczną propagandę. Pochodzili z rodziny o patriotycznych tradycjach. Wzorowali się na swoim ojcu – gen. bryg. Józefie Mašinie, bohaterze ruchu oporu w walce z hitlerowcami. Tenże, wraz z dwoma innymi - Józefem Balabanem i Wacławem Moravcem, znani jako „trzej królowie”, zajmowali się głównie zbieraniem i przekazywaniem informacji do Londynu. W trakcie jednej z takich akcji zostali ujęci, a wkrótce potem - rozstrzelani. Inną drogę wybrał młodszy z Józefów. Działalność rozpoczęli w 1950 r. nie mogąc pogodzić się z represjami jakie komunistyczny rząd Klemensa Gottvalda zgotował Czechom po zamachu w 1948 r. Jego grupa to głównie akcje sabotażowe. Planowali nawet zamach na Klementa Gottvalda, co potwierdził Paweł Zacek z Instytutu d/s Totalitarnych Reżimów. W 1951 planowali pierwszą ucieczkę. Cieżąrówką m-ki steyer chcieli przebić się do Niemiec Zachodnich, ale nie uzyskali pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej. Na dodatek, podczas rewizji w domu w Podebradach, znaleziono mały arsenał: kilka poistoletów, granaty, amunicja. Za to sierpniu 1952 r.skazano Ctirada Mašina na 2,5 roku więzienia i pracy w kopalni uranu w Jahymovie, które opuścił w wyniku amnestii po śmierci Gottvalda w maju 1953 r. Gdy jednak pierścień zaczął się zacieśniać, musieli uciekać. Wśród uciekających, prócz braci Mašinów i Milana Paumera byli także Wacław Šveda i Zbyszek Jonata. Wiedzieli, że nie mają odwrotu. W domu czekała ich szubinica. Ucieczkę zaplanowali na kilka dni. Trwała miesiąc. Z Pragi wyszli 2 października. Bez przeszkód przekroczyli granicę Niemiec Wschodnich idąc z Chumutova przez Górę Św. Katarzyny. Ale tu popełniają pierwszy błąd próbując ukraść samochód. Drugi, to próba jazdy pociągiem. Niemiecki kasjer nabrał podejrzeń, gdy jakiś chłop mówiący z obcym akcentem kupił 5 biletów i zameldowal komu trzeba. W Ucro czekał ich 15-osobowy „komitet powitalny”. Nie chcieli się poddać, zaczęli strzelać. Wtedy zginął 1 niemiecki policjant. Ale i grupa Mašinów została rozbita. Jonata początkowo ukrył się stercie buraków, a potem, ruszył dalej. Został złapany podczas kontroli drogowej. Tłumaczył, że jest studentem. Nigdy się nie dowiedział, skąd Niemcy mieli jego zdjęcie. Dzień później w pobliżu wsi Waldov znowu trafili na patrol. W trakcie strzelaniny zginęło 2 kolejnych policjantów, ale i Švedo, postrzelony, nie mógł dalej uciekać. Pozostali ukryli się lesie. Znależli kryjówkę w stosie zwalonych pni drzew i gałęzi. Wiedzieli, że już są blisko celu. „Gdyby was postrzelili, nie możecie nawet jęknąć” rozkazał Józef. Nie było okazji sprawdzić. Niemieccy żołnierze kilkakrotnie przechodzili obok, strzelali do innych zwałów ale ich nie odkryli. Po latach Mašin powie, że wtedy miał wrażnie, iż ktoś nad nimi trzyma ochronną rękę. Potwierdziło się to, gdy doszli do autostrady w oklicy Zossen. Przekroczyli ją przez biegnący nad nią wiadukt. Za nim trafili na budkę wartowniczą. Niemiecki strażnik wziął ich na muszkę, ale poślizgnął się i upadł. Padając wystrzelil trafiając Paumera w brzuch, ale udało im się go obezwładnić. Dalej Ctirad pojechał pociągiem towarowym, a Pepik i Paumer przedarli się przez druty. Część zachodnią Berlina poznali po tym, że była lepiej oświetlona. Paumer trafił do szpitala a Mašinowie w ręce amerykańskigo wywiadu. Po kilku latach cała trójka zamieszkała w USA. Tam Paumer wstąpił do wojska. Walczył z komunistami w Korei. Komuniści zażądali ich wydania. Spotkawszy się z odmową, urządzili pokazowy proces pozostałym członkom grupy. Wyrok był tylko jeden. Śmierć. W więzieniu znalazła się matka Mašinów, która wkrótce zmarła. Represje spotkały też ich siostrę. Przeciwnicy Mašinów podnoszą kilka zarzutów. Najważniejszy to 6 śmiertelnych ofiar ich ucieczki. Nie jest to dokładnie prawdą. W trakcie ucieczki zginęło 3 policjantów wschodnioniemieckich. Trzy inne ofiary to 2 plicjantów czeskich i jeden kasjer. Ci zgnięli w latach 1951-52 w Chlumci n/Cidliną i w Čelakovicach podczas napadu na stację SNB i rabunku kasy. Po latach Paumer przyznaje, że nie żałuje ofiar, choć nie planowali zabójstw. W Chlumci źle ogłuszyli esenbaka, który sięgnął po broń, ale Pepa (Józef Mašin) strzelił pierwszy. W Čelakovicach esenbak nie chciał wydać broni. Zostal zasztyletowany. Kasjer zaś zginął przypadkowo, walcząc o broń z Pepem. Opozycja jest oburzona. Sam Topolanek mówi, że nie można zapominać o dużo większej liczbie ofiar komunistów. Przeprowadzone ad hoc sondaże wskazują na podział społeczeństwa. Rozważa przyznanie takich odznaczeń pośmiertnie pozostałym członkom grupy. Piotr Hajek, rzecznik Wacława Klausa mówi, że prezydent nie ma argumentów aby pryznać im państwowe odznaczenia. Łagodniej ocenia Piotr Koura z Instytutu Studiów Totalitarnych Reżimów postrzegając grupę Mašinów jako „stosującą środki adekwatne do sytuacji” i dodaje: „W Polsce o heroiczności takich czynów się nie dyskutuje. Nasi sąsiedzi działali także w antyhitlerowskim i antykomunistycznym ruchu oporze, daleko bardziej stosując ostre środki niż to robili Czesi.” W 2001 r. do Czech wrócił Milan Paumer. Ma 76 lat i mieszka w Podebradach. Na zarzuty, że ich działania nie były legalne odpowiada krótko: „komuniści mieli swoje prawa. Dlaczego nie mogliśmy walczyć ze złem z bronią w ręku? Oni strzelali z prawdziwej broni i myśleli, że my będziemy w nich rzucać knedlikami. Ale tak się nie stało”. Przywódca grupy, dziś 75-letni Józef Mašin przyznaje, że wyjechał „z myślą aby wrócić do wolnej i demokratycznej Czechosłowacji. A tego nie da się powiedzieć o obecnych Czechach. To absurd, że sędziowie, będący filarami tamtego reżimu – zostali” - dodaje. W tym roku grupa senatorów złożyła wniosek o nadanie im państwowych odznaczeń, jakie corocznie, 28 października, przyznawanych za zasługi przez prezydenta Republiki Czeskiej. W tym roku zgłoszono 95 osób, prócz członków grupy Mašinów, piosenkarzy: Helenę Vondračkovą i Karela Gotta.Ostateczna decyzja nalezy do prezydenta, ale z kancelarii dobiegają informacje o jego wahaniu. Milan Paumer nie rozpacza: "ja od tego prezydenta odznaczenia dostać nie chcę. Chciałbym ale od takiego, który miałby odwagę uznać walkę o wolność i demokrację za ruch oporu wobec komunizmu/.../ Ta republika potrzebuje ludzi nie bojących się wypowiadać swoich poglądów i wskazywać na wpływy komunistyczno-socjalistycznych struktur/.../ Gdy wspominam naszych towarzyszy broni – Vaclava Šveda, Zbynka Jonatę, których komuniści stracili, zastanawiam się, co by powiedzieli widząc komunistów zasiadającyh w parlamencie i mających czelność mieć pełną gębę frazesów o prawie i moralności”.
15:48, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
Ctirad Mašín nie żyje
W wieku 81 lat, w Cleveland, w stanie Ohio zmarł jeden z głównych przedstawicieli czeskiego ruchu antykomunistycznego, Ctirad Mašín. „Sprawę Mašínów” opisywałem w innym miejscu. Citrad, jego brat Józef, Milan Paumer, Zbynek Jonata i Vaclav Šveda po 1948 r., czyli po przejęciu w Czechosłowacji władzy przez komunistów utworzyli antykomunistyczną grupę zbrojną. Zdekonspirowani w 1953 r. uciekli przez zieloną granicę do Berlina Zachodniego. Po drodze, w trakcie strzelaniny, zabili 3 oficerów NRD-owskiej policji. Jonata i Šveda zostali schwytanych i skazanych na śmierć. Pozostali ostatecznie trafili do USA i służyli później jako amerykańscy żołnierze. Bracia Mašín nigdy nie wrócili do kraju. W 2001 r. do Czech wrócił M. Paumer. Zmarł w 2010. W 1990 r. Ota Rambosek, amerykański pisarz czeskiego pochodzenia napisał książkę na podstawie wspomnień członnków grupy pt. „Jenom ne strach” (Tylko nie strach), której wydania podjęło się wydawnictwo Josefa Škvoreckego, jednak na skutek nacisków ówczesnego prezydenta Vaclawa Havla, do edycji nie doszło. „Udowodnił swój heroizm przez swój opór wobec totalitarnej dyktatury” - oświadczył po śmierci czeskiego bohatera p. Piotr Nečas, premier czeskiego rządu.
15:34, mrozmarek , Czechy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
O autorze
Tagi